Reklama

Ks. Janusz Pasierb

Niedziela Ogólnopolska 7/2019, str. 28-29

Archiwum Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba

Przemierzając swe drogi, ks. Pasierb chciał nieść dobro ludziom zgromadzonym na wykładach, konferencjach, rekolekcjach

Przemierzając swe drogi, ks. Pasierb chciał nieść dobro ludziom
zgromadzonym na wykładach, konferencjach, rekolekcjach

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

To już przeszło 25 lat minęło od dnia, w którym ks. Janusz Pasierb – wybitny duszpasterz, uczony, poeta, eseista, pedagog, przyjaciel tak wielu ludzi – dotarł do celu swej ziemskiej wędrówki. „Homo viator” stanął przed obliczem Tego, ku któremu dążył przez całe swoje życie i któremu oddał je bez reszty.

Skok wzwyż

W ostatnich chwilach życia poety sprawdził się scenariusz, który paręnaście lat przed swym odejściem nakreślił – sobie? ... nam? ... – w wierszu „Światło, które wtedy widać”. „Wtedy nie będzie wolno okazać znużenia/ zdać się na prąd leniwy, jak zbutwiałe czółno/ w torfiaste bagno zapaść się bezwładnie/ (...) to musi wypaść jak skok wzwyż/trzeba się skupić sprężyć w sobie/ i resztą sił nad siebie rzucić/ utrata tchu/ ten ostry błysk. I takim właśnie „skokiem wzwyż” zakończyła się ziemska wędrówka ks. Pasierba, o czym wiedzą ci, którzy temu etapowi jego drogi towarzyszyli.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Odszedł do Pana, ale pozostał światłem na wielu ludzkich drogach. Jaśnieje jego przykład powracający w opowieściach. Świecą zapamiętane i powtarzane słowa, trwa poruszająca moc jego poetyckich strof. Głębia myśli zawarta w jego homiliach i esejach jest odkrywana i interpretowana nie tylko przez młodych naukowców. Tą głębią myśli żywi się także rzesza zwykłych, a niezwykłych miłośników mądrości i piękna Pasierbowych przekazów.

Drogi dalekie i bliskie

Reklama

Ks. Janusz Pasierb – „homo viator”, tak go postrzegało wielu nieustannie oczekujących na niego ludzi, a on sam traktował drogi, które przemierzał, jako element swej misji.

Był człowiekiem drogi, bo wiedział, że jest ona wpisana w nasze ludzkie posłannictwo. Mamy być w drodze, by rosnąć, by wypełniać dane nam przez Boga zadania. Mamy być w drodze, by obdarowywać nie tylko tych, którzy są obok, ale i tych, do których trzeba dotrzeć – dosłownie bądź w przenośni.

I przemierzając swe drogi, ks. Pasierb chciał nieść dobro – tłumom zgromadzonym na wykładach, rekolekcjach, konferencjach, zjazdach w różnych miastach Polski i poza jej granicami. Miał też zawsze dar swej obecności i słowa dla ludzi, którzy pukali do jego drzwi, czasem nie w porę, tak jak i miał go dla staruszki cioci, której wiózł przez pół Polski oprócz sweterka trzypiętrowy tort od Bliklego na 90. urodziny.

Reklama

Jakże często się spieszył, pędził... Walizki nieustannie były pakowane, przepakowywane, dopakowywane, rozpakowywane... Przesiadał się z auta na samolot, z samolotu wysiadał i pędził na pociąg... W różnych miejscach świata świadczył o randze polskiej nauki i kultury, a z zagranicy przywoził wieści o ważnych w kulturze Zachodu zjawiskach i wydarzeniach. Bywał więc niejako ambasadorem polskiej kultury za granicą i kultury Zachodu w Polsce. I wszędzie przypominał, że „kultura to nie tylko wierność tradycji, lecz także odgadywanie i kształtowanie przyszłości, że kultura, której sercem jest sztuka, a duszą religia, jest nie tylko zadaniem ludzkim, ale także powołaniem człowieka, i że cała ludzka kultura, wszelkie przesycenie materii pierwiastkami ducha jest budowaniem królestwa Bożego, eschatologicznego «nowego nieba i nowej ziemi»”.

A po zagranicznych podróżach były drogi przemierzane w Polsce. Niezmiennie przez wiele lat krążył ks. Pasierb między Warszawą a Pelplinem. I tu, i tam oczekiwali swojego profesora studenci i klerycy. Przywoził im nie tylko wieści ze świata, ale i pasjonujące wykłady, bo „mówił o pięknie i mówił pięknie”, jak podkreślał ks. Michał Janocha, niegdyś asystent księdza profesora, obecnie biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej. Ale uczył też ks. Pasierb młodych, jak żyć, wprowadzał ich w świat wartości, które formowały i jego kapłańską drogę. Przypominał, że „człowiek dojrzały musi się rozwijać, jeśli nie chce akceptować swojej degradacji”. Musi się rozwijać, a więc musi być w drodze. Gdy wspominał niegdyś ks. Pasierba znany, nieżyjący już malarz Jacek Sempoliński, potwierdził to jego mobilizujące do rozwoju oddziaływanie: „Kiedy w pośpiechu na ulicy rzucił komuś w przelocie jakieś słowo, to było to słowo, co rozjaśnia mroki. Każdy z nas dzięki niemu był stale na polu startowym”.

W trudzie – ku pięknu

Reklama

Jako „homo viator” miał ks. Pasierb świadomość trudu, który zawsze się wiąże z przemierzaniem drogi. Często umęczony, udręczony niósł jednak z podniesioną głową swoje ciężary i dary. Ciężary zostawiał sobie, dary niósł innym. Ale miał też świadomość piękna, do którego jakże często droga prowadzi, piękna dostrzeganego w poznawanych miejscach, ludziach, i tego piękna, które z pokonywaniem trudu się wiąże.

Cenił towarzyszy dróg, z którymi nieraz je przemierzał, wartość rozmów i dysput prowadzonych w drodze. Przez wiele lat np. przebywał trasę Warszawa – Pelplin i z powrotem, wieziony autem przez swego seminaryjnego kolegę ks. prof. Henryka Muszyńskiego, także po jego nominacji na biskupa. (Z zawsze żywym poczuciem humoru chwalił się wówczas ks. Pasierb: „Co prawda nie dorobiłem się biskupstwa ani samochodu, ale jako jedyny w Polsce mogę się szczycić nie tylko habilitowanym, ale i konsekrowanym kierowcą w randze biskupa”). I wówczas, podczas wspólnej drogi, jak wspominali obaj podróżnicy, przenikał ich rozmowy wątek dotykający teologii i poezji, który wzbogacał obu rozmówców, otwierał ich i w tym aspekcie na piękno drogi.

Tam źródło mocy

Reklama

Trudno jednak nie zapytać, skąd ta siła, która pozwalała ks. Pasierbowi przez całe lata być człowiekiem drogi, nie zbaczać z niej, nie opuszczać tych, którzy na niego oczekiwali. I tu przychodzi na myśl proste porównanie. Każdy kierowca auta wie, że aby dotrzeć do celu podróży, musi mieć w baku paliwo. Ks. Pasierb każdy dzień – kolejny etap drogi – rozpoczynał od modlitwy, od Eucharystii. Nie rozstawał się z różańcem. Był człowiekiem modlitwy. To o niej powiedział w „Pionowym wymiarze kultury”: „Modlitwa, jak wszystko w religii, nie jest celem, lecz środkiem. Ma być mostem, a nie ślepą ścianą. Do jej form i pożytków nie można się przywiązywać silniej niż do innych «cieni i obrazów», poprzez które dotykamy prawdy. Modlitwa jest jednak niezbędna dla życia jak oddech, jak bicie serca, jak miłość. Jak miłość – bogata i różnorodna; jest samotnością z Bogiem i szkołą najgłębszej ludzkiej solidarności, jest proszeniem i obdarowywaniem, jest mową i milczeniem (...). Dzięki modlitwie przekraczamy siebie i świat i stajemy się rozmówcami Boga”. Chociażby ten cytat ułatwia zrozumienie tych odważnie i cierpliwie podejmowanych Pasierbowych dróg – ku ludziom. Były one poprzedzone konsekwentnie przebywaną od dzieciństwa drogą ku Bogu.

Oczyma wyobraźni zobaczmy kilkuletniego Januszka, jak w drewnianych sabotach pokonuje drogę z domku babci przy Rynku w Żabnie (tam zastała rodzinę wojna w 1939 r.) do kościoła.

Reklama

Przez kilka lat pełnić tam będzie wiernie funkcję ministranta, za co pewnego dnia otrzyma w darze od księdza katechety książkę tak ważną w jego życiu – „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza a Kempis. To już wówczas, wychowany w domu głęboko religijnych rodziców, zyskuje swojego Przewodnika na życiowej drodze – Chrystusa. Następne lata – szkolne, czas seminarium – przyniosą tylko stałe pogłębianie tej najważniejszej w życiu ks. Pasierba relacji. W notatkach młodego seminarzysty znajdą się znaczące słowa, że chce być „starty” dla Chrystusa, oddać Mu wszystko. Po latach określi swoją życiową misję, powód przemierzania tylu dróg, w wywiadzie udzielonym ks. Markowi Wittbrotowi dla paryskiej „Naszej Rodziny”. Powie wówczas: „Jest coś, co spaja moje życie, trzeba to jakoś jasno wyrazić – Służę Słowu. Kapłaństwo nie jest niczym innym”. I służył Chrystusowi. A poetyckim rozwinięciem wątku z pokorą podejmowanej drogi z Bogiem, ku Bogu, poety, ale i każdego z nas, stanie się wiersz „Droga”, który warto tu zacytować: „Ty jesteś/ ale i ja jestem drogą/ kiedyś gładką/ teraz wyboistą/ przeszło przeze mnie tylu ludzi/ niektóre stopy dotykały mnie lekko/ inne deptały twardo/ Ty ciągle przeze mnie przechodzisz/ jestem drogą Twojej nadziei/ jestem Twoją drogą/ jestem Twoją drogą trudną/ znaczoną jagodami ciemnej krwi/ z wyrytą w kurzu poszarpaną bruzdą/ kiedy upadasz przeze mnie/wtedy jesteśmy najbliżej/ czuję jak bije umęczone serce/ zanim się zdążysz poderwać/ żeby iść dalej we mnie/ jestem Twoją drogą krzyżową/ jestem Twoim skrzyżowaniem dróg”.

Skąd dary aż takie...

Ks. Janusz Pasierb – człowiek drogi, człowiek w drodze... Mówiąc o tej formie jego zaangażowania, trudno nie przytoczyć znamiennego pytania, postawionego przez cytowanego już tu bp. Michała Janochę w posłowiu do ważnej książki ks. Pasierba pt. „Człowiek i jego świat w sztuce religijnej renesansu”: „Skąd ten człowiek bez przerwy podróżujący po małym i wielkim świecie, pochłonięty wykładami na ATK w Warszawie i w WSD w Pelplinie, rozchwytywany przez prasę, radio i TV, uczestniczący w pracach tylu krajowych i międzynarodowych komisji, nieustannie wygłaszający homilie i rekolekcje – skąd ten człowiek miał na wszystko czas? Przypomina mi się w tym miejscu to, co ks. Tadeusz Fedorowicz powiedział w podobnym kontekście o obecnym Ojcu Świętym (Janie Pawle II – przyp. red.): «On nie daje ze swego kapitału, tylko z procentów»”.

Reklama

„Skąd ten człowiek miał na wszystko czas?” – pytanie dotyczy czasu na tyle dokonań ks. Pasierba, na napisanie przez niego tak wielu dzieł: naukowych, popularnonaukowych, literackich... Nas w przywołanym cytacie interesować będzie także kluczowe w kontekście życia ks. Pasierba słowo „kapitał”, z którego „procentów” tak szczodrze nas obdarzał. Nie byłoby bowiem setek zaproszeń na konferencje, kongresy, zjazdy, seminaria, rekolekcje, nie byłoby oczekiwania tylu ludzi na przyjazd ks. Pasierba, na jego słowa, nie byłby tym wyglądanym głosicielem tak ważnych treści, gdyby nie ten gromadzony przez lata konsekwentnie, z pasją, w trudzie i z odwagą – kapitał. Gdyby nie bogactwo wiedzy ks. Pasierba, rozległość jego duchowych przestrzeni, autentyczność stale pogłębianej wiary, wrażliwość estetyczna i etyczna. I gdyby nie towarzyszyła bogactwu przekazywanych przez niego treści maestria formy. Można by tu jeszcze dodać znaczenie jego życzliwego uśmiechu i emanującej z jego twarzy dobroci.

Bogu dzięki, znowu nie wyjechałem...

W tak absorbującej drodze musiały się, na szczęście, znajdować chwile zatrzymania w biegu. Sam ks. Pasierb apeluje do nas w „Wierszu afrykańskim”: „(...) zatrzymaj się bez względu na to/ czy uciekasz czy ścigasz/ bo nigdzie/ ani przez chwilę/ nie będzie ciebie/ naprawdę”. Jakże wymowna jest też strofa: „Bogu dzięki/ znowu nie wyjechałem/ dalej mieszkam w rodzinnej mowie/ odnalazły mnie słowa/ układam się z nimi jak mogę/ w wiersze”.

Ks. Pasierb – „homo viator” znajdował więc także błogosławiony czas na bycie sam na sam z Bogiem, z sobą samym, czas, by mogły dojrzewać wiersze i wskazania dla nas, które zawiera jego niepublikowany utwór: „Noe buduje arkę/ Daleko od morza jeziora czy rzeki/ Noe buduje arkę/ Na pogodnym niebie ani śladu chmury/ Noe buduje arkę/ Grzesznicy wyśmiewają szaleńca/ Noe buduje arkę/ Rodzina ma dosyć wszystkiego/ Noe buduje arkę/ Nie słuchając nikogo prócz Boga/ Noe buduje arkę”...

Maria Wilczek
Prezes Zarządu Fundacji im. ks. Janusza Pasierba, redaktor naczelna „Listu do Pani”

2019-02-13 07:43

Oceń: +3 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Świadectwo Marii Magdaleny jest pełne: „Widziałam Pana”

[ TEMATY ]

rozważania

Glossa Marginalia

Domena publiczna

Św. Maria Magdalena

Św. Maria Magdalena
Pieśń nad Pieśniami osiąga tutaj jeden z najwyższych szczytów całej księgi. Oblubienica prosi: „Połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu”. W świecie starożytnym pieczęć potwierdzała własność, chroniła i uwierzytelniała. Zostawiała znak, który każdy umiał rozpoznać. Prośba dotyka więc trwałości więzi. Serce oznacza wnętrze człowieka, jego pamięć i wolę. Ramię oznacza działanie. Miłość ma przeniknąć jedno i drugie: być obecna w sercu i w czynie. To przynależność przeżywana całą osobą, trwalsza niż chwilowe wzruszenie. Dalej pada zdanie: „Miłość jest potężna jak śmierć”. W ludzkim doświadczeniu śmierć sięga po każdego. Pieśń zestawia z nią miłość, by ukazać jej siłę i nieustępliwość. Kolejny obraz mówi o żarliwości nieustępliwej jak Szeol - o przywiązaniu, które obejmuje serce całe i niepodzielone. W samym środku wersetu pojawia się zwrot rzadki: „płomień Pański”. Hebrajskie słowo zachowuje skróconą postać imienia Boga. Miłość okazuje się więc ogniem, którego ostateczne źródło bije w samym Panu. Wielkie wody i rzeki nie zdołają jej zagasić. W Biblii wody oznaczają zwykle chaos i zagrożenie; tutaj przegrywają. Ostatnie zdanie odrzuca handel: miłości nie kupuje się za cały majątek domu. Hipolit Rzymski, autor najstarszego chrześcijańskiego komentarza do tej księgi, w szukającej Oblubienicy widział niewiasty, które o świcie biegły do grobu Jezusa. Orygenes odczytywał te słowa jako wezwanie do więzi obejmującej pamięć, wolę i wierność. Kościół słyszy w nich także miłość Boga do duszy i do Kościoła. Ten ogień pozostaje jedyny.
CZYTAJ DALEJ

Nowenna do św. Szarbela

[ TEMATY ]

św. Charbel

św. Charbel Makhlouf

Szarbel Makhlouf

św. Szarbel

Mat.prasowy

Nowennę można rozpocząć w dowolnym czasie. Uroczyście jest odprawiana w klasztorze w Annai jako przygotowanie do trzeciej niedzieli lipca, głównej uroczystości poświęconej świętemu Szarbelowi, na pamiątkę jego święceń kapłańskich 23 lipca 1859 roku.

Przedstawiajmy swe intencje miłosiernemu Bogu za wstawiennictwem świętego Szarbela. Odprawiających ją zachęca się do codziennej Komunii Świętej.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV odwiedził Subiaco – duchowe serce benedyktynów

2026-07-22 17:44

[ TEMATY ]

Leon XIV

Vatican Media

Zgodnie z tradycją Papież ucałował figurę św. Benedykta

Zgodnie z tradycją Papież ucałował figurę św. Benedykta

Wracając z Sanktuarium Najświętszej Trójcy w Vallepietra, Papież zatrzymał się w Subiaco, gdzie odwiedził dwa benedyktyńskie klasztory. Modlił się w Świętej Grocie, związanej z początkiem życia monastycznego św. Benedykta, a następnie spotkał się ze wspólnotą benedyktynów.

Po porannej pielgrzymce do Sanktuarium Najświętszej Trójcy w Vallepietra Leon XIV udał się do Subiaco. W Monasterze św. Benedykta zwiedził kompleks klasztorny i zatrzymał się na chwilę cichej modlitwy przed XIII-wiecznym freskiem św. Franciszka z Asyżu.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję