Reklama

Polityka

Spór o pamięć

O polityce historycznej i trudnych relacjach polsko-ukraińskich z Michałem Dworczykiem rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 29/2016, str. 36-37

[ TEMATY ]

wywiad

polityka

społeczeństwo

rozmowa

Grzegorz Boguszewski

Michał Dworczyk

Michał Dworczyk

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Mści się poprawność polityczna stosowana przez lata w relacjach polsko-ukraińskich – tak m.in. skomentował Pan protesty strony ukraińskiej w związku z kolejną polską próbą upamiętnienia ludobójstwa dokonanego na Polakach przez ukraińskie formacje nacjonalistyczne w czasie II wojny światowej. Uważa Pan, że najnowsza historia stosunków polsko-ukraińskich opiera się na nieszczerości, na rezygnacji z przypominania przykrej prawdy historycznej?

MICHAŁ DWORCZYK: – Tak można by to dziś – po wymianie opinii na temat ludobójstwa dokonanego na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów w czasie II wojny światowej – opisać. To przykre, bo przecież Polska była pierwszym krajem, który uznał niepodległość Ukrainy. Kibicowaliśmy Ukrainie w ciągu dwudziestu kilku lat jej burzliwej historii; podziwialiśmy i wspieraliśmy dwa „majdany”, które wyrażały demokratyczne aspiracje Ukraińców. Jednakże na naszych relacjach kładzie się wielkim cieniem sprawa mordów dokonanych na obywatelach II RP w latach 1939-45, dla Polaków wciąż bolesna. Szkoda, że polskie elity polityczne w imię źle rozumianej poprawności i traktowania Ukrainy jak niedojrzałego dziecka, niezdolnego do szczerości i poważnej rozmowy, przez lata unikały poruszania tego trudnego tematu. Nie próbowano dokonywać żadnych ocen rzezi wołyńskiej, nawet moralnych i etycznych... Tym bardziej nie robiono tego na Ukrainie.

– A zatem można powiedzieć, że to, iż w III RP unikano szczerego dialogu ze strony polskiej, odcisnęło się na jakości ukraińskiej polityki historycznej?

– Zapewne w jakimś stopniu tak. To polskie milczenie można potraktować jako przyzwolenie na taki, a nie inny jej kierunek. Momentem przełomowym w ukraińskiej polityce historycznej – której ostrości dziś doświadczamy – był rok 2005, Pomarańczowa Rewolucja, gdy prezydent Juszczenko zaczął odwoływać się do „heroizmu” UPA i jej „bohaterów”. Ale to był jeszcze umiarkowany etap rozwoju tejże polityki; gwałtowne przyspieszenie nastąpiło po Rewolucji Godności, czyli po tzw. Euromajdanie w 2014 r.

– Na czym ono polegało?

– W sytuacji wojny z Rosją ukraińscy politycy zaczęli na gwałt szukać mitów, wokół których mogliby zjednoczyć społeczeństwo do walki z wrogiem; zaczęto mitologizować UPA, gloryfikować głównych dowódców tej formacji, stawiać im pomniki. Faktem jest, że dziś ukraińscy ideolodzy skupiają się jedynie na walce UPA z Sowietami w drugiej połowie lat 40. i pierwszej połowie lat 50. ub. wieku i omijają skrzętnie wątek wymordowania stu kilkudziesięciu tysięcy Polaków w czasie II wojny światowej.

– Wielu Polaków, których rodziny ucierpiały na Wołyniu w 1943 r., dziś boi się powtórki z historii...

– Dość dobrze znam Ukrainę, Ukraińców i Polaków mieszkających tam od lat i takich zagrożeń nie widzę. Zresztą ostatnie wybory na Ukrainie pokazały, że nacjonaliści nie mają tam praktycznie żadnego poparcia; ani Swoboda, ani Prawy Sektor, czyli partie najbardziej nacjonalistyczne, nie weszły do parlamentu, a ich kandydaci na prezydenta zyskali poparcie w granicach błędu statystycznego. A w dodatku – trzeba to uczciwie powiedzieć – w narracji prowadzonej dziś na Ukrainie nie ma wątków antypolskich, nie ma antypolskiej nagonki. Wręcz odwrotnie, niezależne amerykańskie badania wskazują na olbrzymią sympatię społeczeństwa ukraińskiego wobec Polaków.

– Czy nie najprościej by było – co sugerują także polskie autorytety duchowe – żeby Polacy po chrześcijańsku wybaczyli?

– Dzisiejszy problem w relacjach z Ukrainą nie dotyczy wybaczania lub przeprosin, lecz tego, jakie będą za kilka lat konsekwencje prowadzonej dziś przez Ukrainę polityki historycznej. Jeżeli w tej sprawie nic się nie zmieni, wkrótce wyrośnie nowe pokolenie Ukraińców ze zmanipulowaną wiedzą historyczną, dla którego ludobójcy będą bohaterami. Ci młodzi ludzie nie będą rozumieli, dlaczego Polacy nie mogą zaakceptować ich bohaterów i wciąż mają jakieś pretensje. Na gloryfikacji zła, na kłamstwie nie da się zbudować niczego trwałego, zwłaszcza partnerstwa i przyjaźni. A zatem dwa największe państwa Europy Środkowej: Polska i Ukraina będą trwać w stanie permanentnej kłótni i żadne z osobna nie będzie traktowane podmiotowo przez wielkich sąsiadów ze Wschodu i z Zachodu.

– Prawo i Sprawiedliwość zawsze podkreślało wagę dobrych stosunków z Ukrainą, ale zarazem nalegało na prowadzenie uczciwej polityki historycznej. Teraz to godzenie ognia z wodą okazuje się chyba coraz trudniejsze?

– Wspieraliśmy i nadal wspieramy Ukrainę w jej proeuropejskim kursie, tym bardziej że chodzi nam o zabezpieczenie interesów Polski. Mówiąc obrazowo – im krótsza granica z Federacją Rosyjską, tym dla nas lepiej, a niepodległa Ukraina to oczywisty wzrost bezpieczeństwa Polski. Mimo to pryncypialnie podchodzimy do spraw historycznych i konsekwentnie zwracamy uwagę na zagrożenia wynikające z lekceważenia prawdy historycznej. Dlatego jako pierwsza formacja polityczna przygotowaliśmy w 2013 r. – w 70. rocznicę ludobójstwa na Wołyniu – projekt uchwały odnoszącej się wprost do tych wydarzeń. Tamta uchwała została odrzucona głosami PO i Ruchu Palikota; przyjęto wtedy projekt autorstwa PO, który de facto rozmydlił problem, nie było tam m.in. słowa „ludobójstwo”. W tym roku parlamentarzyści grupy bilateralnej polsko-ukraińskiej odbyli cykl spotkań w Kijowie. Bardzo szczerze i otwarcie rozmawialiśmy z przewodniczącym Werchownej Rady i jego zastępcami, z przedstawicielami wszystkich frakcji politycznych, przedstawicielami ukraińskiego MSZ, prokuratorem generalnym.

– Polskie racje zostały przyjęte ze zrozumieniem?

– Reakcją było zaskoczenie i jednak niezrozumienie, dlaczego polscy politycy dzisiaj o tym mówią. Byli zdumieni...

– ...że ktoś wciąż tak uparcie i ostro wraca do problemu, o którym dawno powinno się zapomnieć?

– Właśnie tak. Ale nie tylko ukraińcy się dziwili – po jednym z takich spotkań usłyszałem od naszego dyplomaty, że jestem pierwszym polskim politykiem, który tak asertywnie dyskutował z Ukraińcami o tych sprawach.

– To był zarzut?

– Nie sądzę... Można, oczywiście, uznać, że taka asertywność jest zła, bo nie uwzględnia wrażliwości naszych partnerów, albo że jest dobra, bo w końcu jesteśmy szczerzy wobec siebie.

– Są wciąż naciski na łagodzenie problemu?

– Są raczej wewnętrzne dyskusje, które zresztą od kilku już lat z roku na rok się nasilają. W tym roku PiS przygotował projekt uchwały, który niezmiennie jednoznacznie opisuje tę kwestię historyczną, zawiera też projekt święta – Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II RP.

– W tym roku pojawił się szczególny urodzaj projektów... Czy nie mamy przypadkiem do czynienia z politycznym wykorzystywaniem tragedii wołyńskiej?

– Z żalem muszę przyznać, że sprawa wołyńska została w tym roku szczególnie instrumentalnie potraktowana przez polityków... Niemal tuż przed 73. rocznicą wołyńskiej „krwawej niedzieli” w Sejmie pojawiło się aż pięć różnych propozycji jej uczczenia! PiS już 10 lutego – w 80. rocznicę deportacji Polaków do Kazachstanu – złożył swój projekt ustawy, w którym próbowaliśmy opisać martyrologię narodu polskiego na kresach I i II Rzeczypospolitej. Tak naprawdę nikt nie podjął dyskusji nad tą ustawą. Niecałe dwa miesiące później klub Kukiz’15 złożył swój projekt ustawy, a potem pojawiły się kolejne projekty.

– Dlaczego PiS zrezygnował z ustawowej regulacji?

– Po wysypie projektów przed 73. rocznicą rzezi wołyńskiej, aby opanować sytuację, należało połączyć dwa projekty ustaw – PiS i Kukiz’15 – i stworzyć jedną ustawę, ale proces legislacyjny nie dawał szans, żeby zdążyć jeszcze przed rocznicą „krwawej niedzieli”, czyli przed 11 lipca. Byliśmy więc zmuszeni wrócić do projektu naszej uchwały z 2013 r. i wzbogacić go o propozycję ustanowienia stałego święta, żeby wreszcie w tym roku zamknąć skutecznie problem od strony politycznej, na poziomie Sejmu.

– Polska dyskusja sprowokowała ukraińskich polityków do reakcji – na początku czerwca pojawił się skierowany do Polaków list byłych prezydentów Ukrainy i ukraińskich intelektualistów.

– Po naszych rozmowach w Kijowie bardzo uaktywniła się ukraińska dyplomacja oraz politycy obawiający się przyjęcia przez polski parlament antyukraińskich – ich zdaniem – uchwał, co może doprowadzić do pogorszenia dobrych dwustronnych relacji. PiS jako jedyna formacja zdecydował się na ten list odpowiedzieć, właśnie dlatego, że bardzo nam zależy na dobrych relacjach z Ukrainą. Tę odpowiedź podpisało ponad 200 naszych parlamentarzystów.

– Co jednak nie załagodziło sytuacji. Na list PiS dość ostro odpowiedział szef ukraińskiego IPN Wołodymyr Wiatrowycz. Mamy eskalację problemu zamiast wyciszenia?

– Wołodymyr Wiatrowycz to dzisiaj główny ukraiński ideolog, który – niestety, przykro mi to mówić – jak w wielu wcześniejszych wystąpieniach, także w tym liście miesza fakty z nieprawdziwymi informacjami. Krytyczną ocenę polityki historycznej prowadzonej przez pana Wiatrowycza w swoim raporcie umieścił Foreign Office, podobnie opisuje ją polski Ośrodek Studiów Wschodnich.

– Niemniej jako ukraiński autorytet w dziedzinie historii Wiatrowycz stawia zarzut, że Polacy gloryfikują np. Żołnierzy Wyklętych, którzy mieli także na sumieniu zabijanie ludności cywilnej...

– To wyjątkowo cyniczne. Nie było w Polsce żadnej organizacji cywilnej ani wojskowej, która by zakładała wymordowanie ludności cywilnej dla osiągnięcia celu politycznego. Wprawdzie mamy w historii tak dramatyczne postaci, jak „Wołyniak”, autentyczny bohater podziemia niepodległościowego, który walczył bohatersko z Niemcami, a potem z Sowietami, ale niestety w 1945 r. splamił się wymordowaniem stu kilkudziesięciu Ukraińców w miejscowości Piskorowice. Możemy doceniać jego wcześniejsze zasługi, możemy rozumieć dramatyzm sytuacji, w jakiej wówczas działał, ale nie słyszałem, żeby ktokolwiek w Polsce chciał mu stawiać pomnik lub przedstawiać go w podręcznikach jako wzór do naśladowania dla młodzieży... Natomiast na Ukrainie na porządku dziennym jest dziś upamiętnianie osób bezpośrednio odpowiedzialnych za ludobójstwo.

– Zbliżone do PO polskie elity również niezmiennie uważają, że nie tylko nie należy rozdrapywać bolesnych ran, ale też trzeba uderzyć się we własne piersi...

– Na pewno powinniśmy oddać hołd cywilnej ludności ukraińskiej, która była mordowana w ramach polskich akcji odwetowych. Ale to nie u nas, lecz na Ukrainie powstała ideologia, zgodnie z którą metodycznie mordowano tam ludzi nieukraińskiej narodowości, przede wszystkim Polaków i Żydów. Jeden z ideologów przygotowujących akcję ludobójstwa, Mychajło Kołodziński, autor „Ukraińskiej doktryny wojskowej”, pisał wprost, że to działanie musi być na tyle okrutne, żeby wystraszyć tych innych, żeby nawet za sto lat bali się spojrzeć w kierunku Ukrainy. Wyciągając rękę do pojednania, też warto o tym wiedzieć...

– Na takiej pamięci historycznej trudno jest budować dobre stosunki sąsiedzkie.

– Oczywiście, trudno. Ale Polska ma w tej chwili tak dużo wspólnych spraw z Ukrainą, że w moim przekonaniu mimo wszystko można realizować bardzo wiele projektów i prowadzić normalną współpracę. Ale w tej konkretnej historycznej sprawie należy zachować pryncypialną postawę. To wymaga wysiłku ze strony polskiej i dobrej woli ze strony ukraińskiej.

– I chyba nie tylko...

– Jest wiele osób i krajów, którym zależy na tym, żeby Polacy z Ukraińcami za dobrze się nie porozumiewali, żeby za dobrze nam się nie układało. Dlatego zrobią wszystko, żeby ten problem był wciąż zaogniany.

– Wraz z wymianą polsko-ukraińskich listów trwała wewnętrzna dyskusja w Polsce – także wewnątrz partii rządzącej. Pojawiły się rozbieżności co do ustalenia daty dnia pamięci ofiar rzezi wołyńskiej, odbierane jako próby łagodzenia, rozbrajania napiętej sytuacji polsko-ukraińskiej.

– Tu, według mnie, doszło do pewnego nieporozumienia w interpretacji wypowiedzi prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który zasugerował, że 17 września byłby bardzo dobrym dniem, aby upamiętnić całą spuściznę Kresów. Dziś rozmawiamy tylko o ludobójstwie na Wołyniu, ale przecież mamy jeszcze inne tragiczne wydarzenia na Kresach. I mamy też do upamiętnienia wielką pozytywną spuściznę Kresów. Cały historyczny wkład Kresów w historię, kulturę, politykę, o którym często nie pamiętamy, a jest on jednym z fundamentów naszej tożsamości narodowej. 17 września byłby najlepszą datą do upamiętnienia tej spuścizny, jako klamra spinająca okres od pierwszego rozbioru, kiedy straciliśmy pierwsze wschodnie tereny, po początek końca Kresów w dniu ataku sowieckiego – 17 września 1939 r.

– A więc powinniśmy mieć co najmniej dwa kresowe święta?

– Moim zdaniem, dobrze by było, gdyby jedno przypominało cały dorobek Kresów, a drugie było poświęcone wyłącznie dramatowi wołyńskiemu. To wynika z naszych spotkań i dyskusji ze środowiskami Kresowiaków, nie tylko tych z terenów południowo-wschodnich, ale także z Nowogródczyzny, z Grodzieńszczyzny i Wileńszczyzny.

* * *

Michał Dworczyk
polityk, historyk, instruktor harcerski, samorządowiec, poseł na Sejm VII i VIII kadencji, przewodniczący sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą oraz Polsko-Ukraińskiej Grupy Parlamentarnej

2016-07-13 09:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wyrównujemy szanse

2020-09-16 11:29

Niedziela warszawska 38/2020, str. I

[ TEMATY ]

wywiad

Łukasz Krzysztofka

O awarii oczyszczalni „Czajka”, podziale Mazowsza i nowej strategii walki z pandemią z Konstantym Radziwiłłem, wojewodą mazowieckim, rozmawia Łukasz Krzysztofka.

Łukasz Krzysztofka: Obecnie tematem numer jeden na Mazowszu jest awaria oczyszczalni „Czajka”. Dzisiaj mówi się, że być może w ciągu kilku miesięcy da się położyć rurę stalową pod Wisłą, która miałaby być docelowym, bezpieczniejszym rozwiązaniem…

Konstanty Radziwiłł: Trudno powiedzieć, dlaczego miasto stołeczne nie zapewniło alternatywnego przesyłu w ciągu minionego roku. Prezydent Rafał Trzaskowski twierdzi, że rozwiązanie, jakim jest tunel z dwiema rurami, został źle zaplanowany. Tym bardziej z dużym niesmakiem odbieram próbę przerzucenia winy przez prezydenta Trzaskowskiego na swoich poprzedników. I to nie na poprzedniczkę (Hannę Gronkiewicz-Waltz – przyp. red.), która rządziła miastem przez 12 lat przed nim, tylko na śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i wcześniejszych prezydentów. W okresie 14 lat rządów Platformy Obywatelskiej można było wszystko wykonać po swojemu.

CZYTAJ DALEJ

Relacje między dwoma XX-wiecznymi świętymi mistykami: Janem Pawłem II i Ojcem Pio

2020-09-23 07:50

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

O. Pio

Zakon Braci Mniejszych Kapucynów, Prowincja Krakowska

Relacje między dwoma XX-wiecznymi świętymi mistykami: Janem Pawłem II i Ojcem Pio. Rozmawiałem o tym z Stefano Campanellą, dyrektorem telewizji Padre Pio TV, płodnym pisarzem, autorem m.in. książek o Papieżu Polaku i Kapucynie z Gargano.

- Czy mógłby pan wyjaśnić, dlaczego możemy mówić o szczególnej relacji Karola Wojtyły z Ojcem Pio? Głównie mówi się tylko o listach pisanych przez Wojtyłę do ​​Ojca Pio...

Copyright Archiwum "Voce di Padre Pio

Kard. Karol Wojtyła z grupą kapłanów w San Giovanni Rotondo

Kard. Karol Wojtyła z grupą kapłanów w San Giovanni Rotondo

- To prawda, wspominane są z reguły co najmniej trzy listy napisane przez Wojtyłę do Ojca Pio, które związane są z dwoma cudami dokonanymi za wstawiennictwem padre Pio: uzdrowienie dr Wandy Półtawskiej oraz syna prawnika z Krakowa.

- Kard. Deskur był świadkiem szczególnych więzi między Janem Pawłem II a Ojcem Pio, dwóch postaci, które odegrały wyjątkową rolę w historii Kościoła, tak różnych, a jednocześnie podobnych do siebie. Rozmawiał pan na ten temat z kard. Deskurem...

- Tak. 30 stycznia 2004 r. miałem zaszczyt zostać przyjęty w Watykanie przez kard. Deskura, aby porozmawiać o relacjach między Janem Pawłem II i Ojcem Pio. Kardynał był bezpośrednim świadkiem niektórych wydarzeń, które łączą Papieża i Padre Pio. Był także osobą, która wysłuchała wielu zwierzeń Jana Pawła II, ponieważ był z nim związany solidną i długą przyjaźnią, która rozpoczęła się w seminarium w Krakowie. Deskur powiedział mi, że koledzy Karola Wojtyły z seminarium już od pierwszych lat postrzegali go jako wyjątkowego człowieka - odkryli, że ma dar „modlitwy natchnionej”. „W godzinie medytacji wszyscy kręcili się, obserwowali, kto wchodzi, kto wychodzi. Wojtyła był jedynym, który nigdy się nie ruszał, całkowicie skupiony na modlitwie” – powiedział mi kardynał. Ale przy tej okazji ujawnił mi również, że papież bardzo mało mówił na temat życia wewnętrznego i zawsze był „bardzo powściągliwy we wszystkim, co dotyczy jego życia duchowego”.

- Ten sposób „zanurzenia się” w głębokim dialogu z Bogiem charakteryzował również Ojca Pio – w tym byli podobni do siebie. Dwaj święci, dwaj mistycy. Ale Wojtyła, już jako Jan Paweł II, w dalszym ciągu przeżywał swoją wiarę w sposób mistyczny...

- Ci, którzy przeczytali „Positio” (zbiór dokumentów wykorzystywanych w procesie) procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego Jana Pawła II, poinformowali mnie również, że co najmniej dwóch świadków zadeklarowało, że widzieli papieża w tak intensywnej modlitwie, że wydawało się to dialogiem z kimś niewidzialnym, który był przed nim: raz miało to miejsce w Ogrodach Watykańskich, a drugi przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej.

- Po okresie seminaryjnym drogi ks. Wojtyły i ks. Deskura rozeszły się. Spotkali się ponownie w Rzymie w okresie Soboru Watykańskiego II. I to właśnie w tamtych latach miały miejsce wydarzenia, które łączą Wojtyłę, Ojca Pio i Deskura. Czy mógłby je pan przypomnieć?

- Tak, ponieważ w listopadzie 1962 r. abp Wojtyła, który był w Rzymie, dostał wiadomość o ciężkiej chorobie Wandy Półtawskiej, jego duchowej córki i przyjaciółki (mówili do siebie: brat i siostra). Wtedy Wojtyła przypomniał sobie kapucyna spotkanego w 1948 r. w czasie rzymskich studiów i postanowił prosić tego Bożego kapłana o modlitwę za przyjaciółkę. I to w tym momencie pojawił się ks. prał. Deskur, który pomógł mu nawiązać korespondencję z Ojcem Pio.

17 listopada 1962 r. Wojtyła napisał list, który Deskur zobowiązał się wysłać do San Giovanni Rotondo za pośrednictwem urzędnika z Sekretariatu Stanu, kom. Angelo Battisti, który był duchowym synem Ojca Pio i często go odwiedzał. Battisti osobiście zaniósł list Ojcu Pio – gdy mu go przeczytano wypowiedział słynne zdanie: „Jemu nie można odmówić”.

Copyright Archiwum "Voce di Padre Pio

List kard. Karola Wojtyły do o. Pio

List kard. Karola  Wojtyły do o. Pio

Kilka dni później, w ramach przygotowań do operacji usunięcia guza, Półtawska została poddana nowym badaniom, które wykazały, że guz całkowicie zniknął. Wiadomość ta natychmiast dotarła do bp. Wojtyły, który czuł się zobowiązany podziękować Ojcu Pio - 28 listopada napisał drugi list, który za pośrednictwem ks. Deskura i kom. Battisti został dostarczony Ojcu Pio, który przy tej okazji powiedział: „Bogu niech będą dzięki!” I to właśnie wtedy wręczył oba listy kom. Battisti, dodając: „Zatrzymaj je, bo pewnego dnia staną się ważne”. Battisti schował je do szuflady i zapomniał o nich. Przypadkowo odnalazł je w tym samym roku i w tym samym miesiącu, w którym ich autor został papieżem.

- Były też inne epizody?

- Tak, jesienią 1974 r. kard. Wojtyła znowu był w Rzymie i gdy zbliżała się rocznica jego święceń kapłańskich (1 listopada 1946 r.), postanowił uczcić tę rocznicę właśnie w San Giovanni Rotondo i odprawić Mszę św. przy grobie Ojca Pio.

Copyright Archiwum "Voce di Padre Pio

Kard. Karol Wojtyła z grupą kapłanów w San Giovanni Rotondo

Kard. Karol Wojtyła z grupą kapłanów w San Giovanni Rotondo

- A ks. prał. Deskur był tym, który często organizował podróże kardynała po Włoszech i towarzyszył mu. To on zorganizował też wyjazd do Apulii.

- Również w tym przypadku ks. prał. Deskur odegrał ważną rolę. Zadzwonił do inż. Pietro Gasparri, który był jednym z kierowników „Casa Sollievo della Sofferenza” („Dom Ulgi w Cierpieniu”, szpital w San Giovanni Rotondo założony na życzenie Ojca Pio, który zgodnie z jego wolą został przekazany Stolicy Apostolskiej – przyp. W.R.). Gasparri został wysłany przez Watykan do San Giovanni Rotondo, aby zająć się niektórymi aspektami zarządzania szpitalem, dlatego Deskur, jako urzędnik Stolicy Apostolskiej, zwrócił się bezpośrednio do niego (jako ciekawostkę dodam, że inż. Gasparri był bratankiem kard. Gasparri, sekretarza stanu Benedykta XV i Piusa XI).

Ks. prał. Deskur poinformował go o przybyciu polskich księży, prosząc o zorganizowanie ich pobytu oraz powiadomienie braci z klasztoru i władz świeckich. Inż. Gasparri zrobił to z należytą starannością. Jednak ze względu na szereg perypetii (1 listopada był szczególnie deszczowy) grupa składająca się z kard. Wojtyły, ks. prał. Deskura i 6 innych polskich księży przybyła bardzo późno wieczorem, około godziny 21. Jednak mimo późnej pory polską delegację przywitali przedstawiciele władz zakonnych i miejskich. Oczywiście kard. Wojtyła nie mógł odprawić Mszy św. przy grobie Ojca Pio w dniu swych święceń, chociaż tego tak bardzo pragnął. Zrobił to następnego dnia, pozostając w San Giovanni Rotondo do rana 3 listopada. Udał się tylko z krótką wizytą do sanktuarium w miejscowości Monte Sant’Angelo. Podczas krótkich homilii wygłaszanych w czasie Eucharystii miał okazję wyrazić cały swój podziw dla kapucyna z San Giovanni Rotondo.

- Dzięki kard. Deskurowi odkrył pan wiele niezwykłych faktów, które mówią o szczególnej relacji Wojtyły z Ojcem Pio, a także o postaci samego Jana Pawła II...

- Kard. Deskur powiedział mi tylko część tego, co wiedział, ponieważ, jak mi wyjaśnił, „o wielu rzeczach dowiedziałem się podczas spowiedzi i nie mogę ich ujawnić”.

Wśród faktów, które mi opowiedział, były rzeczy bardzo ważne. Pewnego dnia bp Michalik poprosił papieża, by powiedział mu coś więcej na temat jego związków z Ojcem Pio. Jan Paweł II wyznał wtedy, że od samego początku była to szczególna relacja.

Kiedy w pierwszych dniach kwietnia 1948 r., jako młody ksiądz, Wojtyła udał się do San Giovanni Rotondo, kapucyn wyjawił mu to, z czego nie zwierzył się nigdy nikomu, nawet spowiednikom, a mianowicie, że oprócz pięciu ran stygmatów i drugiej rany na piersi miał również ranę na plecach, podobną do tej, która zrobiła się Jezusowi, gdy niósł krzyż (patibulum) w drodze na Kalwarię. Ta rana „najbardziej bolała”, ponieważ była „ropiejąca” i nigdy nie była „leczona przez lekarzy”.

Kard. Deskur opowiedział mi wiele innych faktów, ale nie mogłem wtedy nic więcej opublikować. Kiedy jednak Jan Paweł II został beatyfikowany, stwierdziłem, że mogę swobodnie podać coś więcej do publicznej wiadomości.

Dar „natchnionej modlitwy”, począwszy od seminarium, o czym już wcześniej mówiłem. Inny fakt związany jest z Fatimą.

W 1997 r. kard. Deskur udał się do Coimbry na polecenie Papieża, aby spotkać się z siostrą Łucją, jedną z trzech widzących z Fatimy, aby zapytać, czy akt zawierzenia ludzkości Niepokalanemu Sercu Maryi wraz ze wszystkimi biskupami świata został dokonany w sposób, w jaki chciała Madonna. Na zakończenie rozmowy, po zapewnieniu, że konsekracja odbyła się w odpowiedni sposób, kardynał zapytał zakonnicę, czy ma „przekazać Ojcu Świętemu jakąś wiadomość od Matki Bożej”, na co siostra Łucja odpowiedziała: „Nie trzeba, bo Madonna mówi do niego bezpośrednio”. Jest to kolejny dowód na mistyczne życie Jana Pawła II. Ale wszystkie te fakty pokazują również, jaką ważną rolę w życiu papieża odgrywał kard. Deskur.

CZYTAJ DALEJ

Dożynki w folwarku

2020-09-23 23:08

[ TEMATY ]

dożynki

Joanna Ruchniewicz-Wywigacz

Niedziela 20 września br., to kolejna okazja do zasmakowania w regionalnych, naturalnych smakach, w wytworach z plonów tego roku.

W Zamkowym Folwarku w Żarach podczas Targu Śniadaniowego można było kupić: sery i inne wyroby z mleka koziego, chleb na zakwasie, pasty, pasztety i inne smakołyki z dyni, wina z lubuskich winiarni Saganum i Jakubów, wyroby masarskie od lokalnego wytwórcy. Nie zabrakło miodów, ciast, ręcznie robionych krówek, owoców i warzyw z własnej uprawy, piwa rzemieślniczego, olejów z dyni, lnu, rzepaku, wyrobów z dodatkiem lawendy i domowych przetworów z owoców i warzyw.

Zobacz zdjęcia: Dożynki w folwarku
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję