Reklama

Kościół nad Odrą i Bałtykiem

Kto nie umie się modlić, niech wypływa na morze

Przez ostatnie dwa lata Grzegorz Węgrzyn z Gryfina stał się popularnym żeglarzem w świecie ze względu na swój samotny rejs dookoła ziemi, którego nie zdołał dokończyć z powodu niespodziewanej awarii układu sterowniczego na wzburzonym oceanie niedaleko Nowej Zelandii. Powrócił do Ojczyzny, rozsławiając polskie żeglarstwo, nasz bohaterski kraj wraz z jego chrześcijańskimi dziejami i słowiańską tożsamością

Niedziela szczecińsko-kamieńska 2/2018, str. VI

[ TEMATY ]

żeglarz

Archiwum prywatne

Kpt. Grzegorz Węgrzyn w czasie Mszy św. sprawowanej na jachcie

Przyszły żeglarz urodził się w Zwierzyńcu koło Zamościa. Po ukończeniu Technikum Elektrycznego przeniósł się na Pomorze Zachodnie, znajdując zatrudnienie w elektrowni „Dolna Odra”. Później założył własną firmę w swoim zawodzie. Ale największą jego miłością, począwszy od 12. roku życia, było dla niego żeglowanie, czyli pływanie na jednostkach napędzanych siłą wiatru za pośrednictwem żagli. Sprzyjało temu położenie Zwierzyńca nad rzeką Wieprz, a potem jeszcze bardziej lokalizacja Gryfina nad rzeką Odrą, Zalewem Szczecińskim i Morzem Bałtyckim. Kpt. Węgrzyn od ponad 40 lat nieustannie pływał nie tylko na jachtach, zdobywając kolejne stopnie żeglarskie, by dziesięć lat temu zdać stosowne egzaminy na tytuł kapitana jachtowego, który uprawnia do prowadzenia jachtów żaglowych po wodach śródlądowych i morskich bez ograniczeń. Dzięki tej wodnej pasji, która w całości wypełniała mu zdrowo i rekreacyjnie wolny czas po niełatwej pracy zawodowej, uzyskując nawet zaszczytny tytuł dwukrotnego Morskiego Mistrza Polski, szereg razy opłynął wszystkie morza Europy w różnych porach roku, a także dane mu było żeglować na Morzach Czarnym i Adriatyckim.

– Do tego samotnego rejsu „dookoła ziemi” przygotowywałem się przez całe swoje 40-letnie żeglarstwo, z każdego rejsu wynosiłem doświadczenie, które potem miało mi pomóc – wspomina Grzegorz Węgrzyn. – Dwa lata remontowałem zakupiony 35-letni jacht, odpowiednio go przystosowując do tej wielkiej podróży dookoła ziemi. Na pokład tego mojego wodnego domu pływającego zabrałem najdroższe przedmioty z mojego domu ze Szczawna: drewniany krzyż wykonany przez mojego dziadzia Mirosława Rybickiego w niemieckim obozie koncentracyjnym, metalowy ryngraf maryjny z orłem w koronie poświęcony przez kard. Stanisława Dziwisza, ofiarowany mi przez kolegów, oraz modlitewnik ludzi morza przekazany mi przez kapelana „Stella Maris” ks. Stanisława Flisa. Ponadto zabrałem trzy różańce, by tą modlitwą wspierać się w trudach oceanicznego podróżowania. Byłem też przekonany, że nad moją samotną drogą w bezbrzeżach wodnych czuwają z niebios: babcia Regina (na jej część swój jacht nazwałem jej imieniem) i dziadzio Mirosław, dlatego na pokład żaglowca zabrałem też ich portretowe fotografie. W ten sposób zapewniłem sobie obecność Boga i moich bliskich w czasie tej prawie 2-letniej podróży szlakami morskimi wokół naszej planety.

Bogdan Nowak: – Czy czuł Pan tam potrzebę modlenia się?

– W czasie swej historycznej pielgrzymki 30 lat temu papież Jan Paweł II w Gdyni przypomniał nam znane wśród ludzi morza mądre powiedzenie: „Kto nie umie się modlić, niech wypływa na morze!”. Potem dodał wymowne słowa: „Morze pozwala lepiej zrozumieć ludzką słabość, ograniczoność i wszechmoc Boga”. Modliłem się tam codziennie, bo dzięki tej rozmowie z Panem Jezusem Chrystusem nie byłem sam w tej oceanicznej pustce i nic nie było w stanie mnie złamać psychicznie i fizycznie. Na takie słabości dość często skarżą się inni żeglarze, którzy polegają tylko na sobie i ludzkich autorytetach. W którymś zakonie na klęcznikach jest wyryte teologiczne stwierdzenie o wartości modlenia się: „Pamiętaj, nie jesteś sam”. Taka wiedza i doznane moce z modlitwy w moim samotnym życiu jeszcze bardziej utrwaliły potrzebną pokorę wobec wszechpotężnego Boga, którego niepojętą potęgę mogą dostrzec wszyscy podróżujący w nieokiełznanym morskim żywiole.

– W czasie swego niedokończonego samotnego rejsu dookoła ziemi był Pan na jachcie z godłem i flagą Polski na grocie najlepszym ambasadorem naszej Ojczyzny wszędzie, dokąd Pan Kapitan dopływał...

– Wszędzie entuzjastycznie witały mnie środowiska polonijne, począwszy od Wysp Zielonego Przylądka, gdzie zaprzyjaźniłem się z księdzem, który po polsku powitał mnie w miejscowym kościele na Mszy św. Okazało się, iż ten kapłan kiedyś był w Polsce i trochę poznał nasz trudny język. Potem dopłynąłem do Afryki Południowej, gdzie również co niedzielę uczestniczyłem w Najświętszej Ofierze, ale tam liturgia była celebrowana po angielsku. Wreszcie dopłynąłem do dwumilionowego portu Perth na kontynencie australijskim. I tam też doznałem wsparcia duchowego i materialnego od niezwykle gościnnej miejscowej Polonii. Nawet nasi rodacy zebrali dla mnie żywność na dalsze samotne zmaganie się na oceanie, a także dokonali koniecznego remontu jachtu, wszak nieokiełznany żywioł wodny umie zniszczyć wszystko. Mój czwarty postój miał miejsce w małym porcie Marina Bay, w którym nie było kościoła, więc tym samym byłem pozbawiony udziału w liturgii mszalnej. Ale mając modlitewnik ludzi morza, odmawiałem w każdą niedzielę tekst Mszy św. W ponadczteromilionowym Melbourne zabierał mnie na Msze św., nie tylko w niedziele, do kościoła poświęconego przez Ojca Świętego Jana Pawła II w czasie jego pielgrzymki na ten odległy kontynent, znakomity duszpasterz Polonii australijskiej o. Tadeusz Rostworowski. W tym miejscu muszę dodać, iż ten 62-letni jezuita, wywodzący się z duszpasterstwa akademickiego Karola Wojtyły, wyświęcony przez polskiego papieża oraz doktoryzujący się w Rzymie, wspominał nieraz naszego świętego papieża. Przecież to jego matka – Janina Rostworowska – mieszkała w czasie okupacji na krakowskich Dębnikach, dwie ulice od domu Wojtyłów. W tym okresie często widywała przyszłego papieża Jana Pawła II na zebraniach Żywego Różańca, a także gdy szedł do pracy w fabryce „Solvay”. Ojciec Tadeusz przed wstąpieniem do jezuitów brał udział w roku 1974 w wyprawie kajakowej z kard. Wojtyłą i grupą jego młodych przyjaciół. Mogę zatem być dumny, że poniekąd wzorcem w szlachetnym wypełnianiu wolnego czasu jest dla mnie sam św. Jan Paweł II, bo on lubił podróżować na kajakach, a ja na jachtach. Polonia we wszystkich miejscach mojego, nieraz kilkumiesięcznego, postoju serdecznie mnie podejmowała i była dumna, że z polską flagą i godłem naszej Ojczyzny wpływałem do poszczególnych portów na świecie. Niestety, polskie placówki dyplomatyczne okazywały obojętność wobec mojego samotnego rejsu dookoła ziemi, a nawet ignorancję. A przecież byłem – w mniemaniu moim i tak licznych Polaków witających mnie wszędzie – najlepszym ambasadorem Polski, szczycącej się naszym ponadtysiącletnim chrześcijaństwem, walczącej z różnymi zewnętrznymi wrogami oraz tyloma znakomitościami międzynarodowej sławy.

– Pan Kapitan jest szczególnie dumny z waleczności i patriotyzmu swego ukochanego dziadzia Mirosława Rybickiego...

– Mój dziadzio już jako 17-latek wstąpił na ochotnika do wojska i poszedł ze swoim szwagrem, który był wojskowym, na wojnę z bolszewikami w roku 1920, za co został wyróżniony Krzyżem Niepodległości. W okresie międzywojennym pracował jako urzędnik w biurze Zarządu Ordynacji Zamojskiej. Gdy wybuchła II wojna światowa, mój dziadzio Mirosław został powołany do wojska. Uczestnicząc w bitwie pod Kockiem, dostał się do niewoli. Przeżył w niewoli w pięciu niemieckich obozach koncentracyjnych. W jednym z nich wykonał drewniany krzyż w wyżłobioną datą 21 II 1940, który przetrwał z nim aż do wyzwolenia w 1945 r. obozu w Dachau przez amerykańskich żołnierzy. Ta niezwykła pamiątka – niczym rodzinna relikwia – została mi przekazana i umacnia mnie w osobistej i żeglarskiej drodze, przypominając, że Chrystus nikogo nie opuszcza, kto Mu wierzy. Babcia Regina wychowywała mnie na pracowitego i życzliwego człowieka, aktywnego katolika oraz niezależnego od rozmaitych opcji politycznych patriotę.

***


Kpt. Grzegorz Węgrzyn obdarza swoich rozmówców ujmującą dobrocią, skromnością i głębokim zaufaniem Chrystusowi, mimo że życie nie szczędziło mu rozmaitych cierpień. Przekonuje wszystkich swoim subtelnym i starannie dobranym słownictwem, że warto iść za swoim wewnętrznym głosem, bo jest to wola samego Boga, której nie wolno lekceważyć.
Ściskam kapitańską rękę w podgryfińskim Szczawnie, wyrażając wdzięczność za dar twórczego żeglowania, bo przecież sam Chrystus rzekł do wszystkich stojących nad wodą: „Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” (Mt14, 27). Nie lękajmy się, skoro żeglujemy po swoich życiowych akwenach pod opieką samego Syna Bożego.

2018-01-11 07:13

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Brazylia: 200 tys. wiernych u Matki Bożej Żeglarzy

[ TEMATY ]

Brazylia

żeglarz

www.vaticannews.va

200 tys. Brazylijczyków wzięło udział w dorocznej procesji z figurą Matki Bożej Patronki Żeglarzy w Porto Alegre. W Brazylii Jej kult rozwinął się od czasów kolonizacji portugalskiej. W tych dniach tradycyjne procesje przeszły ulicami kilkuset portów położonych wzdłuż wybrzeża Oceanu Atlantyckiego. Najliczniejsza ma miejsce właśnie w Porto Alegre, stolicy stanu Rio Grande do Sul. W przeszłości figurę Matki Bożej spławiano po rzece Guaiba. W ostatnich latach, ze względu na bezpieczeństwo pielgrzymów, procesja wiedzie główną aleją wiodącą do sanktuarium.

Abp Jaime Spengler zauważył, że jeżeli zechcemy spojrzeć na ten fenomen zastanawiając się nad motywami, które ściągają dziesiątki tysięcy ludzi, aby w upalnym dniu modlić się i iść w uciążliwej procesji, to kult Matki Bożej Żeglarskiej jest jednym z największych wydarzeń religijnych w Porto Alegre.

Wierni różnego pochodzenia towarzyszą długiej procesji. Niektórzy czynią to z powodu tradycji, inni z pobożności, a niektórzy nawet z czystej ciekawości. Pielgrzymi modlą się, śpiewają pieśni, a także idą w absolutnej ciszy. Wiele osób szło boso po roztopionym od upału asfalcie na znak pokuty lub wyrażenia pokornej prośby wobec Matki Jezusa.

Zewnętrzni obserwatorzy nie potrafią zrozumieć tego, co się dzieje w Porto Alegre. Nie brakuje krytyk, pojawiają się przejawy nietolerancji lub synkretyzmu religijnego. Pozostaje jednak pytanie: dlaczego ta postać kobiety przyciąga tyle osób? Na tak postawione pytanie odpowiedział abp Jaime Spengler: „Swoim macierzyństwem Maryja ukazuje, że pokora i czułość, prośby i podziękowania, to nie są cnoty słabych, lecz silnych”.

CZYTAJ DALEJ

Więcej szkody niż pożytku

Antyprzemocowa konwencja stambulska to dokument coraz bardziej niebezpieczny. Polska powinna wypowiedzieć konwencję, a także skutecznie się przed nią zabezpieczyć.

Konwencja stambulska to takie „zgniłe jajo” pozostawione w schyłkowym okresie rządów PO-PSL. Została szybko przepchnięta przez Sejm w lutym 2015 r., a prezydent Bronisław Komorowski podpisał ją w kwietniu, czyli na kilka tygodni przed przegranymi wyborami. W Sejmie cały klub PiS był przeciwny jej ratyfikacji, a w imieniu partii poseł Małgorzata Sadurska mówiła, że konwencja zaleca ślepe zwalczanie tradycji, religii i kultury, bo „rzekomo te czynniki determinują przemoc”. – Pytam was, posłowie PO: dlaczego idziecie na wojnę z polską tradycją, z polską kulturą i religią? Czy naprawdę uważacie, że rodziny, w których zostaliście wychowani, są źródłem zła i przemocy? – przemówiła w ostrym tonie poseł Sadurska.

Religia źródłem przemocy?

Niestety, przez 5 lat rządów Zjednoczonej Prawicy nie udało się zająć tym niebezpiecznym dokumentem. Politycy PiS przyznają, że otworzono zbyt wiele frontów i sporów z Brukselą. Dopiero teraz coraz wyraźniej słyszymy, że trzeba się zabezpieczyć przed skutkami konwencji. – Konwencja stambulska mówi o religii jako przyczynie przemocy wobec kobiet. Chcemy wypowiedzieć ten genderowski bełkot ratyfikowany przez PO i PSL. Opinia zagranicy nas nie interesuje. Dla nas podstawą jest suwerenne państwo narodowe, a konwencja jest neomarksistowską propagandą, która przewraca do góry nogami nasz świat wartości – podkreślił wiceminister sprawiedliwości Marek Romanowski.

Wokół konwencji narasta niezadowolenie społeczne, bo Polacy widzą jednoznaczną reakcję sąsiadów z naszego regionu. Do tej pory dokument nie został ratyfikowany przez: Bułgarię, Czechy, Węgry, Litwę, Łotwę, Słowację, a także Wielką Brytanię. Co więcej, parlamenty Słowacji i Węgier przegłosowały uchwały przeciwko konwencji, a w Bułgarii z tym dokumentem rozprawiał się Trybunał Konstytucyjny. – Niedawne wybory na Słowacji przyniosły wyraźne zwycięstwo partiom przeciwnym genderowej konwencji stambulskiej. W ten sposób Słowacy „ratyfikowali” decyzję swojego parlamentu, który rok temu wypowiedział się przeciw genderowej konwencji ogromną, ponad 75-procentową większością głosów. To kolejny znak, który przypomina o potrzebie wypowiedzenia konwencji stambulskiej przez Polskę – mówi Marek Jurek.

Konwencja praw rodziny

Były marszałek Sejmu od wielu lat tłumaczy w różnych gremiach, jak wielkim zagrożeniem jest konwencja, która w przyszłości może zniszczyć nasz porządek prawny. Wspólnie z Instytutem na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris” przygotował on Konwencję praw rodziny, w której wprowadzono faktyczne zapisy antyprzemocowe i jednocześnie podkreślono pozytywną rolę rodziny w kształtowaniu postaw społecznych młodego pokolenia. – Ze strony rządu do tej pory mieliśmy tylko przychylne opinie. Potrzebna jest jednak formalna decyzja, żeby wyjść z inicjatywą Konwencji praw rodziny na forum międzynarodowe, a jednocześnie wypowiedzieć konwencję stambulską – wskazuje Marek Jurek.

Konwencja stambulska jest określana mianem „konstytucji gender”, bo zakłada wprowadzanie do szkół tzw. niestereotypowych ról płciowych, mówi o wykorzenianiu wszystkich tradycji i obyczajów utrwalających społeczne role kobiety i mężczyzny. Według jej założeń, państwo ma przebudowywać całe struktury społeczne, czyli praktycznie wszystko, co tradycyjne, ma zostać odrzucone. – My też powinniśmy się rozprawić z tym dokumentem, bo jest on niebezpieczny dla polskich rodzin i dzieci. Myślę, że w najbliższym czasie będziemy szeroko dyskutować nad tym, jakie kroki trzeba podjąć – wskazuje poseł Paweł Lisiecki z PiS. – Prezes Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie mówił, że dopóki rządzi PiS, gender nie będzie w Polsce wprowadzone. Obecnie może konwencja stambulska nie wyrządza zbyt wielu szkód, ale w przyszłości być inaczej. Musimy Polaków skutecznie zabezpieczyć – dodaje poseł PiS Piotr Uściński, szef Parlamentarnego Zespołu na rzecz Życia i Rodziny.

Międzynarodowa koalicja

Marszałek Marek Jurek wspólnie z instytutem „Ordo Iuris” od kilku lat buduje koalicję sprzeciwu wobec konwencji. Ostatnio zorganizowano międzynarodową konferencję w tej sprawie. Patronat medialny nad tym projektem objął Tygodnik Katolicki Niedziela. – Powinniśmy tłumaczyć, jakie zagrożenia płyną z tej konwencji, i dążyć do procesu odrzucenia jej ratyfikacji. Wszyscy czekamy na pozytywny sygnał z Polski – powiedziała podczas konferencji dr Željka Markić z Chorwacji.

Instytut „Ordo Iuris” i organizacje z: Belgii, Bułgarii, Chorwacji, Francji, Hiszpanii, Holandii, Rumunii, ze Słowacji, z Węgier i Włoch zainicjowały ruch sprzeciwu, który staje w obronie rodziny i państwowej suwerenności. – Sprawa jest poważna, bo nowe szefostwo Unii Europejskiej zwiększa presję na kraje członkowskie ws. ratyfikacji konwencji, ale także rozpoczęły się prace nad przyjęciem jej przez UE – wskazuje dr Tymoteusz Zych, wiceprezes „Ordo Iuris”. Wspólnie występują więc z międzynarodową petycją do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, by oficjalnie wycofała się z planu ratyfikacji konwencji stambulskiej. Petycja jest dostępna na stronie: stopgenderconvention.org . W niedalekiej przyszłości może się bowiem okazać, że konwencja ta będzie obowiązywać w całej Unii Europejskiej, mimo iż część państw jej nie przyjęła albo nawet ją odrzuciła. – Będziemy w dalszym ciągu naciskać na Unię Europejską, aby respektowała suwerenność wszystkich państw członkowskich. To jest nie do przyjęcia, żeby ideologia gender była narzucana wszystkim dwudziestu ośmiu krajom – podkreśla dr Markić.

Obrona rodziny i suwerenności

Konwencja stambulska staje się coraz bardziej niebezpiecznym dokumentem międzynarodowym. Pod koniec 2019 r. Parlament Europejski uchwalił rezolucję wzywającą niepokorne państwa członkowskie do jej ratyfikacji. Eurodeputowani zachęcili także Komisję Europejską, by sprawniej naciskała na państwa członkowskie. – Obecnie najbardziej niebezpiecznym krokiem jest zapowiedź zatwierdzenia konwencji przez Unię Europejską. Jeśli zostanie ona ratyfikowana, urzędnicy z Brukseli będą mogli ingerować w życie rodzin w poszczególnych państwach, a przecież nie dają im do tego podstaw żadne traktaty o UE – mówi dr Zych.

Na razie sprawa trafiła do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Do tej pory sędziowie trybunału odrzucali podobne pomysły, które wkraczają w prawa człowieka i rodziny. Niestety, to wszystko może się niebawem zmienić. – Jeżeli tym razem stanie się inaczej, to będziemy mieli niebezpieczny precedens, a Komisja Europejska zyska potężne narzędzie regulowania naszego życia rodzinnego, edukacji i wychowania dzieci. Dlatego władze Polski powinny jak najszybciej wyrazić swój sprzeciw wobec planów nowych władz UE – wskazuje dr Zych.

Konwencja powinna być wypowiedziana, a zapisami jej prawa może się zająć Trybunał Konstytucyjny. W środowisku konstytucjonalistów panuje przekonanie, że zapisy tego prawa międzynarodowego są sprzeczne z polską ustawą zasadniczą. Wówczas polskie władze zyskałyby mocne zabezpieczenie prawne przed naciskami z Brukseli, a w miejsce dokumentu stambulskiego można byłoby zaproponować ratyfikację np. Konwencji praw rodziny, która skuteczniej może chronić kobiety i dzieci przed przemocą. – Mamy przykład próby poszerzania kompetencji władz UE. W tym przypadku chodzi zarówno o nasze dzieci i rodziny, jak i o suwerenność i prawo do samostanowienia. Dla nas najważniejszym prawem powinna pozostać konstytucja – podkreśla dr Zych.

CZYTAJ DALEJ

Obajtek: Oceny Moody’s i Fitch Ratings potwierdzają słuszność naszych decyzji

2020-07-16 19:54

[ TEMATY ]

Orlen

Piotr Ratajski

Oceny Agencji Moody’s, a także Fitch Ratings, opierają się na rzeczowej analizie danych oraz planów koncernu i są potwierdzeniem słuszności naszych decyzji biznesowych, dotyczących przejęcia Grupy Lotos i PGNiG, a wcześniej także Grupy Energa - ocenił w czwartek prezes PKN Orlen Daniel Obajtek.

Wcześniej Obajtek poinformował, że Agencja Moody’s utrzymała rating PKN Orlen na poziomie Baa2 i podwyższyła jego perspektywę na pozytywną. "Decyzja agencji uwzględnia porozumienie z KE w sprawie przejęcia Grupy LOTOS i podpisanie listu intencyjnego ze Skarbem Państwa dotyczącego integracji z GK PGNiG" - napisał na Twitterze.

"Realizujemy zgodnie z planem nasze strategiczne cele, konsekwentnie zwiększając skalę działania. Utrzymujemy przy tym wskaźniki finansowe na bezpiecznym poziomie i to przynosi oczekiwane efekty. Oceny Agencji Moody’s, a także Fitch Ratings, opierają się na rzeczowej analizie danych oraz planów koncernu i są potwierdzeniem słuszności naszych decyzji biznesowych, dotyczących przejęcia Grupy LOTOS i PGNiG, a wcześniej także Grupy ENERGA. Koncern, poprzez procesy akwizycyjne i ambitne projekty inwestycyjne, rozwija się dynamicznie i we właściwym kierunku. Analitycy to doceniają, podkreślając jednocześnie nasz wielki potencjał i determinację, by zbudować silny koncern multienergetyczny o globalnym znaczeniu" – powiedział cytowany w komunikacie PKN Obajtek.

Płocki koncern zauważył, że Agencja Moody’s w uzasadnieniu swojej decyzji wskazała, iż prowadzone przez spółkę procesy akwizycyjne, konsolidujące polski sektor energetyczny, "wpłyną pozytywnie na wzrost dywersyfikacji biznesowej koncernu oraz stabilność przepływów pieniężnych".

"Podkreśla także, że PKN ORLEN zamierza sfinansować transakcje głównie akcjami własnymi, pochodzącymi z podniesienia kapitału, utrzymując przy tym swoje zadłużenie na konserwatywnym poziomie nie przekraczającym 2.0-2,5x skorygowanego wyniku EBITDA. W ocenie agencji, planowane przejęcia znacznie zwiększą wielkość EBITDA połączonej Grupy i jej odporność na czynniki makroekonomiczne" - podał PKN Orlen.

W komunikacie dodano, że analitycy Agencji podkreślają też strategiczne dla Polski znaczenie Orlenu jako lidera na rynku paliwowym, który – realizując inwestycje w zero- i niskoemisyjne źródła energii, m.in. morskie farmy wiatrowe, będzie odgrywał także kluczową rolę w transformacji energetycznej kraju. "W swojej ocenie Moody’s zwraca również uwagę na wysoki poziom integracji między obszarem rafineryjnym, petrochemicznym i detalicznym. Ponadto wskazuje na istotny wkład koncernu w PKB i jego pozycję jako głównego pracodawcy w Polsce" - dodano.

"Korzyści z przejęcia przez PKN ORLEN Grupy LOTOS i PGNiG dostrzega również Agencja Fitch Ratings, która utrzymała dotychczasową ocenę ratingową koncernu na poziomie „BBB-” ze stabilną perspektywą finansową. Analitycy podkreślają, że akwizycja aktywów wydobywczych, dystrybucyjnych i energetycznych Grupy PGNiG, w połączeniu z niedawnym przejęciem aktywów wytwórczych i dystrybucyjnych Grupy ENERGA, będzie opłacalna dla PKN ORLEN. Jest to związane z prognozowaną zmianą miksu energetycznego Polski, który zakłada większe wykorzystanie w przyszłości odnawialnej energii elektrycznej i gazu ziemnego" - wskazano w komunikacie.

We wtorek decyzję ws. warunkowej zgody na połączenie PKN Orlen z Lotosem wydała Komisja Europejska. Decyzję o zatwierdzeniu uzależniono od pełnego wywiązania się ze zobowiązań przedstawionych przez płocki koncern - chodzi m.in. o sprzedaż 30 proc. udziałów rafinerii Lotos i 80 proc. stacji tej sieci. Także we wtorek PKN Orlen podpisał list intencyjny ze Skarbem Państwa w sprawie przejęcia kontroli kapitałowej nad PGNiG. (PAP)

drag/ robs/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję