Reklama

Wiadomości

Cisza nad Auschwitz

Dlaczego zapomina się, że w niemieckich obozach zagłady ginęli także Polacy? – pyta Agnieszkę Hałaburdzin-Rutkowską Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 36/2019, str. 28-29

[ TEMATY ]

historia

Grzegorz Boguszewski

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady – uchwalony przez Sejm RP w 2006 r. na pamiątkę pierwszego masowego transportu Polaków z Tarnowa do Auschwitz 14 czerwca 1940 r. – nie cieszy się należną estymą. Nie została mu przypisana właściwa ranga, nie jest to rocznica nagłaśniana przez media ani też wyraźnie wspierana przez państwo. Dlaczego?

AGNIESZKA HAŁABURDZIN-RUTKOWSKA: – No właśnie, w przyszłym roku będziemy obchodzić 80. rocznicę rozpoczęcia działania KL Auschwitz, najwyższy więc czas, byśmy w Polsce głośno odpowiedzieli sobie na to pytanie. Uroczystości rocznicowe wyzwolenia obozu – 27 stycznia (w 2005 r. ONZ ustanowił ten dzień Międzynarodowym Dniem Pamięci o Ofiarach Holocaustu) – zawsze były bogate i wyczerpywały zapotrzebowanie na pamięć o oświęcimskim męczeństwie, ograniczającą się jednak tylko do ofiar pochodzenia żydowskiego. Uroczystości 14 czerwca zawsze były natomiast organizowane społecznie, głównie przez Chrześcijańskie Stowarzyszenie Rodzin Oświęcimskich i żyjących jeszcze więźniów z pierwszego, tarnowskiego transportu.

– Co się zmieniło z wejściem w życie uchwały sejmowej z 2006 r.?

– Bardzo niewiele. Mimo że uchwała Sejmu RP w jakiś sposób zobowiązywała samorządy lokalne do upamiętniania tego dnia – wielu nie pamiętało... Nawet w gminach, na których terenie znajdowały się podobozy KL Auschwitz oraz inne niemieckie obozy na obszarze całej Polski. Niestety, ani ze strony samorządów, ani ze strony Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau nie było chęci organizowania w tym dniu obchodów stosowanych do rangi tego dnia. Nie pamiętały władze lokalne, nie pamiętały szkoły, nie pamiętały media. Gdy w tym roku, 14 czerwca, odwiedzałam pobliskie miejsca – m.in. Brzeszcze, Rajsko – nie znalazłam tam żadnego śladu pamięci, ani jednego znicza, nawet kwiatka...

– Do niedawna uroczystości 14 czerwca były organizowane w Tarnowie i Auschwitz samorzutnie przez organizacje społeczne, od niedawna głównym organizatorem jest Muzeum KL Auschwitz. Są bardziej „bogate”?

– Są inne... Poprzednio przyjeżdżali organizatorzy ze swoimi środowiskami. Msza św. była przy Bloku nr 11, orkiestra górnicza grała hymn narodowy. Muzeum uznało to za niedopuszczalne, jako że wokół ściany śmierci obowiązuje strefa ciszy, „nie można przeszkadzać innym odwiedzającym obóz”. Myślę, że śpiewanie hymnu nie powinno nikomu przeszkadzać – nawet przy samej ścianie śmierci – bo przecież wielu, gdy umierało, właśnie tu śpiewało polski hymn. Nie tylko więc ciszą możemy dziś uhonorować tych, którzy tu umierali...

– Na zachowanie ciszy nalegają jednak byli więźniowie żydowscy i ich dzisiejsi reprezentanci.

– Po założeniu Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau – na mocy ustawy z 1947 r., która powstała z inicjatywy polskich więźniów obozu – nie było żadnego narodowościowego rozdźwięku między byłymi więźniami. Ci, którym udało się przeżyć, byli zgodni co do tego, że aby upamiętnić to, co się tu zdarzyło, trzeba wręcz krzyczeć, by pokazać przyszłym pokoleniom, jaki los może zgotować człowiek człowiekowi.

– W Polsce chyba jednak nie potrafiliśmy należycie zadbać o to upamiętnienie, o całą prawdę...

– Niestety, tak. Jako naród byliśmy bezradni, bo przecież wspierany przez Rosję sowiecką PRL kończył w Polsce to, co Niemcy zaczęli – niszczenie elity narodowej. Przypomnijmy tylko, że w tym pierwszym, tarnowskim transporcie do Auschwitz byli przede wszystkim ci Polacy, którzy – według Niemców – mogli mieć wpływ na przetrwanie Polski. A po wojnie komuniści dość skutecznie kontynuowali ten proces eksterminacji polskich elit...

– Kiedy pojawił się ów rozdźwięk w społeczności byłych więźniów, ów konflikt interesów w czczeniu pamięci?

– W Polsce zawsze istniała pamięć o martyrologii narodu polskiego, w żaden sposób niewykluczająca Żydów, którzy przecież także byli obywatelami Polski. Na Zachodzie natomiast od zawsze mówi się wyłącznie o Holokauście. O Polakach ani słowa, a sami Polacy robią niewiele, by dać o sobie znać. Po upadku żelaznej kurtyny nastąpiło zderzenie tych narracji, pojawił się konflikt.

– Chodzi o bezwzględną dominację Holokaustu nad cierpieniem innych narodowości?

– Tak. Mamy sprawę krzyża papieskiego na żwirowisku przy obozie – Żydzi bezwzględnie domagają się jego usunięcia. Nikogo w Polsce nie było stać na to, by jasno powiedzieć światu, że to żwirowisko jest miejscem, gdzie Niemcy katowali polskich księży! Później siostry karmelitanki musiały opuścić teren obozu... Dlaczego ich modlitwa za ofiary niemieckiej zbrodni miałaby przeszkadzać?!
W latach 90. XX wieku zaczęło się wycofywanie się państwa z terenu obozu, muzeum zostało pozostawione samemu sobie i naciskom z zewnątrz. Wycofaliśmy się tak mocno, że w Auschwitz w ogóle przestano mówić o Polsce i Polakach. Jest tam wprawdzie odrębna wystawa polska, ale na ogół jej zwiedzanie nie mieści się w programie zwiedzania obozu. Polska historia – z jej oświęcimskimi bohaterami: o. Maksymilianem Kolbem i Witoldem Pileckim – znajduje się dziś zdecydowanie na ledwie zauważalnym marginesie tematyki Holokaustu. Przewodnicy z Izraela na pewno ją pomijają – w istocie nie mamy wpływu na to, co i jak mówią.

– Tymczasem świat zaczął mówić o „polskich obozach zagłady”, o rzekomej współwinie Polaków...

– Niestety, nie jest to wyłącznie wina nieżyczliwej Polsce obcej narracji, w dużej mierze jesteśmy tu winni sami, przez nasze zaniechania, naszą niepamięć i „wybieranie przyszłości”. 14 czerwca powinien być dużym świętem, aby Polacy poczuli się włączeni w pamięć – dotychczas pielęgnowaną jedynie w wąskim gronie społecznych działaczy – o martyrologii narodu polskiego. Mam też nadzieję, że mimo trudności szybko powstanie muzeum poświęcone tym Polakom z okolic Oświęcimia, którzy nieśli pomoc więźniom Auschwitz – Muzeum Sprawiedliwych spod Auschwitz.

– Co stoi na przeszkodzie?

– Nazwa. Międzynarodowa Rada Oświęcimska zawyrokowała, że nie może to być Muzeum Sprawiedliwych – bo ci mają już swoje drzewka w Yad Vashem. Możliwa jest niewiele mówiąca nazwa: Muzeum Pamięci Mieszkańców Ziemi Oświęcimskiej... Wolę upamiętnienia bohaterstwa Polaków pomagających więźniom Auschwitz wyraziła premier Beata Szydło podczas uroczystości 14 czerwca 2016 r. Muzeum powstanie poza terenem Muzeum Auschwitz-Birkenau, w jednym z budynków tzw. Monopolu, do którego dotarł pierwszy transport z polskimi więźniami.

– Czego jak najpilniej potrzeba, Pani zdaniem, by prawda o Auschwitz nie ulegała postępującej manipulacji, by nie wykluczano polskiej martyrologii?

– Potrzeba wielu różnorodnych działań – odpowiedniej aktywności dyplomatycznej polskiego rządu, szeroko zakrojonych działań edukacyjnych i refleksji Polaków nad tymi po ludzku najtrudniejszymi sprawami. Nadal potrzeba zaangażowania społecznego w organizowanie różnego rodzaju przedsięwzięć, uroczystości itp., bo niestety, jest ono za małe i wydaje się coraz mniejsze. Ci, którym naprawdę zależało na pamięci – świadkowie historii, więźniowie niemieckich obozów zagłady – już odchodzą, umierają... A ktoś musi światu o Polsce opowiadać.

– Nikt już nie opowiada? Nikt nie chce słuchać?

– To prześladujący nas po dziś dzień deficyt polskich elit intelektualnych – spowodowany niemiecką, a potem rosyjską planową eksterminacją – sprawia, że nie potrafimy pokazać światu ogromu polskiej martyrologii, polskiego bohaterstwa. Trzeba jednak przyznać, że po niedawnej fali antypolonizmu i oskarżeń o współwinę za Holokaust jakieś działania w kierunku odkłamania historii zostały podjęte. Przykładowo – objazdowa wystawa na temat Holokaustu uwzględnia już bohaterską postać Witolda Pileckiego, coraz częściej już wyraźnie pisze się o niemieckich, a nie polskich obozach zagłady. Jest więc szansa – o ile będziemy nad tym pracować i o tym myśleć – że te polskie akcenty staną się w końcu ważne nie tylko dla nas, ale że świat się czegoś ważnego o nas dowie.

– Wciąż pozostaje pytanie, dlaczego Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady od kilkunastu lat mija bez echa.

– Trzeba za to winić przede wszystkim polskie media oraz samorządy. Dla mediów – nawet dla tych publicznych – to po prostu nieciekawy temat. Dla samorządów – jeśli brakuje tam choćby pozytywnie „nawiedzonych” nauczycieli lub działaczy i organizacji społecznych – to nieistotna sprawa, bo bardziej liczą się kostka brukowa lub kolejny aquapark... I tak skoro przynajmniej raz w roku nie stać nas na wysiłek pomyślenia o tej bolesnej historii Polski, to nie dziwmy się, że potem inni piszą ją za nas, a my coraz bardziej nie potrafimy nic zrobić.

– Może więc zamiast mieć żal o zdominowanie wojennej martyrologii powinniśmy brać przykład właśnie z Żydów?

– Oni często wykrzykują nam prosto w oczy: My nie będziemy mówić o polskiej martyrologii, skoro wy sami o niej nie mówicie, nas to nie interesuje. Jestem głęboko przekonana, że w tej trudnej sprawie decydująca jest przede wszystkim nasza silna wola. Niestety, akurat tego z jakichś dziwnych powodów ciągle brakuje. Najbardziej szokujące i niezrozumiałe jest to, że najmłodsze pokolenia Polaków zostały w istocie pozbawione nauki historii. Zwłaszcza historia II wojny światowej w programach szkolnych III RP była potraktowana marginalnie.

– Co dziś robi Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem, aby przynajmniej złagodzić te objawy narodowej amnezji?

– Staramy się nie być bezczynni. Już jakiś czas temu w kręgach TOnO zaczęto organizować specjalne obozy pamięci; młodzi ludzie w niedużych grupach jeżdżą w wakacje do Oświęcimia, by pracować na terenie obozu, w dziale konserwacji eksponatów albo przy sprzątaniu. Niełatwo jednak dziś znaleźć chętnych do takiego sposobu spędzania wakacji. Ale gdy już przyjadą, to efekt edukacyjny zazwyczaj jest niesamowity.

– Nastawiony na konsumpcję współczesny świat nie lubi takich miejsc. Ludzie coraz bardziej niechętnie je odwiedzają, tym bardziej więc takie znaki pamięci wydają się niezbędne...

– Bo to są – powinny być – miejsca, w których z jednej strony pokazuje się ludzkie okrucieństwo i zło, a z drugiej – nieprawdopodobny heroizm tych, którzy potrafili ocalić swoje człowieczeństwo. Mimo wszystko.

* * *

Agnieszka Hałaburdzin-Rutkowska
Potomkini powstańców listopadowych i styczniowych, nauczycielka i działaczka społeczna. Przewodnicząca Oddziału Warszawskiego oraz sekretarz Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau, członkini zarządu Stowarzyszenia Kontynuatorów Pamięci o Zagładzie Narodu Polskiego – Prawo do Prawdy

2019-09-03 13:09

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Opowiadamy Polskę światu” – projekt Instytutu Nowych Mediów w 100-lecie Bitwy Warszawskiej

2020-08-14 08:29

[ TEMATY ]

historia

Bitwa Warszawska

najwazniejsze24.pl

Niemcy, Włochy, Francja, Czechy, Chorwacja, Serbia, Litwa, Łotwa, Malta, Grecja, ale nawet Algieria i Indonezja – to w tych krajach ukazują się w tych dniach pochodzące z Polski teksty pokazujące skalę i wpływ Bitwy Warszawskiej 1920 na dzieje Europy. Organizatorem przedsięwzięcia „Opowiadamy Polskę światu – w 100. rocznicę Bitwy Warszawskiej” jest Instytut Nowych Mediów.

– Rozmawiając z dziennikarzami, z wydawcami dużych tytułów prasowych wciąż wyczuwamy głód informacji i dobrze przygotowanych tekstów pozwalających na zrozumienie naszego rejonu Europy. Jak myślimy, co jest dla nas ważne, dlaczego reagujemy tak a nie inaczej, jakie jest nasze DNA, na które składają się takie wydarzenia jak Bitwa Warszawska 1920 roku, Powstanie Warszawskie czy Solidarność. Jest więc miejsce na wielkie polskie opowieści dla świata – mówi Eryk Mistewicz, prezes Instytutu Nowych Mediów.

„Opowiadamy Polskę światu” to cykl realizacji w największych dziennikach i tygodnikach świata a także na portalach internetowych przy okazji 100. urodzin Jana Pawła II, 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej, 15. lecia wejścia Polski do Unii czy 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego hitlerowskiego obozu Auschwitz. W projekcie tym najbardziej uznani autorzy z Polski i zza granicy – historycy, naukowcy, politycy – przybliżają nasz kraj.

„Fenomen Polski jest opowieścią o demokratyzacji innej niż zachodnioeuropejska” – pisze premier Mateusz Morawiecki w tekście na 100 lecie Bitwy Warszawskiej 1920 roku. „To historia demokratyzacji przy równoczesnym odzyskiwaniu niepodległości oraz podmiotowości społeczno-politycznej. To historia nowoczesności budowanej wbrew imperializmowi, absolutyzmowi i despotyzmowi mocarstw, które zdominowały Europę XIX wieku. To historia, która zwieńczona jest niezwykle wymagającym egzaminem dojrzałości państwa – Polska już w niecałe dwa lata po odzyskaniu niepodległości stanęła w obliczu totalitarnego zagrożenia ze strony bolszewików”.

Mateusz Morawiecki pisze: „Wojna polsko-bolszewicka to nie tylko starcia wielkich armii, spektakularny wysiłek całego społeczeństwa czy strategiczny geniusz dowódców. To także zmagania wywiadów, a więc szyfrów, rozumów i intelektów. Wielkim bohaterem tajnego frontu Bitwy Warszawskiej jest Jan Kowalewski, oficer polskiego wywiadu wojskowego, który złamał sowieckie szyfry. To jego praca pozwoliła uzyskać kluczowe informacje dla stworzenia polskiej strategii operacyjnej. To cichy bohater, który odegrał zasadniczą rolę w zatrzymaniu sowieckiej agresji na Europę w 1920 r. Co więcej, w trakcie II wojny światowej był ważną postacią operacji Trójnóg polskiego rządu na uchodźstwie w Londynie, która miała przygotować inwazję aliantów na Bałkany poprzez zmianę sojuszy Włoch, Rumunii i Węgier. Niestety, pod naciskiem Stalina Roosevelt porzucił plan desantu na Bałkany, forsowany przez Winstona Churchilla. Gdyby historia potoczyła się inaczej, Jan Kowalewski mógłby dwukrotnie uratować Europę Środkowo-Wschodnią od totalitarnego świata sowieckiej dominacji”.

Polska historia piórem najwybitniejszych intelektualistów

Czytelnicy gazet i tygodników na całym świecie przeczytają o Bitwie Warszawskiej teksty najlepszych autorów. Prof. Andrzej Nowak, historyk, kawaler Orderu Orła Białego, tłumaczy kontekst batalii: „Paryż potrzebował sojusznika, który szachowałby od wschodu Niemcy – pokonane, ale niepogodzone z przegraną i z traktatem wersalskim. Dotychczasowy sojusznik Francji, Rosja, została ogarnięta przez rewolucję. Rząd bolszewicki wystąpił z antyniemieckiej koalicji, podpisując w marcu 1918 roku pokój z II Rzeszą w Brześciu. Kiedy Niemcy przegrały wojnę na froncie zachodnim, Rosja, opanowana w swoich centrach przez bolszewików, wchodziła w okres wojny domowej. Polska stała się w tej sytuacji, jak to określali sztabowcy francuscy, „sojusznikiem zastępczym”.

Dopiero współpraca komunistycznego totalitaryzmu w Rosji z nowym systemem totalitarnym, jaki powstanie w Niemczech, pozwoli Stalinowi i Hitlerowi zniszczyć pokój w Europie. Ale dwóch dekad niepodległości Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Czechosłowacja i inne kraje tego regionu – nie zapomniały. Będą się upominały o nią aż do skutku. Nie byłoby roku 1989, gdyby nie było wcześniej roku 1920. Oba zasługują na określenie „annus mirabilis” – pisze prof. Andrzej Nowak.

Jarosław Szarek, prezes Instytutu Pamięci Narodowej, tłumaczy skalę niebezpieczeństwa, przed którym uratowali Europę Polacy: „Bolszewicy z Włodzimierzem Leninem na czele po opanowaniu władzy w Rosji dążyli do eksportu rewolucji do Europy. Pierwszy marsz na Zachód zaczął się już w końcu 1918 r., gdy po klęsce Niemiec w I wojnie światowej Armia Czerwona wkroczyła na opuszczone przez okupacyjne wojska niemieckie ziemie Ukrainy, Białorusi i państw bałtyckich. Główną przeszkodą na jej drodze stała się Polska, która właśnie odzyskała niepodległość. Wojna polsko-bolszewicka zaczęła się w styczniu 1919 r.

Wojsko Polskie nie było w stanie powstrzymać przeważających sił nieprzyjaciela i zostało zmuszone do odwrotu. Oddziały polskie cofały się wciąż na zachód, ale nie dały się okrążyć i rozbić, zachowując swoją wartość bojową. W obliczu śmiertelnego zagrożenia nastąpiła ogromna mobilizacja społeczeństwa, w której dużą rolę odegrał też Kościół katolicki. Na apel o wstępowanie do wojska zgłosiło się ponad 100 tysięcy ochotników, w tym 30 tys. mieszkańców Warszawy” – pisze prezes IPN.

Opowiadamy Polskę światu

Projekt „Opowiadamy Polskę światu– w 100 rocznicę Bitwy Warszawskiej” przygotowywany został przez Instytut Nowych Mediów z wsparciem Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Wszystkie teksty z tego projektu dostępne będą na stronie www.Victoria1920.pl.

– Świat łaknie porywających historii. To one pozwalają opanować nadmiar informacji, ugruntowywać lub zmieniać postrzeganie krajów. Polskie bohaterstwo stanowi nasz znak firmowy, ale też solidarność z innymi, współpraca, przywiązanie do wolności. O takiej Polsce opowiadamy wyszukując historie, które zaciekawiają dziennikarzy i czytelników na całym świecie – mówi Michał Kłosowski, szef działu projektów międzynarodowych INM.

CZYTAJ DALEJ

PRENUMERATA TYGODNIKA KATOLICKIEGO „NIEDZIELA”

Bożena Sztajner/Niedziela

JAK ZAMÓWIĆ PRENUMERATĘ „NIEDZIELI”

PRENUMERATA KRAJOWA
494,00 zł roczna
247,00 zł półroczna
123,50 zł kwartalna

Cena prenumeraty zawiera koszt wysyłki 1 egzemplarza.

Numer konta dla prenumeraty krajowej (złotówkowe):
86 1020 1664 0000 3102 0019 7418

PRENUMERATA ZAGRANICZNA (kwartalna)
237,90 zł pocztą zwykłą do krajów Europy
285,87 zł pocztą lotniczą do krajów Europy
285,87 zł pocztą lotniczą do krajów Ameryki

Przy zamawianiu prenumeraty zagranicznej półrocznej należy kwotę za prenumeratę kwartalną pomnożyć przez 2, a zagranicznej rocznej – przez 4.
Numer konta dla prenumeraty zagranicznej (dla wpłat złotówkowych):
kod BIC (SWIFT) BPKOPLPW PL 86 1020 1664 0000 3102 0019 7418

Zamów

TELEFONICZNIE:
tel. (34) 324-36-45,
centrala: tel. (34) 369-43-00
lub (34) 365-19-17

LISTOWNIE:
Redakcja Tygodnika Katolickiego „Niedziela”
ul. 3 Maja 12,
42-200 Częstochowa

E-MAILEM:
kolportaz.niedziela@niedziela.pl

Wpłaty należy kierować na konto:
PKO BP I/O Częstochowa 86 1020 1664 0000 3102 0019 7418
lub przekazem pocztowym pod adresem Redakcji:
Tygodnik Katolicki „Niedziela”
ul. 3 Maja 12,
42-200 Częstochowa.
W tytule przelewu należy wpisać rodzaj prenumeraty i edycję diecezjalną, którą chcą Państwo zamówić.

CZYTAJ DALEJ

Papież przekazał 100 tys. euro na potrzeby Kościoła w Zambii

2020-08-14 15:06

[ TEMATY ]

Franciszek

Zambia

Grzegorz Gałązka

Papież Franciszek przekazał 100 tys. euro dla najbardziej potrzebujących mieszkańców Zambii. Pomoc przekazana za pośrednictwem miejscowego episkopatu skierowana będzie do osób cierpiących z powodu braku żywności.

Ten afrykański kraj dotkliwie dotknięty jest głodem i ubóstwem, które pogłębiły się jeszcze z powodu kryzysu zdrowotnego i ekonomicznego wywołanego pandemią COVID-19.

Pieniądze będą przekazywane za pośrednictwem diecezji, szczególnie tym, którzy zostali najbardziej poszkodowani w wyniku susz i powodzi. W lutym tego roku dotknęły one ponad 2, 5 mln osób. Już miesiąc wcześniej ONZ ostrzegała przed kryzysem żywnościowym o niespotykanych rozmiarach w ośmiu krajach środkowej i południowej Afryki, w tym również w Zambii, gdzie 20 proc. ludności było zagrożonych brakiem bezpieczeństwa żywnościowego.

Pod koniec lipca Papież Franciszek przekazał do Zambii, przez nuncjaturę apostolską, trzy respiratory, tysiące maseczek ochronnych oraz wiele innych potrzebnych produktów medycznych. Dzięki temu wiele osób udało się uratować. „Ten gest solidarności złagodził ból i cierpienie narodu zambijskiego” – podkreśla ks. Cleophas Lungu, sekretarz generalny episkopatu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję