Reklama

Historia

Niezłomna wiara Żołnierzy Niezłomnych

Żołnierze Wyklęci walczyli o wolność, byli więc rycerzami najsłuszniejszej sprawy. Gdy brakowało nadziei, ich jedynym orężem była wiara... a ta wiara była z najszlachetniejszej stali

Niedziela Ogólnopolska 10/2018, str. 10-11

[ TEMATY ]

żołnierze niezłomni

niezłomni

Na piersi Bohdana Olszewskiego odnaleziono ryngraf z Matką Bożą Częstochowską. Na odwrocie wyryte zostały adres ofiary i  sentencja w  języku łacińskim: „Niech żyje NSZ. Tak przemija chwała świata”

„O Mario, Królowo Polskiej Korony, błogosław pracy naszej i naszemu orężowi. O spraw, Miłościwa Pani, Patronko naszych rycerzy, by wkrótce u stóp Jasnej Góry i Ostrej Bramy zatrzepotały polskie sztandary z Orłem Białym i Twym wizerunkiem” – te słowa modlitwy Narodowych Sił Zbrojnych najlepiej pokazują, czym była wiara dla bohaterów podziemia antykomunistycznego.

Tekst modlitwy napisanej przez ks. Henryka Strąkowskiego, późniejszego biskupa pomocniczego w Lublinie, jednoznacznie wskazuje, że patriotyzm Żołnierzy Wyklętych nasiąknięty był chrześcijańską wiarą. Tę samą wiarę widać w zapiskach żołnierzy, na ścianach więzień, w których byli bestialsko torturowani, a także w dołach śmierci, gdzie mieli zostać ukryci przed światem i historią. – Oni byli blisko Pana Boga – mówi prof. Jan Żaryn, senator PiS. – To była polska inteligencja, elita społeczeństwa. Oni doskonale wiedzieli, co to honor i Ojczyzna, a te wartości mogli zachować do końca, bo byli ludźmi wiary.

Ze względu na bardzo ciężką sytuację powojenną biskupi nie chcieli angażować duchowieństwa w podziemie, bo przecież Kościół i tak był uznany za wroga komunizmu. – Trzeba pamiętać, że wielu księży zginęło podczas II wojny światowej, a w latach 1945-56 ok. 10 proc. żyjących księży siedziało w komunistycznych więzieniach – mówi prof. Żaryn. Nie zmienia to jednak faktu, że katoliccy kapłani byli największym oparciem dla Żołnierzy Wyklętych. Prezes IV Komendy Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość ppłk Łukasz Ciepliński w jednym ze swoich meldunków podkreślił, że spośród wszystkich środowisk pełną współpracę konspiracyjną można było podjąć tylko z duchowieństwem katolickim.

Reklama

Z Bogiem...

Podczas prac poszukiwawczych szczątków Żołnierzy Niezłomnych ekipy IPN wielokrotnie natrafiały na mniejsze bądź większe dewocjonalia osobiste, które dla historyków są cenną wskazówką. – Jeżeli była to Matka Boża Częstochowska, to ofiara najprawdopodobniej pochodziła z centralnej Polski, Ostrobramska wskazywała na Wileńszczyznę, a Kodeńska na Podlasie i Lubelszczyznę – powiedział w rozmowie z „Niedzielą” prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN.

Więźniowie w ubeckich kazamatach byli ograbiani ze wszystkiego, co dla nich było najdroższe. Musieli włożyć wiele wysiłku, by zachować przy sobie obrazek świętego, medalik czy jakiekolwiek inne dewocjonalia. O dużym ryngrafie czy różańcu praktycznie nie mogło być mowy. Jeden z nielicznych wyjątków stanowiło odnalezienie na warszawskim Bródnie szczątków Bohdana Olszewskiego. – Na jego piersi był ryngraf z Matką Bożą Częstochowską. Na odwrocie wyryto adres ofiary i sentencję w języku łacińskim: „Niech żyje NSZ. Tak przemija chwała świata” – wskazał prof. Szwagrzyk.

Kolejnym symbolicznym przykładem wiary może być historia ppłk. Łukasza Cieplińskiego ps. Pług, którego dzień śmierci – 1 marca 1951 r. – stał się symbolem, bo tego dnia co roku czcimy pamięć Żołnierzy Wyklętych. Po drodze na miejsce straceń Ciepliński jeszcze na dziedzińcu przyklęknął, by wyjąć ukrywany w bucie medalik. Włożył go do ust – jednemu ze współwięźniów miał powiedzieć, że tak będzie można potem rozpoznać jego ciało. Znamy również relację ostatnich chwil życia mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. Łupaszko, który tuż przed śmiercią modlił się w celi. – Podszedł spokojnie do drzwi, następnie zatrzymał się na chwilę, odwracając bokiem do pozostających w celi, i pożegnał słowami: „Z Bogiem, panowie”. Odpowiedział mu chór głosów: „Z Bogiem”. Zniknął nam z oczu za zatrzaśniętymi drzwiami. W pomieszczeniu mieszczącym się obok magazynu i łaźni strzałem w tył głowy oprawcy zamordowali majora – wspominał Mieczysław Chojnacki, współwięzień „Łupaszki”.

Reklama

Chrystusowy testament

Symbolem największej odwagi, czystości intencji walki oraz niezłomnej wiary jest bez wątpienia osoba rtm. Witolda Pileckiego, który na ochotnika dostał się do piekła Auschwitz, by tworzyć ruch oporu, podtrzymywać więźniów na duchu, a przy okazji ewangelizować. Jego dowódca z czasów wojny mjr Jan Włodarkiewicz mówił, że Pilecki był wybitny i bardzo religijny. I właśnie z tych względów nie nosił przy sobie fiolki z trucizną. „Obóz był probierzem, gdzie się sprawdzały charaktery. Jedni staczali się w moralne bagno. Inni szlifowali swe charaktery jak kryształ. Ciosy boleśnie wrzynały się w ciała, lecz w duszy znajdywały pole do przeorania” – napisał w raporcie z Auschwitz. Jego zdaniem, cierpienie prowadziło do „przeradzania”, czyli przemiany duchowej człowieka. – „Jak pługiem rżnięta ziemia, częścią już przeoraną odkłada się na prawo w skibę urodzajną”.

Najbrutalniejszym torturom Pilecki poddawany był nie w czasie okupacji czy w niemieckim obozie koncentracyjnym, ale w komunistycznym areszcie, o którym mówił, że w porównaniu z nim „Oświęcim to była igraszka”. Jednak największym świadectwem wiary rotmistrza były słowa, które wypowiedział, gdy usłyszał wyrok śmierci: „Starałem się tak żyć, abym w godzinie śmierci mógł się raczej cieszyć niż lękać”.

Wiara rotmistrza została ukształtowana na najlepszych wzorach głębokiej ascezy katolickiej. Lekturą jego życia było „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza a Kempis. – On przede wszystkim całkowicie oddał się Ojczyźnie i Bogu. Pragnął, by nasze państwo było oparte na wierze Chrystusowej – mówi red. Tadeusz Płużański, którego ojciec siedział w jednej celi z Pileckim. – Rotmistrz podczas ostatniego widzenia polecił swojej żonie Marii, by zakupiła i codziennie czytała dzieciom traktat „O naśladowaniu Chrystusa”. To przesłanie, swego rodzaju testament, który pozostawił nie tylko rodzinie, ale też nam wszystkim.

Kandydat na ołtarze?

Opisywanie życia religijnego Żołnierzy Niezłomnych jest bardzo trudne, bo pozostały po nich jedynie szczątkowe informacje. Właśnie na tym, by przepadli bez wieści, szczególnie zależało komunistycznym oprawcom. Nie udało się to jednak w przypadku ostatniego dowódcy WiN ppłk. Łukasza Cieplińskiego, którego więzienne grypsy przetrwały i są jednym z najpiękniejszych przykładów literatury więziennej. „Cieszę się, że doczekałem dnia dzisiejszego i miesiąca Matki Bożej. Wierzę, że gdy mnie w nim zamordują, zabierze moją duszę Królowa Polski do swych niebieskich hufców – bym mógł Jej dalej służyć i bezpośrednio meldować o tragedii mordowanego przez jednych, opuszczonego przez pozostałych Narodu Polskiego” – napisał Ciepliński do swojej rodziny.

Zdaniem ks. Józefa Maja, który napisał biografię podpułkownika, był on człowiekiem głęboko religijnym, którego torturowanie oraz śmierć mają znamiona męczeństwa. Obecnie trwa kompletowanie dokumentacji potrzebnej do wszczęcia procesu beatyfikacyjnego ppłk. Cieplińskiego, który mógłby się toczyć równolegle z procesami innych ofiar martyrologii komunistycznej. – Mimo okrutnych tortur podpułkownik cały czas zachowywał nienaruszoną miłość Boga i Polski. Jestem przekonany, że to człowiek, który osiągnął świętość i umarł śmiercią męczeńską – podkreśla ks. Maj.

W jednym z ostatnich grypsów Ciepliński potwierdza swoją wiarę w życie wieczne. Z tekstu uderza przekonanie, że są wartości o wiele cenniejsze od życia doczesnego. „Odbiorą mi tylko życie. A to nie najważniejsze. Cieszę się, że będę zamordowany jako katolik za wiarę świętą, jako Polak za Polskę niepodległą i szczęśliwą, jako człowiek za prawdę i sprawiedliwość. Wierzę dziś bardziej niż kiedykolwiek, że idea Chrystusowa zwycięży i Polska niepodległość odzyska, a pohańbiona godność ludzka zostanie przywrócona” – napisał.

Jak rycerze

W jednej z pierwszych scen filmu „Popiełuszko. Wolność jest w nas” mały Alek razem z ojcem widzi potyczkę żołnierzy z podziemia antykomunistycznego z Korpusem Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Chłopiec pyta ojca, kim byli ci wojskowi: Czy byli żołnierzami, czy bandytami? Władysław Popiełuszko dwukrotnie zaprzecza i mówi, że byli to rycerze.

To bardzo celne porównanie, bo przecież Żołnierze Niezłomni nie walczyli dla żołdu czy sławy. Ich bój toczył się w obronie resztek wolności i godności, ale do końca pozostali wierni ideałom, którym ślubowali. Dlatego dziś jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli ich niezłomności są medaliki i ryngrafy z wizerunkiem Matki Bożej. Eksponowanie ryngrafów na mundurach było z jednej strony symbolicznym przeciwstawieniem się ateistycznej ideologii siłą narzuconego komunizmu, a z drugiej – odzwierciedleniem wartości, za które byli gotowi oddać życie. Wpisują się więc one doskonale w trochę zapomniany etos modelu świętości, gdy na ołtarze wynoszono rycerzy, którzy byli obrońcami króla, wolności, honoru, wiary i chrześcijańskich wartości, które można współcześnie streścić w trzech bardzo polskich słowach: Bóg, Honor, Ojczyzna... I właśnie za te wartości życie oddawali Żołnierze Wyklęci.

2018-03-07 11:09

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pokonani, ale niezłamani

Niedziela sandomierska 11/2020, str. IV

[ TEMATY ]

patriotyzm

pamięć

Sandomierz

żołnierze niezłomni

ks. W. Kania

Warta honorowa przed symboliczną mogiłą w Sandomierzu

Od kilku lat 1 marca jest Dniem Pamięci o Żołnierzach Wyklętych. W wielu miejscach w kraju i zagranicą odbywają się uroczystości upamiętniające ich nieugiętą postawę wobec reżimu komunistycznego. Również na terenie naszej diecezji w wielu miejscach odbyły się uroczystości ku czci bohaterów walki o niepodległość.

Sandomierz

Uroczystości rozpoczęła Msza św. sprawowana w kościele pw. św. Józefa, w trakcie której modlono się za poległych i pomordowanych żołnierzy powojennego podziemia. Następnie zebrani przeszli na cmentarz katedralny, gdzie na symbolicznej mogile ppłk. Antoniego Wiktorowskiego ps. Kruk złożono kwiaty.

– Uroczystości są oddaniem czci za męstwo i niezłomność bohaterów drugiej konspiracji, docenieniem ich cierpień, na które byli skazani przez władzę komunistyczną i ofiar, jakie ponieśli. To także przywracanie ich do publicznej pamięci, z której byli wymazywani. Nawet po śmierci komuniści nie pozwalali pochować ich w oznakowanych miejscach. Ci ludzie anonimowo trafiali do dołów śmierci – powiedział poseł Marek Kwitek.

Janusz Jakubowski, prezes sandomierskiego koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, powiedział, że Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych to kolejne ważne święto w naszym kalendarzu, które należy czcić. Uroczystości odbyły się z udziałem Wojska Polskiego, Wojsk Obrony Terytorialnej, Związku Strzeleckiego, kombatantów, delegacji uczniowskich oraz mieszkańców.

W południe dla uczczenia żołnierzy wyklętych ruszył VIII Sandomierski Bieg Tropem Wilczym. W tegorocznym biegu na dwóch trasach wystartowało ponad 160 zawodników. Zawodnicy pokonali dystans 1963 m, zaś ci najwytrwalsi zmagali się z 5-kilometrową trasą. Uczestnicy startowali w parku miejskim przy wieży ciśnień, następnie biegli sandomierskimi ulicami i wąwozami. Sportowe zmagania cieszyły się dużą popularnością szczególnie wśród ludzi młodych. Organizatorem biegu był Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Sandomierzu, a współorganizatorem Fundacja Wolność i Demokracja.

Stalowa Wola

Mszą św. pod przewodnictwem ks. kpt. Macieja Kalinowskiego, kapelana jednostki wojskowej w Nisku, rozpoczęły się uroczystości upamiętnienia Żołnierzy Niezłomnych. – O Żołnierzach Niezłomnych przez wiele lat pamiętały głównie ich rodziny. Pamięć ta przechowywana była także w katolickich świątyniach. Pragniemy dziś wrócić myślą do tych, którzy nie pozwolili ulepić z siebie sowieckiego człowieka. Chcemy także zachować w pamięci niezwykłe postawy żołnierzy, którzy do końca dochowali przysięgi, jaką złożyli wolnej i niepodległej Polsce. Nie dali się złamać i nie poszli na współpracę z ówczesną władzą – powiedział w homilii ks. Kalinowski.

Po Eucharystii została odprawiona Droga Krzyżowa, do której rozważania pochodziły z więziennych wspomnień żołnierzy podziemia niepodległościowego. Następnie zebrani przeszli w procesji na cmentarz wojenny, aby oddać hołd kpt. Tadeuszowi Gajdzie ps. Tarzan. – Serce rośnie, kiedy patrzę, w jaki sposób mieszkańcy Stalowej Woli i regionu kultywują pamięć o tych żołnierzach. Szczególnie cieszę się z tak licznej obecności młodych ludzi, w tym zwłaszcza harcerzy i uczniów klas mundurowych. To dobrze, że dziś jesteście z nami, czcząc pamięć żołnierzy antykomunistycznego podziemia – podkreślił Rafał Weber, wiceminister infrastruktury. Następnie odbył się Apel Pamięci i salwa honorowa.

Tarnobrzeg

Obchody zostały zorganizowane przy pomniku mjr. Hieronima Dekutowskiego ps. Zapora. W uroczystości udział wzięła rodzina mjr. Dekutowskiego – siostrzenica Krystyna Frąszczak z mężem, przedstawiciele władz miasta, różnych stowarzyszeń, członkowie Jednostki Strzeleckiej 2002 im. Oddziału Partyzanckiego AK „Jędrusie” oraz żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej.

– Zgromadziliśmy się w miejscu niezwykłym i w niezwykłym czasie. Od 10 lat w wolnej Rzeczypospolitej obchodzimy Dzień Żołnierzy Wyklętych, Żołnierzy Niezłomnych. Stoimy przy popiersiu jednego z największych żołnierzy niezłomnych, tarnobrzeżanina, Hieronima Dekutowskiego. W całym kraju dzisiaj podczas obchodów wspomina się tych mających nadzieję w sytuacji, kiedy większość owej nadziei się wyzbyła – jak mówiono przed wojną – imponderabilia, czyli wartości, dla których warto poświęcić nawet swoje życie. Takimi byli Żołnierze Niezłomni. Tarnobrzeg może być dumny, że wśród tysięcy z nich było również kilkuset jego obywateli – mówił dr hab. Tadeusz Zych, dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Tarnobrzega.

Po złożeniu wiązanek kwiatów zaintonowano „Marsz Zaporczyków” – pieśń żołnierzy oddziału dowodzonego przez „Zaporę”. Następnie w Muzeum Historycznym Miasta Tarnobrzega odbył się wykład o tarnobrzeskich Żołnierzach Niezłomnych, który wygłosił dr hab. Tomasz Zych. Prelegent w wystąpieniu przywołał zapomniane nazwiska bohaterów. – Są to osoby bardzo niesłusznie zapomniane. Chcę bowiem ukazać pewną niesprawiedliwość historii, jeśli można tak powiedzieć, ponieważ wszyscy koncentrujemy się w Polsce na tych najważniejszych postaciach, mających swoje pomniki, nazwiska zapisane w narodowym panteonie, tak też jest w Tarnobrzegu, gdzie mówimy o Hieronimie Dekutowskim, Gracjanie Frógu, a zapominamy o ludziach będących swoistym podglebiem, dzięki którym ich wielkość wyrosła. Cóż byłby w stanie uczynić Dekutowski bez swoich żołnierzy, tak jak każdy inny z owych najwybitniejszych dowódców. Chcę zatem odwrócić proporcje i pokazać bardziej tych, którzy wówczas i dzisiaj znajdują się w cieniu, a byli nie mniej odważni i nie mniej zasłużeni – podkreślił.

Ostrowiec Świętokrzyski

Jednym z wydarzeń ostrowieckiego Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych był marsz ku czci Żołnierzy Niezłomnych zorganizowany przez Stowarzyszenie Ostrowieccy Patrioci. Marsz wyruszył spod kolegiaty św. Michała w stronę ronda Narodowych Sił Zbrojnych. Uczestniczyli w nim dzieci, młodzież, ale także osoby starsze. Uczniowie ostrowieckiego technikum Zakładu Doskonalenia Zawodowego nieśli portrety żołnierzy.

– Historia Żołnierzy Wyklętych to coś niebywałego. To fascynujące. Słuchając o nich historii, czuję przynależność do Polski i to bardzo. Czuję też potrzebę wyrażenia tego – mówił Michał, uczestnik marszu. Na czele marszu pojawił się w tym roku baner z postacią Stanisława Ostwinda-Zuzgi, starszego sierżanta Wojska Polskiego, mjr. Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ). Był on najwyższej rangi dowódcą żydowskiego pochodzenia w polskim podziemiu. Jak podkreślają ostrowieccy patrioci, to dowód na to, że NSZ nie zwalczało Żydów. Stanisław Ostwind-Zuzga został zamordowany po tym, gdy odmówił współpracy z bezpieką.

CZYTAJ DALEJ

Papież na „Anioł Pański”: bądźmy żyzną glebą dla Słowa Bożego

2020-07-12 12:35

[ TEMATY ]

papież

Franciszek

Anioł Pański

youtube.com/vaticannews

Bądźmy dla Słowa Bożego żyzną glebą, „bez cierni i kamieni, byśmy mogli wydać dobry owoc dla siebie i dla naszych braci” – zaapelował papież Franciszek w rozważaniu poprzedzającym modlitwę „Anioł Pański”, jaką odmówił z wiernymi zgromadzonymi na placu św. Piotra w Watykanie.

Komentując przypowieść o siewcy, który sieje ziarno na różnych rodzajach gleby, papież wskazał, że „Słowo Boże, symbolizowane przez ziarna, nie jest słowem abstrakcyjnym, ale to sam Chrystus, Słowo Ojca”. - Zatem przyjęcie Słowa Bożego oznacza przyjęcie osoby Chrystusa – wskazał Franciszek.

Omawiając różne sposoby przyjmowania Słowa Bożego, zwrócił uwagę, że najpierw utrudnia nam je „rozproszenie będące wielkim zagrożeniem naszych czasów”. - Nękani licznymi plotkami, wieloma ideologiami, nieustannymi możliwościami rozrywki wewnątrz i na zewnątrz domu, możemy zatracić smak ciszy, skupienia, dialogu z Panem, tak bardzo, że grozi nam utrata wiary – przestrzegł papież.

Inną przeszkodą jest chwilowy entuzjazm, „który pozostaje jednak powierzchowny, nie przyswaja Słowa Bożego”. W obliczu „pierwszej trudności, cierpienia, zaburzeń życiowych ta jeszcze słaba wiara się rozpływa, podobnie jak usycha ziarno, które pada między kamienie”.

Z kolei tam, gdzie Słowo Boże pada pomiędzy „ułudy bogactwa, sukcesu, trosk światowych”, zostaje „zagłuszone i nie przynosi żadnych owoców”.

- Możemy je w końcu przyjąć jak żyzna gleba. Tutaj i tylko tutaj ziarno się zakorzenia i wydaje owoce. Ziarno, które padło na tę żyzną glebę, przedstawia tych, którzy słuchają Słowa, przyjmują je, zachowują w swoich sercach i wprowadzają je w czyn w codziennym życiu - podkreślił Franciszek.

Zachęcił po raz kolejny do noszenia przy sobie kieszonkowego wydania Ewangelii i czytania codziennie jej fragmentu.

Zwrócił uwagę, że przypowieść o siewcy przypomina nam, że „Słowo Boże jest ziarnem, które samo w sobie jest owocne i skuteczne, a Bóg rozrzuca je wszędzie szczodrze, bez względu na straty”. - Takie jest serce Boga! Każdy z nas jest glebą, na którą pada ziarno Słowa, nikt nie jest wykluczony! – przekonywał papież.

Wezwał do zadani sobie pytania, jakim każdy z nas jest rodzajem gleby. - Czy przypominam drogę, grunt skalisty, ciernisty krzew? Ale jeśli chcemy, możemy stać się żyzną glebą, troskliwie uprawianą i pielęgnowaną, aby doprowadzić ziarno Słowa do dojrzałości. Jest już ono obecne w naszych sercach, ale sprawienie, by dojrzało zależy od nas, zależy od tego, jak przyjmiemy to ziarno. Często jesteśmy rozproszeni przez zbyt wiele interesów, przez zbyt wiele przynęt i trudno nam rozeznać pośród wielu głosów i wielu słów, Słowo Pana, jedyne, czyniące nas wolnymi – powiedział Ojciec Święty.

CZYTAJ DALEJ

Simoncelli: bez zawieszenia broni trudno będzie wygrać z koronawirusem

2020-07-12 16:32

[ TEMATY ]

wojna

koronawirus

Vatican News/ANSA

W starożytności przerywano wojny na czas igrzysk olimpijskich. W tym roku pandemia spowodowała przeniesienie olimpiady, ale wojny trwają nadal. W wielu krajach działania zbrojne uniemożliwiają walkę z koronawirusem, leczenie chorych, a nawet dostarczanie podstawowej pomocy humanitarnej.

Najtrudniejsza sytuacja jest obecnie w Jemenie i Syrii. Podobnie jest w Kamerunie, Republice Środkowoafrykańskiej czy Nigerii. Stąd niedawny apel papieża Franciszka o bezwarunkowe i natychmiastowe zawieszenie broni. „Bez poważnego potraktowania tego wezwania będzie trudno wygrać z pandemią” – uważa prof. Maurizio Simoncelli, specjalista w dziedzinie rozbrojenia, współzałożyciel międzynarodowego instytutu badawczego IRIAD zajmującego się promowaniem wiedzy naukowej na temat praw człowieka, rozbrojenia i zarządzania konfliktami bez użycia przemocy.

„Wojny nigdy nie wybuchają bez powodów, a powody są zazwyczaj takie same: kontrola terytoriów i ich zasobów. Tak stało się w Libii, gdzie pragnienie pokoju ustąpiło przed konfliktem międzynarodowym. Spójrzmy na Zatokę Perską i Syrię. Te konflikty nie mogłyby trwać tyle lat, gdyby wciąż nie była tam dostarczana broń i amunicja. Warto pamiętać, że konflikty są również poważnym biznesem. W historii wiele razy widzieliśmy, jak państwa, które domagały się zawieszenia broni, kończyły na eksporcie uzbrojenia na tereny objęte wojną – powiedział w wywiadzie dla Radia Watykańskiego Maurizio Simoncelli. – Dlatego bardzo trudne będzie wprowadzenie zawieszenia broni, aby pomóc ludności zagrożonej koronawirusem na terenach objętych konfliktem. Jest ich bardzo wiele, od Afryki po Bliski Wschód. Niedobór leków, słaba kondycja zdrowotna mieszkańców, brak wody i żywności sprawiają, że zagrożenie jest niezwykle poważne. Nie wystarczy potakiwać papieżowi, kiedy mówi o rozbrojeniu. Wiele państw to robi, ale nie zachowują się niestety konsekwentnie”.

W ubiegłym miesiącu biskupi Kamerunu i Republiki Środkowoafrykańskiej potępili kontynuację działań wojennych w obu tych krajach. Podobna sytuacja ma miejsce w Nigerii. „Wciąż jesteśmy na łasce bojówek terrorystycznych Boko Haram, zwłaszcza na północy kraju”– alarmuje arcybiskup Abudży, Ignatius Ayau Kaigama, podkreślając również zagrożenie koronawirusem, który jest jego zdaniem najniebezpieczniejszy dla najbiedniejszej części populacji.

Sytuacja jest tragiczna także w Syrii i w Jemenie, borykającymi się z najpoważniejszym kryzysem humanitarnym na świecie. Bp Paul Hinder, wikariusz apostolski w Arabii Południowej, zwraca uwagę na zniszczenie połowy infrastruktury medycznej w Jemenie oraz na brak bezpieczeństwa, który „utrudnia, a czasem uniemożliwia transport pomocy”. „Bez rozejmu między walczącymi stronami wszystkie operacje humanitarne pozostaną sparaliżowane” – uważa bp Hinder.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję