Reklama

Niedziela Sandomierska

Pamiętajmy o ofiarach wypadków

Od 18 maja policjanci sandomierskiej drogówki zatrzymali ponad 500 praw jazdy, a od początku roku ujawnili ponad 5,5 tys. kierowców, którzy przekroczyli dopuszczalną prędkość

Minęło już 11 lat od wypadku – mówi Krzysztof siedząc na wózku inwalidzkim. – Wiele osób solidaryzuje się ze mną, składa mi wyrazy współczucia, czy wręcz użala się nad moim życiem. Jednak ja często dziękuję Bogu za drugą szansę na życie, może ciężkie, ale o ileż bliższe Boga niż wcześniej. Zawsze wydawało mi się, że wszystko zależy ode mnie. Młodość, powiem teraz brawura, potrzeba adrenaliny. Często jeździłem zbyt szybko i z dużym elementem ryzyka. Dosłownie jedna chwila zmienia wszystko, całe moje życie i wartościowanie. Dziś może niewiele mogę zrobić, ale za to „lepiej” widzę. O ileż lepiej byłoby gdybym nie musiał ponosić konsekwencji swojego błędu, ale skoro ta nauczka pomogła mi zrozumieć wiele rzeczy, to z całą pokorą ją przyjmuję – puentuje Krzysztof.

A oto inna historia, jakich wiele można przeczytać w Interncie. Kiedyś pracował w korporacji, studiował, spędzał czas z rodziną i przyjaciółmi. Pewnego dnia wsiadł do samochodu, spowodował wypadek, w którym zginęły trzy osoby. Miał prawie promil alkoholu we krwi. Jeden dzień i wszystko zmieniło się w tragedię.

To tylko dwie z wielu historii osób, którym brawura, alkohol i brak rozsądku zmieniły życie. Dziś nawet, gdy piszę te słowa w wiadomościach mówią o pijanym kierowcy, który traci panowanie nad pojazdem i zabija dwie osoby stojące na przystanku. Można zapytać: jakie działania należy podjąć, by do takich dramatów nie dochodziło?

Reklama

Nieznane święto

Zapytałem sporo osób czy słyszało kiedyś o Światowym Dniu Pamięci o Ofiarach Wypadków Drogowych – okazało się, że jest on nieznany zarówno tym, którzy ulegli wypadkom, jak i tym, którzy je spowodowali. Nie słyszeli o nim duchowni, a nawet policjanci. Wtedy pomyślałem, że może warto poświęcić nieco uwagi tej sprawie, bo jak się okazuje wiele osób nie wie nawet, że w tym dniu w wielu miejscach organizowane są uroczystości i odprawiane Msze św. za ofiary wypadków drogowych. W tym roku dzień ten przypada dziś, w trzecią niedzielę listopada.

Obchody Światowego Dnia Pamięci o Ofiarach Wypadków Drogowych zaproponowała w 1993 r. angielska organizacja Road Peace. Międzynarodową rangę nadała tej kwestii rezolucja ONZ z 2005 r. W Polsce inicjatorem obchodów jest MIVA Polska (Mission Vehicle Association – Stowarzyszenie na rzecz misyjnych środków transportu) i Krajowe Duszpasterstwo Kierowców. Najczęściej upamiętnia się ten Dzień poprzez konferencje i marsze milczenia. Są organizowane spotkania i Msze św. w intencji poszkodowanych. W ubiegłym roku MIVA Polska rozdawała odblaski dla pieszych i rowerzystów.

Alarmujące statystyki

Każdego dnia na świecie w wypadkach drogowych ginie prawie 4 tys. osób, a setki tysięcy zostaje rannych i poszkodowanych. Na polskich drogach każdego dnia ginie średnio 11 osób, a ponad 100 zostaje rannych. Wielu pozostaje kalekami na całe życie i wymaga stałej opieki. Ok. 30 proc. ofiar wypadków drogowych to piesi, a 11 proc. to rowerzyści. Najczęstsze przyczyny wypadków drogowych to prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu, niedostosowanie prędkości do warunków ruchu, nieprzestrzeganie pierwszeństwa przejazdu oraz nieprawidłowe zachowanie wobec pieszego. Nie bez znaczenia jest również zły stan techniczny dróg, ciągle zwiększająca się liczba pojazdów oraz niedostosowanie infrastruktury drogowej do potrzeb. Nowym zagrożeniem jest używanie podczas jazdy telefonu komórkowego bez zestawu słuchawkowego czy głośno mówiącego. A już całkowicie bezmyślnym zachowaniem jest pisanie sms-ów podczas jazdy.

Reklama

To trochę danych. Warto sobie jednak uświadomić, że policja i ustawodawcy robią wszystko, aby wypadków było jak najmniej. Starszy aspirant Jacek Kulita wyjaśnia: – Od 18 maja, po nowelizacji przepisów, karą za przekroczenie prędkości w obszarze zabudowanym powyżej 50 km/h jest utrata prawa jazdy. Od tego czasu policjanci sandomierskiej drogówki zatrzymali ponad 500 praw jazdy, a od początku roku ujawnili ponad 5,5 tys. kierowców, którzy przekroczyli dopuszczalną prędkość – informuje oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Sandomierzu.

Skoro przepisy sobie, a życie sobie można zapytać, co może sprawić, że kierowcy zaczną przestrzegać prawa...

Co na to sumienie?

A czy zastanawialiśmy się jak to jest z łamaniem przepisów i naszym sumieniem. Czy wciskając nogą pedał gazu nie wyłączamy sumienia tłumacząc: „wszyscy tak robią”, „to tylko kilka km/h więcej”, „śpieszę się”, itp.

Ks. Michał Mierzwa, moralista zapytany tłumaczy: – Łamanie przepisów drogowych jest wykroczeniem moralnym, czyli grzechem. Jego kwalifikacja zależy od stopnia spowodowania zagrożenia zdrowia lub życia dla siebie i dla innych uczestników ruchu, np. przekroczenie prędkości poza terenem zabudowanym i lekceważenie znaków ograniczenia prędkości w aglomeracjach ludzkich. W konfesjonale należy uwrażliwiać penitenta, że prawo drogowe jest prawem ludzkim, służącym dobru każdego użytkownika drogi (pieszy, rowerzysta, inni kierowcy) – tłumaczy ks. Mierzwa. Warto też zapytać, jak ma się sprawa kierowców na „podwójnym gazie”? – Kierowca taki popełnia grzech śmiertelny, popularnie zwanym ciężkim, ponieważ naraża siebie i innych na utratę zdrowia lub życia – odpowiada ks. Michał. Czy grzeszą także ci, kórzy wsiadają do jednego auta z z pijanym kierowcą? – Rodzina lub pasażerowie powinni podjąć zdecydowane przeciwdziałania, np. wysiąść z samochodu czy odebrać kluczyki pijanemu kierowcy – wyjaśnia Kapłan.

Co robić, by było bezpieczniej?

Nad tym zastanawia się wielu. Policja prowadzi różnorakie projekty, jak np. niedawna akcja „Bądź widoczny na drodze”. Stalowowolscy policjanci rozmawiali wtedy z dziećmi na temat bezpieczeństwa na drodze. Mówili o tym, jak niebezpiecznie może być na drogach, zwłaszcza tych biegnących przez małe miejscowości. Wie o tym niemal każdy uczestnik ruchu. Słabe oświetlenie, niedostateczna sieć chodników, wąskie, często rozkopane pobocza lub wręcz ich brak, to poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa pieszych. Podczas spotkania przypomniano o chodzeniu lewą stroną drogi, używaniu odblasków oraz kasku rowerowego, jeździe w foteliku, zapinaniu pasów i zasadach bezpiecznego przechodzenia przez jezdnię.

A co, gdy już dojdzie do wypadku? Czy umielibyśmy się wtedy zachować? Pamiętajmy, że od naszej szybkiej reakcji zależy czyjeś życie, a do udzielenia pomocy ofiarom wypadku drogowego zobowiązuje nas prawo.

Kiedy jesteśmy świadkami wypadku może sparaliżować nas strach. Tymczasem wystarczy oznaczyć prawidłowo miejsce wypadku (światła awaryjne, trójkąt ostrzegawczy) i zadbać o własne bezpieczeństwo podczas udzielania ewentualnej pomocy (załóż kamizelkę odblaskową, a dodatkowo możesz otworzyć klapę bagażnika – w ten sposób sygnalizujesz, że coś się stało. To skłoni innych kierowców do zatrzymania auta – ich pomoc bardzo się przyda). Ale przede wszystkim, gdy widzimy wypadek, to w takiej sytuacjach należy bezzwłocznie wezwać policję, pogotowie ratunkowe i w razie potrzeby straż pożarną.

Duchowy opiekun stróżów prawa

Każda komenda powiatowa ma swojego kapelana. Duszpasterstwo Policji działa od w 1989 r., aczkolwiek w niektórych diecezjach już wcześniej księża działali duszpastersko wśród wówczas milicjantów.

Na czym polega praca kapelana policji? Od 2007 r. funkcję kapelana Komendy Miejskiej Policji w Tarnobrzegu pełni ks. Adam Marek. – Kapelani organizują m. in. uroczystości religijne z okazji świąt, współpracują z psychologami policyjnymi, towarzyszą policjantom chorym i emerytowanym, starają się przede wszystkim nieść duchowe wsparcie ludziom, rodzinom, którzy na co dzień stykają się z zagrożeniem życia i zdrowia. Każdego roku organizowane są Ogólnopolskie Seminaria Duszpasterstwa Policyjnego, ostatnimi laty w formie rekolekcji dla kapelanów policji, które oprócz wymiaru duchowego pozwalają także na wymianę doświadczeń kapelanów z całej Polski.

Starszy aspirant Jacek Kulita dodaje: – Kapelan jest zawsze dyspozycyjny. Wspiera nas we wszelkiego rodzaju sprawach związanych z duszpasterstwem. Uczestniczy w ważnych dla nas uroczystościach i wydarzeniach takich jak np. Święto Policji czy świąteczne spotkania okolicznościowe. Święci też każdy nowy radiowóz.

Do zadań kapelana również należą: budowanie i kształtowanie pozytywnego wizerunku policji czy udział w niektórych akcjach profilaktycznych organizowanych przez policję np. przeciwko uzależnieniom itp.

Gdy chcemy lepiej przyjrzeć się współpracy Kościoła z policją niewątpliwie warto pamiętać, że policja wykorzytuje w miarę potrzeb to, że Kościół, a poszczególne parafie cieszą się dużym społecznym poparciem i przez nie można dotrzeć do większej liczby odbiorców. Ks. Marek wyjaśnia: – Współpraca między policją a parafią ma miejsce zwłaszcza wtedy, gdy policja chce nagłaśnić pewne inicjatywy prewencyjne dotyczące bezpieczeństwa życia ludzkiego, czy ostrzec przed jakimś aktualnym zagrożeniem. Również doskonale sprawdza się udział policji w organizowanych przez parafie piknikach rodzinnych czy innych imprezach okolicznościowych. Niezastąpioną rolę pełnią oczywiście policjanci pomagając przy organizacji różnych uroczystości religijnych, odbywających się w parafiach, czy między parafiami, szczególnie policjanci z wydziału ruchu drogowego – dodaje Duszpasterz.

2015-11-10 12:09

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

MI: nie trzeba będzie mieć przy sobie prawa jazdy podczas podróży po Polsce

2020-06-19 17:54

[ TEMATY ]

Polska

Polska

kierowcy

prawo jazdy

Wzór prawa jazdy

Brak konieczności posiadania dokumentu prawa jazdy podczas podróży po Polsce zakłada rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw, który po pierwszym czytaniu w Sejmie został skierowany do komisji infrastruktury. Projekt został przygotowany przez Ministerstwo Infrastruktury.

"Prawo jazdy zostaje w domu, nie będzie obowiązku posiadania przy sobie, kierując samochodem i okazywania go w trakcie kontroli drogowej. Będzie to zawarte w systemie elektronicznym i w razie kontroli (...) będzie można odszukać, czy osoba kierująca pojazdem posiada uprawnienia”
- powiedział przedstawiając nowelizację przepisów wiceminister infrastruktury Rafał Weber.

Dodał, że przygotowane zmiany przyczynią się do likwidacji pewnych obowiązków administracyjnych i do likwidacji pewnych obowiązków związanych z opłatami, kosztami ponoszonymi przez właścicieli pojazdów samochodowych.

"Likwidujemy obowiązek posiadania karty pojazdu, likwidujemy obowiązek posiadania nalepki (z numerem rejestracyjnym, przyklejanej na przedniej szybie pojazdu - PAP). Pozwalamy na to, aby stare tablice rejestracyjne mogły być przypisane do kolejnego właściciela pojazdu” - powiedział Weber.

Dodał, że po zmianach przepisów, właściciel pojazdu zmieniając miejsce zamieszkania na terytorium Polski nie będzie musiał przedstawiać dowodu własności pojazdu przerejestrowując samochód u innego starosty. Wystarczy wtedy dowód rejestracyjny z aktualnymi badaniami technicznymi i nie będzie potrzeby dostarczania do urzędu umowy kupna pojazdu.

Weber powiedział też, że dowód rejestracyjny bez miejsca na stemple dotyczące ważności przeglądów będzie mógł pozostać nadal w obrocie.

Według Webera oszczędności finansowe dzięki nowym rozwiązaniom to blisko 100 zł, które pozostaną "w kieszeni" Polaków kupujących samochody.(PAP)

autor: Łukasz Pawłowski

pif/ skr/

CZYTAJ DALEJ

Kościół mnie uratował

2020-06-17 11:08

Niedziela Ogólnopolska 25/2020, str. 14-15

[ TEMATY ]

świadectwo

Adobe Stock.pl

Miałam kilka lat. Nie wiem, kiedy „to” się zaczeło. Pamiętam od zawsze. Pamiętam też, że nikt nie kiwnął palcem, żeby pomóc.

Przykro mi, że moim oprawcą był mój ojciec. Przykro mi, że był tylko wiecznie bezrobotnym murarzem, alkoholikiem. Gdyby to był ktoś inny, być może pan Sekielski by mnie wysłuchał. Gdyby moim oprawcą był ksiądz, każdy by mi współczuł. Ojciec nie wzbudza już żadnej sensacji, nikogo nie obchodzi... Takich jak ja jest wiele i czujemy się gorsze od najgorszych.

Gehenna

Urodziłam się w bardzo dysfunkcyjnej rodzinie. Byłam dla wszystkich ogromnym rozczarowaniem. Moja mama spodziewała się syna, a urodziły się bliźnięta. Był to stan wojenny, zima. Półtora kilograma nieszczęścia, które każdemu w mojej rodzinie na całe życie pokrzyżowało plany. Ciągle chora i ciągle płacząca. Kula u nogi, jak to zwykle mawiali moi rodzice. Moja mama nigdy mnie nie przytuliła, nie wzięła na ręce. Nie usłyszałam od niej, że mnie kocha. Zwracała się do mnie zawsze bezosobowo – w najlepszym wypadku. Zawsze, kiedy ojciec wracał pijany do domu, brała mojego brata i uciekała.

Miałam kilka lat. Nie wiem, kiedy „to” się zaczęło. Pamiętam od zawsze. Nie miało znaczenia, czy był pijany czy trzeźwy. Ja ze swoim oprawcą i katem mieszkałam przez 13 lat pod jednym dachem. Wiedziałam, że nie mogę o tym nikomu powiedzieć. Raz próbowałam. Moja matka wyciągnęła mnie wtedy za włosy z wanny i skatowała. Wielokrotnie razem z moim ojcem przekonywali znajomych, że jestem kłamczuchą, że wymyślam, że sprawiam kłopoty. Myślę, że każdy wiedział, co się działo w naszym domu – łącznie z matką, ale każdy udawał, że tego nie widzi. Na początku płakałam, później zrozumiałam, że to gorzej, że moje cierpienie wzbudza w moim ojcu jeszcze większą agresję, że wszystko trwa przez to dłużej.

Tak samo było z biciem. Katowali mnie na zmianę, kijem od szczotki, smyczą, kablem od grzałki... Miałam ciągle powyrywane włosy, poprzecinane dłonie, którymi zakrywałam twarz, ponadrywane uszy.

Spadłam na samo dno

Kiedy byłam starsza, liczyłam w myślach od jednego do dziesięciu. To pozwoliło mi przetrwać w ciszy. Było szybciej... Kiedy ojciec miał wrócić do domu, ulgę sprawiało mi wyrywanie włosów z głowy i wykręcanie palców. Wiedziałam, że za chwilę znów „to” będzie. Byłam małą dziewczynką. Kiedy sytuacja stawała się niebezpieczna dla matki, zabierała mojego brata i uciekała. Ja sama musiałam uspokoić ojca. Na Boga, miałam tylko kilka lat!

Kiedy miałam ok. 13 lat, moja matka ostatecznie wyrzuciła ojca z domu. Było to krótko przed moją pierwszą próbą samobójczą. W wieku 14 lat byłam już uzależniona od alkoholu, a gdy miałam 17 lat, zaczęłam się leczyć psychiatrycznie na depresję. Później doszły narkotyki, leki, kolejne próby samobójcze... Spadłam na samo dno. Zatrudniłam się w nocnym klubie jako telefonistka, czyli ogólnie rzecz biorąc, jako stręczyciel. W tamtym czasie czułam się bardzo dobrze w takim środowisku. Kiedy nie było pracy, siedziałyśmy razem z dziewczynami w moim „biurze” i opowiadałyśmy sobie wzajemnie o swoim tragicznym, parszywym życiu. Prawie każda z nas przeszła to samo. Tatuś, wujek, dziadziuś, prokurator, przyjaciel rodziny... Tabletki gwałtu i gwałty... Chleb powszedni. Znam dziewczynę, która wraz z siostrą rodziła swojemu ojcu dzieci. Każdy się domyślał, cała wieś, wiedziała matka. Nikt nie kiwnął palcem, żeby pomóc. Nikt nie chciał się wtrącać...

Kiedy poznałam tę dziewczynę, jej ojciec był już bardzo chory. Prosiłam ją, żeby mimo wszystko zawiadomiła policję. Odmówiła. Powiedziała, że bardzo kocha ojca. To właśnie robi z głową molestowanie. Znam dziesiątki, jeśli nie setki podobnych historii, z wieloma dziewczynami utrzymuję kontakt, ale nigdy nie słyszałam, żeby którakolwiek z nich była molestowana przez księdza.

Ocalone życie

Rok 2012. Pierwsza Komunia św. mojego syna. Byłam wtedy daleko od Boga, bo to Jego obwiniałam za całe to bagno. Po tej uroczystości mój syn zdecydował, że zostanie ministrantem. Bałam się. Poprosiłam znajomą, żeby prowadzała go do kościoła i pilnowała. Płaciłam jej za to, z czasem jednak musiałam zacząć chodzić z nim sama. Dla mnie nieważne było, czy to ksiądz, kościelny czy nawet organista – każdy był podejrzany, każdy był wrogiem. Zaczęłam jednak się modlić, korzystać z tego, co ofiarowuje Kościół. Przez wcześniejsze lata bezskutecznie szukałam terapii dla ofiar pedofilii.

Swoją pracę rzuciłam w czasie pobytu na Jasnej Górze. Zadzwoniłam do szefowej i powiedziałam, że więcej tam nie wrócę. Za ostatnie pieniądze kupiłam sobie Pismo święte i wróciłam do domu.

Dalej jednak nie potrafiłam przebaczyć. Nie chciałam. To mnie rujnowało, ale podejmowałam walkę. Rekolekcje, rekolekcje, rekolekcje... Msza św. z modlitwą o uzdrowienie wspomnień, relacji rodzice – dzieci, dzieci – rodzice. Wyjechałam do Medjugorie. Przebaczyłam. Korzystałam również z pomocy księży egzorcystów. Wiem, że moje koleżanki znalazły pomoc w Magdalence podczas rekolekcji uzdrowienia wspomnień. Dziś też śmiało mogę powiedzieć, że mojego syna wychował Kościół. Częste rekolekcje, wyjazdy w góry, ogniska, wycieczki, podczas których spał również w seminarium. Dużo rozmawiamy o pedofilii, mój syn nigdy nie był jej ofiarą, świadkiem, nie słyszał wśród swoich kolegów o molestowaniu. Dziś jest prawie dorosłym, zrównoważonym człowiekiem. Nie pije, nie pali, nigdy nie sprawiał żadnych problemów wychowawczych. Po pierwszym filmie Sekielskiego przestał chodzić w tygodniu do kościoła, bo bał się, że będzie napiętnowany przez rówieśników. W gimnazjum wielokrotnie był prześladowany za wiarę. Brzydzę się kłamstwem i manipulacją, którymi posłużył się pan Sekielski w swoich filmach. Mnie, ofierze pedofilii, i mojej rodzinie Kościół uratował życie! Dzięki niemu dziś, od 7 lat, jestem normalnym człowiekiem. Jestem matką. Pracuję i wychowuję dzieci. Staram się pomagać w wielu fundacjach działających na rzecz obrony życia i pomocy dzieciom. W ten sposób pragnę podziękować Bogu za łaski, które otrzymałam. Zawsze będę chodzić do kościoła. Pedofil to nie ksiądz, pedofil to pedofil! Pójdzie zawsze tam, gdzie są dzieci pozostawione bez opieki. I bez względu na to, jaką pełni funkcję, należy mu się kara.

Przykro mi tylko, że wszyscy ci, którzy obrzucają kamieniami Kościół, słysząc za ścianą krzywdę innego dziecka, mówią, że to nie ich sprawa.

CZYTAJ DALEJ

Kard. Ravasi: Morricone miał żywą wiarę, dlatego zależało mu na muzyce religijnej

2020-07-06 14:31

[ TEMATY ]

muzyka

muzyka chrześcijańska

morricone

Włodzimierz Rędzioch/Niedziela

Ennio Moricone

Wymiar duchowy stanowił istotny aspekt twórczości Ennia Morricone – przypomina kard. Gianfranco Ravasi, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Kultury. Włoski kompozytor zmarł w Rzymie w 91. roku życia.

Znany jest przede wszystkim z muzyki filmowej. Stworzył muzykę do ponad 500 filmów, między innymi do „Misji”, „Nietykalnych” czy „Dawno temu w Ameryce”. W swym dorobku ma też liczne utwory sakralne. Za pontyfikatu Benedykta XVI usilnie zabiegał o powrót chorału gregoriańskiego.

W rozmowie z Radiem Watykańskim kard. Ravasi wspomina ubiegłoroczne z nim spotkanie, kiedy to za swą twórczość Morricone otrzymał od papieża Franciszka złoty medal pontyfikatu. Włoski kompozytor przyjmował też zaproszenia na sesje Papieskiej Rady ds. Kultury. „Kiedy przygotowywał oratorium dedykowane Janowi Pawłowi II, udał się wraz ze mną na kilka dni do Polski. Wszystko to świadczyło o jego wierze, a on otwarcie się do niej przyznawał” – mówi kard. Ravasi.

„Bez wątpienia bardzo mu zależało na komponowaniu również muzyki sakralnej, religijnej. Mówił mi o tym wielokrotnie. Bo wymiar duchowy, wiara, były w nim bardzo żywe – powiedział purpurat. – Z drugiej strony przejawem tego wymiaru duchowego była również muzyka sama w sobie, tak jak on ją wyraził, w ogromnej różnorodności stylów, wręcz niewyobrażalnej, jeśli pomyślimy o takich filmach jak «Za garść dolarów» Sergia Leone, potem «Bitwę o Algier», «Ptaki i ptaszyska» Pasoliniego, «Dawno temu w Ameryce», filmy Felliniego, a nawet Hitchcocka. A zatem ogromna panorama filmów, wielka różnorodność twórczości, ale jemu zawsze chodziło o wielką muzykę. Bo wierzył, że wielka muzyka jest sama w sobie, zgodnie z jej wielką tradycją, językiem transcendencji. Jest to język, w którym przejawia się tajemnica, również wtedy, gdy jest to muzyka świecka. Piękno muzyki prowadzi nas stopniowo do wieczności i nieskończoności”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję