Reklama

Aspekty

Cały Twój i... cała twoja

Z Andrzejem Moszczyńskim o szerzeniu idei doskonałego nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej rozmawia ks. Adrian Put

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 51/2016, str. 4-5

[ TEMATY ]

wywiad

Archiwum autora

Każdy z nas bez względu na swój stan, wykształcenie czy status społeczny może stać się „Totus Tuus”

KS. ADRIAN PUT: – „Traktat o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” jest dziełem znanym i cenionym. Wiele wydawnictw katolickich ma jego wydania w swojej ofercie. Skąd zatem pomysł na nową redakcję?

ANDRZEJ MOSZCZYŃSKI: – Pomysł zrodził się podczas krzewienia tego nabożeństwa w naszej diecezji, polegającego na docieraniu do ludzi, opowiadaniu o treści „Traktatu...” i ogromnych łaskach płynących z zastosowania praktyk w nim zawartych. Rozprowadzaliśmy również same książeczki. Okazało się, że „Traktaty...” dostępne na rynku są wydawane po trosze bez myślenia o odbiorcy, tylko dla samego faktu ich wydania i zysków komercyjnych. Nie mówię tu oczywiście o wszystkich edycjach, ale w wielu jest tylko treść samego „Traktatu...”, bez wprowadzenia, modlitewnika, poza tym są napisane małą czcionką. Natchnienie przyszło z Nieba, ponieważ w dwóch wydawnictwach, z których korzystaliśmy, nakłady się skończyły. Wykupiliśmy je całe. Zbieraliśmy też uwagi krytyczne od czytelników. Swoje uwagi dodał podczas rozmowy ze mną bp Paweł Socha. Okazało się, że mimo dużej liczby wydań nie ma takiego, które spełniałoby wszystkie oczekiwania. Podczas wizyty w Niepokalanowie, gdzie byliśmy po relikwie św. Maksymiliana dla parafii pw. św. Franciszka, rozmawiając o powyższych sprawach z ojcem wicegwardianem, z jego strony padła sugestia, że może byśmy wydali „Traktat...” sami, z uwzględnieniem wszystkich uwag. Oczywiście podjęliśmy tę inicjatywę, pragnąc przede wszystkim, aby było to wydanie na chwałę Dziewicy Maryi, a nikt z tych, którzy się do tego dzieła przyłożą, nie czerpał żadnych zysków. Wówczas obficie wylało się Boże błogosławieństwo na realizację tego zadania. W przedziwny sposób zaczęły się otwierać wszystkie drzwi oraz pojawili się ludzie, którzy sami nieodpłatnie zaproponowali swoją pomoc.

– Dlaczego ta mała książeczka jest tak ważna dla naszej duchowości?

– Jest to najpiękniejsze i najdoskonalsze dzieło na przestrzeni dziejów Kościoła, dotyczące Najświętszej Maryi Panny i sposobu praktykowania nabożeństwa do Niej, które prowadzi nas najkrótszą, najdoskonalszą i najprostszą drogą do zjednoczenia z Jezusem. Zarazem pokazuje, jak w najdoskonalszy sposób naśladować naszego Pana Jezusa Chrystusa, który przecież przez 90 procent czasu przebywania na ziemi prowadził życie ukryte, będąc całkowicie poddanym i posłusznym swojej Dziewiczej Matce. Oddał tym większą chwałę Bogu, niż gdyby przez te 30 lat głosił Słowo, czynił cuda i nawrócił do siebie wszystkich grzeszników.

– Czy w dziedzinie szerzenia doskonałego nabożeństwa macie już jakieś doświadczenie?

– Do tej pory dzięki naszemu apostolstwu na przestrzeni mijającego roku do rąk wiernych trafiło ponad 2 tys. egzemplarzy „Traktatów...”. Wiemy również, że świadectwo naszego życia, które dajemy, a dotyczące bardzo licznych cudów, które się wokół nas dzieją za wstawiennictwem naszej Niebieskiej Matki, zachęca ludzi do podjęcia próby pójścia tą drogą. Drogą przez Maryję do Jezusa. Najpiękniejszą dla naszego zbawienia.

– W naszej diecezji pojawiała się myśl nowej edycji „Traktatu...”. Proszę powiedzieć, czym różni się to wydawnictwo od innych, wcześniej wydanych?

– Jest oparte na najlepszym tłumaczeniu. Zawiera specjalnie napisany dla nas wstęp dr. Wincentego Łaszewskiego, dotyczący polskich związków z „Traktatem...”, i słowo zachęty od bp. Tadeusza Lityńskiego. Znajdują się w nim bogate objaśnienia, jak wykorzystać skarby zawarte w „Traktacie...”. Jest wydrukowane dużą czcionką w pięknej sztywnej poręcznej oprawie. Patronką wydania jest Pani z Rokitna, której Cudowny Wizerunek znajduje się na pierwszej stronie. Dodatkowo „Traktat...” zawiera w sobie, zgodnie z sugestią bp. Pawła Sochy, bogaty modlitewnik. Jednym z powodów, dla których chcieliśmy mieć swoje wydanie, to cena, która miała być jak najniższa dla odbiorcy. Dzięki Bogu i Maryi nasz „Traktat...” może trafić w ręce czytelnika za 10 zł.

– Treści „Traktatu...” były znane dla wielu świętych. Którzy z nich są Panu szczególnie bliscy?

– Wymienię tylko tych polskich oraz papieży, którzy propagowali to nabożeństwo. Św. o. Maksymilian Kolbe cały oddany Maryi i pragnący zdobyć cały świat dla Niej, św. Jan Paweł II, który przez całe swoje życie kultywował nabożeństwo do Najświętszej Pani, właśnie według tego „Traktatu...”. Dwóch największych prymasów Polski, słudzy Boży August Hlond i Stefan Wyszyński, obaj zawierzeni według „Traktatu...”, oraz papieże: Leon XIII, św. Pius X, Pius XI, Pius XII.

– Z dziełem wydania „Traktatu...” związana jest konkretna wspólnota, a dokładnie wspólnota czcicieli Niepokalanej Matki Miłosierdzia. Po co nam kolejna wspólnota w Kościele? Co nowego możecie wnieść w życie wierzących?

– Jeszcze kilka lat temu każdy z nas był bardzo daleko od Kościoła. Wszyscy doświadczyliśmy ogromu łaski Bożej, wyproszonej nam przez Maryję, oraz wiele cudów w życiu naszym i naszych bliskich, związanych z naszym zawierzeniem i oddaniem się Jej w całości. To Ona wyciągnęła nas z piekła i to Ona pokazała nam, co mamy robić. Za mało miejsca, by o tym opowiadać, może przyjdzie na to czas. Wiemy, że mamy się tymi doświadczeniami dzielić i mówić o Niepokalanej, gdzie się tylko da. Służyć ma to przede wszystkim większej chwale Bożej i ratowaniu dusz.

– Jak wygląda wasza wspólnota? Ile osób ją tworzy, czy spotyka się z wami kapłan i chyba najważniejsze pytanie: czy macie aprobatę Księdza Biskupa dla waszej działalności?

– Tworzy ją ośmiu mężczyzn. Mamy dwóch ojców opiekunów. Bp Tadeusz Lityński stwierdził, że nasza posługa jest dziełem Bożym. Udzielił nam błogosławieństwa, napisał pełnomocnictwo oraz zapewnił o wsparciu i modlitwie. Błogosławił nam i wspiera nas także bp Paweł Socha.

– Jakie dzieła apostolskie podejmujecie w naszej diecezji? Czy są jakieś obszary życia religijnego, za które szczególnie chcecie podjąć odpowiedzialność?

– Krzewienie nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny poprzez dawanie świadectwa i rozprowadzanie „Traktatu...”, który tak naprawdę jest doskonałą receptą na życie wieczne. Od niedawna uczestniczymy w dekanalnych spotkaniach modlitewnych pierwszych sobót miesiąca w Rokitnie. Tam mówimy o nas i – co najważniejsze – o nabożeństwie do Maryi. Jesteśmy obecni również w innych miejscach. Mamy już zaproszenia spoza naszej diecezji i chętnie zjawimy się tam, gdzie możemy, aby mówić o Maryi.

– Jak dzisiaj można żyć przesłaniem św. Ludwika w życiu codziennym? Czy nie są to wymagania zbyt trudne dla nas, współczesnych chrześcijan?

– W 26. punkcie „Traktatu...” św. Ludwik pisze, że dzieło to kieruje do ludzi prostych, mających więcej wiary niż wielu uczonych. Na tyle, na ile człowiek ma wiarę, na tyle wykorzysta skarby tego dzieła. Tak jak św. Jan Paweł II kierował się dewizą „Totus Tuus”, czyli cały Twój, a to zawołanie zaczerpnął z „Traktatu...” św. Ludwika i uczynnił mottem swojego życia. Dowodem na to niech będzie moja rozmowa z kard. Stanisławem Dziwiszem w Krakowie 4 grudnia podczas dziękczynienia za beatyfikację bł. Zbigniewa i Michała – męczenników z Peru. Opowiedziałem mu o naszym apostolacie i w odpowiedzi usłyszałem, że Papież nie rozstawał się z tą książeczką. Wyraźnie wzruszony Ksiądz Kardynał pobłogosławił nam to dzieło i życzył powodzenia. Błogosławieństwa udzielił nam również przebywający tam prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Amato. Każdy z nas bez względu na swój stan, wykształcenie czy status społeczny może stać się „Totus Tuus” i na tyle, na ile się takim stanie, na tyle Niepokalana stanie się „Tota Tua”, czyli cała twoja, i udzieli dostępu do swojej pełni łask. Każdy więc na miarę swojego zaangażowania i otwartości może być świętym jak Jan Paweł II, czego sobie i Wam życzę. Jest jeszcze jeden aspekt dotyczący tego pytania. Otóż św. Ludwik napisał „Traktat...” w 1715 r. Zawarł w nim proroctwo, że książeczka zaginie na wiele lat. Tak też się stało. Rękopis został odnaleziony w 1846 r. Jednak początkowo nie zdobył popularności. Zaczął być szeroko publikowany dopiero w XX wieku. Również kanonizacja św. Ludwika odbyła się w 1947 r., a więc i Kościół postawił jego duchowość za wzór całkiem niedawno. Można wnioskować, że jego treść kierowana jest głównie do odbiorców żyjących obecnie. Co ciekawe, w tekście autor kilkakrotnie pisze o apostołach czasów ostatecznych. W dwa lata po odnalezieniu rękopisu ma miejsce uznane przez Kościół objawienie Matki Bożej w La Salette. Maryja używa tam tego samego zwrotu, mówiąc do ludzkości: „Wreszcie wzywam apostołów czasów ostatecznych... Wy, mała reszto, która widzicie, bo to jest czas czasów i koniec końców”. Z „Traktatu...” dowiadujemy się, jak zostać takowym apostołem. Czy nie jest to więc wołanie Boga i Jego Matki do nas, ludzi XXI wieku, aby podjąć zwycięską walkę – jak pisał Ludwik w „Traktacie...” – „z diabłem, światem i zepsutą naturą ludzką”.

2016-12-15 10:01

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Szumowski: ponowne zamknięcie Polaków w domach raczej niemożliwe; obecnie epidemia wygasa (wywiad)

Ponowne zamknięcie Polaków w domach, ograniczenie ich aktywności zawodowej i społecznej jest raczej niemożliwe - powiedział w rozmowie z PAP minister zdrowia Łukasz Szumowski. Dodał, że w tej chwili jesteśmy na etapie wygaszania epidemii.

Minister zdrowia przyznał, że w tej chwili epidemia w wielu województwach jest "w formie szczątkowej". W niektórych diagnozuje się dziennie tylko pojedyncze zachorowania na COVID-19, a ich łączna dobowa liczba spadła poniżej 300. Nie można jednak założyć, że to już koniec. Niewykluczone, że dojdzie do wzrostu zachorowań jesienią, ale sytuacja wtedy będzie inna, bo przetarto już pewne ścieżki, wyprowadzono mechanizmy, działania, by skuteczniej przeciwdziałać jego rozprzestrzenianiu. Ponadto "nauczyliśmy się" żyć z tym wirusem, choć nadal do końca nie został on poznany.

Natomiast w kontekście wypełnienia jednego z dwóch możliwych scenariuszy, dotyczących niedzielnego głosowania na prezydenta, minister Szumowski stwierdził, że wybór prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego wiąże się z niewiadomą, jeśli chodzi o politykę zdrowotną, bo jego program, to "puste obietnice". Z kolei prezydent Andrzej Duda w ciągu swojej prezydentury podejmował inicjatywy ustawodawcze w wielu kwestiach zdrowotnych.

PAP: Jesteśmy już na ostatniej prostej, jeśli chodzi o wybory. Możemy zatem "pogdybać". Realne są dwa scenariusze. Czego możemy spodziewać się w kontekście polityki zdrowotnej, gdyby doszło do reelekcji prezydenta Dudy, a czego, gdyby w pałacu prezydenckim pojawił się Rafał Trzaskowski?

Ł.Sz.: Trzeba zaznaczyć, że Rafał Trzaskowski był członkiem rządu Platformy Obywatelskiej i wówczas nie zabierał za bardzo głosu na temat nakładów na ochronę zdrowia, a przecież rząd jednak jest ciałem kolegialnym. Przez osiem lat rządów PO-PSL była tu stagnacja. Nakłady, jeżeli rosły to w bardzo ograniczonym zakresie. Dlaczego przez osiem lat ich rządów nie uchwalono takiej ustawy jak „ustawa 6 proc.”? Przypominam, że za rządów Zjednoczonej Prawicy i prezydentury Andrzeja Dudy taka ustawa powstała. Tylko do ubiegłego roku nakłady na ochronę zdrowia wzrosły o 30 mld zł. Na samą onkologię do 7,3 mld zł w 2019 roku z 4,9 mld zł z 2015 roku. Liczba refundowanych leków w leczeniu raka piersi zwiększyła się z dwóch do jedenastu. Dlaczego pan Trzaskowski będąc ministrem administracji i cyfryzacji nie zdecydował się wprowadzić informatyzacji w ochronie zdrowia: e-recepty, e-wizyty, e-skierowania? My to wszystko wprowadziliśmy.

PAP: Czy pana zdaniem jest możliwe, by nakłady na politykę zdrowotną wzrosły do 6 proc. PKB już w przyszłym roku? Ustawa przewiduje osiągnięcie tego pułapu za cztery lata. Prezydent Trzaskowski zapowiada m.in. zwiększenie wydatków na ochronę zdrowia w przeliczeniu na głowę każdego Polaka do 3676 zł wobec 2757 zł już w 2021 roku, czyli w ujęciu do PKB do 6 proc. z 5,03 proc. planowanych w 2020 roku.

Ł.SZ.: To są puste obietnice. Gdy pan Trzaskowski jako minister w rządzie PO-PSL miał realną władzę, nie zabiegał, zresztą jak cały rząd, o zwiększenie nakładów na służbę zdrowia. A teraz nagle, jako kandydat na prezydenta, tak dużo o tym mówi. To jest niepoważne. Dopiero rząd Zjednoczonej Prawicy podjął realną pracę w zakresie zwiększania finansowania służby zdrowia. Zwiększyliśmy wynagrodzenia, w tym urealniliśmy płace w zawodzie pielęgniarki czy ratownika. Te płace podstawowe wzrosły w sposób istotny, choćby od lipca wzrasta minimalne wynagrodzenie w sektorze ochrony zdrowia. Wzrosły wynagrodzenia rezydentów. To realne działania. Przez osiem lat rządów Platformy Obywatelskiej, którego członkiem był pan Trzaskowski, nie widzieliśmy tego.

PAP: Jednak przy spełnieniu scenariusza nazwijmy go "B", czyli sytuacji wygranej prezydenta Trzaskowskiego, będziecie panowie musieli ze sobą współpracować, znaleźć punkty styczności, bo chodzi przecież o zdrowie Polaków.

Ł.Sz.: Nie mam pojęcia, jakie by one były, bo program pana Trzaskowskiego jest bardzo enigmatyczny, wręcz zdawkowy. To są puste obietnice. Nie ma realnego programu. Natomiast prezydent Andrzej Duda zainicjował realne projekty, jak choćby regulację dotyczącą onkologii, czyli tzw. cancer plan, w którym są m.in. nowe szczepionki, których rząd PO-PSL nie chciał wprowadzić. My wprowadzamy szczepienie na HPV, które ratuje kobiety przed rakiem szyjki macicy. Dodatkowo z inicjatywy prezydenta Andrzeja Dudy mamy projekt ustawy o Funduszu Medycznym. To w tym roku 2 mld zł, w kolejnych 4 mld zł na konkretne działania.

PAP: Pozostawmy w tej chwili najgorętsze wydarzenia. Cofnijmy się do marca. Mijające cztery miesiące musiały być dla pana, jako ministra zdrowia, jak zły sen. Wysiłek, odpowiedzialność, nowe regulacje pisane i wprowadzane błyskawicznie, pod wpływem zmieniającej się sytuacji. Z jednej strony musiał pan dbać o to, by system dał radę, z drugiej było wiele niewiadomych. Wirus rozprzestrzeniał się. Nikt nie wiedział jak szybko i głęboko będzie atakował. Gdyby pan mógł cofnąć czas i miał tę wiedzę, co dzisiaj, jakich decyzji nie podjąłby pan? Co zmienił?

Ł.Sz.: Zawsze z perspektywy upływającego czasu można powiedzieć, że pewne rzeczy można byłoby przeprowadzić lepiej. Ale o tym wiemy zawsze po czasie. Decyzje ocenia się jednak po efektach. Jakie mamy efekty, każdy widzi. Spowolniliśmy rozprzestrzenianie się wirusa, zabezpieczyliśmy łóżka i niezbędny sprzęt. Każdy chory wymagający hospitalizacji otrzymywał miejsce w szpitalu. Każdy wymagający respiratora był do tego respiratora podłączany. W innych państwach tych możliwości zabrakło. Na pewno z tą wiedzą, którą teraz mamy, konkretniej dostroilibyśmy się do początkowej fazy epidemii. Chodzi np. o sieć szpitali jednoimiennych, transport pacjentów zakażonych koronawirusem. Zapewne zasady dotyczące triażu pacjentów można było lepiej na początku doprecyzować. Ale pamiętajmy, że to my jako pierwsi wprowadziliśmy jednoimienne szpitale zakaźne, które okazały się bardzo dobrym rozwiązaniem. W przypadku pozostałych szpitali pewnie wprowadzilibyśmy izolatki czy oddziały izolacyjne dla pacjentów oczekujących na wynik badania pod kątem obecności koronawirusa. Szybciej wprowadzilibyśmy zapewne także zakaz pracy w kilku miejscach dla personelu medycznego. Oczywiście z rekompensatą. To jednak, można by rzec niuanse, przy tym, co realnie udało się zrobić. Wystarczy punkt odniesienia. Popatrzmy na Włochy, Hiszpanię, Wielką Brytanię, Niemcy, Francję. Popatrzmy na USA.

PAP: Przypuszczam, że niedługo czeka pana urlop, nabierze pan sił, ale czy jest pan gotów na drugie starcie z epidemią? Jak może ono wyglądać?

Ł.Sz.: W wielu krajach niestety obserwujemy ponowny wzrost zakażeń. Czytamy doniesienia o ponownym zamykaniu regionów i miast. W Polsce widzimy natomiast poprawę sytuacji i spadek zakażeń. Raporty wojewódzkich stacji sanitarno-epidemiologicznych pokazują, że liczba zdiagnozowanych nowych przypadków ustabilizowała się na niższym poziomie niż jeszcze dwa, czy trzy tygodnie temu. W niektórych województwach są to już tylko pojedyncze przypadki. To pokazuje, że w wielu województwach epidemia jest w formie szczątkowej. Wirusa mamy znacznie, znacznie mniej. Jeśli popatrzymy na wyniki badań przesiewowych u osób jadących do sanatoriów to z 18,5 tys. przebadanych - to gigantyczna grupa - tylko 30 osób jest chorych. To jest mniej niż 1,7 promila. Zrobiliśmy też przesiew u policjantów. Przebadaliśmy 3 tys. z nich i okazało się, że nie było żadnego chorego. To pokazuje, że w przesiewie populacji, nie w wyselekcjonowanych grupach, tego wirusa jest naprawdę niewiele. Stan epidemiczny w kraju uważam, że jest niezły i to nie na podstawie wymysłów, widzimisię, hipotez, ale na podstawie wyników badań.

PAP: Czego dowiedzieliśmy się o tym wirusie, patrząc na niego już z pewnej perspektywy i biorąc pod uwagę nasze doświadczenia?

Ł.Sz.: Powstały ostatnio prace mówiące na przykład o tym, że kod genetyczny niektórych osób daje mniejszą lub większą szansę na chorowanie i powikłania. Dowiedzieliśmy się też, że dość duża grupa osób choruje bezobjawowo, ale jest też grupa osób, dla których ma on poważne konsekwencje i w tym przypadku ta choroba ma bardzo ciężki przebieg. Wiemy, że zakaźność jest dość duża i zależy od samej formy zakażenia. Na przykład tylko 1/4 zakażonych górników, którzy w większości chorowali bezobjawowo, zaraziło swoje rodziny. To pokazuje, że u osób bezobjawowych ta zakaźność jest niższa. Myślę, że jeszcze długo, wręcz przez całe lata, będziemy analizowali te dane. Nadal uczymy się tego wirusa. Otwarte jest nadal pytanie, dlaczego tak mocno pozakażani byli górnicy? Być może wpłynęły na to warunki, w których pracują, czyli w kopalniach na dole, gdzie trudno zachować dystans i mamy dużą wilgotność powietrza.

PAP: Jeśli dojdzie do eskalacji choroby w następnych miesiącach, czy czekają nas kolejne obostrzenia? Czy gospodarkę i system opieki zdrowotnej będzie stać na ewentualne zamykanie wszystkiego na kłódkę, jak miało to miejsce w marcu i kwietniu? Tym bardziej, że oswoiliśmy już tego wirusa, lęk w społeczeństwie przed nim jest mniejszy, a zatem nie będzie już tak łatwo ograniczać aktywności społecznej i zawodowej Polaków, gdyby była taka konieczność.

Ł.Sz.: Pełnego lockdownu nie da się już przeprowadzić, zarówno z punktu widzenia medycznego, jak i gospodarczego. Gdyby naprawdę było niedobrze, wtedy można myśleć np. o większej kontroli kontaktów społecznych. Ale mam nadzieję, patrząc na te liczby w naszym kraju i krajach sąsiadujących, że nie będziemy mieli aż tak dramatycznego wzrostu. Trzeba też pamiętać, że mamy wypracowane już mechanizmy, procedury, szpitale jednoimienne, gotową sieć laboratoriów, testy genetyczne, szybkie testy na czas jesienny, by diagnozować możliwe zakażenia. To wszytko jest przygotowane. Będziemy też zachęcali do szczepień przeciw grypie.

PAP: Koronawirus schodzi na drugi plan, ale znowu powracają stare bolączki: rozpoczęta tylko w mikro stopniu reforma psychiatrii dziecięcej, kwestie chorób onkologicznych i rzadkich, kolejki do specjalistów, które jeszcze bardziej się wydłużą, bo pacjentów przybyło, przemęczony personel. Pojawiła się też nowa kwestia – lęk pacjentów przed bezpośrednim kontaktem z lekarzami, placówkami. Gdzie leżą największe wyzwania? Jakie są rokowania dla systemu zdrowia krótkofalowo i długofalowo? Czy uda się ten czas nadgonić, który jest też tak istotny w leczeniu?

Ł.Sz.: Należy pamiętać, że reformę psychiatrii rozpoczęliśmy od dorosłych. I ona w opinii psychiatrów poszła całkiem dobrze. Podobną reformę robimy w psychiatrii dziecięcej. Oczywiście koronawirus trochę zatrzymał postępowanie konkursowe dotyczące tworzenia poradni psychologiczno-psychoterapeutycznych. Jednak trzeba podkreślić, że dotychczas zakontraktowaliśmy 130 placówek z 300, które założyliśmy, że powstaną. Mam nadzieję, że teraz wszystko nabierze tempa i będziemy już niedługo mieli pełną sieć poradni. To, co epidemia przesunęła w czasie, to samą opiekę psychiatryczną nad dziećmi i młodzieżą. Wielu opiekunów wystraszyło się i przyjmowanie dzieci nie odbywało się w takiej formie i stopniu, jak zakładaliśmy. Korzystając jednak z okazji, chciałbym zaapelować do wszystkich pacjentów, by wracali do badań profilaktycznych. Nie obawiali się. Tak, jak mówiłem wcześniej, wirusa jest znacznie, znacznie mniej.

PAP: Jakie reperkusje dla światowej i polskiej polityki zdrowotnej będzie miało wycofanie się USA ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Czy Pana zdaniem rzeczywiście WHO działała zbyt opieszale, jeśli chodzi o reakcję na rozprzestrzenianie się wirusa?

Ł.Sz.: Na pewno WHO prezentowała dość chwiejne komunikaty na temat epidemii. Na tej podstawie wszystkie państwa wprowadzały zaś swoje działania. WHO mówiła na początku wyraźnie, że prawdopodobieństwo przejścia wirusa do Europy jest znikome lub bardzo niskie. Potem zmieniła zdanie. Po doświadczeniach Lombardii, wszyscy się przestraszyli i zobaczyli do czego ten wirus jest zdolny. Ale on nadal nie jest dobrze poznany. Trudno mieć za złe ekspertom, że zmieniają swoje zdanie na temat epidemii, jeśli wirus jest znany od miesiąca. Wydaje się też, że na decyzji USA o wyjściu z WHO zaważył nie tylko koronawirus. Nie tylko on był przedmiotem rozbieżności. Jest szereg różnych innych spraw, z którymi administracja amerykańska się nie zgadza.

PAP: Niewątpliwie ta decyzja rzutuje na postrzeganie Światowej Organizacji Zdrowia...

Ł.Sz.: Pamiętajmy, że WHO była postrzegana w różny sposób. Przez wiele lat kwestie światopoglądowe były przemycane w różnych aktach prawnych WHO. Ostatnio wspólnie z USA pisaliśmy negatywne stanowisko do jednej z takich akcji. Z drugiej strony WHO działa bardzo sprawnie w krajach trzeciego świata. Propaguje tam wiedzę medyczną, zachowania prozdrowotne. Światowa Organizacja Zdrowia nie jest ani biała, ani czarna.(PAP)

autorka: Klaudia Torchała

tor/ mhr/

CZYTAJ DALEJ

Mimo obostrzeń i deszczu Rodzina Radia Maryja licznie na Jasnej Górze

2020-07-11 16:02

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Radio Maryja

TV Trwam

„Wszystko postawiłem na Maryję” - te słowa kard. Stefana Wyszyńskiego są hasłem 29. Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę. Wśród intencji modlitewnego spotkania, które trwa na placu jasnogórskim w sobotę, 11 lipca, jest dziękczynienie za św. Jana Pawła II w stulecie jego urodzin, za Cud nad Wisłą z 1920 r., modlitwa za Ojczyznę oraz o beatyfikację Prymasa Tysiąclecia.

Jest to pierwsza od początku pandemii tak liczna pielgrzymka, która modli się pod jasnogórskim Szczytem. Mimo deszczu i chłodu (w Częstochowie jest ok. 12 stopni Celsjusza) na placu zgromadziło się kilkanaście tysięcy wiernych. Pielgrzymi modlą się także w Kaplicy Matki Bożej i w bazylice. Obecny jest o. Tadeusz Rydzyk, dyrektor i założyciel rozgłośni.

Tegoroczna Pielgrzymka nieco różni się od tych z poprzednich lat. Ze względu na zaplanowaną na jutro II turę wyborów prezydenckich, odbywa się wyłącznie dziś. Dodatkowo wiernych obowiązują zasady sanitarne, wprowadzone w celu uniknięcia zakażenia koronawirusem. Z jasnogórskiego Szczytu płyną komunikaty o wymogach sanitarnych, o konieczności założenia maseczek lub zachowaniu dystansu oraz o dezynfekcji rąk. Pielgrzymkę zabezpiecza Służba Zdrowia w namiotach oraz karetki pogotowia.

Pielgrzymka rozpoczęła się tuż po godz. 12.00. Pierwszym punktem spotkania była wspólna modlitwa różańcowa. Następnie rozpoczął się czas koncertów: znanej i popularnej piosenkarki Eleni, piosenkarza Macieja Wróblewskiego oraz braci z Zakonu Braci Mniejszych: o. Azariasza Jacka Hessa i o. Juliana Mieczysława Śmierciaka.

O godz. 15.00 wierni zgromadzeni na błoniach jasnogórskich modlili się Koronką do Miłosierdzia Bożego. Następnie rozpoczęła się Msza św., która jest głównym punktem pielgrzymki. Eucharystii przewodniczy metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski.

Po zakończeniu Eucharystii odbędzie się koncert orkiestry „Victoria” z parafii pw. Matki Boskiej Zwycięskiej w Warszawie Rembertowie, która też oprawia liturgię Mszy św.

Transmisję ze spotkania przeprowadzają na żywo: Radio Maryja, TV Trwam oraz Twitter Radia Maryja. W Pielgrzymce można także uczestniczyć za pośrednictwem jasnogórskiego kanału YouTube.

CZYTAJ DALEJ

Pakistan: rośnie nietolerancja wobec mniejszości religijnych

2020-07-12 15:07

[ TEMATY ]

Pakistan

Pomoc Kościołowi w Potrzebie/www.pkwp.org

Społeczeństwo pakistańskie staje się coraz bardziej nietolerancyjne i życie w nim mniejszości religijnych jest coraz trudniejsze – zauważa w specjalnym apelu Komisja Sprawiedliwości i Pokoju konferencji episkopatu tego kraju.

W opublikowanym dokumencie przytoczono przykład zamordowanego chrześcijanina, Nadeema Josepha, którego agonia trwała 20 dni, po postrzeleniu przez muzułmańskiego sąsiada. Jego winą było to, że zakupił mieszkanie w muzułmańskiej dzielnicy miasta. Autorzy apelu wezwali siły porządkowe do pociągnięcia do odpowiedzialności osoby, które zamordowały chrześcijanina. Ten przypadek „to jasne pogwałcenie praw człowieka, drastyczne złamanie prawa, które nie może pozostać bezkarne”.

„To nie jest odosobniona historia – piszą sygnatariusze apelu. – Jest wiele innych podobnych przykładów nietolerancji i przemocy wobec wyznawców innych religii”. „Członkowie mniejszości religijnych w Pakistanie codziennie doświadczają dyskryminacji, chociażby w odmawianiu im dostępu do udzielanej pomocy z powodu pandemii koronawirusa”.

Komisja Sprawiedliwości i Pokoju Konferencji Episkopatu Pakistanu wskazała także na zablokowanie prac budowlanych, po gwałtownych protestach ekstremistów muzułmańskich, przy wznoszeniu nowej świątyni hinduistycznej w stolicy kraju, pomimo zgody na jej budowę wydanej przez premiera. „To kolejny przykład dyskryminowania mniejszości religijnej, która od wieków jest częścią integralną tego kraju” – czytamy w dokumencie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję