Reklama

Kościół

Piewczyni polskiego losu

„Jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie tylko samo, a jeżeli obumrze, przynosi plon obfity”. Pogrzeb śp. Barbary Wachowicz-Napiórkowskiej, 15 czerwca 2018 r., Katedra Warszawska, czyt. Ewangelia: J 12, 23-26

Niedziela Ogólnopolska 27/2018, str. 22-23

[ TEMATY ]

ludzie

Michał Kosc/East News

Barbara Wachowicz – była i jest jakby samą Polską

Czcigodni Bracia w kapłaństwie,
Szanowni Przedstawiciele Rodziny,
Ludzie kultury, oświaty, służby zdrowia,
Harcerki i Harcerze,
Mieszkańcy Warszawy i Podlasia oraz całej Polski,
Przedstawiciele Służb mundurowych!

Zacznijmy naszą refleksję nad życiem i śmiercią śp. Barbary Wachowicz-Napiórkowskiej od słów zaczerpniętych z Ewangelii według św. Jana. To wypowiedź Pana Jezusa: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12, 24).

Wydawało nam się, a właściwie wydaje się nadal, że Pani Basia z Podlasia swoim życiem i działalnością darzyła nasz Naród i Kościół plonem. Widocznie jednak potrzebujemy jeszcze większego plonu. I stąd to niespodziewane odejście z tego świata Podlasianki, która była i jest jakby samą Polską, a to przez swoją kulturę materialną i duchową, przez swoje zakorzenienie w Ojczyźnie i przez swoją więź z duchowością katolicką.

Reklama

Umarła.

Przyszła na świat 18 maja 1937 r., na dwa lata przed wybuchem II wojny światowej. Na ukochanym Podlasiu, wśród urokliwej przyrody i prostego, ale duchowo bogatego ludu. Obumarła jak to najpiękniejsze ziarno 7 czerwca 2018 r. To tylko siedem dni wcześniej. Nikt z nas nie spodziewał się tak nieoczekiwanego odejścia. Pamiętamy ją jako autorkę wspaniałych książek, wystaw, licznych spektakli poświęconych wielkim Polakom, takim jak Tadeusz Kościuszko, Fryderyk Chopin, Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Henryk Sienkiewicz, Stefan Żeromski i wielu innych. Najsławniejszym harcerkom i harcerzom poświęciła cykl pod tytułem „Wierna rzeka harcerstwa”.

Za św. Franciszkiem z Asyżu z pewnością powołuje się w niebie na Psalm 23 (22):

Reklama

„Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie (...).
Dobroć i łaska pójdą
w ślad za mną (...)
i zamieszkam w domu Pana
po najdłuższe czasy”.

Z pewnością chętnie sięgała do poezji duszy jej pokrewnej Krystyny Krahelskiej, która napisała:

„Gdy przyjdzie czas odlotu
do krainy innej,
Chcę odlecieć w porywie
szczęścia i natchnienia
Jak ptak, co uciekając
z ziemi niegościnnej,
Ziemię na niebo zamienia” („Wiersze”, Warszawa 1978, str. 87).

Bez wątpienia spotkała się już ze swoimi rodzicami, z babunią Anną, jakże jej drogą, z licznymi twórcami, artystami, a przede wszystkim z harcerkami i harcerzami. I gdzieś na niebiańskich błoniach przy ognisku jak na polskiej ziemi śpiewa – przypominając coś z wcześniejszego repertuaru:

„Idą skauci łez doliną
nocką ciemną, nocką siną.
Raz, dwa, trzy.
Hej, druhowie, gdzie idziecie,
czego szukacie po świecie?
Raz, dwa, trzy.

My idziemy w zórz świtanie,
tam, gdzie Polski
zmartwychwstanie.
Raz, dwa, trzy. (...)

Siła nasza w sercach będzie,
z nią zwyciężym wroga
wszędzie.
Raz, dwa, trzy”.

Pani Basia uśmiecha się, śpiewając tę harcerską balladę. Przypomina sobie także inne śpiewy, a zwłaszcza jakże wzruszającą i potwierdzoną życiem, różnymi wydarzeniami piosenkę, wyrażającą gotowość, pełną gotowość do służby Ojczyźnie – bezinteresownej, ofiarnej:

„Wszystko, co nasze,
Polsce oddamy,
w niej tylko życie,
więc idziem żyć,
świty się bielą, otwórzmy bramy.
Rozkaz wydany:
Wstań! W słońce idź!”.

No cóż, obecnie słońca ma dosyć.

Bram nie trzeba otwierać, ale pozostaje modlitwa błagalna. To na początek, gdyż jest nadzieja, że się przemieni w modlitwę uwielbienia. Jakże często śpiewano ją w okolicznościach trudnych, gdy zagrożeń nie brakowało, a nadzieja mogła się wyciszać. To wtedy coraz silniej brzmiał młodzieńczy śpiew:

„O Panie Boże, Ojcze nasz,
w opiece swej nas miej!
Harcerskich serc
Ty drgnienia znasz,
nam pomóc zawsze chciej!

Wszak Ciebie i Ojczyznę
miłując, chcemy żyć.
Harcerskim prawom
w życia dniach
Wiernymi zawsze być!”.

Powtarzamy ten śpiewny apel, na zawsze złączony z postanowieniem. Co dla młodzieńczego ducha miało poważne znaczenie: „Wiernymi zawsze być”. Nikt nie może wątpić w wierność Basi z Podlasia. Chętnie tak się wołała, dobrze bowiem czuła się w Krzymoszach, w Suchej i w Węgrowie, nie mówiąc o Drohiczynie. Zresztą jako piewczyni polskiego losu cieszyła się Honorowym Obywatelstwem miasta stołecznego Warszawy, a także honorowymi obywatelstwami: Węgrowa, Płońska i Drohiczyna. Co więcej, była Damą Orderu Uśmiechu i obdarowano ją wielką liczbą różnych odznaczeń, a więc orderów i medali. Fundacja Konferencji Episkopatu Polski „Dzieło Nowego Tysiąclecia” w imieniu Kościoła odznaczyła Barbarę Wachowicz najwyższą nagrodą „Totus” – „polskim Noblem” – „za niestrudzone, pełne żarliwości i entuzjazmu propagowanie kultury chrześcijańskiej, patriotyzmu, pięknej polszczyzny, postaw honoru i prawości wśród młodego pokolenia i cenną działalność dla kultury Kresów Wschodnich”. Była istotnie prawdziwą i wspaniałą Mistrzynią Mowy Polskiej.

Żegnając dzisiaj Ciebie, Basiu, która już odeszłaś od nas, pragniemy Cię zapewnić, że będziemy starali się szanować Twój dorobek. To prawda, stajesz się przeszłością, ale to przecież nie kto inny tylko Józef Piłsudski ostrzegał, że „ten, kto nie szanuje i nie ceni swej przeszłości, nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości”. A ukochany przez Ciebie Henryk Sienkiewicz uważał, że „gdzie miłość Ojczyzny ginie, wtedy przychodzą czasy łotrów i szaleńców”. I jeszcze jedno przypomnienie, które pochodzi od Zbigniewa Herberta:

„Życie bulgoce jak krew
cienie tają łagodnie
nie dajmy zginąć poległym –
pamięć przekaże chyba obłok –
wytarty profil rzymskich monet”
(„Trzy wiersze z pamięci”).

A teraz coś ważnego. Musiałaś znać nauczanie św. Jana Pawła II, gdyż Twoje starania o utrwalenie pamięci o przeszłości dla umocnienia i zabezpieczenia trwania Ojczyzny w sercach i w życiu ma swoje źródło w poemacie naszego Papieża pt. „Myśląc Ojczyzna”:

„Ojczyzna – kiedy myślę – wówczas
wyrażam siebie i zakorzeniam,
mówi mi o tym serce, jakby ukryta granica,
która ze mnie przebiega ku innym (...)”.

Na koniec natomiast pragnę powrócić do słów Pana Jezusa o ziarnie. Pani Barbaro, Ty jesteś prawdziwym ziarnem. Ono pozostaje w ziemi, co prawda w Alei Zasłużonych, gdyż tak się należy, ale jednak w ziemi. Właśnie po to, aby móc wydać owoce, posilające nasze dusze, umacniające serca i utrwalające w naszej pamięci miłość do Polski, gdyż to była Twoja wielka miłość!

I jestem głęboko przekonany, ponieważ nie wiem, czy pozostawiłaś jakiś testament, spisany dokładnie – ale nawet jeśli, to i tak mam wrażenie, że ma on rodowód w wierszu Adama Asnyka:

„Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy,
Choć sami macie doskonalsze wznieść;
Na nich się jeszcze święty ogień żarzy
I miłość ludzka stoi tam na straży,
I wy winniście im cześć!”
(„Do młodych”).

Pani Basiu z Podlasia, dziękujemy Ci za wszelkie dary, które nam pozostawiłaś na ziemi, za Twego ducha i kulturę, za miłość do Polski, za wierność Chrystusowemu Kościołowi. Dziękujemy Ci za każde słowo i za każdy gest, nie zapominając o liliowych kolorach, zwłaszcza postrzeganych w kwiatach.

Ufamy, że już spotkałaś się z Matką Najświętszą i recytujesz przed zasłuchaną Królową Polski jakże liczne wiersze poświęcone Bożej Rodzicielce. Ale nie zapominaj o nas! Dziękujemy Ci za jakże ważne przesłanie, które nam pozostawiłaś. Zaczerpnęłaś je od Jana Kochanowskiego, a ono brzmi:

„A jeśli komu droga otwarta do nieba,/ To tym, co służą ojczyźnie (...)” („Pieśni”).

To o Tobie mowa. To Ty wiernie służyłaś Ojczyźnie i służysz nadal. Bogu niech będą dzięki!

Barbara Wachowicz – reportażystka, autorka biografii wielkich Polaków. Pisała o życiu i twórczości m.in. Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Henryka Sienkiewicza, Cypriana Kamila Norwida, Stefana Żeromskiego i Tadeusza Kościuszki.
„Pod jej piórem, przed jej obiektywem przeszłość nie jest «cokolwiek dalej», lecz zupełnie blisko. Mickiewicz wyjechał przed chwilą, Kościuszko zaraz powróci, Chopin jeszcze gra” – napisał o twórczości Barbary Wachowicz ks. prof. Janusz Pasierb. „Reportażem historycznym wszechobejmującym” nazywał jej pisarstwo Krzysztof Kąkolewski, a Maciej Słomczyński wspominał o „wstrząsającej sile” jej prozy. Barbara Wachowicz zmarła 7 czerwca 2018 r.
Na jej pogrzebie kazanie wygłosił bp Antoni Pacyfik Dydycz z Drohiczyna.

2018-07-04 11:07

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ważny egzamin z humanizmu

Jako naród zawsze pięknie łączyliśmy się ponad wszelkimi podziałami, ilekroć codzienność doświadczała nas w jakiś szczególny sposób. Obecna sytuacja pokazuje, jak ulotne są nasze przewidywania. Jak drobnym pyłem na wietrze jesteśmy.

Kultura w takich chwilach przez swoją masowość i ogólnodostępność wydaje się ważnym elementem odreagowania, swoistym wentylem bezpieczeństwa. Pozostając w zgodzie z apelem #zostanwdomu, skazani na izolację, zerwanie więzów – kontaktów, doświadczamy swoistego odosobnienia. Na ile jest ono dla nas próbą, a na ile szansą – zależy wyłącznie od nas. Człowiek z natury jest istotą stadną. Z każdą dekadą, wiekiem, bardziej zależną od innych. Budujemy swoją cywilizację, rozkładając poszczególne role na głosy. To łańcuch powiązań, specjalizacji, w którym każdy ma do odegrania jakąś konkretną rolę. Pojęcie „człowiek renesansu” traci w pewien sposób rację bytu. Wąska specjalizacja, wyrafinowane umiejętności czynią nas nawet nie klockami w układance, a raczej maleńkimi trybikami mechanizmu. I nagle przychodzi pandemia. Cały ten świat, balansujący między IV a V rewolucją przemysłową, między wykorzystaniem sieci internetu a sztuczną inteligencją, zaczyna się walić.

W takich momentach nienaruszalne zostają: siła wiary i oczywistość piękna jako emanacji dobra. I być może właśnie w takich chwilach jak ta szukamy umocnienia w modlitwie, a ucieczki od zmartwienia – w sztuce. Jakże więc piękne jest to, że artyści dzielą się swoim talentem, dają siebie i swoje dzieła, udostępniając je pro bono.

W Bogu szukamy oczyszczenia duszy, wzmocnienia. Zaduma w modlitwie jest jak utulenie przez matkę w chwili strachu, solidny fundament, grunt stabilny w czasach chwiejności i ulotności naszego pojmowania panowania nad rzeczywistością. Jak widać, nietrwały jest ten nasz świat, tak zakochany w tym, co namacalne, a przez to wydaje się wartościowe. Nagle wali się pod siłą nie armii, techniki, najbardziej wydumanych technologii wojny, a czegoś, co ma średnicę 120 nm – a wspomniany nanometr to jedna miliardowa metra, czyli jedna milionowa milimetra.

Przeciwstawiamy mu wiedzę, potęgę umysłów; zdajemy sobie sprawę, że nasze pojęcie stabilności i pewności jutra to pyłek na wietrze. Kiedy słucham kolejnego koncertu granego przez artystę i wysyłanego w świat za pośrednictwem internetu, wraca mi wiara w zwykły pierwiastek humanizmu leżący gdzieś głęboko w naszej naturze. Res sacra miser. W symbolicznych pustelniach mieszkań dostajemy od innych to, co jest wytworem ich wrażliwości, owocem talentu, przełożeniem Boskiego daru na nuty, frazy, wersy. Ktoś śpiewa, ktoś inny gra, a jeszcze ktoś recytuje poezję bądź czyta własną, jeszcze niewydaną książkę. Sztuka ucieka komercji, wyrywa się z pęt nakładów, popytu, zbytu, rankingów, zestawień, wszystkich tych „top 100”. Zaczyna być tym, czym była u zarania – emanacją piękna, wyjściem człowieka do drugiego człowieka z przesłaniem. Werbalizacją myśli, emocji i wiary za pośrednictwem dźwięku ułożonego w przestrzeni czasowej i wysokości określanej w drganiach fal policzalnych w hercach. Muzyka, a jednak modlitwa; oddanie w jakiejś cząstce siebie innemu człowiekowi. A tam, gdzie brat oddaje bratu część samego siebie, tam zawsze jest Bóg. Dobro.

I tego dobra w naszej sferze zaklętej w bity informacyjne widzę ogrom. Nie ma dnia, aby ktoś nie udostępnił swojej płyty do bezpłatnego pobrania, ktoś gra domowy set koncertowy przed internetową kamerką, ktoś prowadzi lekcję śpiewu, gry na gitarze, uczy malowania, robienia zwierzątek z masy solnej, szycia czy grafiki. Nadszedł czas dawania siebie innym. Każdy może to robić na swój sposób. Artyści zdają egzamin z człowieczeństwa na szóstkę.

CZYTAJ DALEJ

Jak hojny jest Bóg!

Niedziela Ogólnopolska 29/2017, str. 33

[ TEMATY ]

Ewangelia

johnhain/pixabay

Dla mnie dzisiejsza Ewangelia jest przestrogą, abym nie zatwardził swojego serca i nie spełniła się na mnie przepowiednia Izajasza: „Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu (...)”. Jezus mówił w przypowieściach, ponieważ przypowieść ocenia intencje słuchaczy. Kto słuchał Jezusa ze złym nastawieniem, ze złą intencją, niewiele zrozumiał. Kto słuchał bez uprzedzeń, miał czystą intencję, rozumiał więcej. Przecież Jezus mówił do różnych słuchaczy – szpiegów Piłata, faryzeuszy, uczonych w Piśmie i zwykłych ludzi. Czy czasem nie jest w nas zasiana nieufność do Pisma Świętego? Np. że Biblia nie zgadza się z astrofizyką, z odkryciami naukowymi? Nie powstała w tym celu, że ma się zgadzać. Powstała dla naszego pouczenia (por. Rz 15, 4; 1 Kor 10, 6-11). Może zniechęcamy się do jej lektury z tego powodu, że wiele nie rozumiemy. Porównanie słowa do deszczu i śniegu przychodzi nam z pomocą. Gdyby deszcz nie wsiąkł, ale pozostał na wierzchu, zrobiłoby się błoto, a w głębi byłoby nadal sucho. Mamy słuchać, a Bóg zrobi swoje.

Ciekawa jest wypowiedź Jezusa: „Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma”. To zdanie pomaga zrozumieć przypis odsyłający nas do Ewangelii według św. Łukasza 8, 18: „Uważajcie więc, jak słuchacie. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma”. Chodzi więc o słuchanie, o to, jak chcemy słuchać, ponieważ wiara rodzi się ze słuchania (por. Rz 10, 17). Czy chcemy, słuchając, stawać się posłuszni słowu Boga?

Następna dziwna rzecz: Kto sieje ziarno po drodze? W glebę skalistą? Między ciernie? Ziarno wsiewa się w glebę uprawną, zaoraną, nawożoną, zabronowaną. Skoro i do mnie jest skierowane to słowo Pana, to stawia mi pytanie: Jaką jestem glebą?

W tym jest nadzieja, że będąc każdym rodzajem gleby, mam szansę być zasianym. Potrzeba, bym wielbił Bożego siewcę, że w taką glebę sieje. Mówiąc brutalnie, trzeba tylko działkę skopać i gnojem obłożyć (por. Łk 13, 8). Bóg przez wydarzenia, nawet te trudne, uprawia moje życie, abym stał się żyzną rolą, na której Chrystus mógłby wzrastać.

Drugie czytanie mówi, co będzie plonem mojego życia: przybranie za synów i odkupienie naszego ciała. Skuteczność słowa Bożego nie tylko wieszczy pierwsze czytanie, ale również plon w życiu człowieka, który słucha i rozumie. Rozumieć coś – to znaczy umieć zastosować to w praktyce. Policz ziarna w kłosie pszenicy i pomnóż przez trzydzieści, przez sześćdziesiąt, przez sto. Ja liczyłem ziarna w kłosie żyta. Sześćdziesiąt razy sto = sześćset ziaren z jednego zasianego. Tak hojny jest Bóg.

Polecamy „Kalendarz liturgiczny” – liturgię na każdy dzień
Jesteśmy również na Facebooku i Twitterze

CZYTAJ DALEJ

77. rocznica Zbrodni Wołyńskiej. Na pytania dotyczące Wołynia nie szukajmy odpowiedzi tylko na ziemi

2020-07-11 21:51

Marzena Cyfert

Przed Pomnikiem Mauzoleum przy bulwarze Xawerego Dunikowskiego

Uroczysty apel z okazji Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP odbył się 11 lipca pod Pomnikiem Mauzoleum przy bulwarze Xawerego Dunikowskiego.

W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele władz, z premierem Mateuszem Morawieckim, a także duchowni różnych wyznań chrześcijańskich, którzy poprowadzili modlitwę. Udział zaznaczyła wojskowa asysta honorowa.


W kryptach Pomnika Mauzoleum znajduje się ziemia z mogił z 2000 miejscowości, w których w latach 1939-47 popełniono masowe mordy na ludności polskiej.

Honorowy prezes Stowarzyszenia Upamiętniania Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów Szczepan Siekierka przypomniał, że stowarzyszenie zostało założone w 1989 r., z misją „pojednania i pokuty” i spełniło swoją rolę. Udało się bowiem zebrać ponad 20 tys. relacji świadków, którzy przeżyli rzeź na Kresach i wydać kilka tomów zbiorowej dokumentacji, której większość jest potwierdzona przez Komisję Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu. Zwracając się do premiera Mateusza Morawieckiego, prezes powiedział: – Bardzo się cieszę, że jest wśród nas Pan Premier, którego pamiętam jako młodego chłopca, bo pracowałem z jego ojcem. Spotykaliśmy się i zastanawialiśmy się wspólnie, jak doczekać czasów prawdziwej Polski, takiej, która będzie dbać o ludność polską, o naród polski, o tych, którzy zostali pozbawieni kawałka chleba. O takiej Polsce marzyłem.

Wicewojewoda dolnośląski Bogusław Szpytma opowiedział o dramatycznych wydarzeniach, jakich doświadczyła jego rodzina na Wschodzie we wsi Wierzbowiec. – Przez kilkadziesiąt lat słyszeliśmy w domu opowieści, które mroziły krew w żyłach. W tej wsi pozostało już na zawsze 75 osób. Później nastąpił trudny czas milczenia, gdy z powodów politycznych nie można było mówić o tej zbrodni, nie można było ujawniać prawdy, podobnie jak o Katyniu. Po 60 latach razem z mamą odwiedziliśmy to miejsce, nocowaliśmy w domu, który prowadziła Ukrainka p. Oksana. Próbowaliśmy rozmawiać, ale to była bardzo trudna rozmowa. Padło jedno ważne dla mnie zdanie: „Czy Wy chcecie tutaj wrócić?”. Myślę, że ten lęk przed naszym powrotem staje się podstawą takich zachowań – mówił wicewojewoda.

– Dzisiaj przy trudnej historii Ukrainy i trudnej historii Polski coraz więcej nas łączy. Słyszymy wiele osób mówiących po ukraińsku, które tutaj pracują, rozwijają się. Ale gdzieś ciągle jest cień milczenia, cień tego, czego nie zdołaliśmy wyjaśnić. Jesteśmy tu dziś po to, żeby zaświadczyć, że już nigdy nie zapomnimy o tych ofiarach, że będziemy się domagali prawdy. Te dwa wielkie narody w Europie muszą budować swoje relacje na prawdzie – mówił wicewojewoda dolnośląski.

–Spotykamy się dziś we Wrocławiu w innych czasach, by upamiętnić ofiary tamtego ludobójstwa, jak i Ukraińców, którzy broniąc swoich sąsiadów, również stracili życie – mówił Marcin Krzyżanowski, wicemarszałek województwa dolnośląskiego.

Po uroczystościach przy Mauzoleum miała miejsce Eucharystia w intencji ofiar zbrodni sprzed 77 lat w kościele Najświętszej Maryi Panny na Piasku. Przewodniczył jej bp Jacek Kiciński. – Tamten trudny czas byłby jeszcze trudniejszy, gdyby nie wiara naszych przodków – mówił ksiądz biskup i zapewniał, że Bóg nigdy nie męczy się człowiekiem, dlatego nigdy nie rezygnuje z człowieka. Bóg pragnie naszego szczęścia.

Tłumaczył, że dar wolności dany ludziom oznacza możliwość wyboru dobra lub zła. Grzech, odrzucenie Boga i Jego przykazań zawsze powodują cierpienie. – Każde odrzucenie Boga kończy się dramatem człowieka i wielu pokoleń. Tak stało się na Wołyniu. Od 1943 r. do lutego 1945 r. odrzucenie Boga i Jego przykazań doprowadziło do kulminacji zła i nienawiści. A skutkiem tego była śmierć męczeńska 50-60 tys. Polaków. Te liczby to nie statystyki, ale konkretne osoby, ich praca, ich cierpienia. To ludzie, którzy mieli swoje marzenia, którzy pragnęli żyć, kochać, troszczyć się o swoje rodziny – mówił bp Kiciński.

Zauważył, że przychodząc na świat otrzymujemy korzenie i skrzydła. Korzenie to zwyczaje, tradycja, kultura, wartości, jakimi się kierujemy w życiu. Dzięki korzeniom człowiek wie, kim jest i zna swoją tożsamość. Skrzydła natomiast sprawiają, że człowiek staje się otwarty na świat, na innych. Tymi skrzydłami jest życiowe powołanie, pasja czynienia dobra. Dramat Wołynia sprawił, że dla wielu te korzenie zostały wyrwane, skrzydła podcięte, dla niektórych zaś bezlitośnie zniszczone.

– Dziś po 70 latach patrzymy na to nie bez emocji, stawiamy sobie pytanie, dlaczego tak się stało. Jezus nam mówi, byśmy na pytania dotyczące Wołynia nie szukali odpowiedzi tylko na ziemi… Jezus nam pokazuje, że naszym celem jest niebo a ten czas na ziemi to tylko pielgrzymka. Wierzymy, że męczennicy Wołynia otrzymali nagrodę życia wiecznego. Powinniśmy uczynić wszystko, by podobny dramat nigdy się nie powtórzył – dodał biskup Jacek i zachęcił do budowania, na wzór patrona dnia, św. Benedykta z Nursji, kultury miłości, prawdy, przebaczenia i pokoju.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję