Reklama

Polityka

Inwestujemy w lokalną Polskę

O wspieraniu polskiej przedsiębiorczości i wyrównywaniu szans z Anną Gembicką – podsekretarzem stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju – rozmawia Artur Stelmasiak

Niedziela Ogólnopolska 38/2019, str. 26-27

[ TEMATY ]

polityka

Artur Stelmasiak/Niedziela

Anna Gembicka: Chcemy rozwijać szczególnie te miejscowości, które straciły lub tracą swoje funkcje społeczne i gospodarcze

ARTUR STELMASIAK: – Po 1,5 roku wróciła Pani do Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju. Czy lekcja pracy z premierem Mateuszem Morawieckim przydaje się teraz na stanowisku wiceministra?

MIN. ANNA GEMBICKA: – Byłam jednym z najbliższych współpracowników ówczesnego wicepremiera i ministra inwestycji i rozwoju Mateusza Morawieckiego. Pan Premier jest znany ze swojej pracowitości i tego samego wymagał od nas. To było wielkie wyzwanie, ale i najlepsza szkoła służby dla Polski. Przez moje biurko przechodziło wiele tematów, z którymi teraz mam do czynienia w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju.

– Jak na przestrzeni ponad 3 lat zmienił się ten resort?

– Pamiętam początki swojej pracy w maju 2016 r., gdy przygotowywałam materiały i koordynowałam organizację spotkań Pana Premiera. Wtedy widziałam w ministerstwie wielki, ale ciągle niewykorzystany potencjał. Naprawdę często można było się spotkać z niemocą i w przypadku różnych zadań często pierwsza odpowiedź, która padała, to było: „ale tego nie da się zrobić”. Potem jednak okazywało się, że się da. Pokazuje to przykład m.in. uszczelnienia systemu podatkowego. Teraz, z perspektywy 3 lat, widzę, jak to ministerstwo się zmieniło. Przestał panować imposybilizm. Chyba część ludzi sama uwierzyła w siebie i w to, co robimy.

– Przykład?

– Szczególnie widoczne było to w wymiarze gospodarczej ekspansji zagranicznej, czyli w Wydziałach Promocji Handlu i Inwestycji, które przekształciliśmy w Zagraniczne Biura Handlowe. Te wydziały miały się zajmować wsparciem polskich przedsiębiorców za granicą.

– Miały się zajmować, a nie zajmowały się?

– Powiem tak: było bardzo różnie. Niektóre funkcjonowały całkiem przyzwoicie, ale, niestety, spora ich część przypominała raczej biura podróży, a nie pracę dla naszego państwa. Musieliśmy ukrócić te praktyki, a przede wszystkim zmienić nastawienie i mentalność, by realnie zająć się wsparciem polskich przedsiębiorców. Usprawniliśmy pracę i nawet obniżyliśmy koszty. Choć wiemy, że cały mechanizm promocji działa o wiele lepiej, bo słyszymy to od przedsiębiorców, to jednak zdajemy sobie sprawę, że przed nami jeszcze wiele pracy. Polskie firmy są coraz bardziej konkurencyjne i innowacyjne, a polskie produkty mają świetną jakość. Chcemy o tym mówić głośno i pomagać tym firmom w ekspansji zagranicznej.

– Przez lata na mapie naszego kraju były regiony, gdzie było wiele inwestycji, ale także takie, o których zapomniano. Jak wygląda proces wyrównywania szans?

– Faktycznie stawiamy na zrównoważony rozwój, chociaż nie znaczy to, że dla nas oznacza to np. takie same możliwości niezależnie od miejsca zamieszkania. W przypadku inwestycji warto pamiętać, że jeżeli w danym miejscu lokują się te z konkretnej branży, to będą przyciągać kolejne podobnego typu. Przykładem takiego efektu domina może być Dolny Śląsk, w którym wyrasta zagłębie przemysłu motoryzacyjnego. Dla nas dużym wyzwaniem jest, by inwestorzy chcieli się lokować w różnych regionach Polski, i dlatego rozwijamy infrastrukturę szczególnie tam, gdzie jej brakowało.

– Widzę to w różnych miejscach Polski, o których rządy PO-PSL raczej zapominały. Są już jakieś efekty i przykłady rozwoju?

– Ulubionym przykładem z mojego rodzinnego regionu, czyli Kujaw, jest Brześć Kujawski, gdzie od kilku lat mamy do czynienia z boomem inwestycyjnym. Wystarczyły dobra wola samorządu, który wyszedł do inwestorów z wyciągniętą ręką, i lepsza infrastruktura, bo cały czas staramy się poprawiać tam jakość dróg i warunki komunikacyjne w postaci autostrady. Dzięki temu mogło powstać wiele nowych miejsc pracy, a co za tym idzie – wiele nowych możliwości dla mieszkańców regionu. Co ważne, coraz więcej firm zdaje sobie sprawę z tego, jak ważne są działania społeczne, i obok tego, że czynią inwestycje czysto ekonomiczne, stawiają na pomoc lokalnej społeczności.

– PO i PSL stawiały na rozwój metropolii kosztem mniejszych miast i miejscowości. Czy udało się ten trend odwrócić?

– Rząd PiS od razu zajął się odwracaniem tego trendu. Wprowadziliśmy specjalny pakiet dla miast średnich, który jest zestawem preferencji w uzyskiwaniu środków unijnych i krajowych dla samorządów na inwestycje infrastrukturalne, ochrony środowiska, a także pakiet dla przedsiębiorców, którzy chcą inwestować w tych miastach. Chcemy rozwijać szczególnie te miejscowości, które straciły lub tracą swoje funkcje społeczno-gospodarcze.

– Problemem jest przede wszystkim wyludnianie się miast i miasteczek, czyli odpływ młodego pokolenia. Jak to powstrzymać?

– Ja to obserwuję na przykładzie Włocławka, który na przestrzeni lat stopniowo się wyludniał. Nam chodzi o to, by w takich miastach stworzyć dobre miejsce do inwestycji, bo jeśli młodzi będą mieli dobre miejsca pracy, to nie będą wyjeżdżać do wielkich metropolii czy za granicę. Rząd premiera Morawieckiego liczy na współpracę z samorządami i proponuje im wiele rozwiązań systemowych. Oferujemy rozwój polityki mieszkaniowej, transportu zbiorowego, edukacji zawodowej we współpracy z przedsiębiorcami, a także zagospodarowania terenów zielonych i gminne hotspoty udostępniające darmowy internet.

– Na ścianie w Pani gabinecie jest mapa pokreślona markerem i usiana liczbami. Co Pani Minister tu namalowała?

– To jest mapa z liczbami Kół Gospodyń Wiejskich zarejestrowanych w poszczególnych powiatach.

– Koła Gospodyń Wiejskich pasują bardziej do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi...

– My koordynujemy działania związane z pomocą rządową dla Kół Gospodyń Wiejskich. Chodzi, oczywiście, o środki, które każde koło może uzyskać przy okazji rejestracji w Krajowym Rejestrze Kół Gospodyń Wiejskich.

– A ile jest tych kół?

– Do tej pory zarejestrowało się ich ponad 7,5 tys. Wiemy, że jest jeszcze pewna liczba kół, które nie skorzystały z tej możliwości, dlatego organizujemy dla nich szkolenia i spotkania, aby pokazać, jak wiele korzyści i możliwości wiąże się z rejestracją. Liczymy, że niebawem będzie ich jeszcze więcej, bo wnioski o dofinansowanie rządowe od 3 do 5 tys. zł można składać do końca października br. Te pieniądze przeznaczone są na różnoraką działalność statutową koła – mogą to być wycieczki, warsztaty, szkolenia, zakup strojów ludowych czy zakup sprzętu do wyposażenia wiejskiej świetlicy.

– Jakie jest zainteresowanie?

– W tej chwili znacząca większość zarejestrowanych kół złożyła wnioski (w tym roku dodatkowe środki na działalność mogą uzyskać też koła, które zarejestrowały się już wcześniej i wcześniej otrzymały środki). W roku bieżącym mamy do rozdysponowania łącznie 40 mln zł. Otrzymujemy dużo pytań, jak wydawać te środki i jak je rozliczać. Aby jeszcze zwiększyć zainteresowanie, organizujemy w różnych rejonach kraju kongresy Kół Gospodyń Wiejskich.

– Nadzoruje Pani projekt Kół Gospodyń Wiejskich w ministerstwie, które ma dosyć nowoczesną nazwę. Jaki związek mają gospodynie z inwestycjami i rozwojem?

– Trzeba wiedzieć, że 59 proc. zarejestrowanych u nas kół to zupełnie nowe koła. Jest wiele kół z długoletnimi tradycjami, które skupiają bardziej doświadczone osoby, ale zdecydowana większość z nich to koła, w których następuje wymiana międzypokoleniowa – młodsze kobiety uczą się od starszych wielu przydatnych umiejętności, kultywowane są lokalne tradycje, czy to kulinarne, czy też rękodzielnicze. Wiele kół zakładają młode kobiety, które chcą coś dobrego zrobić w swojej miejscowości. Te dziewczyny są niesamowite. Jestem w kontakcie z wieloma takimi kołami z mojego regionu – Kujaw i ziemi dobrzyńskiej – i wiem, że robią naprawdę wspaniałe rzeczy: organizują wyjazdy, szkolenia, pikniki, spływy kajakowe, wydają książki z przepisami. Co najważniejsze, ich działalność spaja lokalną społeczność, są także lokalnym forum wymiany myśli, doświadczeń i zainteresowań. Bardzo często prowadzą swój profil na Facebooku i sprzedają w internecie swoje produkty. Jedno koło zwróciło się do nas z prośbą o udostępnienie naszego logo, bo chce nim firmować swoje produkty. Każdy woli przecież kupić przetwory od Koła Gospodyń Wiejskich niż z supermarketu. Koła to prawdziwe inkubatory przedsiębiorczości na wsi, bo dają kobietom nie tylko dofinansowanie, ale też wiele narzędzi do prowadzenia małego biznesu.

– Pani Minister bardzo nowocześnie patrzy na wiejską działalność...

– Wiele osób postrzega wieś jako środowisko zacofane, które jest przeciwieństwem nowoczesności. Nasz rząd uważa inaczej, bo zdajemy sobie sprawę, że w tych lokalnych społecznościach często drzemie ludzki potencjał znacznie większy od tego w dużych miastach. Proszę spojrzeć jeszcze raz na tę mapę. Kto by przypuszczał, że w nieco ponad pół roku powstanie 4,5 tys. całkiem nowych organizacji pozarządowych rozsianych po różnych zakątkach Polski! Inwestujemy w wieś i budujemy trzeci sektor tam, gdzie prawie go nie było. Wspieramy też społeczną działalność Ochotniczych Straży Pożarnych. Mieszkańcy wsi mają wiele pomysłów i ogromny potencjał, a naszą rolą jest dać im możliwości, aby mogli go w pełni wykorzystać.

2019-09-17 14:31

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

5 pytań do… Pana Marcina Horały

2020-07-05 21:44

[ TEMATY ]

wywiad

polityka

5 pytań do...

Archiwum Marcina Horały

Marcin Horała

Centralny Port Komunikacyjny będzie nie tylko hubem przesiadkowym w skali Europy, ale będzie też ogromnym impulsem rozwojowym dla polskiej gospodarki - przekonywał prezydent Andrzej Duda. O tej ogromnej inwestycji Piotr Grzybowski rozmawia z min. Marcinem Horałą, sekretarzem stanu, pełnomocnikiem rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego dla RP.

Piotr Grzybowski: Panie Ministrze, czy może Pan przybliżyć naszym czytelnikom, czym ma być Centralny Port Komunikacyjny?

Marcin Horała: Centralny Port Komunikacyjny to program inwestycyjny, który ma stworzyć praktycznie nowy system komunikacyjny w Polsce. Jego sercem będzie duże, międzynarodowe lotnisko przesiadkowe, hubowe, port lotniczy oraz nowe inwestycje kolejowe, tzw. Szprychy, bo to nawiązuje do koncepcji organizacji komunikacji tzw. piasta- szprychy. Połączą one całą Polskę z CPK, a przez CPK z Warszawą, Łodzią, z rejonem centralnym Polski. W trochę w mniejszej skali przewidziane są inwestycje drogowe - w sumie taki wieloletni program, który można oszacować z grubsza na około 100 mld. złotych. W wyniku tego programu będziemy mieli znacznie lepszy system połączeń między różnymi częściami Polski, a dzięki lotnisku również z całym światem.

PG: Czy w Polsce ta inwestycja jest konieczna ?

MH: Jest bardzo potrzebna i bardzo korzystna. Czy niezbędna ? Oczywiście teraz żyjemy bez takich inwestycji i pewnie dalej jakoś tam byśmy żyli, ale tracimy bardzo dużo szans i możliwości rozwoju naszego kraju. Po pierwsze w całym regionie Europy Środkowo- Wschodniej nie ma dużego hubu przesiadkowego, lotniczego. Te połączenia są obsługiwane przez inne linie lotnicze. Zdarza się (kto leciał na Daleki Wschód, ten wie), że czasem się leci najpierw na zachód, żeby polecieć na wschód, żeby już tam się przesiąść na lot bezpośrednio dalekowschodni. To chociażby jeden z przykładów obecnej nieefektywności. Po drugie, już przed kryzysem koronawirusowym wyczerpywała się przepustowość portów lotniczych środkowego Mazowsza, przede wszystkim port „Okęcie” w Warszawie, który jest niemożliwy do rozbudowy, bo jest w środku miasta, więc tam za chwile po prostu zabrakłoby fizycznie możliwości obsługi rosnącego ruchu pasażerskiego w Polsce. Kolejna sprawa to kwestia naszych połączeń komunikacyjnych. Nie są one zaprojektowane na współczesną Polskę, są wynikiem pozostałości pozaborowych, planów Układu Warszawskiego – tam, gdzie sowiecka armia miała nacierać na zachód, na linii natarcia była szykowana dobra infrastruktura, dobry transport. Teraz to są połączenia często zupełnie abstrahujące od współczesnych potrzeb. Na przykład Płock- miasto mazowieckie, nie tak bardzo oddalone od Warszawy, ma jedno połączenie kolejowe dziennie - 2,5 godziny bezpośrednio, a z przesiadką ponad 3 godziny. Dzięki naszemu programowi kolejowemu przewidywane jest 45 minutowe połączenie z Warszawą prawie co godzinę, a 30 minutowe z CPK. To pokazuje skalę przełomu. Mamy duże miasta takie, jak Łomża, czy Jastrzębie Zdrój, które w ogóle są odcięte i nie mają komunikacji kolejowej, a więc jest to kolejna potrzeba, a z drugiej strony - jak to się mówi w ekonomii - nisko wiszący owoc do zerwania, korzyści łatwe do osiągnięcia, ponieważ przyspieszenie czasów przejazdu, nieraz dwu, trzykrotne, albo co najmniej o godzinę, od razu otwiera możliwości rozwoju gospodarki, tego, żeby sobie ludzie po Polsce podróżowali, studiowali, korzystali turystycznie. Mówimy o kilku godzinach przejazdu z południa Polski nad morze, albo z północy Polski w góry. To wszystko są korzyści, które możemy osiągnąć dzięki programowi inwestycyjnemu CPK.

PG: Jak ta inwestycja ma być finansowana?

MH: Wspomniane 100 mld. to bardzo orientacyjny szacunek całego programu inwestycyjnego, z czego samo lotnisko to około 25 mld. złotych. Tu w założeniu większość kwoty będzie pozyskana od inwestorów prywatnych, z budżetu państwa będzie tylko taki zaczyn na początek, dla uruchomienia projektu. Samo lotnisko jest po prostu opłacalną inwestycją, mamy analizy biznesplanu lotniska przez renomowaną światową firmę audytorską, która pokazała stopę zwrotu prawie 10% rocznie, więc to jest po prostu atrakcyjna inwestycja. Planujemy inwestora branżowego, duże, międzynarodowe lotnisko, które mogłoby objąć udziały, aczkolwiek nie więcej niż 49%, bo w założeniu jest zachowanie kontroli w rękach polskich. Drugie źródło finansowania pochodzi z rynku, po prostu od banków, instytucji finansowych: czy to linie kredytowe, czy obligacje komercyjne, czy inne instrumenty pochodne - to już będzie zależało od tego, co w danym momencie na rynkach finansowych będzie najkorzystniejszą, najbardziej dostępną formą finansowania. Mówimy o samym lotnisku. Jeżeli natomiast mówmy o inwestycjach infrastrukturalnych, zwłaszcza kolejowych, to tu w sposób oczywisty źródłem finansowania będą środki unijne, trochę środków z budżetu państwa, ale ze wsparciem środków unijnych.

W najbliższych perspektywach Unia Europejska zapowiada duży nacisk na transport szynowy, na rozwój kolei, jako bardziej ekologicznego, bardziej przyjaznego środowisku sposobu transportu. Tu nawet jest już pierwsza jaskółka, bo już w tej perspektywie spółce CPK udało się na jeden projekt na zaprojektowanie odcinka linii kolejowej przez Jastrzębie Zdrój do granicy państwa pozyskać w instrumencie „cechowskim”, czyli gdzie nie ma koszyków narodowych, gdzie konkuruje się też z projektami innych państw UE o pieniądze. Udało się taką konkurencję wygrać i pierwszą transzę finansowania na zaprojektowanie tej linii pozyskać. Tak będzie w kolejnych perspektywach unijnych, żeby zwłaszcza na połączenia kolejowe, być może też drogowe, ale głównie kolejowe pozyskiwać unijne środki. W sumie więc z tych 100 mld. na pewno zdecydowana większość to będą środki zewnętrzne, które dzięki programowi CPK pozyskamy do Polski. Będzie on narzędziem przyciągania kapitału miliardów, które będą inwestowane w Polsce.

PG: Czy znany jest już kalendarz prac?

MH: Tak, oczywiście. Harmonogram został ustalony, zasadniczo się go trzymamy i nie notujemy na ten moment opóźnień. Takie główne „kamienie milowe” to: w roku 2023 pierwsze „wbijanie łopat”, pierwsze prace budowlane na lotnisku i na pierwszych pięciu odcinkach linii kolejowych (mówię tu o nowych liniach kolejowych, bo oczywiście w skład tej szprychy będą wchodziły czasami linie już istniejące, które będą modernizowane, a niekiedy już są zmodernizowane) i rok 2027 - moment, kiedy planujemy pierwszy lot z lotniska i otwarcie pierwszych fragmentów linii kolejowych. Docelowo spójny, kompletny system, to są dwie najbliższe perspektywy unijne do roku 2030/34. Mówiąc bardziej szczegółowo, w najbliższym czasie, w tym roku finalizujemy szereg rozmów, negocjacji biznesowych i przetargów, które wyłonią kilku kluczowych partnerów.

Po pierwsze, przede wszystkim doradcę strategicznego, który w przyszłości ma zostać partnerem strategicznym, czyli właśnie duże, międzynarodowe lotnisko, z którym będziemy współpracować przy projekcie. Na tej ostatniej prostej zostały dwa lotniska konkurujące ze sobą: Incheon w Seulu i Narita z Tokio, obydwa z pierwszej dziesiątki lotnisk na świecie, obsługujące właśnie kilkadziesiąt milionów pasażerów rocznie. Takiego know-how nie mamy teraz w Polsce, nie mamy hubowego lotniska, więc chcemy we współpracy z tym partnerem pozyskać wiedzę i technologie, jak takim lotniskiem operować oraz zaprosić go też do późniejszej współpracy. Mówiąc krótko, żeby doradzał i budował, jak dla siebie. W tym roku wybierzemy również wykonawcę master planu lotniska. To jest taki powiedzmy plan-matka, zarówno w sensie budowlanym, jak i biznesowym.

On będzie zawierał rozwiązania dotyczące szczegółowego modelu biznesowego i tego, co brzydko się nazywa „montażem finansowym” dla sfinansowania projektu, ale też przede wszystkim sam projekt lotniska, z którego później - jak spod parasola - będą wyjmowane poszczególne elementy: pas startowy, terminal, etc. i będą już traktowane jako projekty budowlane. W tym roku wyłonimy wykonawcę, rozpoczną się te prace, w pierwszej połowie przyszłego roku będą zakończone i master plan będzie gotowy. Lada moment ruszają już inwentaryzacje środowiskowe na pierwszych pięciu odcinkach linii kolejowych, bo żeby dokonać ostatecznego wyboru przebiegów, trzeba dokonać (poza oczywiście konsultacjami społecznymi na miejscu, które też cały czas prowadzimy) również inwentaryzację środowiskową. Moment decyzji środowiskowej to jest już ostateczne ustalenie przebiegu dla danej inwestycji, więc te inwentaryzacje środowiskowe już w lipcu się rozpoczną. To ten krótki harmonogram na najbliższy czas.

PG: Czy wiemy już, ile miejsc pracy wygeneruje budowa, później obsługa i jak to wpłynie na rozwój gospodarki, podatki etc. ?

MH: Można szacować, że sama budowa to kilkanaście tysięcy miejsc pracy. Przy analogicznej wielkości lotniskach na świecie sama budowa generowała od kilkunastu, do 30 tysięcy miejsc pracy. Później działające lotnisko w raz z towarzyszącymi biznesami w bezpośrednim otoczeniu lotniczym szacujemy na 40 tysięcy nowych miejsc pracy, a razem z branżami pokrewnymi - taka całkowita wygenerowana liczba nowych miejsc pracy to 150 tysięcy. Tak, jak mówiliśmy o projekcie finansowym, że z tych 100 miliardów większość stanowił będzie kapitał zewnętrzny, co oznacza przyciągnięcie do Polski 60, 70, 80 miliardów złotych bezpośrednich inwestycji, których w innym wypadku w Polsce by nie było. Całkowity wpływ na gospodarkę Polski, niewątpliwie bardzo pozytywny, jest jednak praktycznie trudny i niemożliwy do oszacowania.

Wrócę jeszcze do tego Płocka, choć takich miast jest wiele, wiele więcej: Łomża, Włocławek, Sieradz, Jastrzębie Zdrój, itd.. Jeżeli np. przedsiębiorca z Płocka będzie mógł w ciągu 1,5 godziny obrócić do Warszawy i z powrotem, załatwić swoje sprawy w Warszawie w 2 godziny, co nie będzie zajmowało mu całego dnia, to dla jednoosobowej działalności gospodarczej będzie to ogromna korzyść i wzrost możliwości. Załatwienie jakiejś sprawy urzędowej nie będzie już powodowało konieczności zamknięcia biznesu na jeden dzień zamknąć. To są korzyści związane z tym, co po angielsku nazywa się conectivity , co trudno jednym polskim słowem zastąpić, ale chodzi o łatwość, możliwość, szybkość i dostępność połączeń, szybkość przemieszczania się, która pozytywnie wpływa na całą gospodarkę.

Chodzi również o walkę z bezrobociem, które jest zjawiskiem powszechnym na prowincji, odciętej i pozbawionej szybkiego transportu, podczas gdy w stosunkowo w nieodległej metropolii jest brak rąk do pracy. Tak jest przecież i w Warszawie, i w Trójmieście, gdzie brakuje rąk do pracy w wielu zawodach. Ogromna korzyść wynika z tego, że ktoś nie będzie musiał podejmować życiowej decyzji o wyprowadzeniu się ze swojego rodzinnego miasta w poszukiwaniu pracy, tylko nadal tam mieszkając będzie w stanie codziennie do niej dojechać i wrócić do domu. To jest również korzyść dla firm szukających pracowników. Poza tym ludzie mający pracę zarobią więcej, to też więcej kupią, więcej wydadzą u siebie. Może powstanie jakiś nowy sklep, nowa restauracja, nowe miejsca pracy… To w tej chwili jest bardzo trudne do zmierzenia, ale można z góry powiedzieć, że płyną ogromne, dodatkowe korzyści gospodarcze, a najłatwiej policzalne jest tych 150 tysięcy nowych miejsc pracy.

CZYTAJ DALEJ

Dziś dzień męża i żony!

2020-07-13 12:43

archiwum

13 lipca jest obchodzony dzień Męża i Żony, który nawiązuje do daty zawarcia małżeństwa przez rodziców św. Tereski od Dzieciątka Jezus - świętej Zelii i świętego Ludwika Martin.

Rycerze Kolumba w Polsce zapraszają do świętowania Dnia Męża i Żony! Małżonkowie realizują swoje powołanie przez miłość. - W tym pięknym dniu oderwijmy się od prozy życia, popatrzmy na siebie, na wspólnie przeżyte lata i miłość, którą pielęgnujemy, podtrzymujemy i rozwijamy – zachęca Delegat Stanowy Rycerzy Kolumba w Polsce Krzysztof Zuba. I dodaje: - Obdarujmy małżonki kwiatami, serdecznością i czułością. Wrażliwość kobiety na piękno, na dobro, jej czułość są najwspanialszym darem dla mężczyzny. Jak zauważa, mężczyznę bardziej interesują prawa rządzące życiem i rzeczywistością. - Dobrze wyraża to aforyzm który brzmi: „Mężczyzna chce być w życiu kimś, kobieta chce być kimś dla kogoś”. I apeluje: - Otoczmy nasze żony ciepłem i miłością, angażujmy się w realizację naszego powołania z troską o innych. Niech każdego dnia unosi nas wiara w miłość, piękno i dobro.

Rycerze Kolumba zachęcają w tym dniu małżonków do wspólnej modlitwy dziękczynnej za lata bycia razem, z prośbą o błogosławieństwo dla ich małżeństwa. Kolejnym punktem tego święta powinien być czas spędzony razem w sposób szczególny poprzez wyjście do kawiarni, restauracji, do kina, teatru lub na spacer. To także okazja do przypomnienia chwil, gdy małżonkowie, stając przed ołtarzem, przyjmowali sakrament małżeństwa.

Rycerze Kolumba są międzynarodową organizacją, która działa w kilkunastu państwach świata. Liczy ponad 2 miliony członków. Zasadami Rycerzy Kolumba są miłosierdzie, jedność, braterstwo i patriotyzm i wokół tych wartości kształtuje się ich formacja. 26 maja 2020 roku papież Franciszek zatwierdził cud przypisywany wstawiennictwu sługi Bożego ks. Michaela McGivney’a, założyciela Rycerzy Kolumba.

CZYTAJ DALEJ

Łódź uczciła dwudziestolecie śmierci Jana Karskiego

2020-07-14 08:55

[ TEMATY ]

Łódź

Jan Karski

Jan Karski Society

W murach archikatedry łódzkiej pw. świętego Stanisława Kostki uczczono 12 lipca br. dwudziestą rocznicę śmierci jednego z najwybitniejszych łodzian, legendarnego emisariusza Jana Karskiego. Uroczystą Mszę św. w intencji bohatera i jego działa, które wpisało go do historii celebrował ordynariusz archidiecezji łódzkiej arcybiskup Grzegorz Ryś.

W homilii poświęconej bohaterowi zwracał uwagę na motywację jego działania zmierzającego do ocalenia z Holokaustu wszystkich Żydów, jakich tylko da się uda. Ważyła na tym formacja religijna nakazująca nie tylko traktowanie jako grzech śmiertelny mordowania narodu przez który Bóg się ludziom objawił, nie tylko współdziałania w tej zbrodni ludzi podłych, ale nawet obojętności na ten fakt polskich katolików. Ważyło na tym przygotowanie do roli emisariusza: inteligencja, znakomita pamięć, znajomość języków obcych i Europy, odwaga. Przede wszystkim jednak siła moralna i głęboka wiara w to, co robi.

Arcybiskup nawiązywał do łódzkiej biografii bohatera i kultu, jakim otaczany jest rodzinnym mieście. Także dumy Łodzi ze swego "wielkiego syna". Dumny jest z niego także Kościół bowiem wojenne dzieło Karskiego z nauki tego Kościoła było wywiedzione.

W drugiej części uroczystości dokonano wręczenia tegorocznej Nagrody Orła Jana Karskiego dominikaninowi ojcu Ludwikowi Wiśniewskiemu, charyzmatycznemu duszpasterzowi, opozycjoniście w czasach PRL, dziś odważnie zabierającego głos we wszystkich najważniejszych kwestiach nurtujących polskie społeczeństwo i Kościół.

W laudacji napisanej przez Waldemara Piaseckiego przypomniano motto jakie ustanowił dla swojej Nagrody Orła Jan Karski: „Dla tych, którzy godnie nad Polską potrafią się zafrasować” oraz motywację uhonorowania laureata: „za odwagę serca i sprawiedliwość rozumu w zmaganiach o Kościół i Polskę”. Powiązanie obu tych sentencji było wywodzone w prezentacji działalności ojca Ludwika.

W planie społecznym poprzez działalność opozycyjną poczynając od historycznego listu otwartego dominikanina do Edwarda Gierka z 1976 roku po zaangażowanie w ruch przemian solidarnościowych, które doprowadziły do transformacji 1989 roku. Zaś obecnie, poprzez konsekwentne piętnowanie wszechobecnej wzajemnej nienawiści i podziałów dewastujących i deprawujących życie publiczne i polityczne. Nienawiść prowadzi do zbrodni czego przykładem był mord na Pawle Adamowiczu.

W planie religijnym, za odważne wskazywanie zła trapiącego Kościół i zmagań o jego odnowę. "Jakiej odwagi tych zmagań trzeba by w liście do biskupów pisać: „Oto na naszych oczach umiera w Polsce chrześcijaństwo. I nie jest to wynik propagandy libertyńskiej, zabiegów kół masońskich czy międzynarodowych spisków. Chrześcijaństwo wykorzeniamy my sami, duchowni i najgorliwsi członkowie Kościoła, własnymi rękami i na własne życzenie`. Pośród przyczyn dostrzega pychę i poczucie wyższości wobec wiernych, pokusę łączenia Kościoła i jakiejkolwiek konkretnej partii lub opcji politycznej czy zło zjawiska pedofilii, przed którą Kościół nie zdołał się obronić, a co wyplenić stara się Ojciec Święty Franciszek. Ileż odwagi bólu trzeba by mówić wiernym: `Jestem przerażony tym co się dzieje w Kościele. To co dochodzi do nas możemy potraktować jako klęskę, lub jako dar. To co przeżywamy i to co mnie smuci traktuję jako dar, który ma nas pobudzić wszystkich, ma spowodować, że ludzie wierzący, świeccy wezmą sprawy Kościoła w swoje ręce bardziej niż dotąd. Może w tym całym jakimś chaosie jest to jakiś dar, który spowoduje, że nasza wiara w Pana Jezusa się oczyści`. Ta szczerość musi budzić głęboki szacunek. Oczywiście u wielu entuzjazmu nie wzbudza" - czytamy w laudacji.

Kapituła przypomniała również, ze w gronie uhonorowanych Nagrodą Orła Jana Karskiego, Kościół reprezentowany jest obficie. Już pierwszy Orzeł lądował w rękach ks. prof. Józefa Tischnera. Zaś inne trafiały do kard. Stanisława Dziwisza, abp Alfonsa Nossola, bp Tadeusza Pieronka czy "Tygodnika Powszechnego". Także jednak do ks. Grzegorza Pawłowskiego, urodzonego jako Jakub Hersz Griner, cudem ocalałego z Holokaustu polskiego Żyda, który wybrał trudną drogę katolickiego kapłana w Izraelu. Także ks. Ibrahima al-Sabbagha, heroicznego proboszcza parafii w ogarniętym wojną syryjskim Aleppo. Można wynieść z tej listy z jaką wizją Kościoła identyfikował się Patron i twórca Nagrody i jaką drogą stara się Jego śladami podążać Kapituła. Konkluzja brzmiała: „Tegoroczna Nagroda dla Ojca Ludwika Wiśniewskiego mieści się w tym nurcie w sposób oczywisty i zupełny”.

Statuetkę Orła wręczył laureatowi członek Kapituły abp Grzegorz Ryś, zaś dyplom Edwarda Natkańska, siostra cioteczna Jana Karskiego, Jerzy Kozielewski, stryjeczny wnuk bohatera i Jacek Woźniak sekretarz Towarzystwa Jana Karskiego.

Dziękując za wyróżnienie, najwyraźniej wzruszony ojciec Ludwik mówił, że nie jest pewien czy na nie zasłużył. Dodał, że w swym życiu stara się na miarę swych sił i sumienia służyć budowaniu Wspólnego Domu – Ojczyzny i Wspólnego Domu – Kościoła. Nagroda, którą stworzył Jan Karski będzie mu w tym pomocą. Bohaterowi poświęcił wiele słów ludzkiego dobra i historycznej sprawiedliwości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję