Reklama

Wiadomości

PiS poparł ten projekt owacją na stojąco

Z Kają Godek – członkiem zarządu Fundacji Życie i Rodzina – rozmawia Artur Stelmasiak

Niedziela Ogólnopolska 34/2017, str. 46-47

[ TEMATY ]

dziecko

rozmowa

Artur Stelmasiak

Jeśli ktoś może we wrześniu, październiku i listopadzie zbierać podpisy, to niech się do nas zgłosi. Formularz i wszelkie informacje znajdują się na stronie: www.zatrzymajaborcje.pl – zachęca Kaja Godek, pełnomocnik komitetu obywatelskiego #ZatrzymajAbor

ARTUR STELMASIAK: – Składa Pani do marszałka Sejmu obywatelski projekt poprawki do ustawy o planowaniu rodziny. Teraz marszałek będzie miał dwa tygodnie na zarejestrowanie komitetu i rusza zbiórka podpisów. Co jest w Waszym projekcie, czego się domagacie?

KAJA GODEK: – Postulujemy drobną od strony technicznej poprawkę, która będzie chroniła życie dzieci chorych, z wadami, m.in. z zespołem Downa. Chodzi o wykreślenie z ustawy zapisu, który zezwala na aborcję dzieci z powodów eugenicznych. W naszym państwie ponad 1000 dzieci rocznie jest zabijanych tylko dlatego, że ich „jakość” uznawana jest za zbyt słabą.

– Pani już składała taki projekt zakazu aborcji eugenicznej w 2013 r., podpisało się pod nim 500 tys. Polaków. Jaka była wówczas reakcja parlamentarzystów?

– Dobrze, że Pan przypomina identyczny projekt z 2013 r., bo był on już procedowany, tym razem nie powinno być żadnych problemów. Ale ważne jest również przypominanie reakcji posłów Prawa i Sprawiedliwości. Gdy go uzasadniałam, były z ich strony owacja na stojąco i jednomyślne poparcie zakazu aborcji eugenicznej. Choć zakaz zabijania chorych dzieci poparło wówczas także kilkunastu posłów PO i PSL, to jednak został on odrzucony w pierwszym czytaniu. Od tamtego czasu zginęło ok. 4 tys. dzieci – tylko dlatego, że zdiagnozowano u nich chorobę lub wadę.

– Dziś PiS ma samodzielną większość, można się też spodziewać poparcia sporej grupy posłów Kukiz’15 oraz kilku posłów Platformy Obywatelskiej i PSL-u. Czyli nie powinno być problemu?

– Mam taką nadzieję... Ale słyszałam już wiele deklaracji i pięknych słów z ust polityków. My przyniesiemy podpisy kilkuset tysięcy Polaków, aby uświadomić posłom, że oczekujemy konkretnych działań i spełniania deklaracji, które wielokrotnie słyszeliśmy.

– Ale w programie PiS nie było obietnicy zakazu aborcji.

– Wszyscy znamy publiczne deklaracje pro-life osób, które dziś piastują najważniejsze stanowiska w państwie i mają realny wpływ na stanowione prawo. Słyszeliśmy to zarówno od prezydenta, pani premier, jak i od prezesa PiS. Rozpoczynamy zbieranie podpisów, aby można było deklaracje przełożyć na realne decyzje ustawodawcy.

– Po zeszłorocznych tzw. czarnych protestach, gdy większość parlamentarna odrzuciła całkowity zakaz aborcji, również słyszeliśmy z ust polityków, że są za życiem. Wówczas zrzucono winę na to, że w obywatelskiej ustawie jest zapis o karalności kobiet. Czy tym razem nie będzie podobnie?

– W ustawie, którą przynosimy, nie ma mowy o karalności kobiet. Wykreślamy możliwość aborcji na chorych dzieciach, nie zmieniamy dwóch pozostałych przesłanek aborcyjnych. Choć jesteśmy za całkowitym zakazem zabijania ludzi, to przygotowaliśmy projekt będący krokiem naprzód, aby dać mu jak największe szanse na powodzenie. Bardzo wiele mówi się o tolerancji, a więc opowiadamy się za tolerancją wobec dzieci niepełnosprawnych. Uchwalenie takiego projektu wyeliminuje aborcję w ponad 95 proc. i ocali życie ok. 1000 niewinnych dzieci rocznie. Co z tego, że są one inne niż my? Czy to powód, żeby mordować?

– W zeszłym roku popełniono kilka błędów w projekcie inicjatywy obywatelskiej pro-life. Wówczas podzieliły się środowiska obrońców życia. Także Episkopat Polski miał mocne zastrzeżenia do zapisu o karalności kobiet. Jak jest tym razem?

– Nie chcę się wypowiadać na temat zeszłego roku, celem naszego działania jest obrona dzieci, a nie cokolwiek innego. Cieszą nas akceptacja i poparcie biskupów, czego jednoznacznym potwierdzeniem jest czerwcowy komunikat Konferencji Episkopatu Polski. Obserwujemy dużą życzliwość różnych środowisk w całej Polsce i liczne deklaracje poparcia. Podkreślamy, że nasza inicjatywa jest świecka, ale wiemy, że rola Kościoła w obronie wartości życia jest niezastąpiona. Poza tym osoby duchowne to także obywatele i wyborcy, więc dlaczego mieliby się nie wypowiadać?

– Jest Pani nie tylko teoretykiem pro-life, ale także praktykiem i matką trójki dzieci. Dzięki otwartości na życie jedno dziecko z zespołem Downa udało się Pani już uratować.

– Zawsze schodzę z pomników, które niektórzy próbują mi stawiać (śmiech). W Polsce jest kilkadziesiąt tysięcy matek dzieci z Downem, to nic specjalnego. Oczywiście, wychowywanie dziecka z niepełnosprawnością jest trudniejsze, ale to nie oznacza, że życie się kończy, co niektórzy próbują nam wmówić. Zawsze to podkreślam – urodzenie i otoczenie dziecka opieką to normalność, a nie wyjątkowość. Jesteśmy więc zwykłą 5-osobową rodziną.

– Pamiętam, jak poznałem Wojtka podczas naszej rozmowy w 2013 r. Był radosnym, szczęśliwym dzieckiem, z którego tryskała energia. Ile ma teraz lat?

– Teraz jest 9-latkiem i ma już swoje życie, szkołę, kolegów i dwie zżyte z nim siostry. Robimy wiele, by był z nami szczęśliwy, i chyba tak jest. Nie chcę opowiadać jakichś cukierkowych historii, bo przecież Wojtek jest dzieckiem niepełnosprawnym, które wymaga większej uwagi i opieki. Wychowanie dziecka z zespołem Downa stwarza problemy, ale po to są rodzice, by je rozwiązywać, a nie żeby w związku z przewidywanymi problemami zawczasu dziecko zabić.

– Cofnijmy się w czasie o 9 lat. Jak się Pani dowiedziała o chorobie syna?

– Chodziłam sobie z dzieckiem pod sercem. Dość wcześnie okazało się, że dzieje się coś złego, ale nie wiadomo co, potem badaniami prenatalnymi potwierdzono jednostkę chorobową. Lekarz natychmiast zmienił swój język. Przestał już mówić o dziecku, a zaczął określać Wojtka terminem „płód”. Mnie takie dehumanizowanie dziecka w związku z jego chorobą bolało i dalej boli.

– Co można było zrobić?

– Była sugestia, żeby zabić, ale wyrażona tak, aby to nie brzmiało aż tak źle. Lekarze są nauczeni pewnej terminologii. Tak jak nie mówią o chorym dziecku, a o płodzie, tak samo nie mówią o aborcji, ale o „terminacji”.

– Ta opowieść brzmi trochę jak lekcja z historii eugeniki. Naziści też dehumanizowali osoby niepełnosprawne, aby je później masowo eksterminować. Czy podobne polowanie odbywa się w polskich szpitalach?

– Statystycznie trzy razy dziennie. Ale nie chcę uogólniać i stygmatyzować całego środowiska medycznego, bo znam wielu wspaniałych lekarzy, którzy naprawdę służą życiu i nie godzą się na takie praktyki.

– I są wyrzucani z pracy, jak prof. Bogdan Chazan ze Szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie...

– Niektórzy w jeszcze gorszy sposób, bo po cichu i nikt się za nimi nie wstawia. Niestety, tak też wygląda rzeczywistość służby zdrowia. Zmiana ustawy jest więc obroną tysięcy małych polskich obywateli, ich matek, ale także pracowników szpitali, którzy chcą leczyć, a nie zabijać.

– Czy Pani postawa pro-life jest związana z przyjściem na świat Wojtka?

– Na szczęście zawsze miałam takie poglądy. Gdy dowiedziałam się, że Wojtek ma zespół Downa, od razu znałam odpowiedź na pytanie: Dlaczego ja?

– Dlaczego?

– Bo miał się urodzić, a nie zostać zabity tak jak setki jego chorych rówieśników. Wcześniej wiedziałam o tzw. wyjątkach aborcyjnych w ustawach, ale osobiste przejście tej drogi uświadomiło mi, jak naprawdę wygląda rzeczywistość w Polsce. Diagnozuje się chorobę u dziecka i nakłania do jego zabicia, a przecież on wówczas był już duży, ja czułam jego ruchy, widziałam go na ekranie USG... Widziałam małego człowieka, a nie zespół chorobowy.

– W którym miesiącu dowiedziała się Pani o chorobie Wojtka?

– U mnie diagnoza była w 5. miesiącu ciąży i lekarze cieszyli się, że udało im się wykryć to tak wcześnie. Często jest to 6., a nawet 7. miesiąc. Znany jest przykład ze Szpitala im. świętej Rodziny, że dziecko z zespołem Downa przeżyło aborcję i płakało godzinę. Ale jeszcze bardziej drastyczny przypadek miał miejsce 3 lata temu w Opolu – dziecko przez 4 godziny konało i nikt mu nie pomógł, bo zaleceniem lekarskim była śmierć. Późne aborcje są normą w przypadkach eugenicznych i pewnie są dziesiątki takich przypadków, o których się nie dowiemy, bo pracownikom szpitali ten płacz przestał przeszkadzać.

– Czy wiadomo, ile procent aborcji eugenicznych dokonuje się ze względu na zespół Downa?

– To jest najczęściej diagnozowany zespół genetyczny, najłatwiejszy do wykrycia, i cały system diagnostyki prenatalnej nastawiony jest na wyłapanie tej choroby.

– A czy w Polsce na świat przychodzi mniej dzieci z zespołem Downa?

– Gdy zapisywałam Wojtka do przedszkola integracyjnego, to usłyszałam, że nie ma już miejsc m.in. dla dzieci autystycznych. Dla Wojtka znalazłam miejsce bez problemu, bo okazało się, że takich jak on jest mało. Dlaczego? Przecież nie wymyślono leku na tę chorobę. Po prostu zabito wiele dzieci z zespołem Downa, które pewnie byłyby w tym przedszkolu! Są już zaawansowane badania nad autyzmem i może za kilka lat będzie można go zdiagnozować prenatalnie, więc i dla autystyków zrobi się miejsce w przedszkolach...

– Wróćmy jednak do obywatelskiego projektu ustawy. Jak mogą pomóc osoby, którym zależy na życiu bezbronnych dzieci?

– Teraz jest doskonały moment, aby włączyć się w akcję ustawodawczą. Gdy tylko marszałek Sejmu zarejestruje komitet (najprawdopodobniej na początku września) – ruszamy ze zbieraniem podpisów. Czasu będziemy mieć mało, bo tylko trzy miesiące. Zdaję sobie sprawę, że nie docieramy do wszystkich, którzy chcieliby się podpisać. Tu każdy może pomóc. Wystarczy ściągnąć dokument ze strony internetowej, wydrukować i zbierać podpisy. Proszę się nie zrażać i nie mówić, że nie liczy się zebranych 10-15 podpisów. Naprawdę wszystkie się liczą!

2017-08-16 10:23

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dlaczego nie bronimy Hagii Sophii?

2020-08-05 07:20

Niedziela Ogólnopolska 32/2020, str. 21

[ TEMATY ]

rozmowa

Katarzyna & Hakan Kaner

O tym, co się kryje za posunięciem prezydenta Erdogana i jak jego decyzja dotycząca Hagii Sophii wpisuje się w wielką grę geopolityczną tureckiego prezydenta, z Martą Ottaviani rozmawia Włodzimierz Rędzioch.

Włodzimierz Rędzioch: Jako datę pierwszej oficjalnej modlitwy w Hagii Sophii wybrano 24 lipca – w tym dniu w 1923 r. doszło do podpisania traktatu w Lozannie, na mocy którego zwycięskie mocarstwa położyły kres Imperium Osmańskiemu...

Marta Ottaviani: W ten sposób zostały upamiętnione dwie rocznice, obie „niepokojące” dla obszaru Morza Śródziemnego. Pierwsza, jak słusznie odnotowano, to rocznica podpisania traktatu lozańskiego, o którym powinniśmy pamiętać – wygaśnie on w 2023 r., a prezydent Erdogan zamierza go przedyskutować, zwłaszcza jeśli chodzi o niektóre wyspy położone u tureckiego wybrzeża, z których część należy dziś do Grecji. Ale jest druga, mniej znana rocznica – 24 lipca 1994 r. Erdogan został zwolniony z więzienia po spędzeniu 4 miesięcy za kratami za podżeganie do religijnej nienawiści. Przywitał go imponujący tłum ludzi reprezentujący turecką islamską prawicę – Erdogan obiecał im wtedy, że Turcja nie pozostanie długo świecka.

CZYTAJ DALEJ

Piotr Zalewski: Spowiedź mnie uratowała

2020-08-07 09:37

[ TEMATY ]

spowiedź

Wyrwani z niewoli

youtube.com/MaskacjuszTV

- Przez moje złe wybory szukałem miłości i szczęścia na oślep. Moje serce było poranione i pragnąłem byle czego, co sprawi, że ta rana zostanie w jakiś sposób uleczona, tylko nic tam nie pasowało. Nie pasowały tam pornografia, adrenalina, narkotyki, używki – mówi Piotr Zalewski z grupy ewangelizacyjnej „Wyrwani Z Niewoli”, w swoim świadectwie na kanale Maskacjusz TV.

Jak zwierza się dalej:

- Jeden dzień okazał się przełomowy w moim życiu. Dzień, który był taką pieczęcią, nawrotem na właściwe tory, o czym tamtego dnia nie wiedziałem, bo wtedy było ze mną bardzo źle. Była to kulminacja wszelkiego zła w moim życiu, pustki, bezradności.

Tamtego dnia zdecydowałem się pójść do spowiedzi. To był krok trochę w ciemno, bo nie znałem żadnych księży, żadnych ludzi Kościoła. Tamtego dnia trafiłem do kratek konfesjonału i pierwszy raz w życiu wyznałem swoje grzechy, prawdziwie, szczerze, bez udawania, bez ściemniania. Przyznałem, że jestem uzależniony od narkotyków, że siedzę w bagnie innych grzechów, że jestem złodziejem, i wiele innych rzeczy, których się wstydziłem. Przyznałem się, że cierpię, pierwszy raz. Odważyłem się. Do tamtej pory każdemu mówiłem: „ja nie cierpię, jestem silny, jestem samowystarczalny, jestem mocny”. Wtedy przyznałem, że to wszystko kłamstwa.

Pod koniec spowiedzi bardzo dobitnie usłyszałem od księdza jedno zdanie. Powiedział kilka wcześniej, ale to ostatnie było najbardziej uderzające. Powiedział: „I ja odpuszczam tobie grzechy. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” i zapukał w kraty konfesjonału.

Czułem, jakby pod wpływem tych słów i tego zdania, tego znaku krzyża, Ktoś coś ze mnie zdjął, taki ogromny ciężar. Objawem tego były łzy, poczucie oczyszczenia. Poczucie tego, że teraz jestem pierwszy raz sobą. Ten płaczący, ale wolny. Pierwszy raz wolny od masek.

Wtedy pierwszy raz pokazała się moja twarz, twarz słabej osoby. To był dzień przełomu, dzień, w którym zacząłem odkrywać swoją wartość. Wszedłem w proces odkrywania swojej wartości, która jest w Bogu. Chwyciłem się tego bardzo mocno i zacząłem zgłębiać i praktykować wiarę, przyjmować sakramenty, walczyć ze swoimi słabościami, często się spowiadać. I tak trwa to do dziś. Ponad 12 lat. Spowiedź św. uratowała moje życie.

__________________________________________

Piotr Zalewski – profilaktyk grupy ewangelizacyjnej „Wyrwani z niewoli”

CZYTAJ DALEJ

Kard. Czerny: Amazonia to raj palony i pustynniejący

2020-08-08 08:18

[ TEMATY ]

Querida Amazonia

vaticannews.va

Amazonia jest miejscem zagrożonym, a jego mieszkańcy żyją bezradni „w raju, który jest palony i pustynnieje” – uważa kard. Michael Czerny, podsekretarz Sekcji Migrantów i Uchodźców w Dykasterii ds.Integralnego Rozwojowi Człowieka.

Postsynodalna adhortacja apostolska Franciszka „Querida Amazonia” stała się prawdziwym i właściwym „listem miłości dla tego zranionego raju, dla jego synów i córek, którzy tak bardzo cierpią i są narażeni na zagrożenia” – stwierdził kardynał. Dodał, że dokument ten jest głosem Kościoła, który „walczy, zachowuje i strzeże” oraz „ucieleśnia się w Amazonii”. Zwrócił uwagę, że rozpoczęte na Synodzie „wspólne wędrowanie” nadal trwa, a Dykasteria, w której pracuje, jest bezpośrednio zaangażowana w działania na rzecz wcielania w życie wytycznych synodalnych.

Zdaniem amerykańskiego purpurata kurialnego „w Amazonii jest wielu migrantów z zewnątrz, uchodźców wewnętrznych, ofiar handlu ludźmi”. Do najważniejszych tematów, dotyczących tego regionu, należy też zaliczyć tradycyjne przemieszczanie się miejscowych grup wzdłuż szlaków rzecznych i leśnych (niekiedy przerwanych), jak również opuszczanie wiosek, chaotyczną urbanizację i wykorzystywanie tych miejsc jako korytarzy migracyjnych.

„Ponad pięćdziesiąt lat byłem jezuitą, a moją misją było służenie wierze i krzewienie sprawiedliwości” – wspomniał dalej podsekretarz Dykasterii. Zaznaczył, że obecnie, gdy został kardynałem, ta jego misja jeszcze bardziej się wzmogła, aby służyć Kościołowi, jeszcze ściślej współpracując z papieżem. „Mógłbym chyba powiedzieć, że czuję się powołany do jeszcze większego otwarcia ramion, to znaczy do jeszcze szerszego angażowania się na rzecz tych, którzy są głodni i spragnieni sprawiedliwości” – oświadczył purpurat kurialny.

Jako sekretarz specjalny tamtego zgromadzenia Synodu spotykał i wysłuchiwał wtedy wielu spośród tych „spragnionych”, dodając, że były to dni pełne słuchania, modlitwy i rozeznawania, niemal dosłownie dotykania „bogactwa różnorodności w naszym Kościele”, który wychodzi „ku ludom tubylczym, przeżywa z nimi cierpienia, nadzieje i niesie ich w swym sercu”.

Kardynał wskazał, że Dokument Końcowy Synodu Biskupów jest właśnie wynikiem tego długiego procesu wzajemnego przyglądania się sobie, rozpoczętego na etapie przygotowawczym przez Panamazońską Sieć Kościelną (REPAM). Na tym etapie wysłuchano ponad 87 tys. osób. I z tego Dokumentu wypływa „Querida Amazonia”, przy czym obu tych tekstów nie można uważać za materiały oddzielne. Dokument Końcowy jest wynikiem „rozeznania dokonanego przez zgromadzenie plenarne i jest zasadniczo propozycją lub programem duszpasterskim”, podczas gdy adhortacja jako nauczanie papieskie „dostarcza wytycznych, inspiruje, oświeca i rzutuje te uwagi na cały Kościół” – wyjaśnił kard. Czerny.

Podkreślił, że jest to skarb, który ma być dowartościowany w najszerszych wymiarach, a zarazem w konkretach swych propozycji. Hierarcha przypomniał, że Dokument Końcowy zawiera prawie 200 konkretnych propozycji, których ogromną większość stanowią nowe podejścia lub odnowienie tych, które już istniały. Adhortacja posynodalna natomiast jest wezwaniem do „integralnego nawrócenia” osób ku realizacji tego, czego pragnie, szczególnie w odniesieniu do regionu panamazońskiego, papieska encyklika „Laudato si'”.

Mówi ona o „czterech marzeniach”: przede wszystkim „społecznym”, a więc włączeniu do tego procesu wszystkich ludów Amazonii, wypływającym z refleksji nad sprawiedliwością, pokojem i całością stworzenia; winno się to przejawiać w „projektach, przestrzeniach i sojuszach na rzecz obrony najbardziej bezradnych, ludów, ich życia, godności i praw”. Drugie to „marzenie kulturalne”, częściowo już urzeczywistniane w konkretnych doświadczeniach wielu zgromadzeń zakonnych, które zyskuje tu nowe bodźce w postaci działalności misyjnej „w perspektywie interkulturacji, w której bogactwo i piękno różnych kultur, ich postrzeganie świata ujawniają się i jaśnieją w duchu spotkania, dialogu i towarzyszenia”, nie tracąc przy tym z pola widzenia tożsamości Kościoła.

Kolejne marzenie – „ekologiczne” – gromadzi wszystkie sugestie encykliki i prowadzi do konieczności rozpoznawania, „jakie działania, programy i procesy formacyjne mogą być realizowane zarówno na płaszczyźnie oświatowej, duchowej lub społecznej, jak i w działaniach na rzecz obrony [środowiska]”. I wreszcie „marzenie kościelne” jest najbardziej związane „z naszą rzeczywistością Kościoła i życia religijnego”. Pójście za tym marzeniem oznacza „nadanie nowych twarzy Kościołowi, zwłaszcza oblicza amazońskiego” i tym samym „wzbogacenie Kościoła powszechnego” – podkreślił rozmówca kwartalnika.

Na zakończenie wskazał, że chodzi tu o odwagę wychodzenia na nowe szlaki, o docieranie do „najodleglejszych wspólnot, poznawanie języków indiańskich i szanowanie kultur” z jedynym i dokładnie określonym zamiarem „dotarcia do serc ludów z Dobrą Nowiną Jezusa”. I „w tych czasach wielkiej rozpaczy” należy spoglądać na kryzys w Amazonii jako na „wezwanie do nadziei chrześcijańskiej”, budując „przestrzenie spotkania i ucząc się przyjmowania nadziei, którą Pan wlewa w nasze serca w dialogu” i w ten sposób należy odpowiedzieć na „wezwanie do dalszego marzenia” – zakończył swą wypowiedź kard. Czerny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję