Reklama

Polska

Charyzmatyczny Ojciec młodzieży

Kościół, dominikanie, a przede wszystkim młodzież stracili oddanego człowieka, jakim był o. Jan Góra. Ale tym samym zyskali orędownika w niebie. Ojciec Jan był niewątpliwie fenomenem naszych czasów. Poprzez swe inspiracje, słowa i działania pociągał za sobą rzesze młodych, stawiał im wymagania, a oni za nim szli. Dawali się pociągnąć do uczestnictwa w tej wielkiej przygodzie, która stała się udziałem o. Jana Góry w Poznaniu, Hermanicach, na Jamnej i wreszcie na Lednicy. Był to człowiek obdarzony charyzmatem, czyli darem łaski, który uzdalnia do szczególnej służby Kościołowi, a także narodowi

Miałam okazję bliżej poznać Ojca Jana, kiedy w Radiu Maryja prowadził audycje dla młodzieży. Przymierzałam się wówczas do napisania pracy magisterskiej. Czytałam wcześniej kilka książek Ojca Jana. Razem z promotorem uznaliśmy, że praca dyplomowa na temat pisarstwa tego dominikanina może być ciekawa. Pociągało mnie wówczas to, że poza twórczością, którą miałam przeanalizować, będę mogła spotykać się z ciekawym, żywym człowiekiem, będę mogła być blisko dzieła, jakie tworzył z młodymi. I tak się stało. Pierwsze spotkanie odbyło się w stołówce Radia Maryja, kiedy o. Piotr Andrukiewicz przedstawił mnie Ojcu Janowi i powiedział, co zamierzam zrobić. Ojciec Jan wykazał wielki entuzjazm dla tego pomysłu, co skutkowało wieloma spotkaniami we wszystkich ważnych dla Ojca Jana miejscach – w Poznaniu, Hermanicach, Krakowie, na Jamnej, na Lednicy, a także w Toruniu. Mogłam przyjrzeć się jego duszpasterskiej pracy i jego życiowemu powołaniu. I tak powstał „akompaniament literacki do pracy duszpasterskiej Jana Góry OP”.

Kapłan

Kapłaństwo było głównym życiowym powołaniem o. Jana Góry – od dnia 8 czerwca 1974 r. Istotę kapłaństwa stanowi naśladowanie i zastępowanie Chrystusa w posłudze sakramentalnej. Ojciec Jan mawiał, że dla księdza dzień zaczyna się odprawieniem Mszy św., a jeśli Msza św. jest wieczorem, to i dzień zaczyna się wieczorem. Wielką radością Ojca Jana było, gdy w odprawianej przez niego Mszy św. – nie tylko niedzielnej, ale i powszedniej – uczestniczyły jego duchowe dzieci. „Kocham ich za to, że chcą uczestniczyć w tym, co jest tak bardzo moje – codzienna Msza święta. Że nie zważają na to, czy to obowiązek, czy nie, i chcą być ze mną w tym tak bardzo intymnym momencie, kiedy jestem najbliżej Chrystusa” – pisał w książce „Na krańce świata”.

Kaznodzieja

Reklama

Zakon dominikański to zakon kaznodziejski (Ordo Praedicatorum), a zatem specjalizuje się w szkoleniu kapłanów do wygłaszania kazań i homilii. Dlatego też Ojciec Jan powtarzał często, że ambona jest dla niego narzędziem i jednocześnie miejscem pracy. „Zgłosiłem się na służbę Słowa. Rzeczywistość Słowa i jego sensu jest moim codziennym chlebem. (...) Jestem człowiekiem Słowa i Chleba. I jednym, i drugim mam karmić ludzi, sam będąc bez przerwy w drodze” – pisał.

Pierwsze w życiu rekolekcje Ojciec Jan wygłosił w Krakowie, w duszpasterstwie akademickim Beczka. Było to zastępstwo, ale serce o. Góry przepełnione było z jednej strony dumą, a z drugiej obawą, czy podoła temu zadaniu. Już od pierwszych rekolekcji ważniejszy był dla niego kontakt ze słuchaczami niż poprawna konstrukcja zdań. „I bardziej zawsze zależało mi na tym, by dotrzeć do ludzi niż na poprawnej konstrukcji czy elegancji wypowiedzi. Dlatego wracałem, powtarzałem, dookreślałem słowa aż do chwili, kiedy słuchaczom zaiskrzyły się oczy... aż do chwili, kiedy dawali mi znak, że wiedzą, że rozumieją, że czują, o czym mówię. Z początku chciałem powiedzieć wszystko, co wiedziałem, i w żaden sposób nie umiałem dokonać selekcji” – pisał. Zawsze elektryzował swoich słuchaczy, sprawiał, że przez długi czas potrafili w skupieniu słuchać jego słów i wcale ich to nie męczyło, chociaż Ojciec Jan był mówcą wymagającym. Zawsze i niezmiennie zwracał uwagę środowisk akademickich na to, że w sprawach wiary nie należy nigdy odrzucać rozumu. Za św. Anzelmem powtarzał, że sens ma tylko wiara poszukująca zrozumienia („fides quaerens intellectum”). Nie wolno rezygnować z rozumu, ażeby poznawać Boże prawdy. Wiara bezrozumna umiera. Bardzo często dzieje się tak, że rozwój wiary nie idzie w parze z wykształceniem, a powodem tego jest właśnie fideizm. Rozwijanie wiary rozumnej jest z pewnością trudnym zadaniem, ale o. Góra nie pozwalał chodzić na łatwiznę, wymagał od siebie i od innych.

Ojciec i duszpasterz

Zaskakujące jest dojrzewanie Ojca Jana do ojcostwa i duszpasterstwa. Cichym jego zadaniem w Poznaniu było pozbycie się młodych ludzi z klasztoru. Tak, właśnie pozbycie się. Podszeptywano mu, że klasztor nie jest w stanie przyjąć tych młodych ludzi i się nimi zająć. Wszyscy mieli już dość wysiadujących na schodach hippisów, wagarowiczów i uciekinierów z domu. Kiedy zatem Ojciec Jan spotykał się z nimi, był raczej chłodny, nie miał dla nich dobrego słowa. Po spotkaniach jednak dręczyły go wyrzuty sumienia. Chcąc się trochę poprawić, przed kolejnym spotkaniem podszedł do jednej z dziewczyn, klepnął ją w ramię i powiedział: „Mów mi Janek, będziemy tu robili duszpasterstwo”. Odpowiedź ze strony dziewczyny była zaskakująca: „Janków to ja mam dość w klasie, wolałabym, żeby ksiądz był dla nas ojcem”. Ojciec Jan nie wiedział, co robić dalej. W porę jednak wpadł mu w ręce tekst Karola Wojtyły „Promieniowanie ojcostwa”. Moment ten był jak olśnienie. W jednej chwili wszystko zaczęło mu się układać, wszystko nagle zostało uporządkowane i znalazło w życiu swoje miejsce. Jego relacje z młodzieżą zostały uzdrowione. Wiedział już, co znaczy być dla nich ojcem, którego tak bardzo chcieli mieć. Ojcostwo według Karola Wojtyły to najcenniejsze wiązanie świata. Ojciec Jan wychował dla Chrystusa kilka pokoleń dzieci i sam stwierdzał z przerażeniem, że był nie tylko ojcem, ale i dziadkiem duchowym.

Pisarz

Reklama

Pisarstwo o. Jana Góry ukierunkowane było na jego osobę. Było autobiograficzne. Jedni postrzegali to jako egocentryzm autora, inni oceniali pozytywnie – jako dzielenie się swoim doświadczeniem, prawdziwym, bo własnym. Ojciec Jan pisał o swoich związkach z Bogiem i ludźmi. Pisał o swoim świecie, który wyznaczają odległości między nim a Bogiem oraz między nim a innymi ludźmi. Odległości te, jak pisał w jednej ze swoich książek, wyznaczają przestrzeń, w której żyje, odnajduje siebie i innych, do których zbliża się lub od których się oddala. W tej przestrzeni odnajdywał również Boga. Jego pisarstwo było komplementarne do tego, co robił. Jego działalność i twórczość wzajemnie się uzupełniały. Gdyby nie podejmował tak wielu działań, nie miałby o czym pisać. Z drugiej strony pisanie było mu potrzebne do porządkowania własnego sumienia, do pracy duszpasterskiej, a właściwie było częścią jego pracy. Było to bowiem świadectwo jego wiary, fascynacji Bogiem do tego stopnia, że czuł się „pijany Bogiem”.

Biznesmen

Biznesmen to bardzo intrygująca rola, jeśli weźmie się pod uwagę, że obiektem zainteresowania jest kapłan. Wielu mogłoby się nawet zgorszyć faktem, że ksiądz, i do tego zakonnik z zakonu żebraczego, zajmował się interesami. Jednak Ojciec Jan nie robił nic dla siebie, nie zabierał niczego dla siebie. Zatroskany o swoją młodzież, pragnął dla niej jak najlepiej. Chciał zagwarantować jej przyzwoite warunki do rozwoju duchowego. „Zbieranie pieniędzy na remont domu oraz zbieranie sprzętów do domu stało się teraz przez jakiś czas moim głównym i ulubionym zajęciem. To było wprost nieprawdopodobne, że przy głębszym i bardziej wnikliwym spojrzeniu w zasadzie każdy spotkany człowiek mógł coś dać lub przyczynić się do zdobycia czegoś, co było wartościowe dla domu. (...) Chęć przysporzenia czegoś dla domu sprawiała, że niemalże widziałem zawartość ludzkich kieszeni i wyciągałem im grosz z portfela” – pisał Ojciec Jan w książce „Pijani Bogiem”. I tak Ojciec Jan zbudował Jamną, Lednicę... Potrafił załatwić wszystko. Jeśli widział, że będzie ciężko coś wskórać, stawał się bardzo przebiegły. Gdy chciał coś „wyłudzić” od osoby duchownej, a widział, że stawia opór, mówił, że doniesie o skąpstwie Ojcu Świętemu. Skutek był gwarantowany. W przypadku osób świeckich najczęściej wystarczał osobisty urok zakonnika.

Wizyty w Toruniu

Poza wizytami o. Jana Góry w Radiu Maryja, Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej, którą pokazywał „swojej” poznańskiej młodzieży, pamiętam taki obrazek: Koniec lat 90. ub. wieku. Rekolekcje wielkopostne u ojców jezuitów w Toruniu. Pod koniec Mszy św. Ojciec Jan pyta: „Czy może jest w kościele ktoś, kto ma kontakt z zarządem Fabryki Kopernik? Proszę o kontakt”. Do zakrystii przychodzi kobieta, która pracuje w sekretariacie pani prezes. „Proszę mnie umówić na spotkanie” – mówi Ojciec Jan. Przed wyznaczonym terminem Ojciec Jan mówi do mnie: „Dziecko, pójdziesz ze mną”. (Mówił tak często do młodzieży nie dlatego, że nie pamiętał imienia, ale z uwagi na swoje ojcostwo). Poszliśmy. Całe spotkanie Ojciec mówił, mówił i mówił. Pani prezes i dyrektor ds. marketingu długo słuchali opowiadającego z zapałem Ojca Jana o pracy z młodzieżą, spotkaniach z Ojcem Świętym, zanim padło konkretne pytanie: Co możemy dla Ojca zrobić? Ojciec Jan, patrząc z uwagą na reakcje słuchaczy, mówi, że podczas spotkania chciałby poczęstować młodzież piernikami. „O jaką ilość Ojcu chodzi?”. I wtedy następuje kulminacja przebiegłej intrygi. „W czerwcu organizuję spotkanie młodych na Lednicy, przyjeżdża tam ok. 200 tys. młodych ludzi”. Ale widząc nietęgie miny szefostwa Kopernika, Ojciec Jan nie zraża się, tylko kontynuuje. „W lipcu odbywa się kilka serii spotkań młodzieży w Hermanicach i przyjeżdża tam ok. 2 tys. młodych”. Miny słuchaczy lekko się przejaśniły, ale tylko lekko, więc Ojciec Jan nie zniechęca się i mówi dalej. „W sierpniu na Jamnej będzie spotkanie dla wolontariuszy organizujących ze mną Lednicę, przyjedzie tam jakieś 200 osób”. I wtedy następuje mała pauza, bo Ojciec Jan zauważa akceptację na twarzach pani prezes i szefa od marketingu. Już wie, że dla tej młodzieży otrzyma pierniki. Ale kuje żelazo, póki gorące: „Chciałbym jeszcze, żeby Państwo zrobili mi św. Jacka z piernika”. Kiedy słychać z drugiej strony lekki opór z powodu braku formy, pada natychmiastowa odpowiedź Ojca Jana: „Ale ja mam w Poznaniu artystów, którzy zrobią formę”. Jak się okazało, ryba złapała haczyk. Rok czy dwa lata później na Lednicy wszyscy uczestnicy otrzymali piernikowe chlebki z Kopernika.

Narodziny dla nieba

Wiadomość o śmierci Ojca Jana w poniedziałek 21 grudnia 2015 r. zastała mnie w Radiu Maryja podczas dyżuru w redakcji informacyjnej. Ciężko było przeczytać w wiadomościach, że o. Jan Góra nie żyje. Wydawało się to takie nieprawdziwe. A jednak. Ojciec Jan zmarł podczas Mszy św. Jeszcze chwilę wcześniej wygłosił homilię, w której komentował Pieśń nad Pieśniami. „Ukochany mój! Oto on! Oto nadchodzi! Powstań, przyjaciółko miła, i pójdź! (...) Ukaż mi swą twarz, daj mi usłyszeć głos!” – mówił. Niedługo potem przeszedł przez Bramę Miłosierdzia i udał się na spotkanie z Ukochanym.

2016-01-05 08:30

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Przekroczył bramę wieczności

O. Jan W. Góra OP – dominikanin, duszpasterz akademicki, przyjaciel Jana Pawła II, twórca ośrodków na Jamnej, w Hermanicach i na Lednicy, autor słów słynnej pieśni „Abba, Ojcze” – hymnu VI Światowych Dni Młodzieży – został pożegnany 30 grudnia 2015 r. i spoczął na Polach Lednickich

W nocy z 29 na 30 grudnia 2015 r.w kościele Ojców Dominikanów w Poznaniu trwało całonocne czuwanie przy trumnie Ojca Jana. Młodsi, starsi, duchowni, osoby konsekrowane, wierni świeccy, przyjaciele Ojca Jana czy ci, którzy tylko o nim słyszeli, choć na parę chwil wchodzili do kościoła, by pomodlić się przy ciele zmarłego dominikanina. Podczas czuwania wartę honorową pełniła Harcerska Służba Lednicka, która od początku spotkań wspierała Ojca Jana. Młodzi modlili się, śpiewali, czytali teksty Ojca, żegnając swojego wieloletniego duszpasterza.

CZYTAJ DALEJ

Jak będzie w Niebie? Poznaj kilka niezwykłych wizji od św. Faustyny!

2021-09-13 08:44

[ TEMATY ]

duchowość

niebo

św. Faustyna

Mazur/episkopat.pl

Cela s. Faustyny Kowalskiej

Cela s. Faustyny Kowalskiej

Każdy z nas przynajmniej kilka razy zastanawiał się „jak tam będzie?”. Czy Niebo to miejsce czy stan? Czy w Niebie może być nudno? Czy można być tam szczęśliwym będąc z dala od bliskich na Ziemi? Przekonajmy się! Oto kilka cytatów św. Faustyny mówiących o wizji Nieba.

„Dziś w duchu byłam w niebie i oglądałam te niepojęte piękności i szczęście, jakie nas czeka po śmierci. Widziałam, jak wszystkie stworzenia oddają cześć i chwałę nieustannie Bogu; widziałam, jak wielkie jest szczęście w Bogu, które się rozlewa na wszystkie stworzenia, uszczęśliwiając je, i wraca do Źródła wszelka chwała i cześć z uszczęśliwienia, i wchodzą w głębie Boże, kontemplują życie wewnętrzne Boga – Ojca, Syna i Ducha Św., którego nigdy ani pojmą, ani zgłębią” (Dz. 777)

CZYTAJ DALEJ

Stygmaty św. Franciszka z Asyżu

2021-09-17 13:44

[ TEMATY ]

Św. Franciszek z Asyżu

flickr.com

17 września w kalendarzu liturgicznym przypada święto Stygmatów św. Franciszka z Asyżu. Odwołuje się ono do wydarzenia z 1224 r. na górze La Verna, podczas którego św. Franciszek z Asyżu otrzymał dar stygmatów, ślady męki Chrystusa. Był to pierwszy historycznie udokumentowany przypadek tego typu mistycznego doświadczenia w historii chrześcijaństwa.

W życiu św. Franciszka z Asyżu (1182-1226) szczególne miejsce zajmowała kontemplacja wcielenia Chrystusa. Niespełna rok po urządzeniu w Greccio inscenizacji biblijnej narodzenia Pana Jezusa, Franciszek trwał na modlitwie i czterdziestodniowym poście ku czci Michała Archanioła. W 1224 roku, najprawdopodobniej 14 września rano, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, kiedy na górze La Verna (popularnie zwanej w Polsce Alwernią), modlił się i kontemplował mękę Chrystusa, otrzymał na swoim ciele niezwykły dar - stygmaty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję