Reklama

Odszedł do Pana

Do szaleństwa kochał kapłaństwo

2019-01-02 12:59

Mateusz Brzeziński
Edycja szczecińsko-kamieńska 1/2019, str. V

Igor Skawiński
Uroczystościom pogrzebowym przewodniczył abp Andrzej Dzięga

Ksiądz Czesław Kółko urodził się w Turbi koło Stalowej Woli 1 września 1955 r. jako syn Stanisława i Marii z domu Paluch. Po ukończeniu Szkoły Podstawowej rozpoczął naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Stalowej Woli, gdzie w 1974 r. zdał maturę. Właśnie w liceum zaczął poważnie zastanawiać się nad poświęceniem swojego życia Bogu. Po uzyskaniu świadectwa dojrzałości złożył dokumenty do Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu, gdzie został przyjęty na pierwszy rok. Po rozpoczęciu I roku formacji wraz z kolegami z rocznika został powołany do odbycia służby wojskowej w kleryckiej jednostce wojskowej w Bartoszycach. Zawsze z sentymentem wspominał czas spędzony w wojsku. Po powrocie do Przemyśla kontynuował studia i formację seminaryjną. Nie marnował czasu studiów i rzetelnie zdobywał wiedzę z filozofii i teologii, o czym świadczyły oceny w jego indeksie. W kwietniu 1981 r. przyjął świecenia w stopniu diakonatu, by po niespełna sześciu tygodniach zostać wyświęconym na prezbitera przez biskupa przemyskiego Ignacego Tokarczuka. Posługę wikariuszowską rozpoczął w parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Nowym Żmigrodzie, gdzie pracował przez trzy lata. Warto zauważyć, że w latach 1941-64 proboszczem był bł. Władysław Findysz, męczennik czasów komunistycznych. W tym czasie zaangażował się w budowę kościoła filialnego w Kątach. W 1984 r. został przeniesiony do parafii pw. św. Wojciecha i św. Stanisława w Rzeszowie, gdzie pracował przez rok.

Ze względu na brak kapłanów w diecezji szczecińsko-kamieńskiej bp Kazimierz Majdański prosił o przyjazd kapłanów z innych diecezji. Na prośbę odpowiedział bp Tokarczuk z Przemyśla, który poprosił swoich duchownych, by wsparli swoją pracą kapłańską potrzebującą diecezję. W 1985 r. wraz z czterema innymi kapłanami na okres pięciu lat do Szczecina przybył ks. Kółko i skierowany został do pracy jako wikariusz w parafii pw. Świętej Rodziny w Szczecinie. Po odbyciu pięcioletniego stażu na „misjach” do swojej macierzystej diecezji powrócili wszyscy kapłani poza ks. Kółko, ponieważ postanowił on pozostać w diecezji szczecińsko-kamieńskiej.

Od 1990 r. został proboszczem w parafii pw. Przemienienia Pańskiego w Kolinie, gdzie dał się poznać jako dobry ksiądz i zarazem budowniczy. W czasie jego posługi został odbudowany kościół filialny w Moskorzynie. Planował też odbudowę kościoła w Morzycy, jednak nie udało mu się zrealizować podjętego planu, ponieważ zachorował i w 1997 r. opuścił parafię. W latach 1997-98 rezydował w parafii pw. św. Ottona w Szczecinie, by po roku rozpocząć posługę w parafii pw. Świętej Trójcy w Szczecinie, gdzie posługiwał do końca swojego życia. W latach 1998 – 2007 ks. Kółko służył pomocą duszpasterską w kościele na Krzekowie i wspomagał w posłudze ówczesnego proboszcza ks. Piotra Prymę, pierwszego dyrektora Caritas Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej. Choć sam chorował, nie szczędził sił i czasu, by służyć ludziom, dla których został ustanowiony prezbiterem. W miesiącach poprzedzających śmierć ks. Prymy całkowicie przejął administrowanie parafią. Często wspominał, jak był przekonany, że przyszedł do naszej parafii, by ks. Pryma go pochował, jednak Opatrzność Boża chciała inaczej i w 2007 r. do wieczności odszedł proboszcz ks. Pryma.

Reklama

W oczekiwaniu na ustanowienie nowego proboszcza ks. Kółko został wezwany do Kurii Biskupiej na spotkanie z abp. Zygmuntem Kamińskim, który postanowił mianować go proboszczem osieroconej parafii. Na propozycję Księdza Metropolity ks. Czesław odpowiedział: „Ekscelencjo, przecież jestem chory”, na co usłyszał odpowiedź: „Ja też jestem chory i jestem arcybiskupem”. Od 18 kwietnia 2007 r. aż do śmierci sprawował urząd proboszcza, przyczyniając się do wzrostu pobożności powierzonych sobie wiernych i upiększeniu kościoła parafialnego, który podczas jego urzędowania przeszedł całkowitą metamorfozę.

Po przedstawieniu tego krótkiego biogramu zmarłego kapłana, czuję się moralnie zobowiązany, by przedstawić Czytelnikom sylwetkę kapłana archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej, z którym współpracowałem od 2012 r.

Do parafii pw. Świętej Trójcy przybyłem jako student teologii w kwietniu 2012 r. Zostałem zatrudniony na stanowisku kościelnego przez ówczesnego administratora parafii ks. Marcina Młodawskiego, który przyjmując mnie do pracy, oznajmił mi, że proboszcz parafii jest ciężko chory w szpitalu, przebył kilka operacji i są małe szanse, że wyjdzie z tego cało. Przez pierwsze miesiące nie poznałem swojego nowego proboszcza, a gdy wraz z ks. Marcinem udałem się do szpitala, proboszcz był nieprzytomny, bo przebył kolejną operację. W czerwcu 2012 r. ks. Czesław Kółko powrócił na plebanię. Gdy wszedłem do refektarza, moim oczom ukazał się człowiek, który był bardzo chudy, zostałem przedstawiony ks. Czesławowi, spojrzał na mnie i oznajmił mi: „ja tu jestem proboszczem”. Kolejne tygodnie były walką o mojego nowego proboszcza, który z dnia na dzień słabł na naszych oczach. Jednak jego determinacja i stanowczość ks. Młodawskiego doprowadziły do tego, że w dniu imienin, 20 lipca, ks. Kółko odprawił po wielu miesiącach nieobecności w kościele Mszę św. Wydarzeniu towarzyszyło wiele wzruszeń, gdyż od wielu miesięcy parafianie szturmowali niebo o powrót do zdrowia ich proboszcza. Gdy w kolejnych miesiącach ks. Kółko powracał do formy, rozpoczęły się przygotowania do uroczystej konsekracji kościoła, która miała miejsce 20 grudnia 2012 r. Gdy tylko miał siły, towarzyszył nam w przygotowaniach świątyni na to historyczne wydarzenie. Pamiętam jego wzruszenie, gdy w tym szczególnym dniu przybył do naszej wspólnoty metropolita abp Andrzej Dzięga, by poświęcić nowy ołtarz i ambonę ufundowaną przez wiernych.

W późniejszym czasie było mi dane towarzyszyć ks. Czesławowi w kolejnych inicjatywach, które podejmował, a było ich wiele. Na moich oczach z każdym rokiem parafialny kościół piękniał, a jego wnętrze wzbogacało się o kolejne znaki pobożności proboszcza i powierzonych mu wiernych. Fascynowała mnie jego pogoda ducha, poczucie humoru, a także to, że nigdy się nie poddawał i wierzył, że wszystkie rozpoczęte dzieła zakończą się pozytywnie. Pamiętam jak w 2013 r. wraz z ks. Młodawskim przywiózł do kościoła kopię Ikony Jasnogórskiej, która dziś znajduje się na bocznej ścianie świątyni. Szczycił się ołtarzykiem z kopią praskiego Dzieciątka Jezus, przed którym wierni modlili się o łaski dla siebie i najbliższych. Z każdym rokiem w naszym kościele pojawiały się nowe obrazy świętych, których szczególnie czcił.

W 2015 r., gdy już wydawało się, że nic nie przerwie rozległych planów księdza proboszcza, pojawiły się nowe problemy ze zdrowiem. Tak przejął się instalacją w kościele relikwii błogosławionych męczenników: Jerzego Popiełuszki i Karoliny Kózkówny, że organizm nie wytrzymał, dostał udaru. I znów parafianie wiernie prosili o cud, który szybko się dokonał, gdyż już pod koniec kwietnia mogliśmy w obecności proboszcza czcić w naszej świątyni naszych nowych patronów. Wzruszały mnie jego łzy, gdy podczas Drogi Krzyżowej odczytywał wiernym biografię męczenników z Pariacoto lub historię młodego męczennika Jose Sáncheza del Río. Płakał także z tymi, którzy smucili się z odejścia swoich bliskich w czasie pogrzebów. Nie wstydził się łez, czym wzruszał nas wszystkich.

Ks. kan. Czesław Kółko do szaleństwa kochał kapłaństwo. Odbyliśmy bardzo dużo rozmów, w czasie których opowiadał o historiach świątobliwych kapłanów, których spotkał w życiu. Miał świadomość godności, jaką został obdarzony i z dostojeństwem sprawował sakramenty, a zwłaszcza Eucharystię. W czasie sprawowanych przez niego Mszy św. czuło się prawdziwego Ducha Bożego. Przejmował się losami kapłanów, którzy pogubili się na drodze powołania, a jednocześnie był dumny ze swoich rocznikowych kolegów, podkreślając, że z jego rocznika ani jeden ksiądz nie porzucił stanu duchownego. W ostatnich latach wraz z wikariuszem ks. Łukaszem Krasulą jeździli na zjazdy kursowe, po których wracał podbudowany i gotowy do dalszego działania.

Do szaleństwa kochał Maryję Niepokalaną. Każdego dnia, gdy tylko stan zdrowia mu na to pozwalał, wraz z wiernymi odmawiał Różaniec. Dziwiła mnie jego determinacja, gdy bardzo często przez pół Różańca modlił się sam, gdyż w kościele jeszcze nikogo nie było. Nie wstydził się swojej pobożności. Wiele razy pośród ciszy plebanii słychać było, jak proboszcz śpiewa na cały dom Apel Jasnogórski, gdyż każdego dnia oglądał transmisję w Telewizji Trwam. Jego mieszkanie było wielkim zbiorem obrazów i figurek Matki Bożej. Odwiedzał wiele sanktuariów maryjnych. Jego miłość do Matki Bożej została nagrodzona, gdyż odszedł od nas we wspomnienie Matki Bożej z Guadalupe, 12 grudnia. Czcił Ją bardzo. Miał w pokoju Jej wizerunek.

Darzył wielkim szacunkiem wszystkich biskupów, którzy byli jego przełożonymi. Z miłością wypowiadał się o hierarchach, którzy towarzyszyli mu na ziemi przemyskiej, zwłaszcza o bp. Ignacym Tokarczuku, który wyświęcił go na kapłana. Zawsze realizował postanowienia naszych szczecińskich biskupów i cieszył się, gdy miał możliwość spotkania z nimi. Jestem przekonany, że jak mało kto rozumiał hierarchiczność w Kościele Chrystusowym. Jako młody teolog przychodziłem do niego po rady w sprawie katechezy i proponowałem mu jakieś akcje, które miały zrobić efekt „wow” w naszej parafii. Zawsze wysłuchał mnie do końca i po chwili refleksji odpowiadał: „A po co? Byłeś dziś na Mszy św.? Odmówiłeś Różaniec?”. Nie szukał fajerwerków. Wierzył głęboko w Tradycję Kościoła. W moc sakramentów i modlitwy różańcowej. I tym przyciągał do siebie wiernych, którzy widzieli jego wierność tym podstawowym elementom uświęcenia uczniów Chrystusa.

Ks. Czesław kochał swoich parafian. Znał ich historie, nie byli mu obcy, modlił się za nich. Chociaż czasem wydawało mi się, że traktuje ludzi szorstko, on miał w tym plan, by skłonić tych pogubionych do refleksji. Pamiętał o wszystkich, zwłaszcza najbiedniejszych. Na plebanii jest szafa, w której zawsze było jedzenie dla tych, którzy go potrzebowali”.

Ksiądz Czesław miał jeszcze wiele pomysłów w głowie i planów do zrealizowania, niestety, Opatrzność Boża chciała inaczej. Po 20 latach posługi w parafii na Krzekowie, w tym 11 latach bycia przewodnikiem naszej wspólnoty, odszedł niespodziewanie, bez pożegnania, zostawiając naszą małą rodzinę osieroconą.

14 grudnia 2018 r. rozpoczęliśmy obrzędy pożegnania proboszcza w kościele parafialnym. Na uroczystość przybyło wielu wiernych. O godz. 19 rozpoczęła się Msza św., której przewodniczył kolega z seminarium księdza kanonika, bp Marian Rojek, a wraz z nim koncelebrował biskup pomocniczy naszej archidiecezji Henryk Wejman, a także kapłani z dekanatu Szczecin-Pogodno.

Po Eucharystii rozpoczęło się czuwanie przy trumnie zmarłego kapłana, podczas którego prosiliśmy dobrego Boga, by przyjął naszego księdza proboszcza do swojego domu. 15 grudnia już od godz. 8.30 wierni czuwali przy swoim pasterzu, by o godz. 9.30 wziąć udział w Jutrzni za zmarłych, którą poprowadzili klerycy Arcybiskupiego Wyższego Seminarium Duchownego w Szczecinie. O godz. 10 rozpoczęła się Msza św. pogrzebowa, której przewodniczył abp Andrzej Dzięga wraz z bp. Marianem Rojkiem i ok. 50 kapłanami, w tym z rocznika święceń, i wiernymi – duchowymi dziećmi zmarłego pasterza, jak również najbliższą rodziną. Po Mszy św. ciało księdza kanonika zostało złożone w grobowcu kapłańskim na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie.

Tagi:
pogrzeb

Reklama

Francja: pogrzeb Vincenta Lamberta

2019-07-13 17:38

pb (KAI/lefigaro.fr) / Longwy

W Longwy w północno-wschodniej Francji odbył się pogrzeb Vincenta Lamberta. Uroczystość miała charakter prywatny i wzięli w niej udział zarówno ci członkowie jego rodziny, którzy opowiadali się za odłączeniem go od aparatury karmiącej go i nawadniającej, jak i ci, którzy byli temu przeciwni.

42-letni mężczyzna, który po wypadku w 2008 r. był sparaliżowany, żył przez 11 lat w stanie minimalnej świadomości. Na wniosek żony i lekarzy, wbrew prośbom rodziców, którzy chcieli go przenieść do ośrodka opieki, francuski wymiar sprawiedliwości wydał zgodę na jego uśmiercenie. Zmarł 11 lipca, dziewięć dni po tym, jak został odłączony od sztucznego nawodnienia i odżywiania.

W piątek 12 lipca, na wniosek prokuratury, która wszczęła śledztwo w sprawie przyczyny śmierci Lamberta, dokonano autopsji zwłok zmarłego. Jej wyniki mają być podane do wiadomości. Wieczorem ciało Lamberta przekazano jego żonie Rachel.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nowenna do Matki Bożej rozwiązującej węzły!

2016-12-26 23:12

Zachęcamy do odmawiania Nowenny do Matki Bożej rozwiązującej węzły. Już od dziś poświęć kilka minut w Twoim życiu i zwróć swą twarz ku Tej, która zdeptała głowę szatanowi.

Wiesław Podgórski
Obraz Matki Bożej Rozwiązującej Węzły

1. Znak krzyża

2. Akt skruchy – Ojcze nasz – Zdrowaś Maryjo

3. Trzy pierwsze dziesiątki różańca

4. Rozważanie na dany dzień nowenny

5. Dwie następne dziesiątki różańca

6. Modlitwa do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły

7. Znak krzyża

Akt skruchy

Boże mój, bardzo żałuję, że Cię obraziłem, ponieważ Ty jesteś nieskończenie dobry i nie masz upodobania w grzechu. Zdecydowanie postanawiam, z pomocą Twojej świętej łaski, już więcej Cię nie obrażać i winy odpokutować.

Rozważanie na dany dzień nowenny

Pierwszy dzień

Święta Matko Ukochana, Przenajświętsza Maryjo, Ty, która rozwiązujesz węzły

pozbawiające oddechu Twoje dzieci, wyciągnij do mnie swoje ręce.

Oddaję Ci dzisiaj ten „węzeł” ...... (nazwać go, w miarę możności) i wszystkie jego negatywne konsekwencje w moim życiu.

Powierzam Ci ten dręczący mnie „węzeł”, który czyni mnie nieszczęśliwym i tak bardzo mi przeszkadza w zjednoczeniu się z Tobą i z Twoim Synem Jezusem, moim Zbawcą.

Uciekam się do Ciebie, Maryjo, która rozwiązujesz węzły, bo w Tobie pokładam nadzieję i wiem, że nigdy nie wzgardziłaś błaganiem grzesznego dziecka, proszącego Cię o pomoc.

Wierzę, że możesz rozwiązać ten „węzeł”, gdyż Jezus daje Ci wszelką moc.

Ufam, że zgodzisz się rozwiązać ten węzeł, gdyż jesteś moją Matką. Wiem, że to zrobisz. Dziękuję Ci, moja ukochana Matko.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Kto szuka łaski, znajdzie ją w rękach Maryi.

Drugi dzień

Maryjo, Matko bardzo kochana, źródło wszystkich łask, moje serce zwraca się dzisiaj do Ciebie. Wyznaję, że jestem grzeszny, i że potrzebuję Twojej pomocy. Przez mój egoizm, urazy, brak wielkoduszności i brak pokory, bardzo często lekceważyłem łaski, jakie dla mnie wypraszasz.

Zwracam się do Ciebie dzisiaj, Maryjo, która rozwiązujesz węzły, abyś mi uprosiła u swego Syna czystość serca, oderwanie się od siebie, pokorę i ufność. Przeżyję dzisiejszy dzień, praktykując te cnoty. Ofiaruję je Tobie w dowód mojej miłości do Ciebie. Powierzam w Twoje ręce ten „węzeł”...... (nazwać go, w miarę możności), który mi przeszkadza być odbiciem chwały Boga.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Maryja ofiarowała Bogu każdą chwilę swojego dnia.

Trzeci dzień

Matko Pośredniczko, Królowo Nieba, Której ręce otrzymują i przekazują wszystkie bogactwa Króla, zwróć ku mnie swoje miłosierne spojrzenie. Składam w Twoje święte ręce ten „węzeł” mojego życia.....,wszelką urazę, wszelki żal, którego on jest źródłem.

Boże Ojcze, wybacz mi moje winy. Pomóż mi teraz wybaczyć wszystkim, którzy świadomie lub nieświadomie, stali się sprawcami tego „węzła”. W takim stopniu, w jakim Tobie zawierzę, będziesz mógł go rozwiązać. Wobec Ciebie, Matko ukochana, i w imieniu Twojego Syna Jezusa, mojego Zbawiciela, który został tak zelżony, i który potrafił wybaczyć, wybaczam teraz tym wszystkim osobom......, i sobie samemu także wybaczam, na zawsze. Dziękuję Ci Matko, która rozwiązujesz węzły, za rozwiązanie w moim sercu węzła urazy, i tego oto węzła, który Ci powierzam. Amen.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Ten, kto chce łask, zwraca się do Maryi.

Czwarty dzień

Święta Matko Ukochana, przyjmująca wszystkich, którzy Cię szukają, miej litość nade mną.

Składam w Twoje ręce ten „węzeł”..... Przeszkadza mi być w pokoju, paraliżuje moją duszę, przeszkadza mi iść na spotkanie mojego Pana i oddać w służbie dla Niego moje życie.

Rozwiąż Matko ten „węzeł” mojego życia. Poproś Jezusa, by uleczył z paraliżu moją wiarę, potykającą się i upadającą na kamieniach drogi. Idź ze mną, Matko ukochana, abym pojął, że te kamienie są w istocie moimi przyjaciółmi, abym przestał szemrać i bym nauczył się w każdym momencie składać dziękczynienie, uśmiechać się ufny w Twoją moc.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Maryja jest słońcem i cały świat korzysta z Jej ciepła.

Piąty dzień

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, wielkoduszna i pełna współczucia, zwracam się do Ciebie, by oddać w Twoje ręce, po raz kolejny, ten „węzeł”..... Proszę Cię o Bożą mądrość, abym działał w świetle Ducha Świętego, by rozwiązać wszystkie te trudności.

Nikt nigdy nie widział Cię zagniewaną, przeciwnie, Twoje słowa zawsze były tak pełne łagodności, że widziano w Tobie serce Boga.

Uwolnij mnie od goryczy, gniewu i nienawiści, jakie ten „węzeł” we mnie zrodził.

Matko Ukochana, daj mi Twoją łagodność i Twoją mądrość, abym nauczył się wszystko rozważać w ciszy mojego serca. I tak jak Ty to uczyniłaś w Dniu Pięćdziesiątnicy, wstaw się za mnie u Jezusa, bym otrzymał w moim życiu nowe wylanie Ducha Świętego. Duchu Boży, zstąp na mnie!

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Maryja jest bogata w moc u Boga

Szósty dzień

Królowo Miłosierdzia, oddaję Ci ten „węzeł” mojego życia.... i proszę byś mi dała serce,

które umie być cierpliwe, gdy Ty rozwiązujesz ten „węzeł”.

Naucz mnie zasłuchania w Słowo Twojego Syna, spowiadania się, Komunii św., na koniec zostań ze mną i przygotuj moje serce, by z aniołami świętowało łaskę jaką nieprzerwanie mi wypraszasz.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mnie.

Cała jesteś piękna Maryjo i nie pokalała Cię żadna zmaza.

Siódmy dzień

Matko Przeczysta, zwracam się dzisiaj do Ciebie, błagam Cię byś rozwiązała ten „węzeł” w moim życiu... i uwolniła mnie spod panowania Złego. Bóg powierzył Ci wielką moc nad wszystkimi demonami. Wyrzekam się dzisiaj złych duchów i wszelkich związków, jakie mnie z nimi łączyły. Oświadczam, że Jezus jest moim jedynym Zbawicielem, moim jedynym Panem.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, zetrzyj głowę Kusiciela. Zniszcz pułapki, w których uwięzło moje życie. Dziękuję Ci Matko Ukochana. Przez Twą drogocenną Krew uwolnij mnie Panie!

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mnie.

Ty jesteś chwałą Jeruzalem, Ty jesteś dumą naszego narodu.

Ósmy dzień

Dziewicza Matko Boga, bogata w miłosierdzie, miej litość nad Twoim dzieckiem i rozwiąż ten „węzeł”... w moim życiu.

Potrzebuję, byś mnie nawiedziła, tak jak nawiedzałaś Elżbietę. Przynieś mi Jezusa, aby On przyniósł mi Ducha Świętego. Naucz mnie korzystać z cnoty odwagi, radości, pokory, wiary i spraw bym jak Elżbieta został napełniony Duchem Świętym. Chcę żebyś była moją Matką, moją Królową i moją przyjaciółką. Oddaję Ci moje serce i wszystko, co do mnie należy: mój dom, moją rodzinę, moje dobra materialne i duchowe. Należę do Ciebie na zawsze. Złóż we mnie Twoje serce, abym mógł czynić wszystko, co Jezus chce, bym czynił.

Idźmy więc, pełni ufności, do tronu łaski.

Dziewiąty dzień

Matko Przenajświętsza, nasza Orędowniczko, Ty, która rozwiązujesz „węzły”, przychodzę dziś, by Ci podziękować, że zechciałaś rozwiązać ten „węzeł” w moim życiu. Znasz ból, jaki mi sprawia. Dziękuję Matko, że osuszasz w swoim miłosierdziu łzy w moich oczach.

Dziękuję, że mnie przygarniasz w swoje ramiona i pozwalasz, bym otrzymał kolejną łaskę od Boga.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, moja Matko Ukochana, dziękuję Ci za rozwiązanie „węzłów” mojego życia. Otul mnie płaszczem Twej miłości, strzeż mnie, otaczaj swą opieką, napełnij światłem Twego pokoju.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

MODLITWA DO MATKI BOŻEJ ROZWIĄZUJĄCEJ WĘZŁY

Dziewico Maryjo, Matko pięknej Miłości, Matko, która nigdy nie opuściłaś dziecka,

wołającego o pomoc, Matko, której ręce nieustannie pracują dla Twoich ukochanych dzieci, gdyż przynagla je Miłość Boża i nieskończone Miłosierdzie, które wylewa się z Twojego serca, zwróć ku mnie Twoje współczujące spojrzenie. Wejrzyj na kłębowisko węzłów, w których dusi się moje życie.

Ty znasz moją rozpacz i mój ból. Wiesz jak bardzo te węzły mnie paraliżują.

Maryjo, Matko, której Bóg powierzył rozwiązanie „węzłów” życia Twoich dzieci, składam w Twoje ręce wstęgę mego życia.

Nikt, nawet Zły Duch, nie może jej pozbawić Twojej miłosiernej pomocy.

W Twoich rękach, nie ma ani jednego węzła, który nie mógłby zostać rozwiązany.

Matko Wszechmogąca, w swej łasce i mocy, z jaką się wstawiasz u Swojego Syna Jezusa, mojego Zbawcy, przyjmij dzisiaj ten „węzeł” ... (nazwać go w miarę możności).

Na chwałę Boga, proszę Cię, byś go rozwiązała, rozwiązała na zawsze. Pokładam w Tobie nadzieję

Jesteś jedyną Pocieszycielką, jaką dał mi Bóg, jesteś fortecą w mojej słabości, bogactwem w mojej nędzy, wyswobodzeniem ze wszystkiego, co mi przeszkadza być z Chrystusem.

Przyjmij moje wołanie.

Strzeż mnie, prowadź mnie, chroń mnie. Ty jesteś moim bezpiecznym schronieniem.

Maryjo, Ty, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

EGZORCYZM

Potężna Niebios Królowo i Pani Aniołów

Potężna Niebios Królowo i Pani Aniołów,

Ty, która otrzymałaś od Boga posłannictwo i władzę, by zetrzeć głowę szatana, prosimy Cię pokornie rozkaż Hufcom Anielskim, aby ścigały szatanów, stłumiły ich zuchwałość, a zwalczając ich wszędzie, strąciły do piekła. Święci Aniołowie i Archaniołowie - brońcie nas i strzeżcie nas. Amen.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święta szata

2019-07-16 20:50

Beata Pieczykura

W klasztorze pw. Miłosierdzia Bożego w Częstochowie w uroczystość Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel, 16 lipca, Mszy św. przewodniczył oraz homilię wygłosił bp Andrzej Przybylski.

Beata Pieczykura/Niedziela
Zobacz zdjęcia: Święta szata

Do licznie zebranych powiedział: – Czas ucieka, a szkaplerz niesie nas ku wieczności. Do nieba prowadzi nas m.in. wielki znak szkaplerza świętego. Razem ze siostrami my, tu zgromadzeni w Karmelu w Częstochowie, chcemy odnowić przywiązanie do szkaplerza, wiarę w ten święty znak i to wszystko, co on oznacza. Ksiądz Biskup przypomniał, że szkaplerz jest świętą szatą, która oznacza przyobleczenie się w Chrystusa, czyli decyzję przemiany życia, by każdego dnia stylem życia naśladować Jezusa i Jego Matkę. Tym, którzy zdecydowali się przyjąć szkaplerz, przedstawił obowiązki (takie jak współpracować z łaską, często spowiadać się, odmawiać znaczoną w dniu przyjęcia modlitwę, czynić dobrze bliźnim), a przede wszystkim obietnice, że znajdują się pod szczególną opieką Matki Bożej w trudach i niebezpieczeństwach życia ziemskiego, zostaną zachowani od wiecznego potępienia, a Matka Jezusa już w pierwszą sobotę po ich śmierci uwolni z czyśćca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem