Reklama

Niedziela Przemyska

Chcą mieć za patrona kapłana męczennika

19 października odbędzie się uroczystość nadania imienia ks. Stanisława Kołodzieja Szkole Podstawowej w Kobylanach. Będzie ona uwieńczeniem wielu wydarzeń, w które zaangażowane są społeczność szkolna i lokalna w ramach realizacji projektu poświęconego przyszłemu Patronowi

Niedziela przemyska 36/2019, str. 6-7

[ TEMATY ]

patron

archiwum Szkoły

Dzieci ze Szkoły Podstawowej w Kobylanach poznają dzieje życia i męczeństwa sługi Bożego ks. Stanisława Kołodzieja

Ksiądz Stanisław Kołodziej urodził się 1 lutego 1907 r. w Bączalu Górnym jako czwarte z pięciorga dzieci Józefa Kołodzieja i Marii z domu Smaś. Rodzina przeżyła wiele trudnych chwil, m.in. pożar domu, z którego ojciec wyprowadził dzieci oraz wyniósł półrocznego Stanisława. Już jako czternastoletni chłopiec stracił ojca, który podupadł na zdrowiu w wyniku uczestnictwa w walkach podczas I wojny światowej.

Stanisław uczęszczał do szkoły ludowej w Bączalu Dolnym, następnie do gimnazjum w Jaśle. Po maturze wstąpił do Seminarium Duchownego w Przemyślu. Jego przewodnikiem duchowym na drodze do kapłaństwa był bł. Jan Balicki, ówczesny rektor i wykładowca teologii dogmatycznej. 16 czerwca 1932 roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk bp. Anatola Nowaka. Uroczysta Msza św. prymicyjna miała miejsce w Bączalu Dolnym 19 czerwca 1932 r. Ks. Stanisław sprawował posługę kapłańską w Domaradzu, Białobrzegach koło Łańcuta, Zręcinie, Leżajsku (administrator parafii), Tuligłowach Pruchnickich i w farze w Przeworsku. 18 lipca 1939 r. został powołany na administratora parafii w Kobylanach, która w tamtym okresie obejmowała również Draganową, Sulistrową, Makowiska i Łęki Dukielskie.

Podczas II wojny światowej ks. Stanisław aktywnie zaangażował się w walkę przeciwko niemieckiemu okupantowi. Na plebanii i w kościele udzielał schronienia partyzantom, troszczył się o rannych. Pomagał także oficerom polskim udającym się do Francji pokonywać przygraniczne trasy w kierunku Słowacji. Prowadził również nielegalny nasłuch radiowy. Jak wspomina pani Zofia Wierdak, na cmentarzu, w jednym z grobowców przechowywał radio i prowadził nasłuch.

Reklama

Aresztowanie

13 lutego 1941 roku, gdy wracał pieszo z Krosna, nieznany człowiek ostrzegł go, że jest poszukiwany przez Niemców. Mimo to powrócił na plebanię. Następnego dnia we wczesnych godzinach rannych od strony Sulistrowej nadjechało gestapo. Ze względu na zaśnieżoną drogę do plebanii, Niemcy przemierzyli ją pieszo. Ks. Stanisław został aresztowany za nielegalne posiadanie radiostacji.

Mieszkanka Kobylan, 96-letnia pani Józefa Hacz, która przeżyła wojnę i pamięta aresztowanie ks. Kołodzieja, w rozmowie z uczennicą naszej szkoły, Martyną Jakiełą wspomina: „Rankiem 14 lutego 1941 roku, gdy wyszłam na pole, zauważyłam, że jedzie samochód, a za nim biegnie ks. Stanisław. Wybiegłam na drogę i własnym oczom nie wierzyłam. Auto jechało z niemałą prędkością, a za nim, przywiązany do samochodu, biegł ksiądz. Jak tylko próbowałam go uwolnić, to wychodził jeden z samochodu i ostrzegał mnie, że jeżeli nie chcę mieć kulki w głowie, to mam stamtąd iść. Nie miałam wyboru, musiałam pójść do domu, ale całe wydarzenie oglądałam przez okno. Z racji, że była wtedy wielka zima i nie zapowiadało się na inną pogodę przez dłuższy czas, to nie mogli przejechać przez zaspy, które były na drodze. Po chwili zatrzymali się, wepchnęli ks. Stanisława do samochodu, i odjechali w stronę Jasła. To był wielki dramat i wstrząs dla mieszkańców Kobylan”.

W więzieniu w Jaśle przez sześć tygodni ks. Stanisław był przesłuchiwany. Do zeznań zmuszano go biciem i torturami, o czym świadczy zakrwawiona bielizna, którą otrzymała rodzina. Mimo tego nikogo nie wydał. Rodzina, przyjaciele, mieszkańcy Kobylan podejmowali próby uwolnienia księdza, zwracając się z prośbami do władz niemieckich, niestety, bezskutecznie.

Reklama

Męczeństwo

Z Jasła ks. Stanisław trafił do Krakowa, a stamtąd 5 kwietnia 1941 roku został przetransportowany pociągiem do Auschwitz, gdzie przebywał cztery tygodnie. Nadano mu numer 11395 (fakt ten jest udokumentowany, istnieją bowiem listy przewozowe, na których widnieje nazwisko ks. Kołodzieja oraz data urodzenia). Z obozu wysłał list do matki, w którym napisał: „serwońskiemu się poprawiło” (Serwoniec to nazwa przysiółka w Bączalu Dolnym, znana również obecnie).

4 maja 1941 roku kapłan został przetransportowany do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie otrzymał numer 25290. Tam również został zakwalifikowany do grupy 20 księży, na których przeprowadzano eksperymenty medyczne. Ks. Stanisławowi wstrzykiwano m.in. sztuczną flegmonę, czyli chorobę obozową, która spowodowała wycieńczenie i śmierć. Ks. Stanisław zmarł 17 grudnia 1942 roku w Dachau, gdzie został spalony w obozowym krematorium. Rodzina otrzymała taką informację.

Sługa Boży

Ks. Stanisław Kołodziej zaliczany jest do drugiej grupy polskich męczenników z okresu II wojny światowej, których proces beatyfikacyjny rozpoczął się 17 września 2003 r. W 2011 roku w Pelplinie zakończył się etap diecezjalny, dokumenty przesłano do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie. Zarówno w Kobylanach, jak i w Bączalu Dolnym odmawiana jest modlitwa o jego beatyfikację.

* * *

Modlitwa o beatyfikację ks. Stanisława Kołodzieja

Panie Boże, nasz najlepszy Ojcze, Ty w każdym czasie ukazujesz swoją miłość ojcowską, a w świecie rozdartym przez walki i niezgodę czynisz człowieka gotowym do pojednania. Męczennicy za wiarę, wynoszeni do chwały ołtarzy, są znakiem zwycięstwa dobra nad złem, przebaczenia nad terrorem i przemocą. Ciebie, Boże Ojcze, prosimy, aby prace, jakie podejmujemy w nowym procesie beatyfikacyjnym Polskich Męczenników, zostały pobłogosławione – i Twoją mocą, i Twoją miłością. Niech męczeńska śmierć naszych rodaków w nieludzkim czasie, na ziemi, która stała się także nieludzka za sprawą nienawiści, była znakiem pojednania, a dla nas rękojmią Twojego, Ojcze, miłosierdzia.

Prosimy Cię zatem, abyś umocnił nas w wiernej służbie Tobie, chwała zaś Męczenników, myślimy nade wszystko o tak bliskim nam ks. Stanisławie Twoim Słudze, którą potwierdzi Chrystusowy Namiestnik, niech oznacza dla nas dar czasu, który na nowo czynisz swoim, a dzięki miłości czynisz także naszą ziemię przestrzenią swojej nowej z nami i dla nas obecności. Niech to sprawi Chrystus, który jest koroną Świętych, i Pani nasza, Królowa Męczenników. Polecamy to Tobie, Dobry Ojcze, przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

* * *

Aresztowanie księdza uruchomiło
lawinę pomocy,
parafianie, rodziny członkowie
robili wszystko, by go wydobyć
z więzienia,
bo przecież to był niewinny człowiek.

Niestety, nie dało się nic zrobić
Bóg inny los dla księdza napisał...
a on w oświęcimskiej celi swój numer
wydrapał i odszedł,
lecz skargi od niego nikt nigdy
nie słyszał.

Niech będzie dla nas przykładem
męstwa, wiary i ogromnej odwagi
i tego, że Bóg i jego wola
to sprawy największej wagi.

Janina Więcek

2019-09-03 13:09

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jeden grosz za jeden kilometr

2020-07-21 13:16

Niedziela wrocławska 30/2020, str. I

[ TEMATY ]

patron

św. Krzysztof

samochody

Ks. Łukasz Romańczuk

Ks. Bernard Bekalarz z parafii Miłosierdzia Bożego w Oławie przy figurze św. Krzysztofa w Sulistrowiczkach

Christoforos, czyli niosący Chrystusa, jest jednym z najbardziej popularnych świętych Kościołów zachodniego i wschodniego. Kościół wspomina św. Krzysztofa, patrona kierowców, 25 lipca. Obchodzimy też XXI Ogólnopolski Tydzień św. Krzysztofa.

W sieci krąży dosyć humorystyczny wykaz pieśni, które należy śpiewać podczas jazdy samochodem, rozwijając określoną prędkość. I tak np. przy 130 km/h można nucić „Panie, przebacz nam...”, a przy 220 km/h „Anielski orszak niech Twą duszę przyjmie...”. Mimo zabawnego charakteru tych cytatów, możemy odkryć zatrważający wniosek. My, kierowcy, nie lubimy zdejmować nogi z gazu. Widać to wyraźnie w policyjnych statystykach dotyczących wypadków drogowych. Rok temu zginęło na polskich drogach blisko 3 tys. osób. Naszym patronem jest św. Krzysztof, ale powyżej pewnej prędkości, jego miejsce zastępuje św. Piotr.

Dlaczego patron kierowców?

Dlaczego św. Krzysztof stał się patronem kierowców? Pewnej nocy usłyszał głos dziecka, które prosiło go o przeniesienie na drugą stronę rzeki. Wziął je na ręce i poczuł ogromny ciężar. Zdziwiony spytał: kim jesteś? Usłyszał, że to małe dziecko to Chrystus – cały świat, który trzyma.

Kierowca, podobnie jak jego patron, dźwiga na swoich barkach odpowiedzialność za siebie i swoich pasażerów, doprowadza ich bezpiecznie do celu.

Podziękuj za szczęśliwą jazdę

Warto wspomnieć o trwającym XXI Ogólnopolskim Tygodniu św. Krzysztofa i „Akcji św. Krzysztof”. Skierowana jest ona do każdego kierowcy, który chciałby wyrazić wdzięczność za bezpieczne dotarcie do celu. Sposób wyrażenia wdzięczności jest bardzo prosty. Za każdy przejechany kilometr wpłacamy 1 grosz na środki transportu dla misjonarzy. Dzięki temu można sfinansować zakup samochodu, łodzi, motocykli, a nawet ambulansu dla ośrodka zdrowia. Do tej pory wpłynęło 50 próśb o zakup, poinformował o tym ks. Jerzy Kraśnicki, dyrektor MIVA Polska, która jest organizatorem tej akcji. W ubiegłym roku udało się kupić ponad 300 pojazdów za prawie 3,5 mln zł.

CZYTAJ DALEJ

Dom św. Maksymiliana

2020-08-12 08:36

Niedziela łódzka 33/2020, str. I

[ TEMATY ]

św. Maksymilian Kolbe

Ks. Paweł Gabara

Obraz św. o. Maksymiliana Marii Kolbego

Wyobraźmy sobie świat w roku 1894: dynamiczny rozwój przemysłu, postęp techniczny, kapitalizm. Polski nie ma na mapach świata. Jednak właśnie w niej przychodzi na świat Rajmund Kolbe.

Jak czytamy w akcie urodzenia późniejszego świętego: „Działo się to w mieście Zduńska Wola 8 stycznia 1894 roku o godzinie 4 po południu. Stawił się osobiście: Juliusz Kolbe, lat dwadzieścia trzy, z zawodu tkacz, zamieszkały w Zduńskiej Woli, w obecności Leopolda Lange (...) i Franciszka Dąbrowskiego (...) z zawodu tkaczy. Okazali nam dziecko płci męskiej, oświadczając, że urodziło się ono we wsi Zduńska Wola, w dniu dzisiejszym, o godzinie 1 w nocy z jego ślubnej małżonki, Marianny z Dąbrowskich, lat dwadzieścia trzy. Dziecku na chrzcie w dniu dzisiejszym nadano imię Rajmund (...)” (pisownia oryginalna).

Boże małżeństwo

Matka o. Maksymiliana, Marianna, przeszła długą drogę do małżeństwa. Jako młoda panienka wszem i wobec ogłaszała, że nigdy nie wyjdzie za mąż. Marzyła o klasztorze, chcąc realizować powołanie zakonne w zgromadzeniu sióstr felicjanek. Ponieważ jednak była córką tkacza, nie stać jej było na wiano, które powinna wnieść do zgromadzenia. Swoje powołanie zrealizuje jednak w późniejszym czasie, gdy odchowawszy dzieci zamieszka w wymarzonym zgromadzeniu jako tercjanka rezydentka.

W wieku 21 lat Marianna wyszła za mąż za Juliusza Kolbego, który podobnie jak jej ojciec zajmował się tkactwem. Juliusz Kolbe pochodził z rodziny katolickiej i był człowiekiem o żarliwej wierze. On również odczuwał w młodości powołanie zakonne, ostatecznie wybrał jednak franciszkański zakon świecki. „Dobrali się z Marią wspaniale. Ta sama żarliwa wiara, te same marzenia o życiu zakonnym, ta sama wrażliwość franciszkańska. Juliusza opisywano jako wysokiego blondyna, który nie pił i nie palił. Wyglądał na milczka. Pasował do kobiety, która chciała prowadzić dom po swojemu”.

Jak bardzo oderwany od dzisiejszej rzeczywistości jest ten obraz. Dwoje ludzi, którzy, rezygnując z powołania zakonnego, nie rezygnują z ideałów zakonnych – żyją w ubóstwie, wstępują do zakonu świeckiego, wspierają siebie nawzajem w wierze. Taki dom może rodzić tylko święte dzieci.

Rajmund był ich drugim synem, urodzonym 2 lata po pierworodnym Franciszku. Kiedy dokładnie urodził się o. Maksymilian – nie wiadomo; podana w akcie urodzenia data 8 stycznia mogła być datą z kalendarza juliańskiego, który obowiązywał w zaborze rosyjskim i nie powtarza się ona w innych dokumentach, które podają zazwyczaj datę 7 lub 6 stycznia. Postulator beatyfikacyjny ostatecznie rozstrzygnął tę kwestię, przedstawiając metrykę urodzenia o. Kolbego, która podaje datę 27 grudnia 1893 według kalendarza juliańskiego, według gregoriańskiego – 8 stycznia 1894 r. i ta data uznawana jest oficjalną.

Sam o. Maksymilian nigdy jednak nie dowiedział się, kiedy właściwie przyszedł na świat. Wiadome było natomiast, gdzie – w Zduńskiej Woli, w domu przy ul. Browarnej. Dom, zniszczony podczas I wojny światowej, zrekonstruowano na tej samej ulicy, która obecnie ma za patrona św. Maksymiliana. W domu mieści się muzeum poświęcone świętemu.

„Ciężka praca i głębokie, wszechogarniające życie religijne – tak można by w największym skrócie scharakteryzować atmosferę domu rodzinnego Kolbów. Pracowano od 6 rano do 8 wieczorem, z przerwą półgodzinną na śniadanie, 1-godzinną na obiad i 15-minutową na podwieczorek, czyli ponad 10 godzin dziennie. Małżonkowie – oboje tercjarze franciszkańscy – żyli w wierności, miłości i zgodzie. Juliusz nie palił i nie pił. Całe mieszkanie składało się z jednej izby. Znajdował się tu ołtarzyk Matki Boskiej Częstochowskiej, przed którym paliła się lampa olejna”.

Z powodu złej sytuacji materialnej rodzina Kolbów zmuszona jest opuścić Zduńską Wolę. Mieszkają jakiś czas w Łodzi, gdzie Juliusz pracuje w fabryce, a w roku 1896 przenoszą się do Pabianic. To w tym mieście założą warsztat tkacki, a Rajmund przyjmie I Komunię św. To także tu, w kościele św. Mateusza, w życiu Rajmunda po raz pierwszy tak wyraźnie objawi się Maryja Niepokalana. Zanim to jednak nastąpiło, w jego życiu namiesza pewien aptekarz.

Nauka i powołanie

Kiedy Rajmund Kolbe miał 9 lat, chętnie pomagał matce we wszystkich pracach. Marianna Kolbe, oprócz pracy w sklepie, asystowała przy porodach, używając naparów z ziół do okładów. Kiedy zabrakło jej kozieradki, wysłała syna do apteki, prosząc, aby przyniósł jej foenum-graecum. Rajmund pobiegł do znanej w Pabianicach apteki pana Kotowskiego. Kiedy bezbłędnie wyrecytował łacińską nazwę zioła, pan Kotowski wpadł w osłupienie. Dowiedziawszy się, że chłopiec uczy się łaciny u proboszcza parafii św. Mateusza, zachwycony bystrością umysłu Rajmunda, obiecał dawać mu korepetycje.

Dlaczego w życiu Rajmunda sytuacja z kozieradką i korepetycje z łaciny okazały się tak ważne? W tym samym roku, ale nieco wcześniej, państwo Kolbowie podjęli decyzję, że ich starszy syn, Franciszek, zostanie księdzem. Gotowi na wszelkie wyrzeczenia, byle umożliwić mu naukę w seminarium, rodzice zrezygnowali z kształcenia Rajmunda, planując dla niego karierę sklepikarza lub tkacza. Kiedy zaś pan Kotowski wziął go pod opiekę, nie tylko kształcąc, ale opłacając koszty edukacji, Rajmund mógł po roku dołączyć do brata w szkole handlowej.

Św. Maksymilian urodził się w Zduńskiej Woli.

Po tym przełomie kolejny miał miejsce w roku 1907. Wtedy to do Pabianic przybyło dwóch franciszkanów: o. Peregryn Haczela, prowincjał franciszkanów ze Lwowa, wraz ze współbratem. Przyjechali oni głosić misje w okresie wielkanocnym. Prócz odnowy wiary w parafianach misjonarze mieli jeszcze jeden cel: zapewnić zakonowi napływ nowych sił. Z tego względu o. Haczela bez wahania ogłosił z ambony, że kolegium franciszkańskie we Lwowie przyjmuje nowych chłopców gotowych poświęcić życie służbie zakonnej. To ogłoszenie znalazło podatny grunt w sercach Franciszka i Rajmunda Kolbów. Od urodzenia zanurzeni w duchowości franciszkańskiej chłopcy usłyszeli głos Boga, wzywający ich do życia zakonnego.

Franciszkanie nie przyjęli ich jednak natychmiast – przeor nakazał im wpierw ukończyć szkołę handlową i wraz z rodzicami przygotowywać się przez rok do dalekiej podróży do Lwowa. Uszczęśliwieni rodzice, we współpracy z proboszczem i panem Kotowskim, zaczęli budować grunt pod wielką wyprawę synów i wysłanie ich w świat, drogą powołania.

Powyższy tekst w nieco innej wersji ukazał się w „Głosie Maksymiliana” (nr 1/2015), piśmie parafii św. Maksymilina Marii Kolbego w Pabianicach.

CZYTAJ DALEJ

Jasna Góra: dotarła warszawska pielgrzymka piesza - kard. Nycz: zrobiliśmy pewne możliwe minimum

2020-08-14 16:43

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Pielgrzymki 2020

Pielgrzymka 2020

Sztajner/Niedziela

- Zachowaliście ciągłość pielgrzymki. Ta pielgrzymka tym się chlubiła, że mimo najgorszych sytuacji jakie bywały w historii, nigdy nie została przerwana. I także w tym trudnym czasie dla Polski i świata, pielgrzymka odbyła się, dziękuję wam za to - powiedział dziś na Jasnej Górze kard. Kazimierz Nycz, witając 309. Warszawską Pielgrzymkę Pieszą. Z konieczności respektowania rygorów sanitarnych przyszło w niej tylko 61 osób.

- Zrobiliśmy pewne możliwe minimum, żeby nikogo nie narazić, żeby nie daj Boże ktoś powiedział, że zaraził się na pielgrzymce – mówił metropolita warszawski. Prosił, by do tego minimum się nie przyzwyczajać. - Mamy nadzieję i pewność wiary, że w przyszłym roku Pan Bóg nam pozwoli wrócić do pełnego, normalnego pielgrzymowania, oby się tak stało, bo to jest potrzebne nie tylko dla pielgrzymki, ale dla duchowego życia ludzi - mówił ze szczytu kard. Nycz.

Prowadzona przez paulinów warszawska pielgrzymka przez dziewięć dni drogi fizycznej, ale przede wszystkim duchowej, rozważała słowa Prymasa Wyszyńskiego „Ten zwycięża kto miłuje”.

- Bóg chciał powiedzieć to Polakom, wówczas w 1966 r. i Pan chce to dzisiaj poprzez przypomnienie, uaktualnienie nawet, nie tyle samej postaci Prymasa, ile jego słów, słów zresztą zakorzenionych w Ewangelii, też nam powiedzieć - zauważył o. Krzysztof Wendlik, nowy kierownik pielgrzymki. Przypomniał, że „chodzi o miłość, która ukonstytuowała się i została nam dana w Jezusie Chrystusie, Synu Bożym”.

W warszawskiej pielgrzymce uczestniczyli tym razem tylko przewodnicy niektórych grup i przedstawiciele różnych służb, którzy w specjalnym plecaku nieśli wszystkie przekazane im intencje a nawet więcej.

- Zupełnie inne odczucie, brak pielgrzymów, ale jesteśmy wdzięczni Panu Bogu i Matce Najświętszej, że mogliśmy iść - mówił ze łzami w oczach brat Szczepan, który od lat prowadzi czołówkę pielgrzymki.

O. Michał Gawryluk, przedstawiciel „15” niebieskiej dodał, że to i dla kapłanów była inna pielgrzymka. - Mogliśmy poczuć się jak pielgrzymi, poprzez słuchanie konferencji, miałem okazję nieść tubę, znak pielgrzymkowy - zauważył paulin.

S. Michalina podkreślała, że w drodze trwała wielka modlitwa za wszystkich.

- Każdy kto nas mijał, kogo spotykaliśmy na drodze, nawet nie musiał prosić o modlitwę, po prostu tych ludzi nieśliśmy tutaj - powiedziała elżbietanka

Tradycyjnie ostatnie kilometry pielgrzymki warszawskiej Alejami NMP przemierzyli generał Zakonu Paulinów i przeor Jasnej Góry.

- To jest piękny moment, kiedy można od kościoła św. Zygmunta iść razem z pątnikami, czuć tę atmosferę wielkiej radości, gorliwej modlitwy i wdzięczności za to, że choć warunki mamy trudne, ale mogliśmy pielgrzymować - mówił o. Samuel Pacholski, przeor.

Także o wdzięczności Bogu mówił o. Arnold Chrapkowski, przełożony generalny Zakonu Paulinów. - Trzeba dziękować Bogu, że pozwolił nam dochować tradycji i po raz 309. Warszawa mogła przyjść na Jasną Górę. Łączy się z nami ogromna rzesza duchowych pielgrzymów, którzy są z nami we wspólnocie wiary i za nich także pragniemy Bogu dziękować - powiedział o. Generał.

Grupy duchowych pielgrzymów zostały zorganizowane m.in. przy paulińskim kościele św. Ducha w Warszawie, gdzie trwały rekolekcje „Jak rozkochać się we Mszy św.” i przy Radiu Jasna Góra, które cały czas towarzyszyło pątnikom zmierzającym na Jasną Górę.

Intencją Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej było przebłaganie za grzechy m.in.: pychy, podziału, nieposzanowania życia najsłabszych, zniewagi, jakich doznała Maryja w ostatnim czasie w naszej Ojczyźnie, w ufności, że Miłosierdzie Boże objawia się wszędzie tam, gdzie serce jest skruszone.

***

Warszawska Pielgrzymka Piesza nazywana także paulińską, początkami sięga XVIII w. i jest najstarszą wyruszającą ze stolicy. W 1711 r. Bractwo Pana Jezusa Pięciorańskiego przy paulińskim kościele św. Ducha w Warszawie poprowadziło pielgrzymkę na Jasną Górę w imieniu miasta prosząc o ocalenie przed szalejącą epidemią. Do dziś w częstochowskim Sanktuarium przechowywana jest srebrna tablica - wotum mieszkańców Warszawy, złożone z prośbą o oddalenie zarazy.

Bractwo organizowało i odbywało pielgrzymki aż do połowy XX wieku, nawet w czasach zaborów. W 1792 r. wojska zaborcze na odcinku trasy z Woli Mokrzeskiej do Krasic wymordowali wszystkich uczestników pielgrzymki. Pątnicy do dziś w trakcie wędrówki zatrzymują się przy ich zbiorowej mogile.

Do niedawna panowało przekonanie, że lata okupacji niemieckiej stanowiły przerwę w tradycji pielgrzymkowej sięgającej 1711 r. Wydawało się wprost niepodobieństwem, aby w latach narodowej nocy zdołano utrzymać ciąg pątniczej tradycji.

Okazało się jednak, że było inaczej. Nawet Powstanie Warszawskie nie przerwało tradycji pielgrzymowania. We wszystkich wypowiedziach i przekazach dotyczących tamtego okresu można zaobserwować pewną prawidłowość. Uczestnicy tych pielgrzymek posiadali głęboką świadomość kontynuowania istniejącej od dawna tradycji, poczuwali się do obowiązku podtrzymywania jej mimo niebezpieczeństw, jakie istniały w tamtych czasach. W pisemnym oświadczeniu p. Irena J. zdążająca na Jasną Górę w 1944 r. stwierdza: Szłam tą samą trasą i od ludzi po drodze dowiadywałam się, że pielgrzymka idzie do Częstochowy, lecz w małych grupkach, po kilka osób. Świadectwo to zasługuje na szczególne podkreślenie, gdyż kobieta ta do 1974 r. uczestniczyła w pielgrzymce 50 razy. Nadto jako młoda wtedy osoba zapewniała, że podczas Powstania Warszawskiego nie przerwano pątniczych tradycji. Cennym świadectwem są także wypowiedzi Stanisława Żaboklickiego, który przejął kierownictwo pielgrzymki od 1940 r., a od 1930 r. aż do ostatnich lat brał w tych pielgrzymkach udział. Szedł on także w latach 1940,1941,1942,1943. Według jego relacji podczas okupacji pielgrzymka zawsze wychodziła z kościoła paulińskiego Świętego Ducha i każdorazowo liczyła ok. 60-80 osób.

W 1963 r. władze nie zgodziły się na wyruszenie warszawskich grup, motywując swoją decyzję epidemią ospy, na niektórych obszarach Polski. Mimo to do Częstochowy wyruszyła ,,nielegalna pielgrzymka", którą na Jasnej Górze przywitał Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński.

W czasach komunistycznych pielgrzymka była okazją do manifestacji wiary, przywiązania do Kościoła i narodowych tradycji związanych z Jasną Górą, wyrażała miłość do Kościoła i Ojczyzny. Np. w 1982 r. w proteście wobec trwającego stanu wojennego, uczestnicy pielgrzymki wkraczali na ulice Częstochowy w milczeniu (niektóre grupy odmawiały różaniec). Po zniesieniu stanu wojennego, miesiąc po wizycie papieskiej, na Jasną Górę przybyła rekordowa liczba, 53 tys. pątników, z czego połowę stanowiła młodzież.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję