Reklama

Kościół

Niezłomne Podlasie

Miała nie istnieć, zniesiono ją ukazem carskim, a ludność poddano systematycznej rusyfikacji. Odrodziła się w niepodległej Polsce. W tym roku diecezja siedlecka obchodzi 200-lecie istnienia

Niedziela Ogólnopolska 21/2018, str. 20-23

[ TEMATY ]

diecezja

Narodowe Archiwum Cyfrowe

Uroczystości milenijne przed katedrą w Siedlcach, 18 września 1966 r. Na podwyższeniu – kard. Stefan Wyszyński, prymas Polski

Główne uroczystości jubileuszowe odbędą się 9 czerwca br. w Siedlcach. Poprzedzi je dwudniowe zebranie plenarne Konferencji Episkopatu Polski w Janowie Podlaskim – pierwszej stolicy diecezji, która początkowo nosiła nazwę janowskiej, czyli podlaskiej.

Właśnie w Janowie odbyła się 14 kwietnia br. uroczystość, która bardzo wiele mówi o dramatycznych dziejach Kościoła katolickiego na Podlasiu. Tego dnia w miejscowej kolegiacie, po przebudowie i renowacji krypty biskupów łuckich i janowskich, pochowano hierarchów – drugiego i trzeciego z kolei w katalogu biskupów siedleckich: Beniamina Szymańskiego i Jana Marcelego Gutkowskiego. Obaj biskupi za opór przeciw władzy carskiej zostali wyrzuceni z diecezji i zmarli na wygnaniu.

Biskup kpi z carskich urzędników

Władysław Stanisław Reymont w swoim reportażu z Podlasia zapisał: „Przez parę tygodni jeździłem po tych cichych, oprzędzonych melancholią i dziwnym smutkiem ziemiach, gdzie każda wieś była przez całe dziesiątki lat niezdobytą twierdzą, każda chałupa okopem walczących do ostatniego tchnienia i każdy człowiek nieustraszonym bojownikiem świętej sprawy”.

Reklama

Jest w tym opisie cała prawda o Podlasiakach, zawsze niepokornych wobec władzy narzuconej z zewnątrz i nieustraszonych obrońcach Kościoła. Przykład szedł z góry, o czym świadczy postawa biskupów Gutkowskiego i Szymańskiego. Obaj musieli się zmagać z restrykcyjną wobec Kościoła katolickiego polityką władz carskich. Obaj też zdobyli się na bohaterstwo, bo powiedzieć „nie” zaborcom równało się z wygnaniem.

Bp Gutkowski był postacią niezwykle barwną. Potężnie zbudowany, gruntownie wykształcony (co docenił Uniwersytet Jagielloński, przyznając mu tytuł doktora honoris causa) raził niektórych rubasznością, którą wyniósł z wojska – służył bowiem jako kapelan Legionów Polskich pod dowództwem gen. Jana Henryka Dąbrowskiego, brał też udział w wyprawie Napoleona na Moskwę.

W pewnym stopniu był podobny do św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego. Tak jak arcybiskup warszawski okazał się gorliwym pasterzem, który bardzo dbał o poziom moralny i intelektualny duchowieństwa, tak jak on – idąc na biskupstwo z etykietą poplecznika caratu (zrazu potwierdził te opinie, potępiając powstanie listopadowe, które uznał za niepotrzebną ofiarę) – stał się nieustraszonym obrońcą praw Kościoła. Protestował przeciwko licznym zakazom rządowym, a czynił to w formie tak niewybrednej, że wprawiało to we wściekłość i osłupienie nieprzywykłych do sprzeciwu carskich urzędników. Bp Gutkowski odmówił np. carskiej Komisji Spraw Wewnętrznych podania listy bractw i stowarzyszeń kościelnych. Poradził rosyjskim urzędnikom, aby „zajęli się poważniejszymi sprawami”.

Reklama

Niepokornemu biskupowi wstrzymano pensję, rozpuszczano wieści o jego niepoczytalności i słano skargi do Petersburga, a stamtąd do Watykanu. Kiedy w ręce rosyjskiego rządu dostała się tajna korespondencja bp. Gutkowskiego do nuncjusza apostolskiego w Wiedniu, los podlaskiego pasterza był już przesądzony.

Car Mikołaj I wydał rozkaz usunięcia biskupa z Janowa. Aresztowano go w nocy z 28 na 29 kwietnia 1840 r. i wywieziono do Ozieran w guberni mohylewskiej. Po długich rokowaniach Stolicy Apostolskiej z rosyjskim rządem papież Grzegorz XVI zasugerował biskupowi wygnańcowi, aby dla dobra Kościoła zrzekł się biskupstwa podlaskiego. Bp Gutkowski usłuchał, skutkiem czego został zwolniony z wygnania i osiadł we Lwowie. Jego pogrzeb w tym mieście stał się wielką patriotyczną manifestacją.

Kiedy gubernatorzy chcieli być biskupami

Przez 17 lat diecezja podlaska wakowała. Kapucyn o. Beniamin Szymański okazał się godnym następcą bp. Gutkowskiego. Bronił unitów, często wizytował parafie, propagował rekolekcje parafialne, walczył z plagą pijaństwa, dbał o karność kleru, ale aprobował jego aktywność patriotyczną.

Po powstaniu styczniowym zabroniono bp. Szymańskiemu wizytacji pasterskich i w ogóle wyjazdów z Janowa, gdzie otoczono go siecią szpiegowską, dopatrując się w każdym posunięciu tendencji antyrządowych. Biskup mimo to załatwiał najważniejsze sprawy diecezji i nie respektował rosyjskich zarządzeń. Na jedno z nich odpisał: „Jeśli te przepisy wejdą wykonane, to gubernatorzy będą biskupami, a biskupi i rządcy diecezji ich oficjałami”.

Za jego największą winę uznano jednak jawne poparcie powstania styczniowego i udział w nim wielu księży.

Tego dla Rosjan było już za wiele. Car Aleksander II, bez porozumienia z Rzymem, ukazem z 22 maja 1867 r. skasował diecezję siedlecką, a jej terytorium przyłączył do diecezji lubelskiej. 12 sierpnia tegoż roku nieugiętego biskupa wywieziono do Łomży i umieszczono w klasztorze Kapucynów, gdzie zmarł.

Ksiądz generał powieszony na rynku

Z takimi pasterzami podlaskie duchowieństwo tym odważniej angażowało się w działalność patriotyczną i protestowało przeciwko polityce caratu, śląc petycje do Petersburga. Jedną z nich sygnatariusze zakończyli stwierdzeniem: deklarowana przez cara „swoboda naszej religii i jej wyznawców” oraz opieka nad nią „jest tylko na papierze, jest omamieniem”.

Na Podlasiu przed powstaniem styczniowym nastroje patriotyczne wśród wiernych i duchowieństwa się zradykalizowały. Masowo i często obchodzono rocznice ważnych wydarzeń w historii Polski – np. 10 października 1861 r. we wsi Oronne-Kępa pod Maciejowicami ponad 20 tys. ludzi uczciło Tadeusza Kościuszkę, choć nie była to żadna okrągła rocznica bitwy stoczonej w 1794 r. Wśród szlachty, mieszczan i chłopów było także 50 podlaskich księży. Nabożeństwo odprawiono w kościele parafialnym, a po nim uczestnicy manifestacji przeszli na pole bitwy pod Maciejowicami. Tutaj płomienne kazania wygłosili: ks. Józef Burzyński – wikariusz z Maciejowic oraz ks. Seweryn Paszkowski – proboszcz.

Carska ochrana miała pełne ręce roboty, aby przez swoich szpicli śledzić i podsłuchiwać księży wygłaszających patriotyczne kazania. Kilkunastu z nich z tego powodu było szykanowanych.

Podlascy księża na tajnym spotkaniu z członkami organizacji powstańczych i Komitetu Centralnego Narodowego, które odbyło się 13 listopada 1862 r. w kościele parafialnym w Kłoczewie, zadecydowali o poparciu dla kolejnego zrywu narodowego (już po powstaniu kłoczewski proboszcz został uwięziony za zorganizowanie tego spotkania). Zdecydowano, że duchowni mogą przynależeć do tajnych organizacji powstańczych, będą łożyć ofiary na potrzeby powstania i przyjmować przysięgę od żołnierzy. Podobny zjazd zorganizowało duchowieństwo unickie (22 grudnia 1862 r. w Leśnej Podlaskiej), które też zdecydowanie udzieliło poparcia powstaniu.

W strukturach, które przygotowywały jego wybuch, znalazło się kilkunastu księży. W samym powstaniu uczestniczyło wielu kapłanów, a niemal cały podlaski kler wspierał walczących. Plebanie zamieniły się w lazarety i punkty zaopatrzenia w żywność i odzież.

Najsłynniejszym duchownym powstańcem był ks. Stanisław Brzóska – generał i naczelny kapelan. Przetrwał najdłużej ze swoim oddziałem, bo ponad dwa lata. Zadenuncjowany wpadł w ręce Rosjan i został przez nich skazany na śmierć przez powieszenie ze swym adiutantem Franciszkiem Wilczyńskim. Egzekucję na obu wykonano 23 maja 1865 r. na rynku w Sokołowie Podlaskim na oczach 10 tys. ludzi. Ks. Brzóska miał zaledwie 33 lata.

Ostatni powstaniec styczniowy nie był jedynym księdzem straconym publicznie przez powieszenie. Taki sam los spotkał jego rówieśnika ks. Wawrzyńca Lewandowskiego, członka komitetu powstańczego, proboszcza parafii Seroczyn. Na plebanii ukrywał broń, dostarczał żywność dla oddziału ks. Brzóski, uwolnił aresztowanych dwóch powstańców. Po egzekucji ks. Lewandowskiego 4 sierpnia 1864 r. oddział Kozaków stratował jego grób, aby ludzie nie wiedzieli, gdzie jest pochowany, jednak sprytnym parafianom udało się zaznaczyć miejsce pochówku bohatera. Represje po powstaniu były okrutne. Ok. 20 księży ukarano zsyłką na Sybir, skąd wielu nie wróciło. Ponad 30 duchownych uwięziono na miejscu. Władze carskie skonfiskowały budynki i ziemię należącą do parafii. Żaden kapłan nie mógł się udać nawet do sąsiedniej parafii bez specjalnego paszportu. Zakazano śpiewać wezwanie litanijne: „Królowo Korony Polskiej – módl się za nami”. Władze wydały rozporządzenie, w którym zabroniły w całym kraju stawiania krzyży katolickich przy drogach publicznych, na polach, a także przy domach prywatnych. Nie można było również reperować krzyży już stojących. Miały one wraz z przydrożnymi kapliczkami zniknąć z krajobrazu Podlasia raz na zawsze. Wreszcie zlikwidowano zakony, a w słynnym klasztorze w Leśnej Podlaskiej po wypędzeniu paulinów osiedliły się mniszki prawosławne.

Nie dziwią te restrykcje wobec patriotycznie nastawionego Podlasia, gdzie księża masowo i ofiarnie wsparli powstania narodowe i gdzie dumna rosyjska armia doznała dwóch spektakularnych porażek: w pierwszej zwycięskiej bitwie powstania listopadowego 14 lutego 1831 r. pod Stoczkiem Łukowskim (dowódca – gen. Józef Dwernicki) i 3 lutego 1863 r. pod Węgrowem, w potyczce opiewanej przez Cypriana Kamila Norwida:

„Grek ma więcej świetnych w dziejach kart
Niż łez w mogile.
U Polaka tyle Węgrów wart,
Tyle, co Termopile...”.

Błogosławieni męczennicy z Pratulina

Jeszcze nie obeschły łzy po ofiarach powstania, a Podlasie znowu zapłakało. W 1875 r. rząd carski zlikwidował Kościół unicki, a jednym z powodów była jego polonizacja.

Wcześniej unitów próbowano siłą przyłączyć do prawosławia, czemu stawili zdecydowany opór. Symbolem tragedii są wydarzenia z 24 stycznia 1874 r. w Pratulinie, gdzie zginęło 13 mężczyzn, którzy bronili swej unickiej świątyni przed przemianowaniem jej na prawosławną cerkiew.

Unici wiedzieli, że rosyjskie wojsko ma rozkaz zabijania stawiających opór, dlatego odłożyli przyniesione narzędzia obrony, uklękli na cmentarzu znajdującym się przy świątyni i śpiewając, przygotowywali się do śmierci za wiarę. „Po trupach naszych pójdziecie do świątyni!” – zawołali pozostali parafianie i zaparli bramę cmentarną. Nie pomogło.

Oddział otworzył ogień. Pierwszy padł 25-letni Wincenty Lewoniuk. Wówczas Kosma Jakubiak wziął martwego na ręce i zawołał do dowódcy: „Zabiłeś niewinnego człowieka, teraz weź go i pożryj!”.

Razem z Wincentym zginęli: Jan Andrzejuk, Konstanty Bojko, Łukasz Bojko, Ignacy Frańczuk, Filip Geryluk, Maksym Hawryluk, Anicet Hryciuk, Daniel Karmasz, Konstanty Łukaszuk, Bartłomiej Osypiuk, Onufry Wasyluk i Michał Wawryszuk. Zostali zastrzeleni w pozycji klęczącej, podczas modlitwy. Rannych zostało 180 osób.

Podobny dramat rozegrał się tydzień wcześniej w Drelowie, gdzie również zginęło 13 unitów. Początkowo podawano liczbę 10 zabitych, a dopiero po pewnym czasie ustalono, że z rąk carskich żołdaków zginęło 13 osób. Lista ta jest jednak znacznie dłuższa. Z ponad 50 rannych w wyniku uderzeń szablą lub nahajką zmarło 9 osób, w tym 2 kobiety.

Prześladowanie unii na Podlasiu trwało 40 lat – do ukazu tolerancyjnego w 1905 r.

W tym czasie carskie represje dotknęły tysięcy wiernych, także księży łacińskich, których skazywano za pomoc unitom. Wincenty Lewoniuk i jego towarzysze reprezentują rzeszę bezimiennych męczenników unickich.

Kiedy w 1918 r. diecezja podlaska została restytuowana (w 1925 r. przemianowano ją na siedlecką, czyli podlaską), bp Henryk Przeździecki, jeden z najwybitniejszych hierarchów okresu międzywojnia, rozpoczął proces beatyfikacyjny męczenników podlaskich. Przerwany w czasie II wojny światowej i w okresie stalinizmu został wznowiony dopiero w 1964 r. Jan Paweł II beatyfikował 6 października 1996 r. w Rzymie męczenników z Pratulina.

Z parafianami na rozstrzelanie

Na Podlasiu ludzie zawsze stali murem za swymi kapłanami. Nigdy nie opuścili ich w potrzebie. 14 sierpnia 1920 r. w miejscowości Całowanie wpadł w ręce bolszewików biskup pomocniczy siedlecki Czesław Sokołowski. Miał być publicznie osądzony i rozstrzelany. Wówczas okoliczni mieszkańcy – narażając własne życie – wyprowadzili bolszewików w pole i umożliwili biskupowi ucieczkę.

Warto dodać, że w związku z inwazją bolszewików na Polskę bp Przeździecki wydał apel do kapłanów, aby „bezwzględnie pozostali na swych stanowiskach” i mogli się ukryć, ale tylko w parafii, na wypadek gdyby agresorzy zagrażali ich życiu. Do wiernych wydał natomiast płomienny list pasterski, by zaapelować o ochotników do wojska, a do tych, którzy nie mogą dźwigać broni – o zastąpienie na roli tych, którzy zasilili szeregi armii.

Pięknym, heroicznym przykładem solidarności kapłana z wiernymi była z kolei postać ks. Romana Ryczkowskiego, proboszcza parafii Rudno. Kiedy 30 maja 1940 r. Niemcy aresztowali i skazali na śmierć grupę ok. 150 parafian, kapłan znalazł się wśród nich. Oficjalnym powodem było niewypełnienie kontyngentu, w rzeczywistości rudnianom zapamiętano, że 11 listopada 1918 r. rozbroili bez walki oddział wycofującego się wojska pruskiego. Gdy skazańcy stali gotowi na śmierć nad wykopaną zbiorową mogiłą, esesmani niespodziewanie oznajmili, że ksiądz jest wolny, bo w 1918 r. nie mieszkał w Rudnie. Wówczas kapłan zaczął błagać, by uwolniono także innych. Niemcy nie chcieli o tym słyszeć, wobec czego ks. Ryczkowski oznajmił, że w „tej tragicznej sytuacji nie może opuścić swoich parafian” i wstąpił na wał z podniesioną głową. Został rozstrzelany jako ostatni. Miał zaledwie 39 lat.

To niejedyny przykład heroizmu podlaskiego kapłana z czasu wojny. Ks. Jan Niedziałek przyznał się do podrzucenia prasy podziemnej w pociągu, co odkryła niemiecka policja kolejowa, kiedy zorientował się, że mogą zostać rozstrzelani jego współpasażerowie. Katowany na Pawiaku i w alei Szucha nikogo nie wydał. Został rozstrzelany nocą 12 lutego 1943 r. z dużą grupą więźniów w Palmirach.

Dymy Treblinki nad Podlasiem

Również podczas II wojny światowej podlascy księża wykazali ducha męstwa i patriotyzmu. 11 zostało zamordowanych w Auschwitz, 13 w Dachau. Na terenie diecezji podczas okupacji z rąk Niemców zginęło 4 księży, a 74 było represjonowanych. Kapłani i wierni zapisali też piękną kartę, pomagając uchodźcom wojennym, zwłaszcza z Wielkopolski, i dzieciom Zamojszczyzny.

Ziemia podlaska stała się cmentarzem dla blisko miliona Żydów, licznie zamieszkujących przed wojną wsie, miasteczka i miasta. Na tym terenie Niemcy zorganizowali dwa obozy zagłady, których nazwy do dziś budzą trwogę: Treblinka i Sobibór. Z iście diabelską sprawnością zgładzili w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy w pierwszym obozie ok. 800 tys. Żydów, a w drugim – 170-180 tys.

Mimo zagrożenia śmiercią wielu Podlasiaków ratowało Żydów. Świadczy o tym fakt, że Instytut Yad Vashem w Jerozolimie odznaczył medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata 93 mieszkańców powiatu węgrowskiego i sokołowskiego. Tylko z tego drugiego powiatu za pomoc udzielaną Żydom zamordowano 44 osoby. Niemcy stosowali przy tym bestialskie metody, np. Juliannę Postek ze Stoczka Węgrowskiego-Kolonii za ukrywanie grupki Żydów zatłukli na śmierć kijami.

Szczególnie piękną kartę zapisały siostry ze Zgromadzenia Córek Najczystszego Serca Najświętszej Maryi Panny ze Skórca, Sitnika, Janowa Podlaskiego i Międzyrzeca Podlaskiego, które ocaliły kilkoro żydowskich dzieci.

Ks. Sergiusz Góralczuk, administrator parafii Ugoszcz, pomógł 9 Żydom. Oryginalną ochronę Żydów zastosował w parafii Piszczac ks. Roman Soszyński. Ostentacyjnie okazywał przyjaźń rodzinie żydowskiego aptekarza, publicznie się z nimi pokazywał, odwiedzał ich w domu. Nikomu nie przyszło do głowy, żeby zadenuncjować przyjaciół proboszcza. Rodzina przeżyła wojnę.

Podczas wojny księża angażowali się w pomoc AK i oddziałom partyzanckim. Jeden z nich, kapelan AK ks. Lucjan Niedzielak, przeżył wojnę, ale został zastrzelony przez UB 5 lutego 1947 r. Była to zemsta za piętnowanie w kazaniach sowieckich zbrodni. W chwili śmierci ks. Niedzielak miał zaledwie 39 lat.

Obrońcy krzyża z Miętnego

Przykładów odwagi siedleckich diecezjan w wyznawaniu wiary dostarczają także czasy współczesne. Na przełomie 1983 i 1984 r. oczy całego świata zachodniego były skierowane na Miętne – niewielką miejscowość k. Garwolina, gdzie młodzież toczyła walkę o krzyże. Kiedy w tamtejszym Zespole Szkół Rolniczych im. Stanisława Staszica na żądanie dyrekcji zaczęto zdejmować krzyże z sal, zdecydowanie i jednomyślnie zaprotestowali uczniowie, wsparci przez rodziców i część nauczycieli. W protest mocno zaangażował się także biskup siedlecki Jan Mazur, który w intencji rozwiązania konfliktu podjął post o chlebie i wodzie. Podarował też młodzieży 600 krzyżyków, które uczniowie nosili na piersiach. Na długich przerwach modlili się i śpiewali pieśni religijne.

O dramaturgii wydarzeń w Miętnem niech zaświadczy fragment zapisu kronikarskiego z 7 marca 1984 r., sporządzonego na podstawie pamiętnika Wioletty Sosnowskiej, koordynatorki protestu: „Uczniowie proklamują strajk okupacyjny. Zbierają pieniądze na żywność, gdyż personel stołówki na polecenie dyrektora odmawia im nawet chleba. Uczniowie wydelegowani do sklepu po żywność i do internatu po koce zastają po powrocie zamknięte drzwi do szkoły, a okna strzeżone przez personel. Wszystkim jednak udaje się dołączyć do strajkujących kolegów ryzykowną drogą przez dach i innymi pomysłowymi sposobami. Strajkujący (było ich wtedy ok. 400) wystawili warty, zorganizowali punkt żywnościowy i miejsce do spania na macie zapaśniczej ułożonej w auli.

Po odśpiewaniu Apelu Jasnogórskiego, ok. godz. 21.30, przyszedł do uczniów prokurator, grożąc sankcjami karnymi za okupację budynku szkolnego. Następnie dyrektor odczytał zarządzenie wojewody siedleckiego o zawieszeniu zajęć aż do odwołania. Uczniowie odśpiewali «Rotę» i przewidując wkroczenie ZOMO na teren szkoły, opuścili ją, udając się do kościoła w Garwolinie”.

Nieugiętość i determinacja uczniów przyniosły owoce: po 4 miesiącach protestu krzyż powrócił do szkoły w Miętnem. Pamięć o tym wydarzeniu jest żywa w diecezji siedleckiej do dziś.

Jan Paweł II na tle złotych łanów

Na początku lat 90. ubiegłego wieku diecezja siedlecka doznała poważnego uszczuplenia w związku z powstaniem diecezji drohiczyńskiej. Została ona proklamowana przez Jana Pawła II 5 czerwca 1991 r. w Białymstoku, a powiększona 25 marca 1992 r. bullą „Totus Tuus Poloniae populus” tego papieża. W jej skład weszły wówczas trzy dekanaty diecezji siedleckiej: węgrowski, sokołowski i sterdyński oraz część dekanatów: liwskiego, łosickiego i janowskiego. Mimo to obszar diecezji siedleckiej jest nadal duży. Wystarczy powiedzieć, że odległość z jednego krańca diecezji do drugiego w najdłuższej linii wynosi 180 km.

Do takiej diecezji przyjechał 10 czerwca 1999 r. Jan Paweł II. Na błoniach siedleckich zgromadziło się pół miliona wiernych. Sam Ojciec Święty był pod wrażeniem i zażartował: „Jest was tyle, jakby Siedlce miały milion mieszkańców”.

Papież przewodniczył Mszy św. przy krzyżu męczenników z Pratulina, na tle złotych łanów zbóż, chabrów i maków. Wyraził hołd „ziemi podlaskiej, która wydała nieustraszonych świadków Chrystusowej Ewangelii”. „Lud tej ziemi – powiedział z uznaniem Ojciec Święty – przez wieki dawał niezliczone dowody wiary w Chrystusa i przywiązania do Jego Kościoła, zwłaszcza w obliczu wielorakich doświadczeń i krwawych prześladowań oraz ciężkich prób dziejowych”.

W tym kontekście mówił o męczennikach z Pratulina, którzy bronili Kościoła, winnicy Pana. „Oni tej winnicy pozostali wierni aż do końca i nie ulegli naciskom ówczesnego świata, który ich za to znienawidził” – podkreślił Papież.

Uroczystość w Siedlcach była wielką manifestacją jedności dwóch obrządków katolickich: łacińskiego i greckokatolickiego, przybyli na nią bowiem licznie greckokatoliccy biskupi, księża i świeccy z Polski, Ukrainy i diaspory na czele z arcybiskupem większym Lwowa Lubomyrem Huzarem, późniejszym kardynałem.

Wizyta Jana Pawła II była najważniejszym wydarzeniem w dwusetletnich dziejach diecezji siedleckiej.

Wielkim wydarzeniem ostatnich lat w życiu tego Kościoła lokalnego jest rozpoczęty w 2012 r. II Synod Diecezji Siedleckiej. Jego uroczyste zakończenie nastąpi 9 czerwca br. podczas obchodów jubileuszowych w Siedlcach.

Podczas pisania artykułu autor korzystał z książki ks. Zbigniewa Sobolewskiego „Imię Twoje wysławiamy. Dzieje diecezji siedleckiej (1818-2018)”. Wyd. Unitas, Siedlce 2017.

2018-05-23 10:40

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Mija pół wieku od odnowienia w Kościele stanu dziewic

[ TEMATY ]

Watykan

diecezja

dziewica konsekrowana

Vatican News

Powołanie to istniało już w pierwszych wspólnotach chrześcijańskich, jednak z czasem poszło w zapomnienie. Mowa o „ordo virginum”, czyli „stanie dziewic”, który przeżył swój ponowny rozkwit dzięki papieżowi Pawłowi VI. Mija właśnie 50 lat od ogłoszenia przez niego odnowionego rytu konsekracji dziewic. Na wszystkich kontynentach jest ich ok. 5 tysięcy. Obecne są również w Polsce.

Z okazji tego jubileuszu w Watykanie miał się odbyć międzynarodowy kongres konsekrowanych dziewic, na który zgłosiły się przedstawicielki z 61 krajów. Z powodu pandemii spotkanie zostało jednak przełożone. Podobnie jak konsekracja niektórych z nich.

W tym gronie jest m.in. Chiara D’Onofrio, która swe śluby miała złożyć w czerwcu. Prowadzi ona dom dla byłych więźniarek, które na nowo próbują sobie ułożyć życie. Jak mówi Radiu Watykańskiemu swe powołanie do dziewictwa odkrywała przez kilka dobrych lat. Miało to miejsce m.in. w zakładzie karnym w Rzymie, gdzie pracowała z kobietami jako wolontariuszka.

„Przede wszystkim ważny jest dla mnie w tej konsekracji element prawdziwych zaślubin, a więc życie całkowicie oddane w zjednoczeniu z Chrystusem. Drugim aspektem jest «eklezjalność», czy «diecezjalność», czyli to, że istnieje Kościół macierzysty, który mnie przyjmuje i rozpoznaje mój specyficzny charyzmat, który jest w każdej konsekrowanej dziewicy, przyjmuje go, błogosławi i posyła na świat – mówi papieskiej rozgłośni Chiara D’Onofrio. – Ta konsekracja pozostawia nas głęboko zakorzenione w świecie, pozwalając obliczu Chrystusa mocniej w nim zajaśnieć, jest to coś ważnego i pięknego. Ważny jest też wymiar siostrzanej wspólnoty. My, konsekrowane dziewice, nie jesteśmy samotnymi wyspami, nie jesteśmy też mniszkami, każda żyje osobo, ale istnieje jakby wspólna tkanina, dokładnie wpleciona w to ciało, którym jest Kościół i ludzkość, przy silnym wsparciu innych konsekrowanych, z których każda realizuje swój specyficzny charyzmat.“

Przez włączenie do stanu dziewic konsekrowane kobiety zostają mocniej wpisane w życie swych macierzystych diecezji.
Żyjąc w dotychczasowych środowiskach, samodzielnie zarabiają na swoje utrzymanie, aktywnie angażują się nie tylko w życie kościelne, ale i społeczno-polityczne. Są wśród nich m.in. nauczycielki, dziennikarki, malarki, lekarki i pielęgniarki. Wyrazem konsekracji jest złota obrączka i zobowiązanie do codziennego odmawiania brewiarza.

Adhortacja posynodalna „Vita conscrata” rozróżnia pięć form życia konsekrowanego: instytuty zakonne oddane całkowicie kontemplacji, instytuty zakonne oddane dziełom apostolskim (tzw. czynne zakony), instytuty świeckie, stowarzyszenia życia apostolskiego oraz „ordo virginum” - stan dziewic, pustelników i wdów poświęconych Bogu. Ten ostatni był w pierwszych wiekach chrześcijaństwa bardzo rozpowszechnioną formą życia poświęconego Bogu, gdy nie istniało jeszcze zorganizowane życie zakonne. Później został zarzucony. Przywrócono go po wiekach w Kościele katolickim dzięki Soborowi Watykańskiemu II. 31 maja 1970 r. papież Paweł VI promulgował odnowiony ryt konsekracji dziewic.

CZYTAJ DALEJ

Już jest w dobrych rękach. Śp. ks. Wojciech Szlachetka

2020-07-06 13:30

Paweł Wysoki

Nagła i przedwczesna śmierć ks. Wojciecha Szlachetki, proboszcza parafii pw. Matki Bożej Szkaplerznej w Abramowie, okryła żałobą Rodzinę Zmarłego, duchownych i wiernych, którym gorliwie służył.

Uroczystości pogrzebowe z licznym udziałem kapłanów i świeckich miały dwie stacje: 3 lipca Mszy św. żałobnej w kościele parafialnym w Abramowie przewodniczył bp Mieczysław Cisło, a 4 lipca Mszy św. pogrzebowej w rodzinnej parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kraczewicach przewodniczył bp Adam Bab. Ciało Zmarłego spoczęło na miejscowym cmentarzu parafialnym.

- Módlmy się o to, by Pan przyjął do siebie śp. ks. Wojciecha. Niech jego kapłańska służba zostanie zwieńczona radością życia wiecznego - mówił bp Adam Bab, zachęcając zgromadzonych do modlitwy za Zmarłego, a także za pogrążoną w żalu rodzinę, zwłaszcza Rodziców i Brata z Rodziną. - Tak, jak przez ponad 32 lata ks. Wojciech sprawował Eucharystię, tak my chcemy mu służyć modlitwą i ofiarą Mszy św. Przed Bogiem chcemy dziękować za wszelkie dobro, które uczynił jako kapłan - mówił biskup. Zwracając się do Rodziców Zmarłego, bp Bab podziękował im za to, że swojego syna podarowali Bogu, za wiarę przekazaną dzieciom i za stworzenie dobrych warunków do odczytania woli Bożej i jej wypełniania. - Chcemy Was pocieszyć nadzieją życia wiecznego. Nie martwcie się, ks. Wojciech jest w dobrych, ojcowskich, kochających, Bożych rękach. Nie został powołany po to, by na wieki spocząć w grobie, ale by żyć życiem wiecznym w szczęściu, które nie będzie zagrożone żadnym cierpieniem - zapewniał. Pasterz podziękował Zmarłemu za to, co najcenniejszego podarował ludziom jako ksiądz: za sprawowane Msze św. - Dziś prosimy dla Niego o nagrodę życia wiecznego, w które wierzył i o którym tyle razy nauczał - mówił bp Bab. Zachęcał również do modlitwy za śp. ks. Wojciecha i podkreślał, że i On na pewno modli się u Boga za nami i czeka na nas w niebie. - Za śp. ks. Wojciechem idźmy do domu Ojca, już tu na ziemi, troszcząc się o nasze życie wieczne - apelował pasterz.

Przed złożeniem ciała Zmarłego do grobu przyszedł czas na podziękowania i świadectwa. Za posługę dobrego i gorliwego kapłana, którego Pan w tak nieoczekiwany sposób zabrał do siebie, dziękował ks. Piotr Petryk, dziekan dekanatu opolskiego. Marek Kowalski, wójt gminy Abramów, z wdzięcznością wspominał 8 lat kapłańskiej pracy śp. ks. Szlachetki w Abramowie. - Był niezwykle lubianym i cenionym kapłanem, świetnym duszpasterzem i dobrym gospodarzem. Tyle razem przeżyliśmy, tyle dobrego na płaszczyźnie duchowej i materialnej udało nam się osiągnąć - dzielił się wójt. Jak zapewniał, za dar słowa i sakramentów mieszkańcy Abramowa będą mu zawsze wdzięczni.

Ks. Janusz Zań, dziekan z Bełżyc i kolega z roku, z żalem wyliczył, że śp. ks. Wojciech jest już 6 kapłanem spośród 38 z roku święceń, który przeszedł do domu Ojca. - Mimo tego, że chorował, a nawet bardzo cierpiał, nie sądziliśmy, że tak szybko Go pożegnamy. On kochał kapłaństwo, kochał drugiego człowieka. Należał do tych osób, które z dystansem podchodzą do wielu spraw. Miał doskonałe poczucie humoru, był pełen wewnętrznej pogody ducha. Był bardzo lubiany. Będzie nam go brakowało - podkreślał. Ks. Jan Brodziak, dziekan dekanatu michowskiego, podziękował za 8 lat pięknej kapłańskiej pracy w Abramowie i dekanacie. Zapewnił o duchowej łączności i trwałej pamięci.

Śp. ks. Wojciech Szlachetka przez kilka lat był archidiecezjalnym moderatorem Ruchu Światło-Życie. - Ważnym rysem jego kapłańskiej służby było zaangażowanie w sprawy ewangelizacji. Ci, który znali go najlepiej i najbliżej, podkreślali, że jego serce było pochłonięte dziełem ewangelizacji - powiedział ks. Jerzy Krawczyk, obecny moderator Ruchu. - Bardzo troszczył się o formację oazowych kapłanów, zachęcał ich do udziału w rekolekcjach w sercu oazy w Krościenku; dla dzieci i młodzieży stwarzał jak najlepsze warunki na wakacyjne oazy w Bychawce, Słodyczkach k. Zakopanego, a nawet w Rzymie. Z jego inicjatywy przy archikatedrze lubelskiej powstało Centrum Ruchu Światło-Życie. Kochał św. Jana Pawła II i troszczył się, by jak najwięcej młodych osób mogło poznać Ojca Świętego m.in. poprzez udział w papieskich pielgrzymkach i Światowych Dniach Młodzieży - wyliczał moderator. Jak podkreślał, chociaż śp. ks. Wojciech podejmował nowe odpowiedzialności w Kościele w Lublinie i nie był ostatnio bezpośrednio zaangażowany w oazę, zawsze pytał o kondycję ruchu i starał się, by dzieci i młodzież z parafii, w których pracował, mogła kształtować wiarę i charakter w oparciu o ponadczasowy program sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego.

Niezwykłe świadectwo o wierze i odwadze śp. ks. Szlachetki dał ks. prał. Józef Dziduch, jego katecheta z czasów szkolnych. Gdy był wikarym w Kraczewicach, wówczas Poniatowa nie miała jeszcze swojej parafii, młody Wojciech był uczniem w miejscowym liceum. To były czasy, gdy w szkołach nie było religii, ani krzyży. - Wojtek zainicjował powieszenie krzyża w klasie. Sam go wykonał, wystrugał figurkę Pana Jezusa i w tajemnicy przyniósł do mnie, abym poświęcił. Krzyż zabrał ze sobą do szkoły i przy akceptacji wszystkich kolegów powiesił w klasie. Tej akcji towarzyszył niepokój ze strony nauczycieli i dyrekcji, ale ostatecznie uczniowie obronili krzyż. Watro o tym pamiętać, że to za sprawą Wojtka w liceum w Poniatowej pojawił się pierwszy krzyż - wspominał ksiądz prałat. - To wydarzenie już wówczas wskazywało, jakim człowiekiem jest i będzie Wojtek - podkreślał.

Ks. Jerzy Wesołowski, proboszcz z Kraczewic, przywołując artystyczne zainteresowania śp. ks. Wojciecha, przypomniał, że przed laty to właśnie on z ekipą konserwatorów odnowił kościół w rodzinnej parafii. - Śp. ks. Szlachetka był z tą ziemią mocno związany. Często głosił tu słowo Boże, udzielał sakramentów, interesował się parafią. Bardzo cieszył się z obchodzonego w tym roku 100-lecia parafii w Kraczewicach i wyrażał pragnienie uczestnictwa w jubileuszowych uroczystościach - dzielił się proboszcz. - Nosiłeś nazwisko Szlachetka i byłeś szlachetnym człowiekiem, kapłanem według Bożego serca - podkreślał ks. Wesołowski. Proboszcz zaprosił wiernych do udziału w Mszy św. w intencji śp. ks. Wojciecha, która będzie sprawowana w kościele Kraczewicach 30 lipca o godz. 17.30.

Śp. ks. Wojciech Szlachetka, kanonik honorowy Kapituły Lubelskiej, urodził się 20 kwietnia 1963 r. w Poniatowej. Święcenia prezbiteratu przyjął 12 grudnia 1987 r. w Lublinie. Podczas niespełna 33-letniej kapłańskiej służby pracował w Markuszowie, Lublinie, Sernikach, Wólce i Abramowie. Był m.in. archidiecezjalnym moderatorem Ruchu Światło-Życie, dyrektorem Muzeum Archidiecezjalnego i Ośrodka Renowacji Dzieł Sztuki, kapelanem szpitala PSK 1 w Lublinie i domów pomocy społecznej oraz duszpasterzem rolników i mieszkańców wsi. Zmarł 30 czerwca 2020 r.

CZYTAJ DALEJ

Nigdy nie walczył z człowiekiem, ale o człowieka

2020-07-06 20:18

[ TEMATY ]

pogrzeb

Strzegom

ks Marek Żmuda

ks. Piotr Nowosielski

Takie słowa padły w Strzegomiu, 6 lipca, podczas pogrzebu śp. ks. kan. Marka Żmudy, proboszcza parafii pw. Najśw. Zbawiciela Świata i Matki Bożej Szkaplerznej. Ks. Marek zmarł 30 czerwca, w 60 roku życia i 34. roku kapłaństwa.

Uroczystości przewodniczył biskup senior Ignacy Dec, z udziałem bpa Adama Bałabucha, dla którego zmarły, był kolegą z rocznika święceń. We Mszy św. pogrzebowej uczestniczyła Mama i Rodzina ks. Marka, parafianie - w tym z parafii pochodzenia, jak i tych w których wcześniej pracował – przedstawiciele różnych grup społecznych, grup dla których był kapelanem i duszpasterzem, władz, siostry zakonne, przedstawiciele Ruchu Comunione e Liberazione do którego przynależał i grono około 100 księży, którzy przyjechali z dolnośląskich diecezji.

- Wszędzie gdzie byłeś, dałeś się poznać jako kapłan oddany Bogu, oddany ludziom, jako kapłan pracowity, pogodny, lubiany. Pełen uprzejmości, dobroci i gorliwości w służbie Bożej. Nigdy z nikim nie walczyłeś, z żadnym człowiekiem, ale walczyłeś o człowieka, o ludzi o prawdę – mówił o Zmarłym w wygłoszonej homilii bp Ignacy Dec.

- Tyle razy składałeś nam życzenia, tyle razy nas żegnałeś kiedy odjeżdżaliśmy od ciebie, dziś my Tobie dziękujemy i żegnamy na tym świętym miejscu i prosimy, byś w niebie pamiętał o nas, a szczególnie o tych, którym służyłeś jako pasterz. Dziękujemy za przykład kapłańskiego życia. A Pana Boga, dla Którego wszystko żyje, prosimy o dar nowego pełnego życia. Niech krzyż Chrystusa który ukochałeś i który z Jezusem niosłeś przez życie, szczególnie w ostatnich miesiącach twojej choroby, niech zakryje i zgładzi wszystkie twoje słabości. Niech Krew Chrystusa przelana na krzyżu, wybieli wszystkie cienie twojego życia, abyś mógł kosztować słodyczy i radości Pana po wieczne czasy – życzył biskup Senior.

Ks. Marek urodził się w 1960 r. w Lutyni. Święcenia prezbiteratu, przyjął z rąk kard. Henryka Gulbinowicza we Wrocławiu 24 maja 1986 r.

Pierwszą placówką do której został posłany jako wikariusz, była parafia MB Królowej Polski w Świdnicy, w której pracował w latach 1986-89. Następnie w latach 1989-94 był wikariuszem w parafii garnizonowej św. Krzyża w Jeleniej Górze. Tam zastał go w 1992 r. nowy podział administracyjny Kościoła na Dolnym Śląsku. Po tym podziale pozostał w strukturach nowej diecezji legnickiej. W latach 1994-96 był wikariuszem parafii katedralnej w Legnicy. Juz jako 10 letni ksiądz, od czerwca 1996 r. do końca lutego 1997 r. został ustanowiony proboszczem parafii św. Michała w Dobromierzu. Natomiast od 1 marca 1997 r. został ustanowiony proboszczem wspomnianej strzegomskiej parafii, która do 2014 r. należała do diecezji legnickiej. Pozostał na niej proboszczem przez 23 lata, do czasu swej śmierci.

W słowach pożegnania, przypomniano szereg charakterystycznych cech jego osobowości.

- Zawsze otwarty i życzliwy dla każdego – wspominał ks. Bogusław Sawaryn z rocznika święceń ks. Marka; - Umiałeś podnosić ludzkie życie z ruiny, umiałeś zbudować tę powstałą nową wspólnotę parafialną - mówił ks. dziekan Marek Babuśka. Zadeklarował też odprawienie Mszy św. gregoriańskiej w intencji zmarłego, jako dar kałanów dekanatu.

- Szybko zdobył sobie szacunek i uznanie społeczności lokalnej. Był człowiekiem pokornym, który nie przyjął od razu przyznanego mu tytułu „Honorowego Obywatela Miasta” mówiąc że jest jeszcze nie gotowy. Przyjął ten tytuł dopiero 5 lat później - wspominał Burmistrz Strzegomia.

- Całe życie chodził z Bogiem „pod rękę”. Trzeba być wdzięcznym Panu Bogu za to, że nam go dał - mówił o swoim wujku a zarazem ojcu chrzestnym Bratanek księdza.

Pożegnany przez rodzinę, duchowieństwo i wiernych, został pochowany na cmentarzu Komunalnym w Strzegomiu.

Zmarłego księdza Marka, polecamy pamięci modlitewnej.

  

Zobacz zdjęcia: Strzegom: pogrzeb ks. Marka Żmudy
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję