Reklama

Niedziela Częstochowska

Dzieci w niebie

- Wierzymy w to, że nasze dzieci są w niebie - dzielili się swoim świadectwem Jowita i Michał podczas modlitwy w Dzień Dziecka Utraconego, który obchodzony był 15 października

Niedziela częstochowska 43/2019, str. 4

[ TEMATY ]

Dzień Dziecka Utraconego

Jowita Kostrzewska

Ważnym momentem podczas Dnia Dziecka Utraconego jest świadectwo rodziców

Wszyscy dotknięci dramatem straty dziecka w wyniku choroby, poronienia, przedwczesnego porodu, wypadku czy aborcji spotkali się na modlitwie w parafiach archidiecezji częstochowskiej. Patronat honorowy nad obchodami objął abp Wacław Depo, metropolita częstochowski.

W tym roku uczestnicy obchodów Dnia Dziecka Utraconego spotkali się na modlitwie i refleksji m.in. w sanktuarium św. Józefa w Częstochowie, w Wieluniu w Klasztorze Sióstr Bernardynek oraz w Radomsku w kościele św. Ojca Pio.

W sanktuarium św. Józefa w Częstochowie spotkanie rozpoczęło się modlitwą różańcową w intencji rodziców doświadczonych stratą dziecka. Następnie Mszy św. przewodniczył ks. Piotr Klekociński. - Każdy z nas ma takie momenty w życiu, kiedy nasze serce jest rozrywane. Grzechy, nasze złości sprawiają, że nasze serce rozrywa się. Przychodzimy wówczas do Chrystusa, aby leczył i zabliźniał wszystkie rany, które krwawią - mówił w homilii ks. Klekociński.

Reklama

- Dzisiaj przed Chrystusem z takim sercem porozrywanym przez ból stają rodzice, którzy stracili swoje dzieci. Jesteśmy z wami i chcemy was bardzo mocno oddać w Serce Pana Boga - kontynuował kapłan i dodał: – Rodzice, którzy utracili swoje dzieci, nie mieli możliwości ich przytulenia i pogłaskania, ale Chrystus robi to za nich.

Po Mszy św. swoim świadectwem podzielili się Jowita i Michał, którzy przybyli z synkiem Antosiem. Rodzice opowiedzieli o walce o życie Antosia, który, według lekarzy, miał się urodzić z wieloma wadami kwalifikującymi go do aborcji. Wsparcie i obecność Bożą w tamtym trudnym czasie rodzice odczuwali na każdym kroku. Po narodzinach Antosia były problemy z jego zdrowiem, ale z czasem wszystko zaczęło ustępować. Jedynym trudem, który pozostał, są gorzej wykształcone rączki, co jednak nie przeszkadza Antosiowi realizować swoich celów, choćby nauki w Jasnogórskiej Szkole Muzycznej, oraz gry na instrumentach perkusyjnych.

Rodzice podzielili się także trudnymi przeżyciami związanymi z utratą swoich dzieci: Marysi i Pawełka. - Serce naszego dziecka ładnie biło. Nic nie wskazywało na problemy. Niestety, straciliśmy naszą córkę Marysię. Wiemy, że nasza córeczka jest w niebie, że jest szczęśliwa. Potem także kolejne nasze dziecko - Pawełek – odeszło w wyniku poronienia - mówił p. Michał.

Reklama

- Jesteśmy członkami Domowego Kościoła. Podjęliśmy również Dzieło Duchowej Adopcji. Poczuliśmy na sobie, że Jezus w największym bólu wyzwala i uzdrawia - podkreśliła p. Jowita.

Także sam Antoś podzielił się swoim świadectwem. Mówił o trudnościach swojego życia i ogromnej tęsknocie za rodzeństwem, które odeszło przedwcześnie.

Podczas spotkania odbyła się adoracja Najświętszego Sakramentu i Droga Krzyżowa. Bliscy utraconych dzieci nieśli krzyż. Rodzice nadawali imiona swoim utraconym dzieciom, zapalili przy ołtarzu światełka pamięci oraz oddali je Bogu podczas modlitwy ofiarowania. Po raz pierwszy też imiona dzieci, które nie mają swoich grobów, mogły być zapisane w Księdze Pamięci Dzieci Utraconych. Dzieci, które zostały wpisane do księgi, oraz ich rodzice, będą powierzane Bogu podczas Mszy św. nowennowej do Dzieciątka Jezus sprawowanej w sanktuarium św. Józefa w Częstochowie każdego 25. dnia miesiąca.

2019-10-22 13:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Utracone, ale nie na zawsze

Boleśnie przeżywamy śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się pożegnać, ale o wiele boleśniej dotyka nas śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się jeszcze przywitać

Zapytałam kiedyś przedszkolaków, co to jest skarb. Padały różne propozycje. – Brylanty, złoto, skrzynia z pieniędzmi. W końcu padła nieśmiała odpowiedź: – Jak rodzice nie mają długo dziecka i to dziecko im się w końcu urodzi, to jest ich skarb.

Magda cieszy się swoim skarbem, ale zanim to się stało, straciła sześcioro dzieci w pierwszych miesiącach ciąży. Mówi, że jej serce składa się z sześciu kawałków, bo tyle razy pękało – przy każdej stracie. Dziś 5-letni Wiktor to plasterek miodu na jej popękane serce. 15 października w Dzień Dziecka Utraconego spotykam ich na Mszy św. w intencji rodziców dzieci utraconych, a później patrzę, jak wysyłają niebu sześć białych baloników. – Dla Antosi, Bartka, Karolinki... – wymienia Wiktor. Spotykam też Ewę z mężem – mają dwa białe baloniki, ale w swoich dłoniach nie trzymają dziecięcej rączki. Stracili dwoje dzieci, a później już się nie udało. Mówią, że zamiary Boże nie są tak oczywiste i przewidywalne, jak by się chciało.

Dziecko, które się rozmyśliło

Utrata dziecka zawsze jest traumą, niezależnie od jego wieku i okoliczności, w których to nastąpiło. Konsekwencje psychiczne i społeczne takiej straty są wielowymiarowe, gdyż stres potraumatyczny może powodować różnego rodzaju zaburzenia psychiczne i depresyjne. Najtrudniejszym elementem przy stracie dziecka nienarodzonego dla kobiety jest fakt, że nigdy go nie zobaczyła ani nie przytuliła, a przecież wiedziała o jego istnieniu. Jak pisze ks. Arkadiusz Olczyk: „Mówiąc krótko, boleśnie przeżywamy śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się pożegnać, ale o wiele boleśniej dotyka nas śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się jeszcze przywitać”.

Trudny jest również brak społecznego przyzwolenia na przeżycie żałoby. Z jednej strony bagatelizuje się zaistniały fakt, z drugiej zaś słyszy się tanie pocieszanie: „Jeszcze będziesz miała dziecko”; „Jakby miało być chore, to lepiej...”. Tymczasem kobieta przeżywa dramat i czuje żal, bo umarło jej dziecko – to konkretne, na które teraz czekała. – Czasem jest to żal do całego świata: do spotykanych na ulicy kobiet w zaawansowanej ciąży, bo im się udało; do Pana Boga, bo mógł temu zaradzić, a nic nie zrobił; a nawet absurdalny żal do warzyw na straganach, które każdego dnia odmierzasz z aptekarską dokładnością, a jednak nie zapewniają zdrowia twojemu dziecku – wspomina Małgosia. – Najtrudniejsze było jednak wytłumaczenie 3-letniej córeczce – pukającej palcem w mój brzuch i pytającej, co słychać u dzidziusia – że on się nie urodzi. Mała zapytała wtedy zawiedziona: czy dzidziuś się rozmyślił? – zwierza się Małgosia.

Nie bądźcie smutni

Na wrocławskim cmentarzu osobowickim widziałam pomnik dziecka utraconego, które wyciąga ręce do pogrążonych w bólu rodziców, by ich pocieszyć. Figura dziecka jest przezroczysta i jest symbolem osoby utraconej, ale zarazem obecnej, która zdaje się, że mówi: Nie bądźcie smutni! Zanim jednak rodzice przestaną być smutni, muszą przejść przez dni rozpaczy i żałoby, a to różnie wygląda. Inaczej przeżywa stratę ojciec dziecka – równie mocno, choć przeważnie bardziej skrycie – a inaczej matka. Nie ma ustalonych reguł i jednego sposobu na jej przeżycie, każdy ma też swoje tempo przeżywania. Faktem jest jednak, że po wielu dniach bólu, smutku i cierpienia przychodzi wewnętrzny spokój. Psychologowie mówią, że czas trwania żałoby to optymalnie dwanaście miesięcy – tak, by rodzice mogli przejść ze świadomością straty przez wszystkie kluczowe dni roku: pierwsze Boże Narodzenie bez dziecka, pierwsze uroczystości rodzinne bez dziecka... Ania wspomina: – Jasia straciliśmy w 4. miesiącu ciąży, ale do 9. miesiąca zastanawiałam się, co by się z nim teraz działo, jaki byłby duży. Może już by się nawet uśmiechał na USG. I w myślach uśmiechałam się do niego. Zaraz jednak pojawiał się tamten obraz z pamiętnego USG – smutna, spuszczona główka. I przychodziła rozpacz.

Formą radzenia sobie z żalem może też być zadaniowość – kobieta od razu planuje kolejne ciąże albo wpada w wir wymyślonych obowiązków, by się czymś zająć i nie myśleć o stracie.

Co na to przepisy

Jednym z etapów przeżywania żałoby jest pogrzeb i pożegnanie bliskiej osoby, dlatego pogrzeb dziecka ma duże znaczenie. Obecne przepisy pozwalają na jego zorganizowanie, niezależnie od tygodnia, w którym nastąpiła śmierć. Rodzicom przysługuje również zasiłek pogrzebowy. Szpitale zazwyczaj o tym nie informują, a na pytanie dotyczące procedur nie potrafią odpowiedzieć pracownicy ani szpitali, ani zakładów pogrzebowych. – Lekarz w szpitalu patrzył na mnie jak na kobietę szaloną. Ja również patrzyłam na niego jak na kogoś, kto postradał zmysły, bo dziecko, które mieszkało dziewięć cudownych tygodni pod moim sercem, nazywał martwą ciążą i nie chciał mi go oddać. Tłumaczyłam, że każdemu utraconemu dziecku należą się pogrzeb i miejsce na ziemi. W końcu przyznał mi rację. Rozpłakałam się, gdy w USC podawałam imię córeczki: Anna! A później z dumą patrzyłam na akt urodzenia, choć był to jednocześnie akt zgonu mojego dziecka – opowiada Renata.

Przez kilka lat niektóre szpitale uniemożliwiały pogrzeb dziecka z powodu nieznajomości jego płci. Rodzice musieli płacić za kosztowne badania genetyczne, mieli też problemy z uzyskaniem zasiłku pogrzebowego. Zmieniło się to w 2016 r. Na stronie Instytutu na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris” czytamy: „Aby ubiegać się o refundację kosztów pogrzebu dziecka zmarłego przed narodzeniem, konieczne jest uzyskanie aktu urodzenia z adnotacją o urodzeniu martwym, czyli zarejestrowanie dziecka w urzędzie stanu cywilnego. Do rejestracji konieczne jest określenie płci dziecka, co w niektórych przypadkach jest możliwe wyłącznie za pomocą badań genetycznych. Należy pamiętać, że koszt tych badań uznaje się za wydatki związane z pogrzebem, a to oznacza, że są one refundowane w ramach zasiłku pogrzebowego”.

Renata zorganizowała pogrzeb swojej córeczce miesiąc po poronieniu. – Nie wiedziałam, że grób jest taki ważny. Myślałam, że skoro dziecko na zawsze zostanie w moich myślach, to nie potrzeba nam marmurowego nagrobka. Tylko czemu taka bezdomna się czułam za każdym razem, przechodząc przez cmentarz? – dzieli się swoim doświadczeniem. – Po pogrzebie zaś odczułam ulgę, jakbym zamknęła jakiś ważny rozdział w życiu, bo nasza Ania dostała swoje miejsce nie tylko w naszych sercach – dodaje.

CZYTAJ DALEJ

Pierwsza rocznica śmierci abp. Bolesława Pylaka: Żył, aby służyć

2020-06-05 11:18

Katarzyna Artymiak

Śp. abp Bolesław Pylak, emerytowany ordynariusz archidiecezji lubelskiej, zmarł 6 czerwca 2019 r. Przeżył 98 lat, w tym 71 w kapłaństwie i 53 w biskupstwie. 6 czerwca br., w pierwszą rocznicę śmierci, w archikatedrze lubelskiej o godz. 19.00 sprawowana będzie Msza św. pod przewodnictwem abp. Stanisława Budzika. Podczas Liturgii zostanie odsłonięte i poświęcone epitafium dedykowane zmarłemu Pasterzowi. Pamiątkowa tablicę zaprojektował Zbigniew Kotyłło.

Śp. abp. Bolesław Pylak urodził się 20 sierpnia 1921 r. w Łopienniku Górnym. Podczas II wojny światowej wstąpił do lubelskiego seminarium duchownego. W czerwcu 1948 r. przyjął święcenia kapłańskie i podjął pracę w Nałęczowie. Rok później na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim rozpoczął studia z teologii dogmatycznej, których zwieńczeniem była obrona doktoratu. Przez wiele lat pracował naukowo i prowadził zajęcia na Wydziale Teologii KUL oraz w seminarium duchownym. 29 maja 1966 r. przyjął święcenia biskupie i został sufraganem lubelskim. W 1975 r. został mianowany biskupem lubelskim; w 1992 r. podniesiony do godności arcybiskupa metropolity lubelskiego. W czerwcu 1997 r. przeszedł na emeryturę. Dopóki zdrowie mu na to pozwalało, podejmował biskupią posługę w parafiach diecezji. Na pasterskim szlaku towarzyszyło mu zawołanie: „Tobie, Panie, zaufałem”.

Śp. abp Bolesław Pylak wpisał się w historię diecezji lubelskiej jako niestrudzony budowniczy kościołów. Z jego inicjatywy w czasach komunizmu wzniesiono ponad 400 kościołów i kaplic; erygował ok. 150 parafii. Kilka lat temu w wywiadzie dla „Niedzieli” mówił: „Stawiałem Panu Bogu coraz wyższe poprzeczki. Modliłem się: Panie Boże, może 10 kościołów; potem prosiłem o 50, 100… Wkład ludzi i współpraca z łaską Bożą zaowocowała wybudowanymi kościołami. To było wielkie materialne osiągnięcie, które nazywam cudem. Jednak, co najważniejsze, nowe parafie dawały nowe powołania. W sumie wyświęciłem 670 księży”. W codziennym życiu, jak i w biskupiej pracy śp. abp Pylak był wierny powtarzanej dewizie: „człowiek żyje, żeby służyć”. Zawsze stawiał na Maryję. Jak sam podkreślał, składania wszystkiego Bogu przez ręce Maryi nauczył się od bp. Stefana Wyszyńskiego, z którym pracował jako diakon. W pierwszym roku kapłaństwa był świadkiem cudu łez na obrazie Matki Bożej w katedrze lubelskiej. Później, jako biskup, doprowadził do koronacji łaskami słynących wizerunków Maryi m.in. w Wąwolnicy, Janowie Lubelskim i Lublinie. Mówił: - „Zawsze dziękuję Matce Najświętszej za Jej macierzyńską opiekę. Z Nią jest zawsze dobrze”. W 1987 r. przygotował papieską wizytę i podejmował w Lublinie św. Jana Pawła II. Na zasłużonej emeryturze, w skromnym mieszkaniu przy ul. Bernardyńskiej, pisał książki, w których wiernym przybliżał prawdy wiary i żywoty ukochanych świętych. Znalazł się wśród nich 6 czerwca 2019 r., gdy w samo południe przekroczył bramę nieba. Na zawsze pozostanie w naszej pamięci.

Transmisja z uroczystości na http://archikatedra.kuria.lublin.pl/na-zywo


CZYTAJ DALEJ

Niezwykły film na rocznicę śmierci męczenników z Pariacoto

2020-06-06 06:45

[ TEMATY ]

Legnica

Peru

męczennicy franciszkańscy

arch. franciszkanie

W tym roku przypada 5 rocznica beatyfikacji bł. Męczenników z Pariacoto - bł. Michała Tomaszka i bł. Zbigniewa Strzałkowskiego. Beatyfikacja odbyła się 5 grudnia, ale 7 czerwca w Polsce świętujemy ich wspomnienie liturgiczne, a także rocznicę święceń diakonatu o. Michała Tomaszka i prezbiteratu o. Zbigniewa Strzałkowskiego.

W tym roku 7 czerwca to niedziela Trójcy Świętej, więc liturgicznie jest ona priorytetem. Zachęcamy jednak serdecznie do wspólnej modlitwy w swoich wspólnotach i pamięci o błogosławionych Męczennikach z Pariacoto w tym dniu. Zapraszamy na Mszę Świętą o godz. 12 do Bazyliki św. Franciszka z Asyżu w Krakowie, którą będzie sprawował o. Jacek Lisowski. Na Mszy będą także obecni członkowie rodzin błogosławionych.

Msza Święta będzie także transmitowana online na kanale YouTube: Bazylika św. Franciszka

Ten rocznicowy rok pięciu lat od beatyfikacji Męczenników z Pariacoto to czas odkrywania i publikowania na kanale dedykowanym błogosławionym (www.youtube.com/MichaliZbigniew) filmów i zdjęć archiwalnych z bł. Michałem Tomaszkiem i bł. Zbigniewem Strzałkowskim. Znajdują się tam już filmy ze święceń, ślubów wieczystych, prymicji oraz wiele innych.

5 czerwca został tam także zamieszczony film nagrany w lutym 1989 r. w Peru, na którym możemy zobaczyć i usłyszeć bł. Zbigniewa Strzałkowskiego, nowo powstającą misję, krajobrazy, warunki, w jakich franciszkanie mieli rozpocząć pracę w Pariacoto. Film ten nie był dotąd publikowany!

Jak powstał ten film? W lutym 1989 r. na wizytacją placówek misyjnych w Ameryce Południowej udali się ojcowie franciszkanie Feliks Stasica (ówczesny prowincjał Prowincji św. Antoniego i bł. Jakuba Strzemię Zakonu Braci Mniejszych Franciszkanów) oraz Zdzisław Gogola (ówczesny rektor Franciszkańskiego Seminarium Duchownego w Krakowie). Ojcowie wzięli ze sobą kamerę. Dość ciężki sprzęt, ale jak na tamte czas – nowoczesny i nagrywający filmy w kolorze na kasetę VHS, posłużył do udokumentowania podróży. Bł. Zbigniew Strzałkowski i o. Jarosław Wysoczański byli wówczas w Peru od 3 miesięcy. Wdrażali się w pracę duszpasterską, ale jeszcze nie mieszkali w Pariacoto. Bł. Michał Tomaszek miał do nich dotrzeć za kilka miesięcy.

Dziś, po latach, możemy oglądać kadry nagranego wówczas filmu. Są one niezwykle cenne, bo pokazują nie tylko realia misyjne, z jakimi spotkali się franciszkanie rozpoczynając pracę w Peru, ale przede wszystkim postać bł. Zbigniewa Strzałkowskiego.

Warto przypomnieć, że dwaj ojcowie misjonarze, którzy ponieśli śmierć męczeńską 9 VIII 1991 r. za wiarę w Peru, uczyli się i pracowali w Legnicy, we franciszkańskim klasztorze.

O. Michał Tomaszek, ur. 1960 r. w Łękawicy k. Żywca uczył się w Legnicy (do matury) w latach 1975 - 1979. Miał dwie siostry i brata bliźniaka. Ojciec zmarł, gdy Michał miał 9 lat. Pierwsze śluby zakonne złożył w 1981 r. Po 6 latach studiów filozoficzno-teologicznych w Krakowie przyjął święcenia kapłańskie Po dwóch latach pracy duszpasterskiej w Pieńsku spełnił swe marzenia o pracy misyjnej.

O. Zbigniew Adam Strzałkowski, ur. w 1958 r. w Tarnowie. Po ukończeniu Technikum Mechanicznego pracował w Państwowym Ośrodku Maszynowym. Jednak był w nim wciąż głos powołania kapłańskiego i zakonnego. Wstąpił do nowicjatu franciszkańskiego. W 1996 r. przyjął święcenia kapłańskie. Zaraz też został skierowany do pracy wychowawczej w Niższym Seminarium w Legnicy (1986 - 1988 r.). Był to jednak tylko etap nabierania doświadczenia, by mógł pracować jako misjonarz w Peru.

FOTO

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję