Reklama

W oczekiwaniu na kanonizację błogosławionego biskupa J. S. Pelczara

Samotność ojcostwa (11)

Niedziela przemyska 11/2003

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Nadszedł wreszcie dzień 18 sierpnia. Te dwa dni, które zalecił dla rodziny ksiądz proboszcz bardzo się Józefowi przydały. Po wzruszeniach prymicyjnych, pierwszych fascynacjach posługi kapłańskiej w pobliskich parafiach, mógł teraz spojrzeć na dom, który za kilkanaście godzin miał pożegnać, właściwie na zawsze. Ojciec po przeżyciach prymicyjnych wyraźnie sposępniał, na nowo wróciła jego choroba, która przejawiała się w pewnym pesymizmie i apatii wobec życia. Lubił natomiast, zdawszy troskę o gospodarstwo synowi, przesiadywać z Józiem i rozmawiać z nim o sprawach życia.
- Widzisz synku, wiem, że może męczy cię to nasze przesiadywanie, ale zrozum starego i schorowanego ojca. Twoje rodzeństwo będzie zawsze gdzieś w pobliżu, ty wyjedziesz daleko i nie wiem, jak szybko przyjdzie się nam spotkać. Nie wiem czy w ogóle doczekam twojego przyjazdu do domu.
- Niech tato tak nie mówi. Wiadomo, że muszę być posłusznym władzy duchownej, ale przecie Sambor nie jest aż tak odległy.
- Tak się mówi, ale to jednak kawał drogi.
Józef cierpliwie i z synowskim współczuciem wysłuchiwał zwierzeń ojca. Dziękował w sercu proboszczowi, który narzucił mu taki rygor bycia z rodziną. Wiele radości dawały spotkania z rodzeństwem, a już szczególne struny duchowości umiała poruszyć matka.
Kiedy jednego z tych dni miał czas przeglądnąć skromne prezenty, które dostał z okazji prymicji, matka dyskretnie, wykonując jakieś domowe zajęcia, przyglądała się z jaką ciekawością oglądał drobne prezenty, czytał okolicznościowe życzenia do nich dołączone. W pewnym momencie pozostawiła swoje prace i podeszła do syna, przygarnęła go z miłością do siebie i powiedziała:
- Cieszę się Twoją radością, ale jako matka muszę ci powiedzieć - widzisz dziecko, nie zawsze tak będzie. To pierwociny Twoich dróg na drodze Chrystusowego kapłaństwa. Musisz się przygotować na dni radosne, te przyjdą z łatwością, ale musisz także pamiętać o dniach krzyżowej drogi na szlaku kapłańskiego posługiwania. Chciałabym, abyś zawsze wtedy pamiętał, że tu w Korczynie będzie ktoś, kto zawsze będzie się za Ciebie modlił.
Tym razem syn nie wytrzymał. Odwzajemnił bliskość matki i uronił synowskie łzy. Trwali tak niewidziani przez nikogo, a on zapisywał w sercu tę szczególną chwilę.
Nadszedł wreszcie dzień odjazdu. Od proboszcza dowiedział się, że powinien zajrzeć do Seminarium, bo ksiądz rektor ma dla niego jakąś wiadomość. Dojechawszy do Przemyśla, zgodnie z zaleceniem księdza proboszcza młody prezbiter zapukał do drzwi rektorskich. Rektor Skwierczyński był u siebie i z radością powitał gościa.
- Siadaj Józefie, mam ci coś do przekazania od księdza biskupa.
- Słucham z ciekawością.
- Idziesz do bardzo pracowitej parafii. Nie będziesz tam jednak długo. Najwyżej rok. Chyba, że coś się zmieni. Ksiądz biskup zdecydował wysłać cię na studia do Wiednia. Mówię ci o tym, byś w Samborze nie zaniechał pracy naukowej, chociaż jak wiem, nie będzie to łatwe, bo parafia to bardzo absorbująca.
Pociąg leniwie ciągnął wagony w stronę Sambora. Młody kapłan dzielił czas podróży między modlitwę i obserwowanie krajobrazu, który go zachwycał. Od czasu do czasu powracały strzępy rozmów z rektorem. Wiedeń - powiedzieć o tym matce, pewnie by się bardzo ucieszyła, ale co też na to powiedziałby ojciec? - myślał chwilami.
Wreszcie wysiadł na samborskim peronie. Ze skromnym dobytkiem skierował się ku wieżom kościoła. Proboszcz ks. Paweł Jedliński ucałował go jak syna i wskazał pomieszczenie, które miało odtąd stać się jego domem.
- Niech ksiądz odpocznie i zapraszamy na wcześniejszą kolację. Tak się składa, że wszyscy jesteśmy w domu i zrobimy wieczorek zapoznawczy.
Rzeczywiście, po kolacji zasiedli w saloniku proboszcza i rozpoczął się ów zapoznawczy wieczorek. Dwaj współwikarzy byli znacznie od Józefa starsi. Byli nimi Józef Gruszczyński i Stanisław Kloczowski. Mimo różnicy wieku przypadli sobie do gustu.
- Księża wprowadzą cię w obowiązki, a trzeba przyznać, że jest ich niemało. Te dwanaście tysięcy dusz, to bardzo dobra wspólnota. Nie będziesz narzekał na brak penitentów w konfesjonale, a i poza nim pracy nie braknie. Mamy tu sto pięćdziesiąt róż Żywego Różańca, dwa szpitale, z czego jeden szczególnie trudny, bo wojskowy. Z czasem, jak już okrzepniesz, spróbujemy byś poznał jeszcze inny rodzaj posługi kapłańskiej, to jest odwiedzanie więźniów w tutejszym zakładzie karnym. Wreszcie jest kilka szkół, do których będziesz razem z księżmi jeździł. Jak widzisz, pracy nie braknie.
Po tym zasadniczym, choć treściwym wystąpieniu proboszcza nastąpił czas radosnego przekomarzania się, żartów i słów podtrzymujących na duchu młodego, nieco przestraszonego wizją rozległej pracy kapłana.
Codzienność spokojnie wdrażała neoprezbitera w kapłańskie i duszpasterskie obowiązki. Szczególnie lubił posługiwać w konfesjonale i spotykać się z dziećmi i młodzieżą w szkole. W szybkim czasie stał się lubianym i chętnie słuchanym kaznodzieją. Głosy podziwu szybko dotarły pod plebanijny dach i konfratrzy wykorzystując te wieści chętnie odstępowali swoją kolejkę z kazaniami młodemu, pełnemu zapału koledze. Ten nie odmawiał. Szybko jednak zorientował się, że trudno mu realizować zalecenie rektora Skwierczyńskiego. Nie było czasu na dokształcanie się. Gorzej, że także z trudem znajdywał czas na osobistą modlitwę. Tego zaczynało brakować bardzo i mocno go to niepokoiło.
Oprócz zaabsorbowania pracą dokuczliwymi stawały się proszone "wieczorki". Sambor to miasto inteligencji. Cenili sobie bliskość osoby księży, zwłaszcza takich, którzy mogli ubogacić swoją wiedzą, elokwencją. Proboszcz chętnie zabierał Józefa na te proszone kolacje, które czasem przeciągały się do późnych godzin nocnych. To zaczynało męczyć najbardziej. Józef wołałby w tym czasie spotkać się z Jezusem Eucharystycznym, potem w zaciszu pokoju poczytać książki, które niemą obecnością dopraszały się zainteresowania. Wreszcie po pewnym czasie postanowił o porozmawiać o tym z księdzem proboszczem.
- Mam nadzieję, że ksiądz proboszcz się nie obrazi, ale chciałbym uczciwie powiedzieć, że nie mam wielkiej ochoty na te wieczorne spotkania. Nie mówiłem dotąd o tym, bo nie chciałem robić przykrości księdzu i zapraszającym nas gospodarzom. Nie kryję, że ksiądz rektor zapowiedział mi wyjazd na studia i wprost zalecił pogłębianie wiedzy, by przygotować się na ten wyjazd. A tu tyle pracy, a potem te częste spotkania. Jeśli by mnie ksiądz proboszcz z tego zwolnił byłbym bardzo zobowiązany.
- Cieszę się, że mi o tym mówisz. Wiadomo, że wszystkich zaproszeń nie można lekceważyć, ale możesz na mnie liczyć. Będę twoim rzecznikiem i postaram się tam, gdzie to będzie możliwe usprawiedliwić twoją nieobecność.
Słowa proboszcza spełniły się niemal dosłownie. Owszem, czasem trzeba było uczestniczyć w jakiejś proszonej kolacji, ale ich liczba w przypadku Józefa zmalała w sposób widoczny. Był bardzo wdzięczny proboszczowi za ten dar wolnego czasu.
Nadszedł maj z uwielbianymi przez Józefa nabożeństwami litanijnymi. Zgodnie ze zwyczajem głoszono na nich kazania omawiające poszczególne wezwania litanii. Także zwyczajowo robił to najmłodszy wikary, w tym zatem roku ten obowiązek spadł na barki młodego Pelczara. Podjął się tej pracy ochoczo i jak dochodziły głosy były to udane refleksje, z których zadowoleni byli parafianie. Maj przyniósł też nowy pomysł dotyczący dalszej drogi młodego księdza. Józef postanowił pojechać do Przemyśla i prosić księdza rektora o zmianę decyzji co do jego studiów. Zamiast Wiednia chciał pojechać do Rzymu. Wile modlił się o to, by jego prośba znalazła uznanie w oczach przełożonych.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Człowiek bywa doprowadzony do Pana także przez wiarę innych

[ TEMATY ]

rozważania

Glossa Marginalia

Karol Porwich/Niedziela

W Betel dochodzi do starcia proroka z kapłanem sanktuarium. Betel znaczy „dom Boga”. W praktyce dworu miejsce to służy także polityce państwa. Amazjasz wysyła do Jeroboama II oskarżenie przeciw Amosowi. Słowo prorockie zostaje nazwane buntem. Tak dzieje się często wtedy, gdy prawda dotyka układu korzystnego dla silnych. Betel było sanktuarium królewskim. Tekst nazywa je wręcz „świątynią króla” oraz „domem królestwa”. Taka religia łatwo służy władzy. Amos nie daje się wciągnąć w ten porządek. Nie powołuje się na szkołę, urząd ani urządzenie kultowe. Mówi prosto, że Pan wziął go „zza trzody”. Właśnie to stanowi źródło jego misji. Prorok określa siebie jako bōqēr oraz bōlēs šiqmîm. Był pasterzem. Zajmował się także sykomorami. Ich owoce należały do pożywienia ludzi uboższych. Tło społeczne jest ważne. Bóg posyła człowieka z obrzeży, aby osądził centrum religijne oraz polityczne. Amazjasz chce odesłać go do Judy, jak gdyby prorok szukał zarobku. Amos odpowiada świadectwem powołania. Słowo od Pana nie podlega cenzurze sanktuarium. Dlatego wyrocznia przeciw kapłanowi dotyka domu, ziemi oraz przyszłości. Obraz mierzenia ziemi sznurem przywołuje los pokonanych. „Ziemia nieczysta” oznacza wygnanie. To zapowiedź losu Izraela pod naporem Asyrii. W tym fragmencie dobra nowina przychodzi przez prawdę. Bóg nie porzuca swego ludu na pastwę religii służącej dworowi. Posyła słowo wolne. Takie słowo rani złudzenie. Zarazem otwiera drogę nawrócenia.
CZYTAJ DALEJ

W Gazie katastrofa. Nie zostawiajmy Ziemi Świętej samej sobie

2026-07-01 18:12

[ TEMATY ]

Ziemia Święta

strefa gazy

Vatican Media

Łaciński patriarcha Jerozolimy kard. Pierbattista Pizzaballa, otrzymał w Bergamo Nagrodę „Dialog i Pokój” prestiżowego periodyku „Limes”, zajmującego się geopolityką. Hierarcha w rozmowie z redaktorem naczelnym Lucio Caracciolo opowiadał o swojej ostatniej wizycie w Strefie Gazy 22 i 23 czerwca.

„Miasta zostały zrównane z ziemią. Rafa już nie istnieje. Podróżowałem prowizorycznymi drogami, wśród namiotów i kanałów ściekowych. Jedną z największych plag są szczury, które gryzą. Zwłaszcza dzieci. A dzieci widać wszędzie. Nie chodzą do szkoły. Chcemy ponownie otworzyć placówki edukacyjne, ale brakuje wszystkiego” - mówił kard. Pizzaballa. Co więcej, pracownicy służby zdrowia wskazali, że natychmiast potrzebny jest personel przeszkolony, który będzie w stanie poradzić sobie z traumą psychologiczną dzieci i matek. Nadal trwają naloty i ostrzał wojska izraelskiego.
CZYTAJ DALEJ

MEN od ponad roku nie odpowiada na interpelacje Biura RPO dot. lekcji religii

2026-07-02 10:00

[ TEMATY ]

Rzecznik Praw Obywatelskich

Ministerstwo Edukacji Narodowej

religia w szkole

Adobe Stock

Ministerstwo Edukacji Narodowej od ponad roku nie odpowiada na interpelacje Biura Rzecznika Praw Obywatelskich - informuje Stowarzyszenie Katechetów Świeckich (SKŚ).

Brak odpowiedzi ze strony MEN na pytania dotyczące przyszłości lekcji religii i praw pracowniczych katechetów sprawił, że Rzecznik Praw Obywatelskich musiał poprosić o interwencję Prezesa Rady Ministrów.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję