Reklama

Polska

85. urodziny o. Leona Knabita OSB

O. Leon Knabit, benedyktyn z Tyńca 26 grudnia obchodzi swoje 85-te urodziny. „Jest to człowiek zakochany w Panu Bogu i w ludziach. Widziałem to wiele razy” – mówi Paweł Zuchniewicz, autor biografii zakonnika.

[ TEMATY ]

wspomnienia

Marcin Konik-Korn

Gromkie „Sto lat” zaśpiewały dostojnemu Jubilatowi dzieci z tynieckiego przedszkola. Był też tort. Na facebookowym profilu o. Leona Knabita OSB można zobaczyć filmik z tej uroczystości. Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec oraz portal „Poważne sprawy – poważne odpowiedzi” przygotują z tej okazji m.in. specjalną serię jubileuszowych kubków.

Natomiast z okazji jubileuszu benedyktyna wydawnictwo Znak przygotowało jego biografię zatytułowaną „Zakochany mnich”. „Jest to człowiek rzeczywiście zakochany. Zakochany w Panu Bogu i zakochany w ludziach. Widziałem to wiele razy” – mówi Paweł Zuchniewicz, autor biografii.

Reklama

„Ludzie po prostu do ojca Leona garną się. Można nawet powiedzieć, że kleją się do niego, bo widzą ogromną akceptację, ogromną mądrość, a jednocześnie wielkie doświadczenie. Widzą w nim przyjaciela, który pokaże im kierunek, który nie będzie niczego narzucał, ale który rzeczywiście dobrze im życzy, bo pokaże im prawdę. To jest duża rzecz” – dodaje Zuchniewicz.

Jak przekonuje autor „Zakochanego mnicha”, tajemnicą szczęścia o. Leona Knabita OSB jest odkrycie własnej drogi w wieku kilkunastu lat i stwierdzenie po 70 latach, że to jest dobra droga. Jak iść swoją drogą do końca? „Jak to robić, żeby się nie zniechęcać, mimo że ma się wady. Jak to robić, żeby obdarzać innych dobrym humorem, mimo że się jest zmęczonym. Jak to robić, żeby pokonywać przeszkody, mimo że wydaje się, że one są absolutnie o wiele mocniejsze i większe od moich możliwości” – Paweł Zuchniewicz zapewnia, że czytelnik znajdzie odpowiedzi na te pytanie w biografii Ojca.

O. Leon Knabit urodził się 26 grudnia 1929 r. w Bielsku Podlaskim. W 1948 r. wstąpił do Siedleckiego Wyższego Seminarium Duchownego, a 27 grudnia 1953 r. został wyświęcony na kapłana w Siedlcach. Odkrył jednak powołanie zakonne i został mnichem w opactwie benedyktyńskim w Tyńcu. Śluby zakonne złożył 15 sierpnia 1960 r. Później był m.in. proboszczem parafii w Tyńcu, przeorem w Lubiniu i przeorem opactwa w Tyńcu.

Reklama

O. Leon Knabit OSB jest znany ze swej działalności medialnej – poza licznymi publikacjami książkowymi prowadził też programy telewizyjne, ciągle pisze felietony do gazet i czasopism, można go zobaczyć w mediach społecznościowych – prowadzi m.in. wideoblog. Jest znany ze swojej otwartości, poczucia humoru i dobrego kontaktu z dziećmi i młodzieżą.

23 grudnia 2009 r. „w uznaniu wybitnych zasług w działalności duszpasterskiej, za krzewienie wiary i zasad moralnych wśród dzieci i młodzieży” został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.



Podajemy rozmowę z o. Knabitem:

Przemysław Radzyński: Miarą naszych lat jest lat siedemdziesiąt, a kiedy jesteśmy mocni osiemdziesiąt. Co Ojciec sobie myśli, kiedy jako 85-latek słyszy te słowa Psalmisty?

- Myślę, że chodzi o całą osiemdziesiątkę - od początku do końca. Moja moc już raczej się wyczerpała, a ponieważ siedemdziesiąt minęło szczęśliwie, to na razie czekamy aż się moc wyczerpie w latach osiemdziesięciu albo i dalej. Panu Bogu nie stawiamy tamy, jak mówił Prymas Wyszyński.

PR: Ale skoro Psalmista mówi o mocy, to z czego Ojciec czerpie moc przez te wszystkie lata?

- Wiadomo, że na ogół w wieku 60 czy 70 lat człowiek słabnie. U mnie jest podobnie. Złośliwi mówią, że jak po 50-ce nic cię nie boli, to znaczy, że już nie żyjesz. Mnie boli dużo, ale nie przyjmuję tego do wiadomości. Na szczęście Pan Bóg daje siłę, żeby ruszać rękami, nogami, głową; myśleć, mówić - wprawdzie trochę ochrypłym głosem, ale powiedzmy sobie, że chrypka u niektórych śpiewaków jest bardzo pożądana. Trudno to zrozumieć, bo ja byłem chory na płuca, kiedy miałem 23 lata. Później wciąż odrobinę niedomagałem. Praca musiała być lżejsza. Kiedy się okazało, że mogę więcej, to robiłem więcej. Wstąpiłem do klasztoru. W klasztorze byłem proboszczem, katechetą, potem przeorem, mistrzem nowicjatu i pełniłem inne funkcje niewymagające zbyt wiele wysiłku fizycznego. Nie dały mi się tak mocno we znaki, ale bardzo angażowały człowieka. To łaska Boska i może jest coś w genach - mamusia miała 85 lat jak zmarła (tatusia Niemcy rozstrzelali wcześniej, więc nie wiemy, jakby to było). Jak umrę, to się dowiem - sekcja wykaże, co było we mnie mocnego. Wszystko trochę słabe, a całość tak się trzyma, że jeszcze prowadzę rekolekcje - krótsze wprawdzie, ale jeszcze i zagranicą byłem w tym roku - w Stanach Zjednoczonych i w Rzymie, i Brukseli. Jak na 85. rok życia, to tylko dziękować Panu Bogu. Nie potrafię określić dlaczego. Jest taki kawał, że życie jest jak ogon psa. „Na końcu psa jest ogon. Ogon jest coraz cieńszy, aż wreszcie ustaje”. No to kiedyś ustanę.

PR: Oby jak najpóźniej. Jak benedyktyni świętują swoje jubileusze w Tyńcu?

- Właściwie nie ma specjalnych nadzwyczajności. Odprawia się wtedy uroczystą Mszę św.; kazanie jest zwykle dopasowane do jubileuszu. I my to wyraźnie odczuwamy, że nie chodzi o osobę jubilata - chociaż to też jest ważne, bo do łaski Bożej musi być osobisty wkład - ale żeby pokazać, że choć jest tylu kapłanów, którzy nie stoją na wysokości zadania, są jeszcze księża, którzy trwają. Zresztą nie tylko księża, ale i świeccy - 65 lat małżeństwa i on mówi: ja ją kocham. Ale też jest tak, że jest czwarta żona i piąty mąż i narzekanie niektórych chłopaków: „z jedną babą całe życie? Nudy na pudy”. Zewnętrznym wyrazem jubileuszu są goście. Ja musiałbym zaprosić pół Polski. Prosimy tylko na Mszę św., po której są składane życzenia, chociaż dziś częściej przychodzą one drogą mailową czy jeszcze w inny sposób. Dziękujemy Bogu, że jubilat dotrwał do tego jubileuszu. Ja już mam 61 lat kapłaństwa i 85, jeśli chodzi o wiek. To jest raczej wewnętrzna radość. O jej zewnętrzne wyrażanie dbają wspólnoty, z którymi współpracuję: m.in. wspólnota „Odrodzenie”, wspólnoty góralskie, wydawnictwo „Znak” w połączeniu z promocją książki [właśnie ukazała się biografia o. Leona Knabita OSB autorstwa Pawła Zuchniewicza „Zakochany mnich” - przyp. red.]. Dla ludzi najważniejszy jest przykład wierności. Dziś wszystkie przyrzeczenia i obietnice się łamie, mówi się, że obiecać i wypełnić to na jednego człowieka za dużo. A tymczasem to wcale nie za dużo - człowiek, który wypełnia obietnice, cieszy się z tego i inni przy nim się cieszą. Taki mały promyk światła w trudnym świecie dzisiejszym i - po mojemu - walka z antyklerykalizmem. Nie mają się za bardzo czego czepiać i muszą powiedzieć: „Są i tacy wśród tych czarnych”.

PR: Ważne daty w życiu Ojca przypadają na okres Bożego Narodzenia. Urodziny 26 grudnia, święcenia kapłańskie 27 grudnia, 28 - prymicja.

- Prymicję odprawiałem w kaplice seminaryjnej, bo byłem słaby. W swojej parafii odprawiłem ją dokładnie 50 lat po święceniach. Powiedziałem, że bardzo przepraszam, że ze względu na warunki zewnętrzne nie mogłem być 50 lat temu. Koncelebrowali ze mną dwaj moi koledzy prałaci w kościele św. Stanisława w Siedlcach. Powiedziałem wtedy, że sprawdza się przepowiednia króla Dawida: „On ubogiego z nędzy wyprowadzi, z prałatami na krześle posadzi”. (śmiech) To łaska Boża, bo byłem wyświęcony jako młody człowiek, któremu się płuca popsuły. Biskup też musiał mieć dobrą rękę, że na piętnastu jeszcze nas trzech ciągnie i jeszcze pracujemy, wprawdzie nie w czynnym duszpasterstwie, ale jako pomoc - odprawiamy Msze, spowiadamy, głosimy kazania. Nasza trójka to ks. Piotr Burczaniuk, ks. Aleksander Kucharczuk no i ja. Z tym, że oni na początku byli mocni, a ja słaby. Ale Pan Bóg pokazuje, że wybiera takich i takich.

PR: Pytam o tę końcówkę grudnia, bo czy to znaczy, że Ojciec zawsze ma takie uroczyste zakończenie roku?

- Uroczyste w ramach uroczystości Kościoła i społeczności cywilnej. Ale u nas to byłoby trudne, bo 31 grudnia mój tato został rozstrzelany przez Niemców. W okolicach dworca głównego w Warszawie rozstrzelano 40 mężczyzn. Na 40. miejscu na tej liście był tata. Ten plakat mamy do dzisiaj. Teraz oczywiście to już nie jest takie bardzo bolesne, ale data nie kojarzy się nam raczej z tańcami. Na szczęście wielu podtrzymuje zwyczaj rozpoczynania nowego roku od Mszy św. Także w Tyńcu podczas Sylwestra bawiono się do północy. O północy Msza św., a po niej jedni wracali na zabawę a inni szli już spać, żeby nie przespać później całego pierwszego dnia nowego roku.

PR: To znaczy, że także Boże Narodzenia dla Ojca jest czasem bardziej refleksyjnym?

- Życie we wspólnocie zakonnej ogarnia człowieka, zwłaszcza liturgią, i to sprawia, że święta przeżywa się przede wszystkim w kościele. Zdarza się lepsze jedzenie, ten raz w roku stoi choinka, kolędy śpiewamy albo puszczamy z taśmy i to wszystko tworzy specyficzny klimat. Pierwszy raz byłem w Tyńcu jeszcze jako kleryk [o. Leon Knabit przygotowywał się do kapłaństwa w seminarium diecezji siedleckiej - przyp. red.] właśnie w dzień Bożego Narodzenia. Takie wrażenie to na mnie wywarło, że zacząłem skłaniać się ku benedyktynom. Siedem lat myślałem - pytałem Pana Boga, żeby nie było, co nagle, to po diable. Wszystkie przeszkody padły i wstąpiłem. W klasztorze przeżyłem już 56 Bożych Narodzeń.

PR: Mnisi obdarowują się jakimiś prezentami z okazji Bożego Narodzenia?

- My sami nie mamy nic takiego, chyba że przełożony pozwoli, to możemy się obdarować jakimś drobiazgiem. Zawsze jesteśmy obdarowywani przez ojca klasztoru. To też zawsze jest drobiażdżek, który jest raczej znakiem, bo mnich ma wszystko, o co poprosi - mieszkanie, ubranie, jedzenie i leczenie - to jest cena, jaką się płaci za to, że się ogołaca z własnej woli w posłuszeństwie, czystości i ubóstwie. Ale za to jest powiedziane, „żeby nie cierpiał braku, żeby miał wszystko, co jest mu potrzebne do życia i działania”. Wprawdzie musi o to pytać, ale to jest ograniczenie, które podejmujemy chętnie ze względu na Jezusa - On będąc bogatym, stał się dla nas ubogi, żeby nas swoim ubóstwem ubogacić. Wobec świata pazernego na wszystko, my nie musimy kupować wszystkiego, co zobaczymy - obejdzie się. Mamy jeszcze inne wartości.

PR: Czy któreś z tych ponad pięćdziesięciu Bożych Narodzeń spędził Ojciec poza Tyńcem?

- Wtedy, kiedy byłem w klasztorze w Lubiniu koło Kościana - 10 lat i rok w Izabelinie pod Warszawą - Prymas Wyszyński myślał o założeniu tam naszej fundacji, więc jedne święta spędziłem na tamtejszej parafii w bardzo miłej atmosferze - był ksiądz, siostry zakonne, goście. Ale duchem byłem w Tyńcu i myślałem o tym, co się tam dzieje. Ten sposób przeżywania świąt tak zakorzenił się w sercu, że nie sposób go wyrwać.

PR: A w Watykanie Ojciec nigdy nie świętował?

- Nie, bo święta to czas rodzinny i na ten czas wszyscy ściągają do klasztoru, bo to jest nasz dom. My składamy ślub na konkretny dom. Chór jest wtedy pełny zakonników. Jest więcej okazji do rozmów przy świątecznym stole. Atmosfera jest rodzinna. Właściwie nic nie jest inaczej, niż w normalnym domu, tylko jest nas więcej. Jeśli w „Domu gości” są goście, także panie, to zapraszamy na wigilię wszystkich do naszego zakonnego refektarza - uniwersalizm i parytety wszelkiego rodzaju są zachowane, nie można nas oskarżać o antyfeminizm.

PR: Pytam o Jana Pawła II, bo znajomość Ojca z papieżem jest powszechnie znana. A czy Karol Wojtyła bywał w Tyńcu w okresie Bożego Narodzenia?

- W czasie świąt był tu raz - na pierwsze swoje święta biskupie, bo później był zapraszany w różne miejsce, a jako ordynariusz przewodniczył liturgii w swojej katedrze, czyli na Wawelu. 28 września 1958 roku został wyświęcony, a w wigilię Bożego Narodzenia udzielał w Tyńcu święceń diakonatu dwóm czy trzem klerykom - w tym jednemu naszemu. Przeorem był wówczas o. Piotr Rostworowski. W czasie przemówienia przy okazji łamania się opłatkiem powiedział, że w episkopacie widzimy Jezusa: „Ty ekscelencjo, jako najmłodszy członek episkopatu, przedstawiasz nam Dzieciątko Jezus”. (śmiech) Bp Wojtyła był wówczas bardzo młody, szczupły, bujnym włosem porośnięty, pełen energii i błysku w oczach. To było bardzo radosne, że księdza biskupa mieliśmy wśród siebie.

PR: Z pewnością wśród setek listów, które wymienił Ojciec z Janem Pawłem II, wiele miało charakter właśnie świąteczny.

- Z okazji świąt zawsze były listy. Starałem się nie pisać dużo, żeby nie angażować za bardzo ojca świętego. On pisał, że każdy mój list czyta, ale nie na każdy odpisuje. Ale tak naprawdę odpisał na każdy - mam 185 przez niego podpisanych - to kolekcja relikwii. Zatem tych życzeń od Jana Pawła II było co najmniej 27, zawsze z opłatkiem. O mnie, zwykłym mnichu, to niewiele mówi, ale o papieżu… Ponoć pisał siedem prywatnych listów każdego dnia, poza wszystkimi oficjalnymi dokumentami. Lubił pisać i lubił mieć kontakty ze zwykłymi ludźmi. Często zapraszał całe grupy na rozmowy, księży młodszych i starszych pytał: co sądzisz o tym czy o tamtym? Np. w czasie Soboru Watykańskiego II biskupi chcieli, żeby ich opinie były oparte o szeroką bazę księży i świeckich.

PR: Czy koniec roku i Ojca jubileusze są czasem do jakichś podsumowań, ocen tego, co minęło?

- Raczej nie, bo u nas nie ma czasu na zastanawianie się nad pewnymi formalnymi sprawami. Dzień po dniu trzeba wstać, położyć się uczciwie, żeby wstawanie nie było katorgą (u nas wstaje się o 5.30, a godzinę snu przełożony zostawił naszemu sumieniu; jak się u nas położy o 22-22.30 to wystarczy - razem z chwilą sjesty po obiedzie). Poza tym ciągle coś się dzieje i nie ma wolnego czasu. A jak już jest, to coś się pisze, odpowiada na listy, albo szuka się chociaż pół godziny, żeby nadrobić inne zaległości. To jak czas leci zobaczyłem przy podpisywaniu książek - 1998, zaraz 2000. A teraz już 14 lat się ciągnie nie tylko nowego stulecia, ale i tysiąclecia. Podsumowanie robimy przez codzienny rachunek sumienia, porządne rekolekcje raz w roku, comiesięczny dzień skupienia, taki prywatny, żeby się nad sobą zastanowić. Także dosyć często jesteśmy kontrolowani. Jak się audyt robi często, to nie ma obawy, że wynik okresowy wyjdzie źle. Jak się sprząta często, to nie trzeba robić generalnych porządków na święta. Najlepiej ścierać kurze, kiedy ich nie ma, to nie będzie ich nigdy.

PR: Na koniec proszę wybaczyć bezczelne pytanie: czy 85-latek jeszcze o czymś marzy?

- Marzyłem o zobaczeniu Ziemi Świętej, na razie nic z tego nie wyszło - nie muszę! Z papieżem koncelebrowałem na Błoniach, dwa razy Mszę odprawiałem z nim na Watykanie w prywatnej kaplicy, dwa razy jadłem śniadanie, raz obiad i raz kolację - zdaje się, że pewne szczyty marzeń ludzkich osiągnąłem.

PR: Na święta i na jubileusze urodzin i święceń kapłańskich życzę Ojcu, jeżeli nie tych ziemskich, to niebieskich marzeń.

Żeby być w niebie, to jak najbardziej. Wciąż Pan Bóg ma pretensje, że jeszcze do relikwii nie jestem podobny. „Na co czekasz? - 85 lat to już by wypadało”. A te jeszcze za bardzo żywe i przywiązane do ziemi. Ale pomalutku, czas działa na naszą korzyść, tylko żeby mieć pogodę ducha, zawierzenie Panu Bogu, i taką niekłamaną, nie deklaratywną, ale z serca płynącą miłość do ludzi. Jak powiedział Franciszek, wyjść na obrzeża, a nie czekać aż sami przyjdą. Żeby zgodnie z naszymi zakonnymi charyzmatami, być ludźmi miłosierdzia, a nie jedną z organizacji pozarządowych świadczących miłosierdzie: „U nas miłosierdzie świadczy się we wtorki i piątki od 17 do 19”. Chcemy trochę inaczej. Pan Jezus działa inaczej, a my chcemy Go naśladować.

PR: Niech się Ojciec nie spieszy, poczekamy na relikwie.

- Daj Boże! Jeśli to będzie prawda, to pan redaktor będzie miał już cud do beatyfikacji, że proroctwo popełnił.

PR: Bardzo dziękuję Ojcu za to spotkanie.

- Dziękuję i wszystkich pozdrawiamy, tym, którzy słuchają i oglądają życzymy wesołych świąt. Na złość ponurakom: wesołych! Nie tylko radosnych i błogosławionych. Amen!

Zapis wideo rozmowy można zobaczyć w portalu Franciszkanska3.pl.

2014-12-25 20:08

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jan Paweł II w moim życiu

2020-08-25 13:40

Niedziela łódzka 35/2020, str. V

[ TEMATY ]

wywiad

wspomnienia

św. Jan Paweł II

100 lecie urodzin JP II

Marek Kamiński

Paweł Gruszczyński na tle fotografii z Ojcem Świętym

Paweł Gruszczyński na tle fotografii z Ojcem Świętym

Z bratem Pawłem Gruszczyńskim, rycerzem hetmanki Matki Bożej Opiekunki Rodzin, rozmawia Jadwiga Kamińska.

Jadwiga Kamińska: – Należymy do szczęśliwego pokolenia wiernych Kościoła, dla których Karol Wojtyła był papieżem. Jak przyjął Pan tę radosną wiadomość 16 października 1978 r.?

Paweł Gruszczyński: – Wiadomość o wyborze Polaka na Stolicę Piotrową w Rzymie zdumiała mnie i napełniła radością i dumą jak każdego Polaka. Po kilku miesiącach przyjechał on z pierwszą pielgrzymką do Polski. Śledziłem ją w telewizji. Zdumiewający i absolutnie wyjątkowy był widok papieża pod ogromnym krzyżem na placu, otoczony przez dziesiątki tysięcy rodaków. Tego nigdy przedtem nie widziałem i nie wyobrażałem sobie zobaczyć w PRL-u. Zaskoczyła mnie potężna treść homilii – trafiająca tak celnie jednocześnie do serc i do umysłów. Zaskoczyła mnie ogromna i powszechna reakcja społeczna. Odczułem, że owa mityczna szyba między wiernymi w kościołach i tłumami na placach i ulicach pękała.

Jak Pan wspomina spotkania z Ojcem Świętym? Które z nich najbardziej utkwiły w Pańskiej pamięci?


Mój pierwszy bezpośredni kontakt z osobą Jana Pawła II miał miejsce w kolejnym roku, w Rzymie, podczas audiencji generalnej. Stałem na Placu św. Piotra w wielotysięcznym zgromadzeniu z całego świata, radując się spotkaniem z następcą Chrystusa. Zacząłem go cenić: słuchać, czytać i gromadzić jego teksty, próbowałem je zrozumieć. W tamtym okresie, przygotowując się do egzaminu doktorskiego, miałem obowiązek opanowania przedmiotu: ekonomii albo filozofii. Wybrałem filozofię; lektury pozwoliły mi zgłębić filozofię klasyczną (chrześcijańską). Dzięki temu coraz głębiej i pełniej rozumiałem, o czym mówił papież, przywołując pojęcia prawdy, dobra, godności człowieka, jego ostatecznego celu i powołania, praw i obowiązków – także społecznych. Papież wyjaśniał, jakie są zadania osoby ludzkiej w małżeństwie, w rodzinie, w społeczeństwie, w świecie; jakie obowiązki ma do wypełnienia każdy z nas.
Kolejny wielki dzień w mym życiu: 13 czerwca 1987 r. – wizyta Jana Pawła II w Łodzi. Znalazłem się w łódzkiej katedrze, gdy on przybył tam na spotkanie z pracownikami nauki i kultury. Tkwiłem w nieprzeliczonym tłumie; papieża nie byłem w stanie zobaczyć, ale słyszałem go przemawiającego – był tuż obok. Odtąd ja starałem się przychodzić do niego; uczestniczyłem już we wszystkich jego pielgrzymkach do Ojczyzny, a także szukałem go w Rzymie. Stąd wyjazdy do Rzymu, aby go lepiej słyszeć, widzieć i pojmować. Wielkim przeżyciem była dla żony i dla mnie audiencja prywatna w Auli Klementyńskiej. W rozmaitych podróżach z żoną po Polsce i Europie szukaliśmy śladów jego pielgrzymich wizyt: pamiątkowych tablic, pomników, różnych dzieł duchowych.

Czego mogliśmy się nauczyć od Jana Pawła II?

Po jego śmierci wyruszyliśmy z pielgrzymką do jego grobu w podziemiach Bazyliki Piotrowej. Trwało pogłębianie jego myśli, jego nauczania. To nauczanie objawiło się jako gigantyczne, potężne: 14 encyklik dotyczących wszystkich spraw wiary i życia, listy apostolskie, konstytucje oraz niezliczone homilie, dające odpowiedzi na wszystkie pytania, które współczesny człowiek i obecny świat zadaje. Wystarczy tylko po nie sięgać.

Czy czuje Pan, że należy do „pokolenia JP II”?

Nigdy nie myślałem o sobie, że należę do „pokolenia JP II”. A tymczasem wszechmogący Bóg sprawił, że przed laty trafiłem do środowiska podobnie odczuwających i poszukujących mężczyzn, dla których osoba i nauczanie Jana Pawła II – największego Polaka, księdza, mocarnego mężczyzny – stała się wzorcem i zobowiązaniem. I tak wstąpiłem do świeckiego zakonu Rycerzy Jana Pawła II. Dzięki braciom – rycerzom – osoba św. Jana Pawła II to nie tylko wspomnienia, jego teksty i przemyślenia. To także miejsca, osoby i zdarzenia łączące się jakże silnie z jego przesłaniem.

CZYTAJ DALEJ

Modlitwa o łaski za przyczyną św. Ojca Pio

2020-09-23 07:17

[ TEMATY ]

modlitwa

Archiwum o. Kapucynów/Niedziela

O Jezu, pełen łaski i miłosierdzia, Ty dla zbawienia dusz ludzkich podjąłeś mękę i umarłeś na krzyżu, aby wyjednać przebaczenie grzechów; pokornie błagam Cię: za przyczyną św. Ojca Pio, kapłana i stygmatyka, który wielkodusznie Ci służył, poświęcał swe życie i cierpiał dla ratowania grzeszników, udziel mi przebaczenia moich win i łaski...       

Dla większej chwały Twojej racz go wsławić chwałą świętości i przyciągnij wszystkich ludzi do swego miłującego Serca. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.             

"Chwała Ojcu..." - 3 razy.  

CZYTAJ DALEJ

Dzieło Ojca Pio ma 16 lat!

2020-09-23 21:27

archiwum

23 września – liturgiczne wspomnienie świętego z Pietrelciny to dzień wyjątkowy dla krakowskiego Dzieła Pomocy św. Ojca Pio.

To dzień 16 urodzin Dzieła! Dwa Centra Pomocy, 9 mieszkań wspieranych dla osób bezdomnych, dziesiątki tysięcy konsultacji specjalistycznych, kąpieli i wizyt w garderobie, a nade wszystko setki historii osób bez domu, które udało się zmienić na lepsze – to krótki bilans szesnastolecia działalności organizacji.

Dróg prowadzących do życia na ulicy jest wiele…

W fabryce przepracowałam kilkadziesiąt lat. W pewnym momencie mój zakład pracy przekształcono, a potem zamknięto. Pani w średnim wieku trudno było odnaleźć się w nowej rzeczywistości, nowego zatrudnienia nie było, a rachunki same nie chciały się opłacić. I tak w 2015 r. zostałam bez dachu nad głową.

Hela, bez domu

Trudno powiedzieć, które z moich przeżyć było najgorsze… śmierć mojego 18-letniego syna, który miał raka… wypadek samochodowy, który spowodował trwały uszczerbek na moim zdrowiu i wyglądzie, śmierć mamy czy rozwód z żoną po kilkunastu latach małżeństwa. Może to za dużo jak na jednego człowieka?

Robert, bez domu

…wszystkie jednak splatają się w Dziele Pomocy św. Ojca Pio, które 16 lat temu powstało z myślą o Heli, Robercie i wielu, wielu innych, którzy domu nie mają.

I w dniu urodzin nie może być inaczej – Dzieło w centrum stawia swoich podopiecznych i ich marzenia i… ogłasza urodzinową zbiórkę na ich spełnienie.

Na facebookowym profilu organizacji i stronie www Dzieła czytamy: Dziś wspomnienie św. Ojca Pio i… 16 urodziny Dzieła Pomocy! Z wdzięcznością patrzymy na każdy miniony dzień z osobami bez domu. Zapraszamy do wspólnego świętowania! Niech to będzie wyjątkowy dzień również dla każdego z Was. Pewnie zapytacie o prezenty… chętnie je przyjmiemy :) i przekażemy osobom bezdomnym. Ogłaszamy urodzinową zbiórkę dla osób potrzebujących, by spełniać ich marzenia. Jakie? Na przykład takie jak pani Teresy:

„Mam proste marzenia, aby mieć gdzie się umyć, uprać i wyprasować swoje ubrania. Chciałabym bardzo, aby na nowym miejscu odwiedzał mnie mój najmłodszy syn – to moja największa duma!”

Cel – 6 tysięcy złotych

Start – 23 września 2020

Meta – 30 września 2020

Każdego, który chciałby podarować urodzinowy prezent osobom bez domu, zapraszamy: https://www.facebook.com/donate/644690076441587/

DZIEŁO POMOCY ŚW. OJCA PIO jest organizacją pożytku publicznego, która powstała szesnaście lat temu z myślą o ludziach, którzy utracili swój dom. W miejscu tym w prawdzie i równości pracownicy, bracia kapucyni i wolontariusze towarzyszą osobom bezdomnym w ich drodze do samodzielnego życia. Fachowe i wszechstronne wsparcie udzielane ponad 2000 podopiecznym odbywa się w prowadzonych przez Dzieło Centrach Pomocy – przy ul. Loretańskiej 11 i ul. Smoleńsk 4 w Krakowie. Oprócz pomocy doraźnej – możliwości kąpieli, wymiany i wyprania odzieży – w Centrach udzielane jest również wsparcie specjalistyczne: socjalne, zawodowe, prawne i duchowe. Dodatkowo Dzieło Pomocy św. Ojca Pio prowadzi 9 mieszkań wspieranych, w których schronienie i profesjonalną pomoc otrzymuje ponad trzydzieści osób bezdomnych.

Dzieło Pomocy św. Ojca Pio od wielu lat angażuje się również w akcje społeczne mające na celu zwrócenie uwagi otoczenia na problem, jakim jest bezdomność. Staje się tym samym głosem zapomnianych, zepchniętych na margines i uwięzionych w krzywdzących stereotypach osób bez domu.


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję