Reklama

Polska

Różne smaki dobroci

Wiersz „Smaki dobroci” zamojskiej katechetki Aliny Doroty Paul wprowadza nas w rozmowę z biskupem pomocniczym archidiecezji gdańskiej Wiesławem Szlachetką, przewodniczącym Komisji Charytatywnej Konferencji Episkopatu Polski oraz przewodniczącym Komisji Nadzorczej Caritas Polska

Niedziela Ogólnopolska 32/2016, str. 42-43

[ TEMATY ]

wywiad

Caritas

rozmowa

Archiwum Autorki

Małgorzata Godzisz z bp. Wiesławem Szlachetką

Małgorzata Godzisz z bp. Wiesławem Szlachetką

Dobroć
ma różne smaki,
w zależności
od potrzeby i sytuacji,
zawsze jest klarowna
jak świeżo
ugotowany rosół,
złota i ciepła,
niezbędna
w chwilach cierpienia.
Czasem bywa szalona
jak artystyczne fotografie utrwalonego szczęścia,
któremu niezmiennie
towarzyszy
słodycz uśmiechu
i zapach ciasta.
Wtedy nawet
liryczne spotkania
mogą drażnić zmysły
przedsmakiem nieba.

Alina Dorota Paul

* * *

MAŁGORZATA GODZISZ: - Znajdujemy się w miejscu, skąd wyszła iskra Bożego Miłosierdzia, w miejscu łaski, w miejscu spotkania. Jak odczytywać tę łaskę miłosierdzia, która jest wylana na każdego z nas?

BP WIESŁAW SZLACHETKA: - Rzeczywiście te słowa Pana Jezusa z Kazania na Górze „błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” połączone ze słowami „bądźcie miłosierni jak ojciec mój jest miłosierny” brzmią tutaj jakoś szczególnie, bynajmniej ja tak to przeżywam, będąc tu pierwszy raz. Te słowa szczególnie rozważała sekretarka Bożego Miłosierdzia św. Faustyna Kowalska, to tutaj jest jej miejsce – ostatnie lata życia tu spędziła, tu też umarła i tu spoczywają jej relikwie. Bazylikę Miłosierdzia Bożego konsekrował św. Jan Paweł II, który kanonizował św. Faustynę i ustanowił Święto Miłosierdzia. Tyle różnych okoliczności łączy się z tym miejscem. Z tego przesłania możemy rzeczywiście wiele czerpać, i duchowych treści, i mocy, światła dla przełożenia ich w konkretne dzieła pomocy.

- A jak dziś rozumiana jest ogólnie przyjęta charytatywność?

- To zależy od tego, jaka intencja przyświeca działalności charytatywnej. Słowo „charytatywny” wywodzi się od łacińskiego słowa „caritas”, które jest przekładem greckiego słowa „agape” – miłość. W pierwszym Liście św. Jana znajdziemy definicję Boga, który jest miłością: „Deus caritas est”. Zatem prawdziwe dzieła charytatywne, dzieła pomocy są naśladowaniem Bożej miłości wobec świata, zwłaszcza człowieka, który znalazł się w sytuacji grzechu i jego konsekwencji. Jeśli taki cel przyświeca dziełom charytatywnym, to są one rzeczywiście próbą przeniesienia Bożego oblicza miłosiernego do rzeczywistości w konkretne czyny pomocy. Takie dzieła są jak najbardziej pożądane, dobre i oczekiwane. Oczywiście, można też w dziełach charytatywnych szukać kapitału popularności, ale wtedy rozmijamy się z tym, co Pismo Święte nazywa miłością miłosierną. Św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian, tym słynnym Hymnie o miłości pisze: „gdybym na jałmużnę rozdał (czyli na dzieła charytatywne) całą majętność moją (czyli cały mój majątek), a miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał” (por. 13, 3). Oznacza to, że mogą być czyny miłosierdzia pozbawione miłości, tego zakorzenienia się w Bogu, w Jezusie Chrystusie, który jest wypowiedzią Boga, Miłości miłosiernej. Zatem mogą być takie czyny bez miłości, które nic nie dają. Jeżeli mają ten zakamuflowany cel, aby szukać poklasku czy kapitału popularności, wtedy rozmijają się z tą wymową, której na imię caritas.

- Dobroć ma różne smaki, w zależności od potrzeby i sytuacji zawsze jest klarowna. Co powinni robić pracownicy i wolontariusze Caritas, by niesiona przez nich pomoc potrzebującym przynosiła efekty?

- Przede wszystkim powinni mieć otwarte oczy i serca. Zwłaszcza oczy, żeby dostrzec rzeczywiście potrzebujących pomocy i ich potrzeby. Wolontariusze muszą trochę naśladować matkę, która przypatruje się swemu dziecku, by rozpoznać, czego ono potrzebuje. To jest niezwykle cenne, żeby nie okazywać pomocy tam, gdzie ta pomoc nie jest potrzebna. Dlatego konieczne jest to patrzenie. Dobroć nie może być narzucająca się, bo czasami dobroć może zmęczyć. Można dobrocią zagłaskać kogoś, zanudzić wręcz na śmierć. Wolontariusz musi mieć oczy i serce otwarte, żeby dostrzegać rzeczywiste potrzeby i wychodzić im w miarę możliwości naprzeciw.

- Tym dopełnieniem z pewnością może być zachęta papieża Franciszka, by aktywować siebie nawzajem w tym czynieniu dobra.

- To w czytaniu z Dziejów Apostolskich jest mowa o początkach zinstytucjonalizowanej formy działalności charytatywnej w Kościele, która bierze swój początek w tym, co robili sami Apostołowie. Rozdzielali jałmużnę, ale dokonywało się to kosztem słowa Bożego. Dlatego ustanowili diakonów, którzy zajęli się dziełami miłosierdzia. Powstała więc instytucja, która jest początkiem tego, co nazywamy Caritas. Potrzebne są wspólne działania prowadzące do systemowych rozwiązań. Po to jest Caritas, by tworzyć dzieła pomocy, też poprzez szukanie różnych możliwości, nie tylko doraźnych, ale stałych, usankcjonowanych w sposób prawny. Wtedy to dzieło miłosierdzia nabiera większej doskonałości, staje się bardziej operatywne. Nawet gdybyśmy stworzyli najlepsze systemy pomocy, to trzeba mieć na uwadze słowa Jezusa, który mówi, że ubogich zawsze będziecie mieć u siebie.

- A jak stać się dobrym samarytaninem, bez podpisywania umowy za zwrot czynionego dobra?

- Po prostu trzeba chcieć. Potrzebna jest życzliwość serca, jakiś odruch. Wtedy możliwy jest wolontariat, ale nie musimy nic robić tak do końca bezinteresownie, ponieważ pamiętajmy, że Jezus w słowach błogosławieństwa zapewnia nas, iż „błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”. Jeżeli tworzymy dzieła miłosierdzia, to zawsze z myślą o tym, że ostatecznie Bóg zauważy i odwzajemni się swoim miłosierdziem. To, co robimy, robimy z miłości wypływającej od Boga, a jednocześnie to prowadzi nas do udziału w pełni Bożej miłości.

- Caritas to miłość. Miłość bezinteresowna, miłość – agape. Gdzie dzisiaj w tym świecie, który pokazuje świat bez miłości, odkrywać jej pełnię?

- Przede wszystkim w Bogu. „Deus caritas est” – Bóg jest miłością. Bóg jest źródłem miłości. Bóg na różne sposoby tę miłość objawia. Najpierw ukazał tę miłość poprzez dzieło stworzenia. Nawet wtedy, gdy człowiek nie zdał egzaminu z daru Bożej miłości, to Bóg nie pozostawił człowieka samemu sobie, ale podjął plan zbawienia, który prowadzi nas do objawienia Jezusa Chrystusa, który jest pełnią miłości. Okazuje On nam tę miłość w sposób pełny poprzez dzieło paschalne, swoją śmierć, zmartwychwstanie, także poprzez sakramenty, zwłaszcza Eucharystię, która uobecnia dla nas to dzieło zbawcze. Prawdziwą miłość możemy rozpoznawać na różne sposoby i uczyć się jej, by przenosić ją do codziennego życia.
Jezus tłumaczy, „co to znaczy kochać?”. Kochać – to znaczy zachowywać Jego przykazania i Jego naukę. To bardzo proste zdefiniowanie miłości w naszym życiu.

- „Miłosierni to My” to tytuł audycji emitowanych na antenie Katolickiego Radia Zamość we wtorki o godz. 17. To radiowe spotkania z osobami chorymi, cierpiącymi, wykluczonymi, niewidomymi czy osadzonymi. O czym nie wolno zapominać w czasie realizacji tego hasła, że my również jesteśmy miłosierni?

- Przede wszystkim nie można zapominać o tym, aby niesieniem pomocy przypadkiem nie pomniejszyć czyjejś godności. Trzeba czynić to bez jakiegoś niepotrzebnego rozgłosu. Byłem kiedyś na sympozjum poświęconym osobom niepełnosprawnym i pojawiła się tam taka myśl, że wózek inwalidzki osoby niepełnosprawnej jest integralną częścią tej osoby i nie można tak sobie dotykać tego wózka bez zgody czy bez jej wyraźnej woli. Żebyśmy też w tym dziele miłosierdzia, w dziełach charytatywnych nie uciekali się do litości. Litość może być niebezpieczna, litość jest zawsze „patrzeniem z góry”, jest wyrazem trochę jakby poniżenia tego człowieka, czy widzeniem go mniejszym ode mnie, niższym. Tymczasem dzieła charytatywne – świadczenie miłości miłosiernej polega na tym, żeby tego, któremu pomagamy, traktować jako człowieka, który ma tę samą godność, tę samą wartość jak człowiek zdrowy, jak ten, który mu pomaga.

- Ekscelencjo, dziękuję za rozmowę i też proszę o apel do Czytelników „Niedzieli”, by byli miłosierni, żeby włączali się w dzieła Caritas, Caritas Polska i Caritas diecezjalne.

- Z wielką radością pragnę zaprosić do dzieł miłosierdzia, do włączenia się w ten apostolat miłosierdzia i z całego serca pragnę, aby imiona nas wszystkich znalazły się w gronie tych apostołów.

2016-08-03 09:26

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Obudzić w sobie olbrzyma

2020-09-25 20:51

[ TEMATY ]

Caritas

Caritas Polska

Ks. Paweł Dzierzkowski

Ks. Paweł Dzierzkowski

O tym jak skutecznie pomagać, o miłosierdziu przekraczającym granice, o tym, czego nauczyli go bezdomni i o co prosił tych, którzy gratulowali mu objęcia nowej funkcji – opowiada ks. Paweł Dzierzkowski, od września zastępca dyrektora Caritas Polska, a wcześniej – zastępca dyrektora Caritas Archidiecezji Częstochowskiej.

W orędziu na tegoroczny Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy papież Franciszek przywołuje obraz Świętej Rodziny uciekającej przed Herodem do Egiptu i zestawia go z losem współczesnych rodzin przesiedlonych wewnętrznie, szukających schronienia przed wojną, głodem i innymi zagrożeniami. Nawołuje do tego, aby w każdym z tych ludzi rozpoznać Chrystusa – głodnego, chorego, obcego – i przypomina wyzwanie duszpasterskie, na które odpowiedź zawiera się w czterech czasownikach: przyjmować, chronić, promować i integrować. Jak widzi Ksiądz realizację tych zaleceń w działalności Caritas?

Jako Caritas Polska dobrze wpisujemy się w to papieskie orędzie za sprawą swojej codziennej działalności – przyjmujemy drugiego człowieka, staramy się go chronić, promować i integrować. Jest to związane z troską o człowieka i wyraża się w reagowaniu na bieżące potrzeby.
Jako przykład można wskazać choćby pomoc dla ofiar wojny w Syrii – organizowaną zarówno na miejscu, w Aleppo, w ramach naszego największego zagranicznego programu „Rodzina Rodzinie”, jak i w Jordanii, gdzie schronienie znalazło wiele syryjskich rodzin, ale ze względu na trudne warunki wymagają wsparcia. Dzięki ofiarności polskich rodzin, wspierających nasze programy, możemy przekazywać rodzinom syryjskim środki na żywność, leczenie, czy – jak w przypadku Syryjczyków w Jordanii – na opłacenie czynszu. Oprócz prowadzenia licznych programów na całym świecie, także w Polsce pomagamy migrantom i uchodźcom. Naszym zadaniem jest być przy człowieku, który potrzebuje pomocy przekraczając granicę. Kościół i miłosierdzie również przekraczają granice. Kiedy idziemy w kierunku drugiego człowieka, którego czasem może się lękamy – nie możemy się zatrzymać, czy wycofać. Ważne, aby ten lęk, który czasami po ludzku odczuwamy, był rozpraszany dzięki temu, że ufamy Panu Bogu, Jego łasce, która jest przy nas i która prowadzi nas ku drugiemu człowiekowi. Jak pisze św. Paweł w liście do Galatów: „jeden drugiego brzemiona noście”. Wiemy, że te brzemiona są różne, ale nie możemy ich unikać, bo postępowalibyśmy wbrew Ewangelii.

Trzeba znać, żeby zrozumieć – pisze Ojciec Święty. Ma na myśli migrantów, ale to uniwersalna zasada, można ją odnieść do pomagania w szerszym znaczeniu. Ksiądz, jako dotychczasowy wicedyrektor Caritas Archidiecezji Częstochowskiej, był blisko ludzi, którzy na co dzień potrzebują pomocy. W wywiadach, udzielanych po ogłoszeniu nominacji na stanowisko zastępcy dyrektora Caritas Polska, wraca Ksiądz do wątku pracy z osobami bezdomnymi. Czego nauczył Księdza kontakt z nimi?

Ich również często się lękamy – bo, nie daj Boże, poproszą o jedzenie, o pieniądze, bo coś będą od nas chcieli. Zwłaszcza teraz, podczas epidemii, kiedy byli często wskazywani jako potencjalne zagrożenie, co jest kompletnym pomyleniem pojęć, bo przecież każdy z nas może być w czasie epidemii zagrożeniem dla innych. Moje pierwsze kontakty z osobami bezdomnymi, którym posługiwałem jako zastępca dyrektora Caritas Archidiecezji Częstochowskiej, nie były łatwe, popełniłem wiele błędów. Wydawało mi się, kiedy na nich patrzyłem, że mam gotowe rozwiązania, wiem, jak im pomóc – zamiast najpierw wsłuchać się w te osoby, dowiedzieć się, czego rzeczywiście chcą, czego pragną, czego potrzebują. Oni nauczyli mnie szacunku, wrażliwości, otwartości na drugiego człowieka. I nieoceniania. Bo nigdy nie wiemy, w jakiej sytuacji sami się znajdziemy. Znów przywołam św. Pawła, bo jego listy są mi bardzo bliskie w Piśmie Świętym: stoisz? Bacz, abyś nie upadł. Te relacje z osobami bezdomnymi były dla mnie bardzo ważne, nawet okazyjne spotkania, gdzieś na ulicy. Jak mówi papież Franciszek – popatrz w oczy, zatrzymaj się przy tym człowieku. To pozwala inaczej spojrzeć, nie tylko na niego, ale i na to, jak można mu pomóc. Nie zawsze chodzi o to, żeby coś natychmiast dać. Oczywiście, były sytuacje, kiedy trzeba było szybko reagować, ale chodzi też o taką integralną pomoc, udzielaną oczywiście z poszanowaniem wolności. Bo to, co w osobach bezdomnych jest uderzające, to ich poczucie wolności. Nawet, jak ma tylko ten plecak, czy reklamówkę, czy nic niema – to on jest wolny i często nieufnie podchodzi do tych, którzy chcą mu pomóc. Może to wynikać z wcześniejszego odrzucenia, jakichś życiowych niepowodzeń, ale też z ich świadomości błędów, jakie sami kiedyś popełnili, bo przecież w wielu przypadkach oni też nie są bez winy. W tym spotkaniu z nimi ważne jest więc, aby doprowadzić do tego, żeby spojrzeli na samych siebie z szacunkiem.

Caritas Polska realizuje bądź koordynuje szereg projektów we współpracy z Caritas diecezjalnymi. Przypomnijmy, że wśród obszarów, którymi będzie Ksiądz zajmował się merytorycznie w Caritas Polska, oprócz pomocy migrantom są również sprawy seniorów, pomocy żywnościowej, działań na rzecz dzieci, osób niepełnosprawnych i wykluczonych z różnych powodów. Jak, w odczuciu Księdza, doświadczenia zdobyte w Caritas Archidiecezji Częstochowskiej przełożą się na współkierowanie Caritas Polska? Czy patrząc z perspektywy swojej archidiecezji miał Ksiądz spostrzeżenia i pomysły, które mogą teraz zaowocować w którejś z wymienionych dziedzin?

Rzeczywiście tych zadań jest dużo, przy czym uważam, że obecnie szczególnym wyzwaniem dla nas jest pomoc osobom starszym. Z myślą o nich jest realizowanych wiele projektów, my w Caritas Częstochowa już od dawna dowoziliśmy na przykład seniorom posiłki, ale to, co wydaje najważniejsze, to ich aktywizacja. Chodzi o to, żeby wychodzili z tych swoich mieszkań, co w niektórych przypadkach, choćby seniorów mieszkających na wyższych piętrach w niewielkich nawet, czteropiętrowych blokach – bywa poważnym problemem.

Tylko jak to zrobić, zwłaszcza teraz, w dobie pandemii – jak ich wydostać z tych czterech ścian, w których zamyka ich często nie tylko jak dotąd – samotność, ale także lęk przed chorobą?

U nas, w Częstochowie, punktem wyjścia był często właśnie wspomniany posiłek. Znajdując osoby potrzebujące pomocy w takiej właśnie postaci, staraliśmy się, o ile to było możliwe, zachęcić je do wizyty w parafii, w salce parafialnej. I tam powoli zawiązywały się relacje między nimi. Dołączali do działających klubów seniora, gdzie mieli z kim się spotkać, porozmawiać, czasami ponarzekać, ale też mogli wziąć udział w wyjazdach, które im proponowaliśmy, na przykład do naszego ośrodka Święta Puszcza w Olsztynie koło Częstochowy. Tam mogli pospacerować w pięknej okolicy, spotkać się przy ognisku, wspólnie pośpiewać… Zabieraliśmy ich też do teatru, szukaliśmy różnych pomysłów – wiedząc, że z wiekiem człowiek ma niekiedy coraz mniejszą chęć do aktywności, co jest związane z różnymi chorobami, dolegliwościami. Ale dobra propozycja, skuteczna zachęta – sprawiały, że korzystali z tych zajęć i byli bardzo zadowoleni. Zwłaszcza dla osób z mniejszych miejscowości takie wyjazdy były czymś nowym, ciekawym. To też ważne, aby mówiąc o seniorach i starając się do nich dotrzeć, nie ograniczać się do dużych miast, ale pamiętać również o wsi i małych miasteczkach. Tam też są osoby samotne, żyją często z niewielkich rent lub emerytur rolniczych i pomoc im jest istotnym wyzwaniem. To temat do przemodlenia, do przemyśleń i do omówienia w gronie, do którego powinniśmy też zaprosić samych seniorów. Bo znów – to co my, młodzi, możemy wymyślić, nie musi przystawać do ich rzeczywistości, a osoba mieszkająca w mieście będzie miała inne potrzeby niż ta, która mieszka na wsi. I te ich potrzeby musimy właściwie odczytać.

Działalność Caritas Polska to nie tylko programy adresowane do całych grup społecznych potrzebujących wsparcia. Pomoc jest udzielana także osobom indywidualnym szczególnie pokrzywdzonym przez los. Są to często osoby chore lub niepełnosprawne, wymagające kosztownego leczenia bądź rehabilitacji. Ich historie są przedstawiane w serwisie internetowym, Uratujecie.pl i znanym telewizyjnym programie „Sprawa dla reportera”. To również zagadnienia, którymi będzie się Ksiądz zajmował i z pewnością będzie to poważne wyzwanie. Podobnych historii jest bowiem bardzo dużo i pojawia się pytanie: jak skutecznie pomagać ludziom, którzy sami nie są w stanie zebrać środków na operacje ratujące życie, czy sprzęt, dzięki któremu mogą żyć godnie? Jak budzić wrażliwość na los innych w czasie, kiedy tak dużo wokół nieszczęść i indywidualnych dramatów?

Ludzie najchętniej pomagają, kiedy widzą dziecko. Ujmuje ich jego bezbronność i łatwiej jest przemówić do ich wrażliwości, przekonać ich do pomocy. Trudniej jest pomagać osobom dorosłym, ale mam takie doświadczenie, że kiedy ta potrzeba wsparcia jest dobrze wytłumaczona, wyraźnie pokazana, to ludzie otwierają serca i okazują ofiarność w taki wymierny sposób, pomagając materialnie. Nie tylko w nagłych przypadkach – zawsze byłem pod wrażeniem drobnych ofiar, które, jak widziałem, wpływają regularnie, na przykład co miesiąc – na konkretny cel, na konkretną osobę. Ten darczyńca niejako brał od opiekę taką osobę potrzebującą i towarzyszył jej przez dłuższy czas. Rzeczywiście, nieustannie widzimy w telewizji, czytamy w gazetach, czy internecie, jak ktoś prosi o pomoc. A naszym zadaniem jest budzenie w ludziach olbrzyma, odkrywanie tego potencjału, który drzemie w każdym z nas, dzięki któremu możemy komuś pomóc. Bo przecież pomagając nic nie tracimy, przeciwnie – otrzymujemy. Nie tylko szczęście w pomaganiu, otwartość na drugiego człowieka, ale też pewność, że dobro, którym się dzielimy – powraca do nas. Bo ono powróci! Nie wiemy, w którym momencie, niekoniecznie odbędzie się to w wymiarze materialnym, ale na przykład w wymiarze relacji z drugim człowiekiem, w postaci jego życzliwości dla nas.

„Jako ludzie przyznający się do Jezusa nie możemy zatrzymać się na wspaniałych teoriach, bo one nie zbawiają świata. „Wyobraźnia miłosierdzia”, o której mówił św. Jan Paweł II, stanowi dla nas wyzwanie także i dziś, a może szczególnie dziś, aby od pięknych słów o miłosierdziu przejść do działania” – to słowa Księdza, pochodzące z homilii na uroczystą Mszę św. w ramach ubiegłorocznej akcji Caritas „Kromka chleba dla sąsiada”. Czego Księdzu życzyć, albo o co modlić się dla Księdza, w obliczu nowych zadań, jakie czekają Księdza w Caritas Polska?

Kiedy dowiedziałem się, że mam objąć to stanowisko, przyjść do Warszawy, to osoby, które mi gratulowały, prosiłem o modlitwę za to, żeby ta praca biurowa, którą też trzeba wykonać, nie sprawiła, że zamknę się na drugiego człowieka. Na szczęście jest tu obszar, w którym mogę służyć jako kapłan, bo przecież jestem księdzem – i to jest najważniejsze moje zadanie, do którego zostałem powołany. A funkcja, która przyszła dość niespodziewanie, jest tylko pewnym etapem na mojej drodze. Ważne, żeby to był etap, który jeszcze bardziej mnie otworzy na drugiego człowieka. I w tym modlitwa, świadomość, że zawsze ktoś mnie wspiera, jest bardzo pomocna. Myślę, że nie tylko dla mnie, bo przecież Caritas to nie tylko dyrekcja, to przede wszystkim cały zespół ludzi – i w Caritas Polska i w Caritas diecezjalnych, dzięki którym możemy realizować swoją misję.

CZYTAJ DALEJ

Zmarł ks. prof. Jan Krucina

2020-09-25 13:29

Fot. Niedziela

W wieku 92 lat zmarł dzisiaj ks. prof. dr hab. Jan Krucina. Był jednym z najbliższych współpracowników kard. Bolesława Kominka.

Jan Krucina urodził się 14 X 1928 r. w Karwinie-Darkowie na Zaolziu w Czechosłowacji. Święcenia kapłańskie otrzymał 21 czerwca 1959 r. we Wrocławiu. Studia specjalistyczne z zakresu filozofii praktycznej odbył na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w latach 1959-1963, wieńcząc je w roku 1965 doktoratem z filozofii na podstawie pracy: "Dobro wspólne jako zasada społeczna".

W latach 1965-1979 prowadził zajęcia zlecone na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej KUL. Od roku 1965 prowadzi zajęcia dydaktyczne w Wyższym Seminarium Duchownym we Wrocławiu. W latach 1968-1988 był prorektorem Wyższego Seminarium Duchownego i Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. W roku akademickim 1966/67 odbył podróż naukową, odwiedzając ośrodki uniwersyteckie w Austrii, Rzymie, Mediolanie, Strasburgu, Lowanium i Paryżu. 7 grudnia 1972 r. otrzymał na KUL-u stopień doktora habilitowanego na podstawie rozprawy: "Dobro wspólne. Teoria i jej zastosowanie".

Od roku 1973 był profesorem nadzwyczajnym, a od 1993 - profesorem zwyczajnym. Pełnił funkcję redaktora naczelnego rocznika Colloquium Salutis i dyrektora Wydawnictwa Wrocławskiej Księgarni Archidiecezjalnej. Niezwykle ważnym wydarzeniem za jego kadencji rektorskiej było przeprowadzenie na Fakultecie pierwszego kolokwium habilitacyjnego. Ponadto, za czasów jego rektorowania Papieski Wydział umocnił swoją pozycję w gronie wyższych uczelni katolickich w Polsce, a także stał się partnerem dla wyższych uczelni miasta Wrocławia.

W 2002 r. został odznaczony Krzyżem Komandorskim I Klasy Odznaki Honorowej za Zasługi dla Republiki Austrii.

za: www.pwt.wroc.pl/wikipedia

CZYTAJ DALEJ

Włochy: beatyfikacja Marii Ludwiki od Najświętszego Sakramentu

2020-09-26 17:53

[ TEMATY ]

beatyfikacja

wikipedia.com

Maria Ludwika Pasualina

Maria Ludwika Pasualina

W Neapolu odbyła się beatyfikacja Sługi Bożej Marii Ludwiki Paskualiny od Najświętszego Sakramentu, założycielki zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Adoratorek Krzyża Świętego. Uroczystościom w imieniu Papieża przewodniczył arcybiskup Neapolu, kard. Crescenzio Sepe.

Maria Ludwika Paskualina w świecie nazywała się Maria Velotti. Była kobietą swojego czasu, która potrafiła zakasać rękawy również w sytuacji, kiedy jej pragnieniem było prowadzenie życia kontemplacyjnego, wypełnionego modlitwą i adoracją Jezusa w Eucharystii.

W młodości utraciła matkę oraz ojca i była wychowywana przez ciotkę, która traktowała ją jak rywalkę do przejęcia majątku po zmarłych rodzicach. Już w dzieciństwie rozwinęła w sobie wielkie wyczucie dla posłuszeństwa oraz wrażliwość na cierpienie innych. Została następnie przygarnięta przez bezdzietne małżeństwo i stała się jakby „domową mniszką”, co było dość rozpowszechnioną formą pobożności w południu Włoch w XIX wieku. Młodzi ludzie nie wstępowali do żadnego zakonu, ale żyli w domowym odosobnieniu modląc się i poszcząc.

Maria stopniowo zafascynowała się duchem franciszkańskim i w roku 1853 przyjęła habit tercjarki. Podjęła następnie wezwanie do otwarcia się na inne osoby i zaczęła odwiedzać chorych oraz udzielać duchowych rad wielu ludziom, szczególnie młodym. Zrozumiała, że pocieszanie jest ważną częścią misji, którą pragnie powierzyć jej Bóg. W 1878 roku założyła Zgromadzenie Sióstr Adoratorek Krzyża Świętego, z siedzibą w Casorii, gdzie zmarła osiem lat później.

W biografii nowej błogosławionej wspomina się o wielu nadzwyczajnych darach, których udzielił jej Bóg, a które są często trudne do pojęcia przez współczesnych: mowa jest o ekstazach, dręczeniach przez złego ducha, cudownych uzdrowieniach, czytaniu w sercu, a nawet darze świetlistego ciała, czyli przechodzenia przez szyby i lustra.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję