Reklama

Wiadomości

Smutek i depresja

Chyba nikt z nas nie chce być smutny. Na dłuższą metę smutek odbiera siły, a wypełnianie z nim codziennych obowiązków staje się trudne ponad miarę

Smutek zawęża patrzenie na rzeczywistość. Smutkowi towarzyszą niepokojące myśli, a czasem także fizyczne dolegliwości. Smutek to uczucie, które może doprowadzić do depresji. To nieproszony gość, który przychodzi bez pytania o zgodę.

Alarm

Spotykamy dziś coraz więcej osób smutnych. Specjaliści alarmują, że coraz większy odsetek współczesnych ludzi choruje na depresję. Coraz więcej osób zgłasza się po pomoc do psychologów i psychiatrów. Wielu nie potrafi już funkcjonować w codzienności bez wspierania się tabletkami na uspokojenie czy lekami antydepresyjnymi. Za wieloma przypadkami stanów depresyjnych kryją się nieudane relacje międzyludzkie, w których ktoś czuje się niekochany.

Powody smutku bywają różne. Czasem przyczyną jest jakaś drobna troska. Bywa i tak, że smutek pojawia się w sytuacji, która wydaje nam się niemal końcem świata czy całkowitą porażką życiową. Smucimy się wtedy, gdy odczuwamy skrajne zmęczenie. Często smutek wynika z lęku o przyszłość – w małżeństwie i rodzinie, w szkole, w pracy zawodowej, w sytuacji choroby, starości czy umierania. Smutki pojawiają się w obliczu trudności finansowych, zwłaszcza wtedy, gdy nie starcza pieniędzy na podstawowe wydatki. Najbardziej dotkliwy smutek przeżywamy zwykle wtedy, gdy cierpią ci, których bardzo kochamy. Smucimy się, gdy nasi bliscy wpadają w poważny kryzys, gdy kochają zbyt mało i gdy błądzą. Smutek dopada nas także wtedy, gdy nasi bliscy są krzywdzeni albo gdy ponoszą konsekwencje krzywd wyrządzonych im przez kogoś w przeszłości. Smuci nas również, gdy ktoś dla nas ważny krzywdzi samego siebie. Łatwiej jest przecież bronić się przed innymi ludźmi niż przed samym sobą i przed własną słabością.

Reklama

Niezły smutek

Chyba nie tylko moje obserwacje potwierdzają, że smutek jest udziałem głównie ludzi, którzy są szlachetni, wrażliwi i którzy ofiarnie kochają. Osoby, które skupiają się na własnych potrzebach i oczekiwaniach czy które krzywdzą zamiast kochać, przeżywają raczej złość, stany agresji czy wyrzuty sumienia niż smutek.

Warto sobie uświadomić, że smutek nie oznacza zwątpienia w Boga. Nie jest wynikiem utraty wiary w Jego miłość. Przeciwnie, najczęściej jest ceną, jaką płacimy za to, że chcemy trwać w stanie łaski uświęcającej i w Bożej miłości także wtedy, gdy ten świat proponuje zupełnie inny styl życia i gdy wielu ludzi nie odpowiada miłością na miłość. To właśnie dlatego smutny bywał także Jezus. Co więcej, nie próbował odsuwać od siebie tego stanu ducha. Mówił o nim wprost: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci” (Mk 14, 34).

W Ogrójcu Jezus był smutny z powodu opuszczenia Go przez najbliższych Mu uczniów. Wcześniej okazywał smutek wtedy, gdy spotykał ludzi krzywdzonych albo gdy grzesznicy się nie nawracali.

Reklama

Jeszcze lepsza radość

Jezus pragnie, byśmy żyli w radości. On chce, żeby Jego radość była w nas już tu i teraz (por. J 15, 11), a nie dopiero kiedyś tam w niebie. Dla mnie – kobiety – to pragnienie Jezusa jest potwierdzeniem, że On mnie w pełni rozumie i zna pragnienia mojego serca. Bóg wie, że gdy jestem wolna od smutku i coraz bardziej radosna, to wtedy silniejsze staje się nawet moje ciało, nie tylko duch. Smutek potrafi przytłaczać, a radość uskrzydla i daje siłę, która nas samych zaskakuje. Życie w smutku ciąży, gdyż wtedy nie jesteśmy podobni do Boga, który jest radością, a nie smutkiem.

Ludzie niedojrzali próbują uciekać od smutku. Starają się wmówić sobie, że wszystko jest w porządku i że właściwie to dobrze się czują. Niektórzy szukają „lekarstwa” na smutek w hałasie, nadaktywności czy alkoholu. Inni popadają w przeciwną skrajność. Zdają sobie sprawę z tego, co przeżywają, lecz nie wyciągają z tych przeżyć wniosków. Stają się więźniami smutku. W takiej sytuacji nie kierują się rozsądkiem i odpowiedzialnością, lecz nastrojem chwili. Zapominają o tym, że Bóg dał nam nie tylko zdolność myślenia, lecz także zdolność przeżywania – właśnie po to, by bolesne emocje mobilizowały nas do mądrego reagowania na otaczającą nas rzeczywistość i do usuwania przyczyn utraty radości tam, gdzie to tylko jest możliwe. Pozostawanie w stanach głębokiego i długotrwałego smutku nie tylko boli i ciąży psychicznie, ale też może prowadzić do poważnej choroby, jaką jest depresja.

Depresja

Teoretycznie na początku XXI wieku powinniśmy być coraz bardziej pogodni, bezpieczni i szczęśliwi. W rzeczywistości dzieje się odwrotnie. To właśnie depresja jest uważana za znak czasu i za chorobę cywilizacji, która jest niby światła, pełna akceptacji i powszechnej szczęśliwości. Choroba ta to nie tylko bolesny nastrój, utrata chęci życia i układanie w głowie czarnych scenariuszy. Dotyka ona także nasz organizm, gdyż człowiek to przecież jedność ducha, psychiki i ciała. Właśnie dlatego z depresją wiążą się bóle głowy, trudności z oddychaniem i trawieniem, zaburzenia snu i łaknienia. Takie przejawy depresji nazywamy somatyzacją, czyli wyrażaniem za pomocą ciała cierpień duchowych i psychicznych. Szczytem depresji jest popadanie w obojętność na własny los. Takie stany to dzwonek alarmowy i znak, że konieczne jest skorzystanie z pomocy specjalistów.

Najlepsze lekarstwo

Jak w każdej trudnej sytuacji, również w obliczu głębokiego smutku i przejawów depresji najbardziej niezawodnym lekarstwem i ratunkiem jest Bóg, bo On leczy prawdą i miłością, czyli prawdziwą miłością. Dla niektórych ludzi przeszkodą w szukaniu pomocy u Boga jest zupełnie błędne i niestety nadal powszechne przekonanie, że to właśnie On zsyła nam to, co nas smuci i co staje się dla nas dużym ciężarem. Błogosławieni ci, którzy już odkryli, że od Boga pochodzi radość, a nie smutek. Pokonać smutek można jedynie przez mądre mierzenie się z twardą rzeczywistością. A to nie jest możliwe bez pomocy Boga. W trudnej sytuacji są ludzie, którzy nie mają do kogo swego smutku wypowiedzieć i wypłakać, gdyż przez nikogo nie czują się wystarczająco mocno kochani. Tym bardziej więc powinni pielęgnować przyjaźń z Bogiem, który rozumie nas i wspiera nieskończenie bardziej, niż my jesteśmy w stanie rozumieć i wspierać samych siebie. W encyklice „Spe salvi” (nr 32) papież Benedykt XVI wyjaśnia: „Jeśli nikt mnie już więcej nie słucha, Bóg mnie jeszcze słucha. Jeśli już nie mogę z nikim rozmawiać, nikogo wzywać, zawsze mogę mówić do Boga. Jeśli nie ma już nikogo, kto mógłby mi pomóc, On może mi pomóc”.

Mądre wnioski

Z pomocą Boga i dojrzałych, kochających ludzi jesteśmy w stanie wyciągać wnioski z przeżywanego smutku, żeby nie próbować od niego uciekać ani też mu się poddawać. Stajemy się dojrzali wtedy, gdy wiemy, że to nie smutek jest naszym problemem, lecz jakaś trudna sytuacja życiowa lub wielka troska. Warto pamiętać o tym, że nawet najbardziej dręczące nas przeżycia nie są nieszczęściem czy problemem. One są jedynie sygnałem problemu, którego istotą są nasza sytuacja egzystencjalna i nasze relacje z ważnymi dla nas osobami. Żaden człowiek nie zdoła całkowicie wyeliminować smutku, gdyż trudne sytuacje, które smutek sygnalizuje, po grzechu Adama i Ewy wpisane są w ludzką naturę. Również wtedy, gdy trwamy w łasce uświęcającej, gdy kochamy i jesteśmy kochani, doświadczamy ograniczeń i słabości naszych i ludzi nam bliskich, cierpimy z powodu przemijania czasu i niezrealizowanych pragnień, a także z powodu straconych szans na rozwój i na przeżywanie radości w codzienności. Antoine de Saint-Exupéry doświadczył tego, że „smutek rodzi się zawsze z czasu, który upływa, a nie zostawia owocu”.

Szczęśliwe zakończenie

Smutek wystawia nas na próbę charakteru i wytrwałości. Wykorzystany w mądry sposób owocuje duchowym rozwojem i wydobywaniem w nas tego, co najlepsze i co Boże. Pomagajmy sobie i innym w takim właśnie reagowaniu na wszystko, co nas smuci. Warto mieć oczy i serce otwarte na ludzi, którzy nie radzą sobie z sytuacjami powodującymi u nich głęboki smutek. Inspiracją w tym względzie mogą być słowa św. Jana Bosco: „Najlepszym przyjacielem jest ten, kto nie pytając o powód twego smutku, potrafi sprawić, że znów wraca radość”. W obliczu smutku najgroźniejsze są osamotnienie, utrata nadziei i zwątpienie w pomoc Boga. To właśnie dlatego św. Matka Teresa z Kalkuty podpowiada nam zasadę, która jest jak koło ratunkowe: „Nigdy nie pozwól, by cokolwiek tak bardzo wypełniło ciebie smutkiem, że przez to zapomniałbyś radości zmartwychwstałego Chrystusa”.

Człowiek ufający Bogu nawet w obliczu długotrwałego smutku jest pewien, że życie ma sens i że prowadzi do radości nawet wtedy, gdy jakiś jego odcinek okazuje się drogą krzyżową, bo ta droga nie przestaje być drogą błogosławieństwa. Św. Paweł, który wiele wycierpiał i często doświadczał smutku, wyjaśnia, że „smutek, który jest z Boga, dokonuje zbawiennego nawrócenia, i tego się nie żałuje, smutek zaś tego świata powoduje śmierć” (2 Kor 7, 10). Kto kocha, ten wygra ze smutkiem. Kto ufa Bogu i wypełnia Jego wolę, ten wie, że „błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni” (Mt 5, 4).

Agnieszka Porzezińska
Dziennikarka, scenarzystka, w TVP ABC prowadzi program „Moda na rodzinę”

2017-11-14 15:01

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bezradność

Niełatwym doświadczeniem życiowym jest poczucie bezradności, bezsilności. Bezradność to nie tylko odkrycie przeszkód, które napotykamy i które wydają nam się nie do pokonania. Bezradność jest zagrożeniem dla duszy. Wraz z nią bowiem do naszego serca wkradają się smutek, melancholia, lęk, a na końcu depresja.

Bezradność rodzi się, gdy na twoich oczach rozpadają się rzeczy ważne, a ty nie masz na to wpływu. Bezradność pojawia się nagle, atakuje brutalnie albo wręcz przeciwnie – ogarnia człowieka powoli, łudząc nadzieją na rychłą poprawę losu.

Bezsilność nie zawsze zależy od nas. Czasem bywa owocem ludzkiej obojętności albo ignorancji. Niekiedy jednak może być wynikiem naszych własnych zaniedbań.

Wielu z nas odczuwa także bezradność wobec samego siebie, swojego rozwoju, swoich relacji z ludźmi, wobec swojego wyrażania miłości, swojego charakteru.

Tę bezradność można zamaskować tiulem radosnego, spełnionego życia... żyjąc bezradnie. Widać to wtedy, gdy próbujemy naprawiać innych, ale nie siebie. Widać to wtedy, gdy małe sprawy czynimy główną misją swojego życia, ale wielkie problemy przestajemy nazywać problemami i udajemy, że nie istnieją.

Bezradność jest trucizną, którą demon perfekcyjnie wykorzystuje, by zniechęcić nas do radości, by odebrać nam entuzjazm i okraść nas z wdzięczności za tysiące małych rzeczy, które nam się codziennie przydarzają.

Czy można sobie poradzić z własną bezradnością?

Ojciec Tomáš Halík w książce Hurra, nie jestem Bogiem! podpowiada, jak sobie radzić z bezradnością. Pisze tak: „Warto nauczyć się wypuszczać sprawy z rąk, mając świadomość, że człowiek nie może być wszystkim. To prawdziwa ulga – kontynuuje – móc ułożyć się do snu, oddając wcześniej w modlitwie swój dzień w Boże dłonie. Bóg zaczyna przemawiać, gdy opuścimy świadomie okupowany Boży tron. Nasze egocentryczne «ja» bywa najbardziej natrętnym pretendentem do tronu Boga”. Ten egocentryzm produkuje często bezradność. Nauczyć się wypuszczać sprawy z rąk...

A co o bezradności mówi nam Bóg? Paradoksalnie bezsilność może być narzędziem w Jego ręku. To nie znaczy, że Bóg pragnie naszej bezradności, tak jak nie pragnął śmierci swojego Syna na krzyżu. Wobec potęgi zła właśnie bezsilność Ukrzyżowanego stała się śmiercią naszej śmierci. Ukrzyżowany, po ludzku bezradny Chrystus przyniósł nam wszystkim życie. Nigdy wcześniej Jego władza nie była tak wielka jak w tym momencie, gdy nie mógł już poruszyć przybitą do krzyża ręką. Wtedy poruszyła się moc Boga. Człowiek został odkupiony. Grzechy przebaczone. Miłość została podarowana wszystkim.

Kiedy my czujemy się bezradni, wręcz ukrzyżowani przez problemy i zło tego świata, możemy postąpić jak Chrystus: oddać Bogu własną bezsilność, przestać walczyć, przestać oskarżać. Bezsilnie położyć się krzyżem u stóp krzyża, choćby we własnym pokoju.

Bezsilny, ale nabierający mocy. Aby później wstać i żyć mocą krzyża.

Mój lekarz Chrystus

Wśród lekarzy są specjaliści od różnych chorób. Idziemy do nich, kiedy coś nam dolega. Czekamy w kolejce niepewni diagnozy. Niektórzy z nas „dorobili” się już nawet „swojego” lekarza, bo ich choroby są przewlekłe.

Zdarza się, że choruje nam dusza. Objawy tej choroby mogą być różne, czasem trudne do zdiagnozowania. Co wtedy robić? Do kogo iść? Mój lekarz: Chrystus – specjalista od duszy. Chcemy Mu opowiedzieć o swoich dolegliwościach – o zagubieniu, rozczarowaniu, samotności, obojętności, bezradności i bezduszności. Zawierzmy Mu, a On nam pomoże, wyleczy nas, uzdrowi.

CZYTAJ DALEJ

Od dziś w niektórych powiatach dodatkowe ograniczenia

2020-08-08 07:17

[ TEMATY ]

koronawirus

Adobe.Stock.pl

Od soboty w kilkunastu powiatach z największym wzrostem zakażeń koronawirusem pojawią się dodatkowe ograniczenia. W piątek wieczorem w Dzienniku Ustaw opublikowano rozporządzenie w sprawie ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Zakłada ono m.in. wyodrębnienie dwóch stref: czerwonej i żółtej. Na ich obszarach będą obowiązywały, poza ograniczeniami przewidzianymi dla całości terytorium Polski, dalej idące zakazy i nakazy oraz większe ograniczenia niż na pozostałym obszarze.

Strefa czerwona obejmie w woj. śląskim powiaty i miasta na prawach powiatu: pszczyński, rybnicki, wodzisławski oraz Rudę Śląską i Rybnik, w woj. wielkopolskim – ostrzeszowski, w woj. małopolskim – nowosądecki i Nowy Sącz oraz w woj. łódzkim powiat wieluński.

Stefa żółta obejmie w woj. śląskim powiaty i miasta na prawach powiatu: cieszyński oraz Jastrzębie-Zdrój i Żory, w woj. podkarpackim – jarosławski, przemyski i Przemyśl, w woj. wielkopolskim – powiat kępiński, w woj. małopolskim – oświęcimski, w woj. świętokrzyskim – pińczowski, a w woj. łódzkim powiat wieruszowski.

W strefie czerwonej obowiązywać będzie m.in. zakaz organizowania kongresów i targów oraz działania sanatoriów, wesołych miasteczek i parków rozrywki. W siłowniach określono limit osób – jedna na 10 mkw. W kinach będzie mogło być 25 proc. publiczności. W kościołach lub innych obiektach kultu dopuszczalne będzie 50 proc. obłożenia budynku, na zewnątrz limit wyniesie 150 osób. Liczba osób biorących udział uroczystościach rodzinnych i w weselach została ograniczona do 50, z wyłączeniem obsługi. Wszędzie w przestrzeni publicznej konieczne będzie zakrywania nosa i ust.

W strefie żółtej będzie obowiązywał m.in. limit jednej osoby na 4 mkw. w przypadku imprez takich, jak: targi, wystawy, kongresy czy konferencje. W siłowniach będzie obowiązywał limit osób – jedna na 7 mkw. W kinach będzie mogło być 25 proc. publiczności. Liczba osób biorących udział w imprezach rodzinnych, nie będzie mogła przekroczyć 100 osób, z wyłączeniem obsługi.

Regulacja przewiduje w całym kraju obowiązek zakrywania nosa i ust, przy pomocy odzieży lub jej części, maski, maseczki, przyłbicy albo kasku ochronnego m.in. w środkach publicznego transportu zbiorowego, w obiektach handlowych oraz w miejscach ogólnodostępnych – chyba, że będzie zachowana odległość 1,5 m. W rozporządzeniu zapisano, że z zakrywania nosa i ust można być zwolnionym z powodu całościowych zaburzeń rozwoju, zaburzeń psychicznych, niepełnosprawności intelektualnej (w stopniu umiarkowanym, znacznym albo głębokim) oraz trudności w samodzielnym zakryciu lub odkryciu ust lub nosa. (PAP)

Autor: Katarzyna Lechowicz-Dyl

ktl/wr/

CZYTAJ DALEJ

Zaproszenie na koncert maryjny

2020-08-08 11:21

archiwum

Po przerwie, wynikającej z trwającej pandemii, wracają wydarzenia muzyczne w ramach cyklu „Karmelitańskie Spotkania z Muzyką Organową”.

Jak informuje ich pomysłodawca i przedstawiciel organizatorów, organista Tomasz Soczek, w niedzielę 16 sierpnia br. krakowscy Karmelici Bosi zapraszają na organowo-kameralny koncert maryjny. W ramach II edycji cyklu „Karmelitańskie Spotkania z Muzyką Organową” tym razem wystąpi duet znakomitych artystów: wybitny polski organista, klawesynista, dyrygent i znawca muzyki dawnej – prof. Marek Toporowski oraz muzyk i teolog dr Marek Skrukwa, który zagra na violi da gamba. W repertuarze znajdzie się renesansowa i barokowa muzyka Francji i Hiszpanii, a więc repertuar nieczęsto pojawiający się na koncertach. Obok solowych utworów organowych hiszpańskich mistrzów, jak Juan Cabanilles, Antonio de Cabezón i Correa di Arauxo, usłyszymy kompozycje Diego Ortiza na violę da gamba i klawesyn, a także solowe kompozycje gambowe Marin Maraisa. Koncert rozpocznie się o godz. 19:00. Organizatorzy zapraszają do kościoła pw. Niepokalanego Poczęcia NMP, przy ul. Rakowickiej 18. Wstęp wolny! Tradycyjnie już po koncercie odbędzie się spotkanie z zaproszonymi artystami.

„Karmelitańskie Spotkania z Muzyką Organową” to całoroczny cykl koncertów nawiązujących treścią do porządku roku liturgicznego i przypadających w terminach koncertów uroczystości. Sierpniowe spotkanie muzyczne, obok akcentów maryjnych, nawiązuje w programie do czasów św. Teresy z Ávili i św. Jana od Krzyża.

Festiwal finansowany jest z budżetu Województwa Małopolskiego w ramach IV edycji Budżetu Obywatelskiego Województwa Małopolskiego. Patronat honorowy objął abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski. Niedziela Małopolska sprawuje nad festiwalem patronat medialny,

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję