Reklama

Niedziela Kielecka

Więcej otrzymaliśmy niż daliśmy

Przez miesiąc w wakacje przebywali na misyjnym stażu na Jamajce – w jednym z biedniejszych krajów w tej części świata, pracując w klinice okulistycznej i pomagając w edukacji ubogim dzieciom. Kacper Dziedzic i Wiktoria Przemyska – studenci medycyny z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach – mówią, że ten czas to wielki dar i doświadczenie, które pogłębiło ich spojrzenie na zawód lekarza i na drugiego człowieka

Niedziela kielecka 43/2019, str. 4-5

[ TEMATY ]

misje

Archiwum prywatne

W klinice w Maggotty studenci mieli dużo pracy

Ich domem była w tym czasie Maggotty, gdzie od wielu lat posługuje pochodzący z diecezji kieleckiej ks. Marek Bzinkowski i świecka misjonarka Aneta Socha.

Wieść o wolontariuszach z Polski szybko się rozeszła

Studenci podkreślają, że dostępność do opieki zdrowotnej na Jamajce jest fatalna, brakuje wszystkich specjalistów. Nieocenioną pomocą dla mieszkańców jest klinika w Maggotty, która przyjmuje wszystkich. Przyjeżdżają tutaj ludzie z odległości kilkudziesięciu kilometrów. Choć lekarze mogą być jedynie dwa razy w tygodniu, każdemu udzielają pomocy.

– Wieść o naszej obecności rozchodziła się pocztą pantoflową, zgłaszało się wielu potrzebujących okularów, także mieliśmy pełne ręce roboty. Z reguły okularów potrzebowali rzemieślnicy, wyrabiający różne narzędzia i przedmioty, którzy przez problemy ze wzrokiem nie mogli wykonywać swojej pracy i zarabiać na życie – mówi Kacper. – Mieliśmy ręce pełne roboty od rana do wieczora. Badaliśmy wzrok pacjentom, dobieraliśmy okulary, a ponadto pomagaliśmy na bieżąco, robiąc opatrunki czy zszywając rany. Pacjenci byli bardzo wdzięczni. W końcu dostrzegłem sensowność moich studiów. Ten wycinek wiedzy medycznej, który miałem ze sobą na Jamajce, okazał się czymś znaczącym. Teraz patrzę na studia z tej lepszej strony, widzę, że jednak dają mi nie tylko suchą wiedzę, ale użyteczne narzędzia, którymi będę mógł pomagać drugiemu człowiekowi – opowiada Kacper.

Reklama

Różne oblicza Jamajki

Jamajczycy są niezwykle otwarci. Każdy napotkany przez nas człowiek zapytał, jak minął dzień, przywitał się, uścisnął dłoń. U nas to nie do pomyślenia. Dzieci lgnęły do nas. Kiedy braliśmy jedno dziecko na kolana, to za dwie minuty było dziesięcioro innych, na plecach i wszędzie dookoła – mówi Wiktoria. Podkreśla, że dzieci potrzebują zainteresowania i uwagi. – Często wychowują je samotne matki. Jamajczycy szybko wchodzą w związki, ale też porzucają partnerki. Mają dzieci z różnych związków, ale nie interesują się nimi. Fundamentalnym problemem jest bardzo ciężki schemat rodziny – zauważa Wiktoria.

Jamajka ma różne oblicza: to widoczne na każdym rogu ulicy i radosne, w rytmie reggae, i to smutniejsze, związane z ubóstwem i przemocą. – Przylecieliśmy w dniu ich święta narodowego. Koło lotniska Jamajczycy grali na instrumentach i śpiewali. Z czasem dostrzegliśmy również liczbę spraw sądowych, których jest więcej niż w Polsce, rodziny bez ojców oraz przebijający się uśmiech z drobnych domków mimo złej sytuacji materialnej. Dla mnie osobiście Jamajczycy są mieszanką ludzi dobrej woli, którzy ze względu na sytuację, w której się znaleźli, czasami sięgają po najgorsze rozwiązania, jakimi są przemoc, a nawet zabójstwa – przyznaje Kacper.

Misja w Maggotty rozkwita

Na Jamajce Wiktoria i Kacper zachwycili się pięknem posługi misyjnej. – Nasi misjonarze pokazali nam młodym, jak można kochać drugiego człowieka. Marta zajmuje się sferą edukacyjną, a ksiądz Marek Bzinkowski sferą duchową. Jako kapłan sprawuje Msze św. i nabożeństwa w konwentach zakonnych sióstr misjonarek, ale tak naprawdę zajmuje się wszystkim. Kompleks placówki misyjnej obejmuje siedem hektarów – budynki, sady, pola, do tego klinika okulistyczna – wszystko pięknie zagospodarowane. Misjonarze mają własną farmę kokosów, które sami obrabiają, mają pola, gdzie uprawiają orzeszki, a potem je sprzedają. Wiktoria na misji dostrzegła, że potrzebującym można skutecznie dać wędkę, a nie rybę. Ks. Marek Bzinkowski opowiadał, że na początku szło ciężko. Trzeba było przekonać ludzi, że to należy tak naprawdę do nich, że powinni dbać i szanować to wszystko. Każdy rodzic, którego dziecko jest przyjęte do programu edukacyjnego, ma obowiązek przyjść raz na dwa miesiące do pracy na kilka godzin na farmie. Tylko po to, by uświadamiał sobie potrzebę pracy, i wyrabiał w sobie zrozumienie, że musi pracować, aby zapewnić dziecku środki na edukację. Ona jest bezpłatna, ale przy takim ubóstwie niewielu Jamajczyków stać na kupienie dziecku posiłku do szkoły, opłacenie taksówki, by dojechać na miejsce (komunikacja publiczna nie istnieje), zakup podstawowych przyborów czy ubrań. – Pochodzę ze wsi i wiem, co to znaczy ciężko pracować, ale oni kładą mnie na łopatki. Nasi misjonarze zajmują się wszystkim i pracują od świtu do nocy. Prowadzą programy edukacyjne dla ponad dwustu dzieci i kursy dla dorosłych. Oni są dla tych ludzi całym sercem i oddają siebie całych – podkreśla Wiktoria.

Reklama

Oboje z Kacprem wrócili ze stażu z większym doświadczeniem. Podszkolili też język angielski. – Umiejętności medyczne, które mieliśmy już jako studenci, mogliśmy szlifować poprzez często wykonywane procedury – mówi Wiktoria. – Ale najważniejszą wartością, jaką oboje wynieśliśmy z tego stażu, jest sposób patrzenia na drugiego człowieka i jego potrzeby. W zawodzie lekarza, w którym będziemy w przyszłości pracowali, to podstawa – mówią.

– Nieustannie uczę się tego, aby zrozumieć czyjąś perspektywę. Zrozumiałem, że nie można wziąć miarki europejskiej i zmierzyć starań Jamajczyków naszym okiem, trzeba spojrzeć głębiej, z ich perspektywy i docenić ich. To była dla mnie lekcja. Przyjeżdżając ze stażu czułem, że potrafię dać napotkanym ludziom więcej szczerej uwagi. I widzę, że więcej otrzymaliśmy, niż daliśmy – opowiada Kacper. Staż misyjny częściowo ukierunkował jego plany na przyszłą specjalizację. – Chciałbym wybrać taką, która pozwoli mi wykorzystać wiedzę, szczególnie w krajach misyjnych. Czas pokaże i zweryfikuje moje słowa – dodaje.

W trakcie stażu Wiktoria i Kacper dostrzegli także różne trudności, które pomagały im ćwiczyć wytrwałość i cierpliwość. Kacper zrozumiał, że czasami musi nastąpić zmiana pokoleniowa, aby ludzie, którym udzielana jest pomoc, umieli należycie wykorzystać wsparcie. Jednak nie wolno odpuszczać i przestać czynić dobro. – Również i my doświadczyliśmy rozczarowań czy nieporozumień z Jamajczykami. Rodzice wymyślali historie, aby usprawiedliwić ponaddwumiesięczne nieobecności swoich pociech w szkołach korzystających z programu edukacyjnego dzięki placówce misyjnej. A jednym z warunków otrzymywania pomocy jest wzorowa frekwencja w szkole. To boli i podcina skrzydła – przyznaje Kacper. A potem okazuje się, że ktoś z wychowanków ukończył studia i założył rodzinę, ktoś inny wyjechał na stypendium do USA, natomiast jeszcze ktoś inny przyniósł banany, aby podziękować za wsparcie jego syna czy córki w uzyskaniu wykształcenia. Wówczas pojawia się pytanie: „I co, nie było warto?”.

Wiktoria i Kacper są ogromnie wdzięczni wszystkim, którzy umożliwili im wyjazd i pomogli sfinalizować plany. Bp Jan Piotrowski i ks. Łukasz Zygmunt zadbali o miejsce stażu, lot i ubezpieczenie. – Czuliśmy ich duchowe wsparcie. Nasi znajomi, którzy byli na pielgrzymce kieleckiej, pisali do mnie, że biskup ciągle się za nas modli – mówi Kacper. O znajomość medycznych aspektów zadbał dr Michał Biskup, ordynator Kliniki Okulistyki Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach. – Dr Biskup bardzo dobrze przygotował nas do wyjazdu, dzieląc się swoim doświadczeniem medycznym, ale również przekazał nam cenne informacje dotyczące pracy medycznej w krajach Trzeciego Świata. Sam wyjeżdżał do Etiopii i tam leczył mieszkańców. Pomoc zaoferował również optometrysta Sebastian Domański, który dał nam wskazówki medyczne. Nauczyliśmy się badać wzrok i dobierać odpowiednie okulary. Zbiórka okularów odbywała się w parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Kielcach. Okulary posegregowaliśmy (było ich siedemset par), później została określona moc i parametry – opowiadają Wiktoria i Kacper. Wspierała ich również parafia w Kazimierzy Wielkiej. Przez cały pobyt dbali o nich ks. Marek Bzinkowski i Marta Socha. – Czuliśmy ich serdeczność, wiedzieliśmy, że w razie problemów możemy na nich liczyć – mówią.

Staż procentuje

Wiktoria i Kacper wrócili już na studia. Z nowym doświadczeniem szerzej i głębiej patrzą na swój przyszły zawód lekarza. Staż misyjny wciąż procentuje. Niedawno Wiktoria opowiadała o swojej misyjnej przygodzie i pracy na Jamajce młodzieży bierzmowanej podczas rekolekcji w Skorzeszycach. Mają także ambitne nowe plany. Razem z ks. Łukaszem Zygmuntem planują powołać grupę młodych świeckich misjonarzy, którzy tak jak oni pokochają misje.

2019-10-22 13:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rozstrzygniecie konkursu misyjnego

2020-05-30 21:12

[ TEMATY ]

misje

ks. Mirosław Benedyk

Laureaci konkursu, katecheci i rodzice w pamiątkowym zdjęciu z bp. Markiem.

Siódmy diecezjalny finał o misjach, mimo narodowej kwarantanny, został rozstrzygnięty.

Pomimo niekorzystnej sytuacji, dzięki technologii i dobrej woli wielu osób, udało się dokończyć VII Diecezjalny Konkurs Misyjny, który był poświęcony osobie Heleny Kmieć, młodej wolontariuszce misyjnej, zamordowanej 24 stycznia 2017 roku w Boliwii.

Do etapu diecezjalnego zakwalifikowało się ponad 40 osób z klas VII i VIII szkół podstawowych, spośród których najlepsi okazali się: I miejsce – Szymon Terczyński uczeń Niepublicznej Szkoły Podstawnej Sióstr Salezjanek w Dzierżoniowie, katechetka s. Bożena Cichańska. II miejsce  – Łucja Wójtowicz – uczennica Zespołu Szkół w Starych Bogaczowicach, katecheta prowadzący to Marek Strzyż. III miejsce zajęła Oliwia Gołuch z Publicznej SP nr 6 im. Tysiąclecia Państwa Polskiego w Świdnicy, gdzie katechetką odpowiedzialną jest Marzena Gros, która od samego początku czyli od 7 lat przygotowuje uczniów to konkursu misyjnego.

ks. Mirosław Benedyk

Katechetka Marzena Gros z uczennicą Oliwia Gołuch

Wręczenie nagród laureatom zostało odłożone w czasie z uwagi na obostrzenia związane z epidemią. Jednak nadarzyła się okazja 26 maja, aby zorganizować spotkanie w ŚKB, na którym bp Marek Mendyk wręczył pamiątkowe dyplomy i nagrody zwycięzcom oraz złożył wyrazy uznania dla pracy katechetów.

ks. Mirosław Benedyk

Szymon Terczyński z rodzicami i siostrą katechetką

Pozostałe miejsca zajęli:

- IV miejsce – Michalina Drzal, Marcin Hamera, Estera Prochera – Publiczna SP nr 4 im. Janusza Korczaka w Świebodzicach

- V miejsce – Paweł Gryszkiewicz – Szkoła Podstawowa im. Henryka Sienkiewicza w Roztoce

- VI miejsce - Michał Chryplewicz – Publiczna SP nr 5 im. Bohaterów Westerplatte w Dzierżoniowie

- VII miejsce– Daria Piechurska – Publiczna SP nr 6 im, Tysiąclecia Państwa Polskiego w Świdnicy

- VIII miejsce – Janusz Hołówka – Publiczna Szkoła Podstawowa w Goczałkowie

- IX miejsce – Wiktoria Wasielewska – Publiczna SP nr 4 im. Janusza Korczaka w Świebodzicach

- X miejsce – Magdalena Koszyńska – Zespół Szkolno-Przedszkolny w Ścinawce Średniej

ks. Mirosław Benedyk

Laureaci konkursu, katecheci i rodzice w pamiątkowym zdjęciu z bp. Markiem.

CZYTAJ DALEJ

Kapłan oddany Bogu i ludziom

2020-06-05 18:36

ks. Wojciech Kania

W kościele parafialnym pw. Trójcy Świętej w Rudniku nad Sanem pożegnano śp. ks. inf. Czesława Walę.

Duchowieństwo, siostry zakonne i wierni świeccy pożegnali wybitnego duszpasterza i patriotę ks. Czesława Walę w jego rodzinnym mieście Rudniku nad Sanem. Mszy św. przewodniczył metropolita częstochowski abp Wacław Depo. Koncelebrowali bp Krzysztof Nitkiewicz, Ordynariusz Diecezji Sandomierskiej oraz biskup pomocniczy Diecezji Radomskiej Piotr Turzyński.

ks. Wojciech Kania

– Wasze miasto, w którym urodził się ten charyzmatyczny kapłan i do którego wrócił na emeryturę po przeszło 50 latach niezwykle owocnej pracy duszpasterskiej, miało być miejscem wytchnienia i oczekiwania na ostateczne spotkanie z Panem. Tymczasem, pomimo choroby i słabnących sił, ks. Wala dalej pielęgnował zapoczątkowane przez siebie dzieła, koncentrując się na pracy z głuchoniemymi i budowie dla nich, jakże potrzebnego ośrodka. Nic dla siebie, wszystko dla Chrystusa i drugiego człowieka. Taki był do ostatniego tchnienia – powiedział na początku liturgii bp Nitkiewicz.

ks. Wojciech Kania

Abp Wacław Depo nakreślił w homilii kilka obrazów z życia zmarłego, którego poznał jeszcze jako kleryk sandomierskiego seminarium. Opowiedział, że pierwszy raz zobaczył księdza Walę modlącego się na kolanach przy wiejskiej kapliczce razem z grupką dzieci. W tym miejscu wybudował później kałkowskie sanktuarium. Metropolita Częstochowski podkreślił pobożność maryjną zmarłego i otwartość serca, która sprawiała, że dzielił się dosłownie ostatnią kromką chleba. Jego głęboka pobożność szła w parze z przejrzystością życia, do tego stopnia, że nie miał nawet w domu firanek.

Abp Depo wspominał również o największych osiągnięciach ks. inf. Czesława Wali, w tym o budowie Sanktuarium Maryjnego w Kałkowie – Godowie.

– Wszyscy dziwili się skąd taki plan, nawet zarzucano mu, że wymyślił sobie sanktuarium. On zawsze mówił, że to jest sprawa Maryi, zawierzył jej i powstało miejsce, które gromadzi pielgrzymów i to jest cudowne – mówił abp Depo. Hierarcha podkreślał również, że ks. Wala kierował się wielką miłością do Ojczyzny, której uczył innych. – Jego umiłowanie ojczyzny i odpowiedzialność za nią jest dla nas zobowiązaniem. Dlatego dziękujemy Bogu za jego osobę, jego dzieła niech będą zawsze wdzięczną pamięcią o jego postawie i jego zawierzeniu Panu Bogu we wszystkim – powiedział abp Wacław Depo.

ks. Wojciech Kania

Do uczestników uroczystości pogrzebowych ks. inf. Czesława Wali specjalny list skierował Prezydent RP Andrzej Duda, w którym zaznaczył, że Ksiądz Infułat dawał wszystkim wspaniałe świadectwo życia Ewangelią. – W ciągu przeszło 55 lat posługi duszpasterskiej Ksiądz Infułat dał wspaniałe świadectwo, że dla człowieka kierującego się wskazaniami Ewangelii nie ma rzeczy niemożliwych. Dzięki swojej serdeczności i determinacji potrafił pokonywać największe przeciwności – napisał Prezydent.

Na zakończenie Eucharystii za posługę ks. inf. Czesława Wali dziękował bp pomocniczy z Radomia Piotr Turzyński, który reprezentował bpa Henryka Tomasika. Odczytany został również list od Przełożonej Generalnej Sióstr Pallotynek Ivete Garlet, a ks. Stanisław Gurba odczytał list od Matki Generalnej Zgromadzenia Sióstr Salezjanek Najświętszych Serc s. Ines De Giorgi. Słowa wdzięczności i pożegnania wypowiedział również w imieniu samorządowców Burmistrz Miasta Rudnik nad Sanem Waldemar Grochowski oraz współpracownicy śp. Ks. Wali.


Po Mszy św., ciało ks. inf. Czesława Wali zostało przewiezione do Kałkowa, gdzie odbędzie się dalsza część uroczystości pogrzebowych.

Ks. inf. Czesław Wala urodził się 23 października 1936 r. w Rudniku nad Sanem. Był absolwentem miejscowego liceum ogólnokształcącego. Po maturze przez rok pracował w Urzędzie Gminy. Następnie wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu. Święcenia kapłańskie otrzymał z rąk Sługi Bożego bp. Piotra Gołębiowskiego 7 czerwca 1964 r. Jako wikariusz pracował w Sławnie, a od 1967 r. rozpoczął pracę w Krynkach koło Starachowic. Często pełnił posługę w oddalonej o 9 kilometrów od Krynek wsi Kałków. Dzięki jego staraniom w miejscowości tej powstał punkt katechetyczny oraz kaplica. Dnia 17 października 1971 r., na beatyfikację o. Maksymiliana Kolbego, skromna kaplica przemieniła się w nieduży kościół pod jego wezwaniem. Parafia w Kałkowie została erygowana 1 października 1981 r., a ks. Wala został jej pierwszym proboszczem. W 1982 r. zrodziła się idea budowy sanktuarium Maryjnego. Mimo przeszkód czynionych przez władze, 22 maja 1983 r. do budującego się kościoła sprowadzono kopię obrazu Matki Bożej z Lichenia. Maryjną świątynię poświęcił w 1988 r. bp Marian Zimałek. Na przełomie lat 1985 i 1986 ks. Wala wybudował Golgotę Martyrologii Narodu Polskiego. Po przejściu na emeryturę zamieszkał w Rudniku nad Sanem, gdzie rozpoczął budowę domu opieki i formacji dla głuchoniemych.

CZYTAJ DALEJ

Niezwykły film na rocznicę śmierci męczenników z Pariacoto

2020-06-06 06:45

[ TEMATY ]

Legnica

Peru

męczennicy franciszkańscy

arch. franciszkanie

W tym roku przypada 5 rocznica beatyfikacji bł. Męczenników z Pariacoto - bł. Michała Tomaszka i bł. Zbigniewa Strzałkowskiego. Beatyfikacja odbyła się 5 grudnia, ale 7 czerwca w Polsce świętujemy ich wspomnienie liturgiczne, a także rocznicę święceń diakonatu o. Michała Tomaszka i prezbiteratu o. Zbigniewa Strzałkowskiego.

W tym roku 7 czerwca to niedziela Trójcy Świętej, więc liturgicznie jest ona priorytetem. Zachęcamy jednak serdecznie do wspólnej modlitwy w swoich wspólnotach i pamięci o błogosławionych Męczennikach z Pariacoto w tym dniu. Zapraszamy na Mszę Świętą o godz. 12 do Bazyliki św. Franciszka z Asyżu w Krakowie, którą będzie sprawował o. Jacek Lisowski. Na Mszy będą także obecni członkowie rodzin błogosławionych.

Msza Święta będzie także transmitowana online na kanale YouTube: Bazylika św. Franciszka

Ten rocznicowy rok pięciu lat od beatyfikacji Męczenników z Pariacoto to czas odkrywania i publikowania na kanale dedykowanym błogosławionym (www.youtube.com/MichaliZbigniew) filmów i zdjęć archiwalnych z bł. Michałem Tomaszkiem i bł. Zbigniewem Strzałkowskim. Znajdują się tam już filmy ze święceń, ślubów wieczystych, prymicji oraz wiele innych.

5 czerwca został tam także zamieszczony film nagrany w lutym 1989 r. w Peru, na którym możemy zobaczyć i usłyszeć bł. Zbigniewa Strzałkowskiego, nowo powstającą misję, krajobrazy, warunki, w jakich franciszkanie mieli rozpocząć pracę w Pariacoto. Film ten nie był dotąd publikowany!

Jak powstał ten film? W lutym 1989 r. na wizytacją placówek misyjnych w Ameryce Południowej udali się ojcowie franciszkanie Feliks Stasica (ówczesny prowincjał Prowincji św. Antoniego i bł. Jakuba Strzemię Zakonu Braci Mniejszych Franciszkanów) oraz Zdzisław Gogola (ówczesny rektor Franciszkańskiego Seminarium Duchownego w Krakowie). Ojcowie wzięli ze sobą kamerę. Dość ciężki sprzęt, ale jak na tamte czas – nowoczesny i nagrywający filmy w kolorze na kasetę VHS, posłużył do udokumentowania podróży. Bł. Zbigniew Strzałkowski i o. Jarosław Wysoczański byli wówczas w Peru od 3 miesięcy. Wdrażali się w pracę duszpasterską, ale jeszcze nie mieszkali w Pariacoto. Bł. Michał Tomaszek miał do nich dotrzeć za kilka miesięcy.

Dziś, po latach, możemy oglądać kadry nagranego wówczas filmu. Są one niezwykle cenne, bo pokazują nie tylko realia misyjne, z jakimi spotkali się franciszkanie rozpoczynając pracę w Peru, ale przede wszystkim postać bł. Zbigniewa Strzałkowskiego.

Warto przypomnieć, że dwaj ojcowie misjonarze, którzy ponieśli śmierć męczeńską 9 VIII 1991 r. za wiarę w Peru, uczyli się i pracowali w Legnicy, we franciszkańskim klasztorze.

O. Michał Tomaszek, ur. 1960 r. w Łękawicy k. Żywca uczył się w Legnicy (do matury) w latach 1975 - 1979. Miał dwie siostry i brata bliźniaka. Ojciec zmarł, gdy Michał miał 9 lat. Pierwsze śluby zakonne złożył w 1981 r. Po 6 latach studiów filozoficzno-teologicznych w Krakowie przyjął święcenia kapłańskie Po dwóch latach pracy duszpasterskiej w Pieńsku spełnił swe marzenia o pracy misyjnej.

O. Zbigniew Adam Strzałkowski, ur. w 1958 r. w Tarnowie. Po ukończeniu Technikum Mechanicznego pracował w Państwowym Ośrodku Maszynowym. Jednak był w nim wciąż głos powołania kapłańskiego i zakonnego. Wstąpił do nowicjatu franciszkańskiego. W 1996 r. przyjął święcenia kapłańskie. Zaraz też został skierowany do pracy wychowawczej w Niższym Seminarium w Legnicy (1986 - 1988 r.). Był to jednak tylko etap nabierania doświadczenia, by mógł pracować jako misjonarz w Peru.

FOTO

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję