Reklama

Kościół nad Odrą i Bałtykiem

Dzień św. Ottona w Lubinie

Letnia słoneczna pogoda i bogaty program jarmarku przyciągnął na lubińskie grodzisko wielu mieszkańców gminy Międzyzdroje oraz turystów. Okazją do spotkania był obchodzony po raz pierwszy w naszej gminie Dzień św. Ottona

Niedziela szczecińsko-kamieńska 28/2016, str. 2

[ TEMATY ]

jarmark

Dzień św. Ottona

UM w Międzyzdrojach

Zapaleniem pochodni rozpoczął się jarmark rodzinny

Dzień ten rozpoczął się uroczystą Mszą św. w kościele pw. Matki Bożej Jasnogórskiej w Lubinie celebrowaną przez bp. Mariana Błażeja Kruszyłowicza. Wśród zaproszonych gości byli: Ewa Stanecka – wojewódzki konserwator zabytków w Szczecinie, byli i obecni przedstawiciele samorządu, radni. Po Mszy św. podczas odczytu prof. Marian Rębkowski opowiedział zgromadzonym w kościele o historii grodziska w Lubinie.

W latach 2008-11 pod kierownictwem prof. Rębkowskiego i finansowym wsparciu Gminy Międzyzdroje prowadzone były w tym miejscu prace archeologiczne. Szczątki wydobyte podczas prac zostały przebadane, a następnie podczas uroczystego pochówku pogrzebane 13 czerwca 2014 r. Podczas tamtej uroczystości na grodzisku nastąpiło odsłonięcie pamiątkowej tablicy upamiętniającej miejsce związane z I misją chrystianizacyjną biskupa Ottona z Bambergu. Niedzielne święto było okazją do przypomnienia sobie uroczystości sprzed 2 lat. Prof. Rębkowski zapewniał podczas odczytu, że grodzisko kryje w sobie jeszcze wiele tajemnic, które czekają na odkrycie.

Po wykładzie zgromadzeni w lubińskiej świątyni przeszli na teren grodziska, gdzie otrzymali pochodnie, od których uroczyście rozpalono ognisko. I ta część rozpoczęła jarmark rodzinny z bogatym programem dla małych i dużych. Turlanie w workach, zabawy ruchowe, a dla odważnych przejażdżka konna dzięki uprzejmości Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Benicach. Klimat letniego pikniku na grodzisku z wyjątkowym widokiem na Zalew Szczeciński wzbogacili wystawcy ze stoiskami o tematyce historycznej – Stowarzyszenie Centrum Słowian i Wikingów z Wolina, Stowarzyszenia „Archeozdroje” i „Volvard” z Międzyzdrojów, a także osoby prywatne.

Reklama

Jarmark odbywał się przy muzyce zespołu flażoletowego ze Szczecina, a także piosenkach w wykonaniu 2. Harcerskiej Drużyny Wodnej „Złota Szekla” oraz 1. Wodnej Gromady Zuchowej „Bursztynki” z Wałcza. Bezpłatny dojazd z Międzyzdrojów pozwolił na przybycie na grodzisko także mieszkańców i turystów z Międzyzdrojów. Na przybyłych gości czekał bezpłatny smaczny poczęstunek. Jarmark zakończyło bicie rekordu w puszczaniu ogromnych mydlanych baniek.

Dzień św. Ottona odbył się z inicjatywy Joanny Kudłaszyk ze Stowarzyszenia „Volvard” przy czynnym współudziale i finansowym wsparciu rodziny Kowalskich, członków Stowarzyszenia Historia Grodziska Lubin, proboszcza parafii w Lubinie oraz gminy Międzyzdroje.

Dzień ten nie byłby możliwy bez wielu osób czynnie zaangażowanych przy organizacji tego wydarzenia, którym składamy serdecznie podziękowania za wszelką pomoc, wsparcie i współtworzenie z nami klimatu tego dnia. A wszystkich miłośników lubińskiego grodziska oraz historii naszego regionu już dziś zapraszamy na drugą edycję Dnia św. Ottona za rok.

2016-07-05 11:24

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bose stopy cesarza

Niedziela Ogólnopolska 10/2020, str. 62-63

[ TEMATY ]

Dzień św. Ottona

Slavinia, Germania, Galia i Roma (Italia) oddające hołd Ottonowi III. Ilustracje znajdują się w Ewangeliarzu Ottona III z 1000 r.

Co sprawiło, że cesarz Otton III osobiście pofatygował się na rubieże chrześcijańskiego świata, aby wejść boso do Gniezna i włożyć w symbolicznym geście własną koronę na głowę polskiego księcia?
W marcu obchodzimy 1020. rocznicę tego wydarzenia.

W polityce nie ma cudów, o coś musiało chodzić zarówno Ottonowi III, że przyjechał wraz ze swym dworem do ówczesnej stolicy Polski, jak i księciu Bolesławowi, że ugościł cesarza ochoczo i godnie, co w tamtych czasach oznaczało niemałe nadwyrężenie skarbu państwa – tygodniowy pobyt bardzo wielu gości, hojne podarki dla wszystkich i na koniec wystawienie prezentu w postaci 300 opancerzonych wojowników.

Cele Ottona III

Od kiedy papież Leon III koronował Karola Wielkiego na cesarza rzymskiego, kolejni germańscy władcy starali się kontrolować Rzym, aby otrzymać z rąk papieża godność cesarską. Nie była ona przyznawana automatycznie. Otton III był królem Niemiec od 983 r., a papież Grzegorz V nałożył na jego skronie koronę cesarską dopiero w 996 r., podczas pierwszego pobytu Ottona w Wiecznym Mieście. Sam cesarz był gruntownie wykształcony, umiał pisać i czytać, znał teksty starożytnych, interesował się historią, prawem, swobodnie wypowiadał się po łacinie i prawdopodobnie znał także grekę. Ideą, która przyświecała mu przez całe życie, było odtworzenie uniwersalnego (czyli powszechnego) cesarstwa, w którym było miejsce nie tylko dla Niemiec i Italii, ale także dla innych ziem chrześcijańskich – Galii oraz Słowiańszczyzny (w czasach Ottona III większość Słowian była już ochrzczona), z władcami poszczególnych części jako królami. Pozyskanie poparcia najpotężniejszego wówczas władcy słowiańskiego, czyli Bolesława Chrobrego, było ważnym punktem planu Ottona. Nie bez znaczenia był także fakt, że podróż do Gniezna przedstawiana była jako pielgrzymka do grobu św. Wojciecha, którego młody cesarz podziwiał i poznał osobiście w Rzymie, jeszcze przed misją chrystianizacji Prus.

Otton do Gniezna wszedł boso jak ubogi pątnik – nawet w takich gestach nawiązywał do Karola Wielkiego czy Oktawiana Augusta, którzy chcieli być postrzegani jako władcy skromni i bogobojni.

Cele Bolesława Chrobrego

Polski książę zupełnie się za to nie hamował. Podobała mu się wizja siebie jako króla Słowiańszczyzny, zależało mu, żeby cesarza i jego dwór olśnić, i doskonale mu się to udało. Niemiecki kronikarz Thietmar z Merseburga, który dał się poznać ze swoich nieprzychylnych Polsce sądów i uwag, spotkanie władców i ich podróż do stolicy opisywał z zachwytem, pisał wręcz, że „trudno uwierzyć i opowiedzieć, z jaką wspaniałością przyjmował wówczas Bolesław cesarza i jak prowadził go przez swój kraj aż do Gniezna”. I nie wiadomo, czy Thietmar o podróży napisał tylko to jedno zdanie dlatego, że rzeczywiście przez ową wspaniałość przyjęcia zaniemówił, czy to przez zazdrość. Na szczęście o szczegółach dużo więcej opowiedział Anonim, tzw. Gall. Wyobraźmy sobie, że podróżujemy w orszaku cesarskim (a towarzyszyć mu mogły nawet setki osób, od dostojników, książąt, rycerzy, kapłanów, po giermków i służbę), i po drodze witają nas oddziały rycerstwa i orszaki dostojników. Oddajmy głos kronikarzowi: „Z osobna stojące hufce wyróżniała odmienna barwa strojów. A nie była to tania pstrokacizna byle jakich ozdób, lecz najkosztowniejsze rzeczy, jakie można znaleźć gdziekolwiek na świecie”. Dalej opisuje, jak bogato w Polsce nosili się rycerze i panny dworskie – wszystko było modne, szykowne i oczywiście drogie, co zupełnie nie dziwi: „złoto bowiem za jego czasów było tak pospolite u wszystkich jak dziś srebro, srebro zaś było tanie jak słoma”. Zapewne zabiegi marketingowe księcia osiągnęły swój cel, skoro cesarz, nakładając na jego skronie własną koronę, uznał go za niezależnego władcę – choć do tej pory z niektórych ziem Bolesław płacił cesarzowi trybut, poza tym udało się uzyskać rzecz niezmiernie cenną – utworzenie w Gnieźnie niezależnej od Niemiec metropolii kościelnej i kilku biskupstw (we Wrocławiu, w Krakowie i Kołobrzegu). Zjazd wzmocnił pozycję księcia Polski wobec sąsiadów, co było nie bez znaczenia w kontekście jego planów zagarnięcia części ziem czeskich i węgierskich.

Jak bawiono się w Gnieźnie

Na takie owoce zjazdu trzeba było najpierw zapracować. Władcy z reguły wymieniali się podarkami. Otton podarował Bolesławowi bardzo szczególny prezent. Była to kopia włóczni ceremonialnej, której oryginał, uznawany za symbol władzy cesarskiej, noszony był zawsze przed władcą; jej wizerunek pojawił się na pieczęciach cesarskich. Włócznia była także relikwiarzem, w którym umieszczono gwóźdź z krzyża Jezusa Chrystusa, i jego fragment został przekazany księciu Bolesławowi wraz z kopią włóczni. W sensie symbolicznym był to prezent wyjątkowy. Jak bardzo ceniony w Polsce – wystarczy powiedzieć, że traktowano go jak relikwię i w okresie rozbicia dzielnicowego włócznia była jednym z symboli jedności Polski. Przechowywana na Wawelu znalazła się na pieczęciach Leszka Czarnego i Przemysła II. Do naszych czasów zachował się grot włóczni.

Bolesław ofiarował swojemu dostojnemu gościowi fragment relikwii św. Wojciecha (ramię), wspomnianych już wcześniej 300 opancerzonych wojów i – jak wyraził się Thietmar – „cesarz otrzymał od księcia Bolesława wspaniałe dary”. Anonim Gall był znacznie mniej powściągliwy w opisach książęcych podarków. Napisał, że przez 3 dni biesiadowano i codziennie zmieniano zastawy na coraz bardziej kosztowne, wykonane ze srebra i złota. Codziennie także całą tę wyszukaną zastawę stołową książę kazał zanosić w darze Ottonowi. Nie tylko zresztą zastawę. „Komornikom zaś rozkazał zebrać rozciągnięte zasłony i obrusy, dywany, kobierce, serwety, ręczniki, i cokolwiek użyte było do nakrycia, i również znieść to wszystko do izby zajmowanej przez cesarza. A nadto jeszcze złożył wiele innych darów, mianowicie naczyń złotych i srebrnych rozmaitego wyrobu i różnobarwnych płaszczy, ozdób niewidzianego dotąd rodzaju i drogich kamieni; a tego wszystkiego tyle ofiarował, że cesarz tyle darów uważał za cud”. Gall wspomina, że obdarowany został każdy przyjezdny, nawet najmniejszy sługa.

Co znajdowało się na stołach oprócz naczyń, Anonim nie wspomina. Chyba jednak Bolesław musiał uzyskać specjalną dyspensę od miejscowego biskupa, bo co prawda zjazd odbywał się w czasie Wielkiego Postu, a polski książę znany był ze srogości, gdy przyłapał kogoś na jego łamaniu, to chyba nikt nie uwierzy, że złota i srebrna zastawa uginała się pod ciężarem kaszy i nabiału przepijanych źródlaną wodą. Na dworach jadano różne rodzaje pieczywa, mięsa i sosy, kołacze, sery, ryby. Znano różnorodne przyprawy i chętnie ich używano. Wykopaliska przynoszą informacje o produktach spożywczych używanych w średniowiecznej Polsce. Można z nich wyciągnąć wniosek, że kuchnia naszych przodków była zróżnicowana i ciekawa.

Bolesław i Otton spędzili ze sobą dużo czasu. Thietmar wspomina, że polski książę z doborowym pocztem odprowadził cesarza aż do Magdeburga, gdzie razem obchodzili Niedzielę Palmową. Zapewne po drodze snuli wielkie plany. Niestety, cesarz zmarł w styczniu 1002 r., a jego następca, Henryk II, był przeciwny wzrastającej potędze Bolesława i między sąsiadami przez 15 lat trwała wojna. Na szczęście sytuacja polityczna Polski była zupełnie inna niż jeszcze 20 lat wcześniej – polska prowincja kościelna była niezależna od niemieckiej, a polski książę nie był już cesarskim lennikiem. Można śmiało powiedzieć, że o ile chrzest wprowadził Polskę do rodziny państw cywilizacji łacińskiej, o tyle zjazd w Gnieźnie uświadomił wszystkim, że za Odrą powstało państwo mające duże aspiracje do kształtowania rzeczywistości na wschodnich rubieżach łacińskiego chrześcijaństwa.

CZYTAJ DALEJ

Jak zdobyć szkaplerz?

Niedziela Ogólnopolska 28/2015, str. 30

[ TEMATY ]

szkaplerz

Piotr Marcińczak

Z tym pytaniem zwróciłam się do przeora klasztoru Karmelitów Bosych w Czernej, gdzie mieści się sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej.

– Najłatwiej zdobyć szkaplerz, wstępując do zakonu – uśmiecha się o. Leszek Stańczewski OCD. – Wówczas dostaje się go „za darmo”, jako część stroju karmelity czy karmelitanki. Ale każdy, kto nie ma powołania do życia zakonnego, może otrzymać szkaplerz „w wersji light” – dwa kawałki brązowego płótna połączone tasiemką, które musi nałożyć kapłan – tłumaczy zakonnik. Sam szkaplerz można nabyć gdziekolwiek, choćby w księgarni w Czernej. Tu, w sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej, każdego roku w pierwszą sobotę po wspomnieniu Matki Bożej z Góry Karmel (16 lipca) odbywa się ogólnopolskie spotkanie Rodziny Szkaplerznej.

Znak zbawienia

Historia szkaplerza sięga XII i XIII wieku i łączy się z górą Karmel w Palestynie, gdzie pustelnicy – bracia Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel żyli według reguły nadanej im przez patriarchę Jerozolimy – Alberta. Po upadku Królestwa Jerozolimskiego część z nich uciekła do Europy, aby schronić się przed muzułmanami. W Europie jednak bracia, chcąc żyć według swojej reguły, spotkali się z niechęcią kleru i innych zakonów. Napotkali tak wielki opór, że groziło im rozwiązanie. Wówczas generał zakonu – Szymon Stock modlił się gorąco do Matki Bożej, prosząc o ratunek. I właśnie w nocy z 15 na 16 lipca 1251 r. objawiła mu się Maryja, która podając mu szkaplerz, powiedziała: „Umiłowany synu! Przyjmij szkaplerz twojego zakonu. Przywilej dla ciebie i karmelitów. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznego zobowiązania. Kto w nim umrze, nie dozna ognia piekielnego”.

– Szymon Stock przyjął szkaplerz jako dar i polecił, by odtąd nosili go wszyscy karmelici – wyjaśnia o. Stańczewski. – Ten szkaplerz nie jest dla nas tylko zwykłą szatą zakonną – traktujemy go jako dar Matki Bożej. Codziennie, gdy zakładamy i zdejmujemy szkaplerz, całujemy go. Inne zakony również noszą szkaplerze, ale nasz, karmelitański, ma szczególne znaczenie. To jakby szata Matki Bożej, z którą Maryja utożsamia się jak ze swoim wizerunkiem i wiąże z tym znakiem szczególne obietnice i zobowiązania.

Jak św. Jan

Szkaplerz to pewien znak, zobowiązanie do modlitwy i do apostolstwa. – To przede wszystkim zobowiązanie do tego, by wziąć Matkę Bożą do siebie, tak jak to uczynił św. Jan Apostoł pod krzyżem – wyjaśnia o. Leszek. – Przyjęcie szkaplerza jest wzięciem Maryi do swojego serca, do życia w codzienności, aby była w nim zawsze obecna jako Matka i Siostra. Szkaplerz to nie amulet, który automatycznie nas od czegoś uwalnia, ale to przypomnienie, byśmy pamiętali, że zmierzamy do nieba.

Ci, którzy przyjmują szkaplerz, zobowiązują się do codziennej maryjnej modlitwy. – „Pod Twoją obronę” – to najbardziej zalecana modlitwa dla tych, którzy noszą szkaplerz – mówi Ojciec Przeor. – To jest taki punkt wyjścia do regularnej rozmowy z Bogiem, do której zachęca św. Paweł, mówiąc: „Módlcie się nieustannie”.

Oprócz tego zaleca się, aby noszący szkaplerz raz w tygodniu odprawili jakiś akt pobożności maryjnej, np. odmówili Różaniec lub Litanię do Matki Bożej. A raz w roku, w miarę możliwości, można wziąć udział w nowennie odprawianej w większości klasztorów karmelitańskich przed 16 lipca.

Chroni i ocala

Z przyjęciem szkaplerza wiążą się szczególne obietnice. Maryja obiecuje, że kto pobożnie nosi szkaplerz, nie zazna ognia piekielnego, a w pierwszą sobotę po swojej śmierci zostanie wybawiony z czyśćca. Matka Boża zapewnia także o swojej pomocy i opiece w życiu doczesnym.

O tej pomocy przekonało się wielu czcicieli Matki Bożej. O. Stańczewski opowiada historię polskiego żołnierza, który w czasie II wojny światowej zgubił szkaplerz. Gdy po bitwie żołnierze zajęli niemieckie okopy, ów człowiek poszedł szukać zguby. Szkaplerza szukał też jego towarzysz – znalazł go i zabrał, aby odnieść koledze. Okazało się, że w tym czasie w okopach wybuchła bomba zegarowa. Zginęli wszyscy z wyjątkiem tych dwóch, którzy opuścili okopy w poszukiwaniu szkaplerza. Inna historia wiąże się z pożarem w Truskolasach, w archidiecezji częstochowskiej, gdzie znajduje się dom Sióstr Karmelitanek Bosych. Jak pisze w książce: „Dar mojej Matki” o. Jan Ewangelista Krawczyk OCD: „Siostra Genowefa rzuciła duży Szkaplerz święty ze swojego habitu w półtorametrową przestrzeń dzielącą płonący dom od domu, który miał się zaraz zapalić, mówiąc: «Maryjo, ratuj!». Ogień powoli wygasł i dalej się już nie przeniósł, ku zdumieniu ludzi”.

Co robić, by nosić szkaplerz? – dopytuję. – Przyjąć go z ręki kapłana, nosić zawsze i wszędzie i naśladować Maryję – wyjaśnia o. Leszek i dodaje: – Potrzeba również pokuty, pokory, walki o czystość i ufnej modlitwy, do czego zobowiązujemy się, przyjmując szkaplerz, a więc Matkę Bożą, do swojego życia.

CZYTAJ DALEJ

W Licheniu zakończyły się VII warsztaty liturgiczne „Ars Celebrandi”

2020-07-16 17:49

[ TEMATY ]

Licheń

Ars Celebrandi

BIURO PRASOWE SANKTUARIUM MARYJNEGO

Warsztaty tradycyjnej liturgii łacińskiej odbywały się w sanktuarium maryjnym w Licheniu już po raz siódmy. Przez cały tydzień, od 9 do 16 lipca, ok. 150 osób z całej Polski, a także kilku innych krajów, uczyło się wszystkich umiejętności potrzebnych do celebrowania Mszy św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego (NFRR).

– Mimo epidemii i tych wszystkich związanych z nią obostrzeń warsztaty przebiegały naprawdę bardzo spokojnie. Widać, że Matka Boska Licheńska nas wspierała – cieszy się ks. Paweł Korupka z diecezji szczecińsko-kamieńskiej, kapelan „Ars Celebrandi”. – Jestem szczególnie zadowolony zwłaszcza z faktu, że dziesięciu księży nauczyło się w tym roku odprawiania Mszy św. NFRR od podstaw i uczyniło to po raz pierwszy w życiu - dodaje. W poprzednich edycjach ok. 80 ksieży nauczyło się celebrować Mszę w dawnym rycie.

W kazaniu wygłoszonym podczas Mszy św. zamykającej warsztaty ks. Paweł Korupka przywołał słynne widzenie św. Jana Bosco, w którym wychowawca młodzieży ujrzał okręt symbolizujący Kościół, miotany sztormem i bezwzględnie atakowany z wielu innych statków i łodzi. Zdołał ocaleć dzięki temu, że mógł zacumować przy dwóch świetlistych kolumnach, symbolizujących Eucharystię (Salus credentium – „Ocalenie wierzących”) i Najświętszą Maryję Pannę (Auxilium christianorum, „Wspomożenie wiernych”). To Eucharystia i Maryja są ocaleniem katolików i na tych kolumnach opierają się warsztaty „Ars Celebrandi”: ich uczestnicy wpatrują się w Chrystusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie i trwają pod wizerunkiem Maryi, czczonej w wizerunku licheńskim i częstochowskim.

Warsztaty „Ars Celebrandi” są organizowane przez Stowarzyszenie Una Voce Polonia, grupujące świeckich katolików przywiązanych do tradycyjnej łacińskiej liturgii rzymskiej i odbywają się pod honorowym patronatem bp. Wiesława Meringa, ordynariusza diecezji włocławskiej. Obejmują naukę celebrowania Mszy św. (warsztat dostępny dla kapłanów i diakonów), ministrantury oraz chorału gregoriańskiego (oddzielnie dla mężczyzn i kobiet), a także nauczanych przez Adama Struga dawnych polskich pieśni nabożnych.

– W tym roku, w odpowiedzi na sygnały od uczestników, po raz pierwszy zaproponowaliśmy kapłanom dodatkowo naukę celebrowania chrztu, pogrzebu, namaszczenia chorych i sakramentu małżeństwa. Skorzystała z tego warsztatu duża grupa księży i byli zadowoleni, że będą mogli teraz odpowiedzieć w swoich parafiach i duszpasterstwach na oczekiwania wiernych – mówi koordynator warsztatów „Ars Celebrandi”, Tomasz Olszyński z archidiecezji gdańskiej.

Od samego początku na warsztatach obecna jest i cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem tradycyjna liturgia Zakonu Kaznodziejskiego – ryt dominikański, któremu towarzyszy również właściwy dla niego chorał.

Ze względu na trwającą pandemię koronawirusa liczba osób biorących udział w tegorocznej edycji warsztatów musiała zostać zmniejszona o 1/3, tzn. do 150 osób, jak również wprowadzono też specjalne wymogi sanitarne (dystans społeczny, maseczki, dezynfekcja itp.).

Oprócz księży diecezjalnych i kleryków, nie zabrakło zakonników. Do Lichenia przyjechali przedstawiciele następujących zgromadzeń: jezuici, dominikanie, benedyktyni, salwatorianie, franciszkanie konwentualni, kapucyni, pallotyni, salezjanie, redemptoryści, duchacze.

Poza warsztatami i celebracjami Mszy św. uczestnicy brali udział w godzinach brewiarzowych, sprawowanych w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, adoracjach i procesjach eucharystycznych oraz w tradycyjnej sobotniej wieczornej procesji maryjnej, łączącej wszystkich wiernych i pielgrzymów przybywających do licheńskiego sanktuarium. Specjalnym wydarzeniem okolicznościowym tegorocznej edycji „Ars Celebrandi”, ze względu na 610. rocznicę Bitwy Grunwaldzkiej, była Msza św. Requiem z absolucją za dusze polskiego i litewskiego rycerstwa podległego pod Grunwaldem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję