Reklama

Polska

Życie jest święte

O gorących tematach, które wyszły na nasze ulice, i książkach polecanych na najbliższy miesiąc abp Józef Michalik opowiada ks. Zbigniewowi Suchemu

KS. ZBIGNIEW SUCHY: – W ostatnim czasie pojawiło się wiele wątpliwości i pytań w kwestii wydarzeń związanych z głosowaniem nad społeczną inicjatywą obrony życia. Chciałbym najpierw prosić Księdza Arcybiskupa o komentarz w tej sprawie, co z pewnością pozwoli nam ją lepiej zrozumieć.

ABP JÓZEF MICHALIK: – Źle jest z narodem, w którym publicznie ujawniają się tak liczni zwolennicy śmierci, w którym zabicie niewinnego, zaledwie poczętego dziecka przestało być uważane za wielkie zło, w którym płaski egoizm, wygoda czy wstyd zabijają sumienie i miłość. Stosunek do podstawowych praw człowieka w połączeniu z szacunkiem wobec uniwersalnych praw natury i praw Bożych jest gwarancją bezpiecznego postępu ludzkości i porządku społecznego, ale ma też ścisły związek z sumieniem i nadzieją życia wiecznego, co dla ludzi wierzących musi być ważne. Prawa ustanawiane przez ludzi nie powinny przeciwstawiać się prawom Bożym i prawom natury, które obowiązują każdego człowieka.
Ocena sytuacji, która wytworzyła się wokół fundamentalnego tematu obrony życia ludzkiego, jest dość jasna. Niewinnego dziecka zabijać nie wolno, człowieka chroni przykazanie Boże: „Nie zabijaj”, i każdy, kto je przekracza, grzeszy ciężko. Obciąża więc sumienie. W naszej polskiej obecnej sytuacji warto też wrócić do zalecenia Pana Jezusa, który podczas Ostatniej Wieczerzy modlił się o jedność. Jedność między ludźmi oparta na jedności z Bogiem jest drogą do twórczego trwałego postępu.
To jest bardzo ważne kryterium w każdych warunkach, w każdej sytuacji społecznej, rodzinnej i politycznej. Gdzie jest podział, tam nie ma prawdy, tam nie ma miłości, tam jest egoistyczna wierność sobie, swojemu subiektywnemu przekonaniu, nawet w sprawach obojętnych. Realizację dobrych (pozytywnych) zamiarów i programów trzeba zawsze łączyć z zachowaniem jedności. Wielka szkoda, że w świętej sprawie obrony życia złamano zasadę jedności, ponieważ – moim zdaniem – była to sprawa do wygrania. Wszystkie ruchy pro-life powinny się zjednoczyć w rozeznaniu możliwości „etapowej” poprawy istniejącego prawa, w jedności i w duchu pokory z Kościołem, który jest fundamentalnym obrońcą Bożych praw, w tym prawa do życia.
Sytuacja polityczna i społeczna jest w Polsce bardzo delikatna, rozchwiana i niebezpiecznie systematycznie atakowana przez wrogów Polski chrześcijańskiej, mocnej moralnie, dlatego szczególnie potrzebne są jedność i wzgląd na dobro całości. Podejrzewać można, że część wnioskodawców albo z zarozumiałości, albo z naiwności, może bez złego zamiaru, została niestety wmanipulowana w szkodliwą awanturę polityczną i z tematu moralnego, podstawowego społecznie, z troski o życie, troski o rodzinę zrobiono wrogą rządowi manifestację polityczną. Zabrakło tu pokory, a gdzie nie ma pokory, tam nie ma łaski Bożej. Po spotkaniu KEP w Poznaniu już było wiadomo, że rysuje się rozłam, i biskupi jasno przestrzegali, iż kwestia karania kobiet sprowokuje awanturę i da argumenty nie tylko wrogom ograniczenia aborcji, ale i wrogom moralności, ludziom o libertyńskich poglądach. Jednocześnie fakt, że zebrano tyle podpisów, i to z różnych stron, dowodzi, iż ten temat jest żywy i że on nie może zginąć. Muszą dojść do głosu prawda o obronie życia i wniosek, że każde, a już szczególnie eugeniczne, zabójstwo jest czynem absurdalnym i ośmieszającym współczesne myślenie, kiedy tak broni się praw mniejszości, zwraca się uwagę na niepełnosprawnych. Kiedy jednak niepełnosprawny zostaje „odkryty” przed urodzeniem, to trzeba go zabić.
W wypadku zagrożenia życia matki nie ma moralnych wątpliwości, że intencją działania lekarza jest ratowanie jej życia. Jest to interwencja o dwóch skutkach, z których tylko jeden jest zamierzony i osiągalny.
W omawianej sprawie otrzymaliśmy kolejną lekcję na temat metody pracy w sprawach społecznych. Trzeba podziękować wszystkim zaangażowanym w obronę życia i naprawę chorego moralnie prawa, ilekroć jest zauważone w naszej Ojczyźnie. Prawo należy poprawiać etapami, jeśli nie można tego zrobić od razu w całości. Trzeba jednak pamiętać, że nawet najlepiej skonstruowane prawo nie pomoże, jeśli nie przekona się ludzi, iż jest ono dobre i korzystne. Sama dyskusja i stopniowe zmiany prawa są więc bardzo potrzebne społeczeństwu, żeby pomóc ludziom zrozumieć jego wartość i przekonać do jego zachowywania, jeśli widzi się też jego sens. To jest właśnie ta pedagogika społeczna, którą trzeba stosować nie tylko w teorii, ale i w praktyce.
Polityczną awanturę wokół tego tematu sprowokowali ludzie, którzy próbują wykorzystać zamęt, żeby ośmieszać Polskę. Autentycznie boli mnie, że pojawiły się grupy ludzi, którzy widzą swój partyjny interes w dzieleniu Polski, w dzieleniu społeczeństwa, w oskarżaniu Polski na forach zagranicznych, co, według mnie, jest niegodne i warte zapamiętania w przyszłych wyborach. Czarne manifestacje z naszych ulic i krzyki „działaczek” z Brukseli nie są angażowaniem się na rzecz dobra w Ojczyźnie. Przecież rządzący dziś Polską zostali wybrani przez ten naród, zostali obdarzeni zaufaniem, po to, żeby bronili polskiej racji stanu, żeby jednoczyli się w dobrych sprawach. Tymczasem mamy do czynienia ze sprzedawaniem Polski, z mobilizacją przeciw Polsce.
Zarówno rządzący, jak i opozycja powinni zachować większe zrozumienie dla dobra Polski i nie stawiać na pierwszym miejscu interesów osobistych czy partyjnych w wielkiej polityce, lecz przede wszystkim dobro narodu, a do tego wymagana jest jedność polityków.
Są pewne tematy, których krytykowanie ośmiesza krytykujących – chociażby sprawa rządowego programu „Rodzina 500+”, który naprawdę służy polskim rodzinom. Trzeba pomagać go ulepszać, rozwiązywać problemy z nim związane, a nie wyszukiwać dziury w całym. Oczywiste jest, że kryzysu rodzinnego nie rozwiąże się tylko przez ten program, ale trzeba go docenić, dostrzec, że pomaga on zaspokoić podstawowe potrzeby rodziny. Konieczne jest także tworzenie wokół rodziny dobrej atmosfery, którą psują oskarżenia, szarpaniny i kłamstwa propagandowe. Problemu demograficznego nie rozwiąże wyłącznie pomoc materialna. Trzeba przekonać kobietę matkę, mężczyznę ojca o wartości rodziny, o wartości kolejnego dziecka, o tym, że miłość rozwija się i pomnaża przez bezinteresowną ofiarę, wierność, wysiłek, przez trud. Warto szukać kolejnych dobrych dróg, które pozwolą dotrzeć do zwykłych, normalnych, mądrych kobiet, a te być może zdołają odzyskać dla prawdy o wartości życia także manifestantów. Dziś popierają swoje hasła szokującymi nienawiścią wypowiedziami, a przecież kierują nimi zupełnie inne, ukryte motywy. Wielkim wyzwaniem dla nas wszystkich jest znalezienie takiego świadectwa, które przemówi do serc i pozwoli zrozumieć piękno rodziny.

– Dziękuję za tę wypowiedź. A teraz – jakie książki mógłby Ksiądz Arcybiskup polecić naszym Czytelnikom w tym miesiącu?

– Chciałbym zachęcić do lektury książki prof. Stanisława Grygiela „Na ścieżkach prawdy”. Są to rozmowy z Janem Pawłem II i o nim, a właściwie głęboka refleksja filozoficzno-teologiczna na temat koncepcji życia Jana Pawła II, na temat zdrowej, uniwersalnej antropologii, którą on głosił – antropologii integralnej, nierozłącznie związanej z wymiarem transcendentnym, w której człowieczeństwo odnajduje się tylko w relacji do nieskończoności wpisanej w siebie. Człowiek to nie tylko ciało i nie tylko dusza, ale też jedność duszy i ciała oraz jedność z Bogiem, który jest nam bliższy niż my sami sobie. Kiedy człowiek to odkrywa, odkrywa nowe perspektywy dobra, prawdy i piękna. Książkę uważam za wartościową, dobrą, jeśli po jej przeczytaniu czy w czasie lektury mogę sobie wypisać coś do refleksji. To jest właśnie taka książka, nad której stronicami trzeba posiedzieć dłuższą chwilę, ale nie będzie to czas stracony.
Świeżo wydana książka Witolda Szabłowskiego „Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia” to pasjonująca lektura. Jest to dzisiaj temat szczególnie żywy z racji filmu o Wołyniu, który niedawno wszedł na ekrany kin. Przez wiele lat niewygodne tematy i wydarzenia historyczne ukrywano, a niekiedy nawet szkalowano Polaków z różnych racji. Temat Wołynia był spychany z powodów politycznych, a ostatnimi laty także z troski o odbudowę dobrych relacji z Ukrainą. Uważam jednak, że ani Ukraińców, ani Polaków nie wolno traktować jak dzieci, przed którymi zamyka się drzwi, kiedy dorośli rozmawiają o poważnych problemach. Trzeba umieć zasymilować trudne karty naszej historii, podkreślać przyczyny zła, które zaistniało w tym czasie, ale przede wszystkim pokazywać, że nawet w najciemniejszym czasie życia człowieka i historii narodu jest się w stanie zachować swoją godność. Uważam, że ciągle zbyt mało się mówi o bohaterach takich przerażających, mrocznych chwil – czasu II wojny światowej, dramatu Syberii, rzezi wołyńskiej – o bohaterach ryzykujących i niejednokrotnie poświęcających własne życie, żeby uratować życie innych ludzi – sąsiadów i obcych – których przedstawiano im jako wrogów. Brakuje historii o uczciwych, heroicznych Rosjanach, Niemcach, Ukraińcach, Arabach, których przecież było wielu. To o nich powinniśmy przede wszystkim pamiętać, ich przykład życia powinien dawać nam niegasnącą nadzieję na przebaczenie i pojednanie. Książka Szabłowskiego odpowiada na to moje pragnienie – opowiada o Ukraińcach, którzy ryzykowali, nawet oddali życie, ratując Polaków na Wołyniu. Warto spojrzeć na krwawe karty naszej wspólnej historii z tej właśnie perspektywy. Dzisiaj jest to tym pilniejsze, że niektóre środowiska przystąpiły do eliminowania pomników upamiętniających postaci czasów opresyjnego komunizmu, uosabianego przez Stalinów i Dzierżyńskich. Jest to oczywiście słuszne, ale niestety przy okazji pojawili się też tacy, którzy chcą usuwać pomniki radzieckich żołnierzy, a nawet niszczyć ich nagrobki na cmentarzach, co jest już absurdalne. Ci żołnierze oddali przecież życie w naszym kraju w walce z nawałą hitlerowską i miejsce ich spoczynku – jak każdy grób – jest miejscem świętym. Zasługują na nasz szacunek.
Jest jeszcze książka autora wpisanego mocno we współczesną polską rzeczywistość, który stara się ją nieustannie tworzyć, a ma naprawdę wiele do powiedzenia. Mam na myśli Bronisława Wildsteina i jego „Dom wybranych”. Widać, że autor zna od podszewki rzeczywistość świata polskich elit kulturalnych i kulturotwórczych. Jego wieloaspektowe analizy pozwalają zrozumieć nieco więcej, niż zawierają same słowa. Książka jest chyba po trosze autobiografią, ale ma głębsze przesłanie. Ilekroć autor ukazuje słabości i grzechy swoich bohaterów, pragnie bronić wartości decydujących o moralnej tkance narodu, który zbyt łatwo rękami swoich elit eliminuje wartości wyższe, kulturę chrześcijańską i wiarę. W swojej książce Wildstein prowadzi też dialog ze współczesnymi ideologiami i prądami myślowymi, co pomaga lepiej zrozumieć całą rzeczywistość. Ważną rolę odgrywa w niej ktoś nieuchwytny, taki „Samuel Brak”, główny bohater powieści, który pojawia się i znika, ale ciągle jest obecny, a w inspirowaniu programów i promowaniu własnej wizji dziejów posługuje się ludźmi i strukturami bez brania za wszystko osobistej odpowiedzialności.

2016-11-30 10:25

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Trzeba zacząć od człowieka

2020-06-24 09:57

Niedziela przemyska 26/2020, str. I

[ TEMATY ]

ewangelizacja

abp Józef Michalik

Klaudyna Konarzewska

Ewangelizacja nad Soliną

Ideologie są niebezpieczne, bo potrafią przez część prawdy zmanipulować całość, interes własny ukryć pod pozorem interesu ogólnego.

Nie sposób wyłączyć się całkowicie z życiowych dylematów dokąd chodzimy po tym świecie. Dystans wobec bezpośredniej odpowiedzialności pozwala nam jednak bardziej spokojnie obserwować rzeczywistość i – jak mam nadzieję – bardziej obiektywnie odbierać wypowiedzi i komentarze ludzi odpowiedzialnych za rytm życia Kościoła i państwa, za myślenie społeczne i kulturotwórcze, za to, co korzystne partyjnie i zwyczajnie ludzkie.

CZYTAJ DALEJ

Zawierzyli swe życie Maryi

2020-07-04 20:01

Marzena Cyfert

Podczas uroczystej Eucharystii w parafii Miłosierdzia Bożego w Brzegu

Niezwykła uroczystość miała miejsce w Brzegu w parafii pw. Miłosierdzia Bożego. 4 lipca grupa parafian wraz ze swym proboszczem ks. Marcinem Czerepakiem dokonała uroczystego aktu ofiarowania się Jezusowi przez Maryję na podstawie „Traktatu o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” św. Ludwika Marii Grignion de Montforta.


Akt ofiarowania poprzedziły 33-dniowe rekolekcje, które rozpoczęły się w parafii 31 maja. Zorganizował je ksiądz proboszcz razem ze Wspólnotą Duchowych Niewolników Maryi „Ad Iesum per Mariam”.

Fotorelacja z uroczystości: 

 


Legalne niewolnictwo

Rekolekcje odbywają się według autorskiego programu pt. „Jedynemu Bogu przez Niepokalaną Maryję” opartego na wskazaniach św. Ludwika Marii de Montforta wyłożonych w „Traktacie…” oraz na wezwaniu Matki Bożej z Fatimy do modlitwy, ofiary i pokuty. Do zawierzenia może przystąpić każdy, niezależnie czy jest osobą świecką, konsekrowaną, czy też kapłanem. Istotne jest głębokie przygotowanie.

W ramach każdej edycji wspólnota zaprasza uczestników na 6 wspólnych spotkań, 2 nabożeństwa pokutne, przygotowanie do spowiedzi generalnej oraz uroczystą Mszę św. z Aktem Ofiarowania.

Misją WDNM jest propagowanie duchowej i apostolskiej drogi niewolnictwa maryjnego. Wspólnota realizuje ją m.in. przez przygotowywanie i towarzyszenie wiernym, którzy zostali zaproszeni na tę drogę przez Matkę Najświętszą i zaangażowanie w przygotowywanie oraz prowadzenie grup dorosłych i młodzieży do całkowitego oddania się Maryi w macierzyńską niewolę miłości. Wspólnota podejmuje swoją posługę na zaproszenia kierowane przez kapłanów, bądź to prowadząc przygotowania, bądź pomagając kapłanowi. Członkowie wspólnoty służą swoim doświadczeniem, animacją nabożeństw rekolekcyjnych, posługą muzyczną oraz świadectwem życia oddanego Maryi.

Uroczysta Eucharystia

Przed Eucharystią w parafii Miłosierdzia Bożego w Brzegu prowadzący przygotowanie Anna i Zbigniew Kozikowscy dokonali wprowadzenia do mającego nastąpić Aktu Ofiarowania. – Kiedy będziecie wypowiadać słowa zawierzenia, przejdzie między Wami Maryja. Zasieje w waszych sercach ziarenka, z których wyrosną owoce miłości. Aby to nastąpiło trzeba było swoje serce przygotować, tak jak przygotowuje się rolę – właśnie przez 33-dniowe rekolekcje, nabożeństwo pokutne, spowiedź generalną. W akcie oddania staniemy wszyscy razem, nawet jeśli nasz współmałżonek czy współmałżonka są przeciwni, musimy o nich pamiętać i modlić się za nich. To, co kiedyś tak bardzo mocno mnie uderzyło, to stwierdzenie, że dusza poświęcona Maryi jest stracona dla szatana i tym samym wyciąga kolec z Serca Maryi – mówiła Anna Kozikowska.

Zachęciła następnie do modlitwy za wszystkich swoich bliźnich. – Jeśli modlimy się za męża, to módlmy się za wszystkich mężów. Jeśli modlimy się za żonę, módlmy się za wszystkie żony. Módlmy się za kapłanów. Kapłani potrzebują naszej modlitwy a my tak bardzo potrzebujemy kapłanów. A Kościół jest dzisiaj tak mocno zraniony. Módlmy się i ofiarowujmy nasze posty i cierpienia. Dzisiaj jest taki dzień, w którym powinniśmy złożyć Bogu daninę. Nie musi to być danina finansowa, może być duchowa. Maryja nam pokaże, gdzie i w jaki sposób. A dziś świętujmy to, co się już dokonało i to, co Bóg dla nas jeszcze przygotował – mówiła Anna Kozikowska.

Eucharystię rozpoczęła procesja, w której parafianie szli z białymi różami i składali je przed ołtarzem, przed figurą Matki Bożej Fatimskiej. Swoją różę złożył również ksiądz proboszcz, który przewodniczył Mszy św. Jak powiedział w homilii: – Jesteśmy uczestnikami i świadkami wyjątkowego nabożeństwa, które kończy 33-dniowe rekolekcje i 24-godzinne nabożeństwo pokutne. Każdy z nas jest tutaj z potrzeby serca. To, że zdecydowaliśmy się tutaj być, znaczy, że chcemy zrobić krok do przodu, chcemy głębszej więzi z Bogiem. Jest to więź z Ojcem, więź z Odkupicielem, który dotknął naszej rzeczywistości.

Następnie ksiądz proboszcz nawiązał do czytań i do historii Izraela, który nie zawsze był wierny Bogu. – Ale Bóg nie zapomniał o Izraelu. Nawet wówczas, gdy prorok Eliasz prosił Go o śmierć. I przez słowo Boga otrzymał nadzieję. Jakże to aktualne w sytuacji wiszącego nad nami lęku związanego z epidemią. Historia Izraela pokazuje nam Boga, który mówi, że przyjdzie czas na odbudowę wszystkiego – mówił ksiądz proboszcz. Następnie zauważył, że Jezus nam mówi, że czas Jego obecności z nami to czas wesela. Gdy Go dotykamy, przyjmujemy do serc, jesteśmy na weselu. – Pewnie przyjdzie choroba, cierpienie, krzyż. Tak też było w życiu Świętej Rodziny. Maryja z Józefem zmagali się z cierpieniem aż po śmierć i krzyż. Jeśli popatrzymy na życiorysy świętych, to też widzimy, że ich droga życia nie była łatwa. Ale z nami od dzisiaj jest Maryja, nie jesteśmy sami – zakończył ks. Marcin Czerepak.

Parafianie uroczyście odczytali Akt Ofiarowania, własnoręcznie napisany i podpisany, po czym każdy osobiście złożył go w ręce księdza proboszcza. Na zakończenie Eucharystii ksiądz proboszcz poświęcił łańcuszki niewolnika Maryi, które otrzymali wierni i udzielił uroczystego błogosławieństwa relikwiami I stopnia św. Ludwika Marii Grignion de Montforta.

Źródła

W „Traktacie o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” św. Ludwika M. Grignion de Montforta czytamy: „Bóg pragnie, by Jego Najświętsza Matka była obecnie więcej znana, bardziej kochana i czczona bardziej niż kiedykolwiek. Bez wątpienia nastąpi to, gdy wybrani rozpoczną za łaską Ducha Świętego tę wewnętrzną i doskonałą praktykę; którą im zaraz przedstawię. Wtedy ujrzą, o ile wiara na to pozwala, tę piękną Gwiazdę Morza, by pod Jej kierunkiem mimo burz i rozbojów morskich dopłynąć szczęśliwie do portu. Wtedy poznają wspaniałość tej Królowej i poświęcą się całkowicie Jej służbie jako poddani i niewolnicy z miłości. Doświadczą Jej słodyczy i pieszczot matczynych i kochać Ją będą czule jako ukochane dzieci. Poznają miłosierdzie, którego Maryja jest pełna; poznają, jak bardzo potrzebują Jej pomocy i będą we wszystkim uciekać się do Niej, jako do swojej ukochanej Orędowniczki i Pośredniczki u Jezusa Chrystusa. Zrozumieją, że Maryja jest najpewniejszym, najkrótszym i najdoskonalszym środkiem, by dojść do Jezusa Chrystusa, i oddadzą się Jej z duszą i ciałem, niepodzielnie i bez zastrzeżeń, by zupełnie i niepodzielnie należeć do Jezusa Chrystusa.”

Słowa te potwierdziła sama Matka Boża podczas drugiego objawienia w Fatimie, 13 czerwca 1917:

„Pan Jezus pragnie się tobą posłużyć, abym była bardziej znana i kochana. Pragnie ustanowić na świecie kult mojego Niepokalanego Serca. Tym, którzy przyjmą to nabożeństwo obiecuje zbawienie. Te dusze będą przez Boga kochane, jak kwiaty przeze mnie postawione dla ozdoby Jego tronu”.

CZYTAJ DALEJ

Jasna Góra: ocalić pamięć i prawdę o ludobójstwie na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej

2020-07-05 17:15

[ TEMATY ]

Jasna Góra

BPJG

Na Jasnej Górze odbyły się w niedzielę obchody Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczpospolitej. Odsłonięte zostały tablice upamiętniające Polaków zamordowanych na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1939-1947 oraz sprawiedliwych Ukraińców niosących pomoc Polakom.

Bp Ignacy Dec podkreślał w kazaniu, że warunkiem pojednania jest przyznanie się do winy i poznanie prawdy historycznej także o zbrodniach. - Jeśli dzisiaj mówimy o tych bolesnych wydarzeniach to nie po to, aby drażnić potomków osób odpowiedzialnych za te zbrodnie, nie po to, aby odnawiać dawne rany, ale po to, by nie zamazywać prawdy, gdyż prawda jest warunkiem wzajemnego przebaczenia i pojednania, bez prawdy nie możemy budować dobrych stosunków między narodami. Prawda jest warunkiem podejmowania dzieł miłości i jest drogą do zbawienia - mówił świdnicki biskup senior.

Przypomniał, że historia jest nauczycielką a powrót do niej warunkiem wyciągania wniosków na dzisiaj i na przyszłość. - Wracamy do historii, by poznać prawdę nawet tę najtrudniejszą i najboleśniejszą nie po to, by nienawidzić, żeby wzywać do odwetu, to byłoby zaprzeczeniem Ewangelii, trzeba przebaczyć i iść dalej w zgodzie ku lepszej wspólnej przyszłości”.

Bp Dec podkreślał, że w czasie II wojny światowej bardzo wyraźnie miało miejsce deptanie Bożych przykazań, „gdy dopuszczano się czynów ludobójstwa”. - Tak też się działo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Szukamy dzisiaj drogi pojednania, ale warunkiem pojednania jest przyznanie się do winy, do grzechu - mówił kaznodzieja. Podkreślał, że „badanie prawdy o przeszłości należy zostawić historykom i nie trzeba ulegać tym, którzy mówią - zostawmy to, nie kłóćmy się o historię, nie rozgrzebujmy tragicznych wydarzeń i nie odnawiajmy ran”.

Jak zauważył, „przy takim podejściu, można by powiedzieć - zostawmy Jezusa, skończmy z chrześcijaństwem, nie przejmujmy się Kościołem a my mówimy: historia jest nauczycielką życia, historia jest naszą nauczycielką, dlatego wracamy do niej, aby się z niej uczyć, by nie powtarzać błędów, by dowiadywać się, do czego prowadzi życie pozbawione szacunku do Bożego prawa”.

O konieczności prawdy, która wyzwala i leczy, mówiła także Danuta Skalska, rzecznik Światowego Kongresu Kresowian, odznaczona dziś medalem Pro Patria. - My oddajemy hołd, tym którym ten hołd się należy, ale równocześnie dopinamy się o ukaranie winnych zbrodni i nie propagowanie OUN-UPA, w ogóle banderyzmu po wschodniej granicy - podkreślała.

Inicjatorem odsłonięcia na Jasnej Górze tablic poświęconych tym, którzy zostali bestialsko zamordowani i nielicznym Ukraińcom, którzy pomagali Polakom jest Szczepan Siekierka prezes Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów. - Dla osiągnięcia tego celu bardzo ciężko pracowałem wraz z innymi kolegami z Kresów Wschodnich ponad 30 lat. Udało nam się zebrać ponad 20 tys. relacji świadków od żywych, którzy przeżyli tą straszną tragedię - mówił wzruszony 92-letni prezes uznający odsłonięcie tablic za „życiowe osiągnięcie”.

Z relacji powstają publikacje, które wobec wciąż malejącej grupy ocalonych, są bezcennymi dokumentami historii. Wspomnienia świadków mówią o ponad tysiącu przypadkach wśród Ukraińców, którzy w dobie szalejącego ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego zaryzykowali życie swoje i bliskich - ratując Polaków.

Do uczestników uroczystości specjalny list skierował prezydent RP Andrzej Duda. „Ludobójcze czystki etniczne na Kresach Południowo-Wschodnich są jednym z najtragiczniejszych rozdziałów w historii najnowszej naszej Ojczyzny. Masowe mordy, popełnione na bezbronnych cywilnych mieszkańcach, doprowadziły do zagłady polskich społeczności lokalnych i starły z powierzchni ziemi setki miejscowości. Ci, którym dane było ocaleć, zmuszeni byli opuścić rodzinne strony i szukać dla siebie nowego, bezpiecznego miejsca do życia na innych ziemiach. Wygnańcy nieśli przez pół wieku pamięć o strasznym losie, jaki spotkał ich bliskich i sąsiadów, a o którym powojenny reżim komunistyczny nie pozwalał głośno mówić. To dzięki nim prawda o zbrodniach i pamięć o ofiarach przetrwały w domowej tradycji, wspomnieniach, pamiątkach – pełnych cierpienia, lecz bezcennych i kryjących zobowiązanie na przyszłość”- napisał m.in. prezydent RP.

W specjalnym liście marszałek Sejmu Elżbieta Witek podkreśliła, że dzisiejsze uroczystości przypominają bolesną historię, która przez powojenne lata była konsekwentnie przemilczana. „Wołyń wciąż pozostaje symbolem okrucieństwa i bezwzględności ukraińskich organizacji nacjonalistycznych. Ludność polska doświadczyła niewymownego cierpienia. Mimo terroru i antypolskiej postawy, wśród Ukraińców byli także i ci, którzy mieli odwagę przeciwstawić się przemocy, którzy potrafili zachować człowieczeństwo. Wielu zapłaciło za to najwyższą cenę. Dziś oddajemy cześć nie tylko ofiarom, ale także bohaterskim Ukraińcom” - podkreśliła Elżbieta Witek.

Podczas uroczystości wręczono także medale Pro Patria osobom zasłużonym w kultywowanie pamięci o ludobójstwie na Kresach.

- Dzisiejsza uroczystość odsłonięcia tablic w tym miejscu najważniejszym dla Polski, na Jasnej Górze jest wyrazem tego, że pamiętamy, czyli realizujemy to przesłanie, o którym tak często mówił Jan Paweł II, że aby budować tożsamość narodu, aby budować współczesność, aby myśleć i marzyć o przyszłości, trzeba pamiętać, bo pamięć to fundament, bez pamięci nie jesteśmy w stanie funkcjonować jako naród. Ta dzisiejsza uroczystość jest urzeczywistnieniem tego, że pamiętamy o ofiarach zbrodni dokonanej na Wołyniu w latach 1943-1947 - podkreślił Jan Józef Kasprzyk, szef Urzędu Kombatantów i Osób Represjonowanych.

Dodał, że „z jednej strony czcimy tych, którzy w sposób straszny, bestialski, okrutny, nieznany wcześniej w dziejach zostali zamordowani tylko dlatego, że byli Polakami w imię obłędnej ideologii, ale z drugiej strony oddajemy cześć i hołd tym Ukraińcom, którzy wówczas zachowali człowieczeństwo, którzy pomogli swoim braciom, sąsiadom, Polakom, często ryzykując i często tracąc swoje życie”.

Tablice w hołdzie Polakom zamordowanym przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1939-1947 oraz sprawiedliwym Ukraińcom, którzy udzielili swoim polskim sąsiadom pomocy i schronienia umieszczone są przy Kaplicy Pamięci na Jasnej Górze.

Nacjonaliści ukraińscy dokonali eksterminacji ludności polskiej zamieszkującej Kresy Wschodnie Rzeczypospolitej, które znalazły się pod okupacją sowiecką i niemiecką. Od pojedynczych napadów oraz rzezi na masową skalę zginęło tam, według różnych szacunków, ok. 100-150 tys. osób. Trudno datować poszczególne masowe mogiły, bo wciąż nie ma dostępu do tych miejsc.

Ukraińcy nieraz pomagali swoim polskim sąsiadom w chwili zagrożenia ich życia. Pomoc ta przybierała różne formy: ostrzeżenie przed napadem, wskazanie drogi ucieczki, ukrycie przed spodziewanym atakiem, wprowadzenie napastników w błąd, udzielenie pierwszej pomocy rannym, zaopatrywanie w żywność lub odzież, objęcie opieką sierot lub dzieci zagubionych po napadzie, niewykonanie rozkazu zabicia członka własnej rodziny, odmowa udziału w napadzie, publiczny protest, darowanie życia ofiarom napadu, uwalnianie aresztowanych.

Dzięki aktom solidarności i miłosierdzia ze strony Ukraińców ocalały zarówno pojedyncze osoby, jak i całe wsie, łącznie kilka tysięcy osób. W różnym zakresie pomocy Polakom udzieliło ponad 1300 Ukraińców. Kilkuset z nich sprawcy rzezi ukarali śmiercią, gdyż wszelkie przejawy życzliwej postawy Ukraińców wobec Polaków stanowiły z punktu widzenia OUN-UPA akty kolaboracji z wrogiem i zdradę ideałów narodowych, co pociągało za sobą bezlitosną zemstę.

Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej przypada 11 lipca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję