Reklama

Niedziela Podlaska

Ferie KSM

Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży (KSM) Diecezji Drohiczyńskiej, co roku w ferie zimowe, pragnąc popularyzować wśród młodzieży aktywną formę wypoczynku zimowego, jaką jest obóz, oferuje młodzieży skorzystanie z takiej formy spędzania wolnego czasu. Zorganizowano obozy formacyjnorekreacyjne, w których udział wzięło 150 osób z terenu naszej diecezji

Dwa obozy odbyły się w terminie ferii podlaskich w Murzasichle i w Drohiczynie, a dwa kolejne w terminie ferii mazowieckich w Białym Dunajcu i również w Drohiczynie. Podczas całego wypoczynku dzieci uczestniczyły w różnych atrakcjach, m.in. spędzające swój czas w Drohiczynie miały możliwość uczestniczenia w warsztatach edukacyjnych (chemicznych) podczas, których dzieci same mogły zrobić mydło do kąpieli o różnym zapachu. Na zajęciach plastycznych tworzono kule kwiatowe, pocztówki z ferii i plakaty. Były wspólne gry i zabawy integracyjne, budowanie przy różnego rodzaju klockach, co jeszcze bardziej zintegrowało grupy, a gra w laser tag przyniosła wiele radości i zmęczenia. A to nie wszystko! Zorganizowano też wyjazd do Białegostoku. Tam dzieci odwiedziły Muzeum Wojska Polskiego i zasmakowały trochę lekcji historii. Ponadto, dzieci były w ZOO Akcent, Papugarni, gdzie mogli bliżej poznać latających przyjaciół, pogłaskać i nakarmić kolorowe ptaki. Swoją wycieczkę zakończyli w Parku Trampolin Jumper. Kolejną wycieczką z atrakcjami, jakie zostały przygotowane dla dzieci, była wycieczka do Siedlec, a tam film na dużym ekranie w kinie, kręgle i oczywiście basen. Nie zabrakło również wizyty w Muzeum Diecezjalnym, Muzeum Starych Motorów czy też Muzeum Kajakarstwa.

Dla uczestników obozu w Murzasichle i Białym Dunajcu przygotowane były trochę inne trakcje, a to ze względu na inne miejsce realizacji obozu. Oczywiście nie zabrakło wyjść w góry, Rusinowa Polana, Wiktorówki, Dolina Kościeliska, Pustelnia św. Brata Alberta, Kalatówki i tam szaleństwo na jabłuszkach. Nauka jazdy na nartach to największa frajda dla obu grup, ponieważ każdy pod okiem instruktorów, mógł załapać trochę taktyki i stawiać pierwsze kroki na nartach. Nie zabrakło warsztatów, podczas, których dzieci pracowały nad swoimi indywidualnymi pracami m.in. była to pocztówka z ferii. Pojedynek laser tag na terenie górskim to nie lada wyczyn, bo dość szybko zmęczenie dało się we znaki uczestnikom. Oczywiście nie mogło zabraknąć wizyty w Papugarni, a tam karmienie zwierząt i głaskanie przyniosło wiele radości nie tylko uczestnikom, ale również kadrze. Podczas całego wyjazdu nie zabrakło gier i zabaw integracyjnych, seansów filmowych, dyskotek, czy wspólnego śpiewania karaoke. Nie lada wyczynem był dzień bez telefonu, gdy uczestnicy oddali telefony a dzień spędzali na rozmowach i bliższym poznaniu się nawzajem.

Reklama

Na każdym obozie punktem kulminacyjnym dnia była wspólna Eucharystia, podczas, której homilia nawiązywała do tematu danego dnia. Oczywiście każdy dzień rozpoczynaliśmy od wspólnej modlitwy i na modlitwie kończyliśmy – tak, by wśród młodzieży nie zabrakło ducha katolickich wartości.

Jednak to, co fajne szybko się kończy. Tak było i tym razem. Ferie dobiegły końca, a my zapraszamy już do udziału w obozach wakacyjnych organizowanych przez Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Diecezji Drohiczyńskiej.

2019-02-13 07:44

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W Głogowie powstał nowy oddział KSM

2020-07-10 10:04

[ TEMATY ]

KSM

Kornelia Banaszkiewicz

Pięcioro młodych osób 9 lipca złożyło w parafii św. Maksymiliana Marii Kolbe w Głogowie uroczyste przyrzeczenia.

Nowy oddział Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży powstał przy parafii pw. św. Maksymiliana Marii Kolbe. 9 lipca uroczyste przyrzeczenia podczas Mszy św. złożyło 5 osób, jednak w sumie w oddziale będzie 12 osób. Młodzież do wstąpienia w szeregi KSM przygotowywał wikariusz ks. Krzysztof Batóg. – Oddział został zarejestrowany oficjalnie, chociaż młodzi spotykają się już ponad rok. Pierwotnie uroczystość miała się odbyć wcześniej, jednak plany pokrzyżowała epidemia koronawirusa. Udało się to uczynić w wakacje, cieszymy się bardzo, że są chętni młodzi ludzie, którzy już się spotykają, są formowani - mówi asystent kościelny KSM ks. Marcin Bobowicz i dodaje, że obecnie w naszej diecezji aktywnie zaangażowanych jest 12 oddziałów KSM

Zobacz zdjęcia: Przyrzeczenia KSM w Głogowie


CZYTAJ DALEJ

5 pytań do… Pana Łukasza Szumowskiego, Ministra Zdrowia

2020-07-10 10:23

[ TEMATY ]

Szumowski

5 pytań do...

Ministerstwo Zdrowia

Piotr Grzybowski w kolejnym wywiadzie z cyklu "5 pytań do..." rozmawia z Ministrem Zdrowia, Łukaszem Szumowskim.

Piotr Grzybowski: Panie Ministrze, stał się Pan symbolem walki z pandemią, chciałbym jednak powrócić do początków Pana fascynacji medycyną. Co stało za decyzją, aby zostać lekarzem?

Łukasz Szumowski: Jeszcze w szkole podstawowej nie myślałem o zawodzie lekarza. U nas w domu nie było tradycji medycznych – mama jest polonistą, tata inżynierem. Ale już wtedy miałem takie przeświadczenie, że będę lekarzem, pomimo, że to fizyka była moją miłością i była na pierwszym miejscu. Dlatego też poszedłem do „Reytana” do klasy mat-fiz. Ale fizyka w mat-fizie to nie wszystko. Trudno było myśleć o studiach z fizyki, gdy okazało się, że nie jestem wybitny z matematyki. W liceum już wiedziałem, że medycyna łączy w sobie niezwykły świat – mama dała mi wtedy książki Prof. Hellera czy Prof. Sedlaka. Ale ta świadomość, że mam być lekarzem, że mam leczyć ludzi była ze mną od podstawówki, chociaż opierałem się jak mogłem.

Mój późniejszy mentor, prof. Franciszek Walczak, uświadomił mi, że fizyka to także prądy w sercu, a jeszcze mówił o nich w tak ciekawy sposób... To on dał mi asumpt do tego by wybrać kardiologię, choć poważnie zastanawiałem się także nad anestezjologią. Dzięki pasji prof. Walczaka i mnie wciągnęło w świat prądów w sercu. Na tę nową pasję poświęcałem każdą wolną chwilę. Gdy uświadomiłem sobie ilu poważnie chorym ludziom można pomóc i zobaczyłem na przykładzie profesora Walczaka ile to daje satysfakcji, nie było już odwrotu. Ablacje, czyli zabiegi regulujące zaburzenia rytmu serca, to była logiczna konsekwencja mojego wyboru.

PG: Co jest w tym zawodzie najtrudniejsze, a co najpiękniejsze?

ŁSz: Piękne w tym zawodzie w zasadzie jest wszystko. Co może dać więcej satysfakcji, niż widok człowieka, który jeszcze niedawno był umierający, pod tlenem, a żyje i czuje się dobrze? Kiedy widzi się dzieci i staruszków, którzy mogą cieszyć się z życia, z kontaktów z bliskimi i rodziną, a jeszcze niedawno ta rodzina drżała o to życie? Ja momentami, przy stole operacyjnym spędzałem po 12-14 godzin na dobę. Poza tym na stole operacyjnym człowiek zostaje odarty z tytułów i masek. I święty, i przestępca jest po prostu człowiekiem.

A trudna zawsze jest śmierć. Z nią nigdy człowiek się nie pogodzi, nawet gdy się z nią mierzy codziennie. Gdy, mimo olbrzymiego wysiłku całego zespołu, nie daje się pomóc, to jest to dramatyczny moment. Trudna jest akceptacja tego, że się czegoś nie wie, nie rozumie co dolega pacjentowi, kiedy robimy zabieg zgodnie z naszą wiedzą i …. nie działa …

PG: Nie uciekniemy od tematu pandemii. Chciałem zapytać o ten pierwszy moment, kiedy uświadomił sobie Pan spodziewaną jej skalę, zagrożenia?

ŁSz: Skala dramatów ludzkich, która miała miejsce we Włoszech, w Lombardii, te ciała wiezione na ciężarówkach, dramatyczne decyzje o tym, kogo podłączyć do respiratora, a komu tej pomocy odmówić… Tak, to myślę był ten moment, kiedy wszyscy zobaczyliśmy, co może wydarzyć się w czarnym scenariuszu. Później mieliśmy jeszcze lotnisko w Anglii przekształcane w kostnicę i Hiszpanię, w której nie nadążano spalać zwłok ludzkich. Nie ma chyba osoby, na której nie robiłoby to wrażenia. Dziś jednak nikt z nas już o tym zdaje się nie pamiętać. Dziś jest lato, wakacje, spotkania z bliskimi. W marcu był powszechny strach, by w Polsce nie doszło do powtórzenia sytuacji z Włoch. Na dziś my tę walkę z wirusem wygrywamy. Okupiliśmy to dużym wysiłkiem, ale było warto. Nie doszło w Polsce do sytuacji, w której musielibyśmy komuś odmówić pomocy, a to był nasz priorytet.

PG: Co było, może dalej jest, największym wyzwaniem w walce z Covid-19?

ŁSz: W czasie epidemii wszystko staje się wyzwaniem. Największym jest presja czasu przy olbrzymiej skali decyzji, które trzeba podjąć. Priorytetem było maksymalne ograniczenie ekspansji wirusa, przy jednoczesnym zapewnieniu pełnej wydolności szpitali, tak by mogły przyjąć każdego wymagającego pomocy. Szybki lockdown, czyli tak naprawdę powszechne ograniczenie aktywności społecznej, przy jednoczesnym powołaniu do życia szpitali jednoimiennych, izolatoriów dla chorych nie wymagających hospitalizacji, to były decyzje, które dawały nam przewagę nad wirusem – jeżeli tak obrazowo mogę powiedzieć. Poza tym zakupy… W marcu i kwietniu na rynku brakowało wszystkiego. Państwa prześcigały się w kupowaniu każdej dostępnej rzeczy: maseczek, kombinezonów, respiratorów – dosłownie wszystkiego. My też o każdy zakup musieliśmy walczyć. Dziś posłowie Koalicji Obywatelskiej zarzucają nam, że za maski przepłaciliśmy, że respiratory były za drogie. A ja odpowiadam: nikt w Polsce nie umarł z powodu braku sprzętu, a w innych państwach takie rzeczy były codziennością. My ratowaliśmy ludzkie życie. Pamiętam poczucie bezsilności i goryczy kiedy maseczki, które miały przylecieć do Polski zostały podkupione przez inne państwa…

PG: Jak by Pan zachęcił dzisiejszych maturzystów do wyboru studiów medycznych?

ŁSz: Zawód lekarza to jeden z najpiękniejszych zawodów. Można by powiedzieć cynicznie – wykonujesz swoją prace, a niejako przy okazji – jako bonus - pomagasz ludziom. Choć oczywiście pomoc drugiemu człowiekowi jest sednem tej pracy. To zawód, którego nie można go wykonywać mechanicznie. Tu nie ma miejsca na rutynę. Zawód lekarza to zawód, któremu trzeba się w pełni poświęcić, ale on dużo daje w zamian. Satysfakcję, codzienną przygodę poznawania nieodkrytych obszarów ludzkiego organizmu. Jesteśmy w stanie polecieć na księżyc, a nie wiemy jak wyleczyć raka…

Medycyna to naprawdę odkrywanie nowych lądów i wielka przygoda.

Poza tym, ja na studiach medycznych zyskałem coś najcenniejszego – moją żonę.

CZYTAJ DALEJ

Minister spraw zagranicznych uczcił w Madrycie 100-lecie urodzin Jana Pawła II

2020-07-10 15:21

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

PAP/EPA/Luca Piergiovanni

Przebywający w Hiszpanii minister spraw zagranicznych Polski Jacek Czaputowicz, złożył kwiaty pod pomnikiem Jana Pawła II, a następnie odbył rozmowę z arcybiskupem Madrytu kard. Carlosem Osoro.

„To wyjątkowa okazja, ponieważ w tym roku obchodzimy rocznicę bliską sercu wszystkich Polaków - 100-lecie urodzin polskiego papieża” - powiedział. „Jesteśmy dumni, że największa świątynia w Madrycie jest jedyną hiszpańską katedrą konsekrowaną przez Jana Pawła II i miejscem przechowywania Jego relikwii” - dodał.

W rozmowie z arcybiskupem Madrytu minister podziękował za duchową opiekę nad hiszpańską Polonią, a także za bardzo dobrą współpracę z polskimi księżmi pracującymi w madryckich parafiach oraz studiującymi na Uniwersytecie św. Damazego.

Podczas zwiedzania katedry rozmówcy wspominali postać Jana Pawła II i jego ogromną sympatię do Hiszpanii, którą podczas swojego pontyfikatu odwiedzał aż pięciokrotnie. W Madrycie był m.in. podczas ostatniej pielgrzymki w 2003 r., kiedy to w bazie lotniczej Cuatro Vientos witał go prawie milion młodych ludzi. W stulecie urodzin Papieża Polaka, który odegrał kluczową rolę w przemianach demokratycznych i zmienił losy nie tylko Polski, ale i Europy, przypominali również jego słynne słowa z 1982 r., tak zwany Akt Europejski, wypowiedziane w Santiago de Compostela, na Szlaku Jakubowym łączącym Wschód i Zachód: „Ja, Jan Paweł, syn polskiego narodu, który zawsze uważał się za naród europejski, syn narodu słowiańskiego wśród Latynów i łacińskiego pośród Słowian, z Santiago kieruję do ciebie, stara Europo, wołanie pełne miłości: Odnajdź siebie samą! bądź sobą! Odkryj swoje początki. Tchnij życie w swoje korzenie”.

Minister Czaputowicz przebywa w Madrycie z jednodniową wizytą na zaproszenie hiszpańskiej minister spraw zagranicznych, europejskich i kooperacji Aranchy González Laya. Po zakończeniu spotkań polski szef dyplomacji podkreślił, że oba kraje są zainteresowane dalszym pogłębianiem dialogu zarówno w wymiarze dwustronnym, jak i europejskim. „Polska i Hiszpania to dwa duże europejskie państwa, które pomimo oddalenia geograficznego wiele łączy - zauważył. - Dostrzegamy możliwość wzmocnienia współpracy zarówno w dziedzinie politycznej jak gospodarczej, turystycznej i kulturalno-naukowej”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję