Reklama

Sztuka

Trzy obrazy

Najbardziej widocznym znakiem kultu Miłosierdzia Bożego, zapoczątkowanego przez św. Faustynę Kowalską, jest niewątpliwie obraz Jezusa Miłosiernego. Szczególnie znane na świecie pozostają trzy płótna przedstawiające Chrystusa zgodnie z zaleceniami polskiej mistyczki. Oto pokrótce dzieje każdego z nich

Obraz Eugeniusza Kazimirowskiego (1934)

To jedyny wizerunek Jezusa Miłosiernego, jaki widziała na własne oczy Siostra Faustyna. Kiedy Chrystus polecił jej w jednym ze swoich objawień w 1932 r. sporządzić konkretny obraz swojej postaci, zakonnica nie wiedziała, jak to zrobić. Dopiero dzięki swemu spowiednikowi ks. Michałowi Sopoćce, którego poznała w Wilnie, mogła spełnić żądanie Jezusa. Sopoćko mieszkał wówczas w budynku kapelanii sióstr wizytek na wileńskiej Rossie, gdzie swoje mieszkanie i pracownię miał także znany malarz i wykładowca Eugeniusz Kazimirowski (1873 – 1939). On też – od stycznia do czerwca 1934 r. – namalował obraz Jezusa Miłosiernego. Jako model pozował mu ks. Sopoćko, a Siostra Faustyna przychodziła od czasu do czasu do pracowni, by korygować, czy wizerunek Chrystusa jest zgodny z wizją, którą widziała w swym objawieniu.

Po raz pierwszy obraz został zaprezentowany publicznie podczas Triduum Paschalnego w 1935 r. Później znalazł się w wileńskim kościele św. Michała, gdzie ks. Sopoćko był rektorem. W 1948 r., gdy władze sowieckie zamknęły świątynię, płótno trafiło do wileńskiego kościoła Ducha Świętego, a w 1956 r. do małego wiejskiego kościółka w Nowej Rudzie na Białorusi. W 1986 r. obraz został potajemnie wywieziony do Wilna, gdzie rok później zawisł w kościele Ducha Świętego. Ostatnia przeprowadzka miała miejsce w 2005 r., gdy na polecenie kard. Audrysa Juozasa Baèkisa przeniesiono wizerunek do kościoła Trójcy Świętej w Wilnie, gdzie powstało sanktuarium Miłosierdzia Bożego.

Obraz Adolfa Hyły (1944)

Podczas II wojny światowej do klasztoru Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Łagiewnikach zgłosił się krakowski malarz, uczeń Jacka Malczewskiego – Adolf Hyła (1897 – 1965). Zaproponował, że namaluje jakiś obraz do kaplicy sióstr jako wotum za ocalenie od śmierci jego rodziny. Wówczas jezuita ks. Józef Andrasz, który od 1936 do 1938 r. był spowiednikiem i kierownikiem duchowym Siostry Faustyny, poprosił artystę, by namalował wizerunek Jezusa Miłosiernego. Jedyną wskazówką, jak miał wyglądać Chrystus na obrazie, był opis Jego postaci pozostawiony w „Dzienniczku” zmarłej zakonnicy. Opierając się na tym opisie, Hyła między listopadem 1942 a marcem 1943 r. stworzył wizerunek Jezusa Miłosiernego.

Reklama

Okazało się jednak, że płótno nie pasowało rozmiarami do wnętrza bocznego ołtarza kaplicy. W związku z tym siostry zamówiły u malarza jeszcze jeden obraz, który zawisł ostatecznie w świątyni w kwietniu 1944 r. Później artysta dokonał w nim jeszcze jednej zmiany – pierwotnie dzieło przedstawiało Chrystusa na tle łąki, ale w 1954 r. Hyła przemalował tło na ciemny kolor, a pod stopami Zbawiciela domalował posadzkę. Do dziś obraz ten pozostaje najbardziej znanym na świecie wizerunkiem Jezusa Miłosiernego. Oblicza się, że sam Hyła namalował jeszcze ponad sto płócien tego typu, które trafiły do różnych kościołów.

Obraz Ludomira Sleńdzińskiego (1954)

To płótno wygrało konkurs na najlepszy wizerunek Jezusa Miłosiernego i zyskało uznanie polskich biskupów. Rozpisanie konkursu było wynikiem burzliwego posiedzenia konferencji plenarnej Episkopatu Polski we wrześniu 1953 r. Pojawiło się wówczas wiele krytycznych opinii pod adresem obrazów Jezusa Miłosiernego, malowanych przez różnych malarzy i rozproszonych po kościołach w całej Polsce. Wielu dziełom zarzucano, że nie spełniają katolickich norm liturgicznych i dogmatycznych. Najmocniej protestował bp Franciszek Barda, który stwierdził, że część owych płócien nie odpowiada nauczaniu kościelnemu, gdyż jest oparta nie tyle na Objawieniu zawartym w Piśmie Świętym, ile raczej na prywatnych wizjach, których autentyczność nie została jeszcze potwierdzona przez Kościół.

W związku z tym ks. Michał Sopoćko postanowił bronić idei obrazu Jezusa Miłosiernego i rozpisał konkurs na nowy wizerunek, który spełniałby wymogi nauczania kościelnego. Miał on przedstawiać Chrystusa ukazującego się uczniom w Wieczerniku i ustanawiającego sakrament pokuty.

Reklama

Adolf Hyła odmówił wzięcia udziału w konkursie. Wygrał Ludomir Sleńdziński (1889 – 1980). Wytypowała go jako zwycięzcę komisja kościelna na czele z bp. Stanisławem Rospondem. W październiku 1954 r. Komisja Główna Episkopatu Polski uznała, że obraz Sleńdzińskiego powinien stanowić wzór do naśladowania dla innych artystów. Wizerunek nie zyskał jednak w oczach wiernych takiej popularności, jak u biskupów. Konkursowe płótno wisi dziś w kaplicy Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia na warszawskim Grochowie.

2014-09-30 15:12

Ocena: +1 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Sześć wieków parafii

2020-05-20 11:39

Niedziela lubelska 21/2020, str. IV

[ TEMATY ]

obraz

obraz

jubileusz

Pawłów

Grzegorz Jacek Pelica

Kopia ikony Matki Bożej Pawłowskiej

„Nie święci garnki lepią” – głosi przysłowie, które na Ziemi Chełmskiej ma swoje dokończenie: „tylko zduny w Pawłowie”. Tak mawiano, gdy ktoś potrzebował otuchy, aby wykonać jakieś trudne, ponadprzeciętne zadania. Rodzice w ten sposób dodawali odwagi dzieciom, które obawiały się nowych wyzwań.

W 2021 r. minie 600 lat od utworzenia parafii rzymskokatolickiej w Pawłowie. Powołany z inicjatywy i pod przewodnictwem proboszcza ks. Andrzeja Kołodziejskiego komitet organizacyjny obchodów przystąpił już do działania. Pomimo trudności materialnych, zarazy i różnych obostrzeń duszpasterz i grupa parafian realizują punkt po punkcie bogaty program jubileuszowy. Patronuje im Matka Boża Pawłowska w unicko-prawosławnej ikonie, aktualnie poddawanej renowacji, by zahamować degradację od wieków czczonego wizerunku.

CZYTAJ DALEJ

Rzym - pierwsza niedziela z otwartymi kościołami

2020-05-25 13:12

[ TEMATY ]

Rzym

kwarantanna

Włodzimierz Rędzioch

Dla katolików we Włoszech dzień 24 maja był dniem szczególnym – to pierwsza niedziela z otwartymi kościołami po kilkumiesięcznej kwarantannie. Po raz pierwszy, po długim „poście eucharystycznym” Włosi mogli przyjąć Komunię św. w czasie niedzielnych Mszy św. Wyszedłem z domu wczesnym rankiem, by osobiście przekonać się co się dzieje na mieście. Poniżej relacja z mojego dziennikarskiego spaceru po Rzymie.

Wokół Watykanu jest pusto, jedynie przy przy placu św. Piotra karabinierzy i policjanci – wszyscy w maseczkach i rękawiczkach – ustawiają barierki i bramki wejściowe. Przechodzę obok kościoła Świętego Ducha – jest jeszcze zamknięty, monumentalna aleja della Conciliazione jest pusta, zamknięte są też znane turystom tutejsze bary, w tym słynny bar „Antico Bar san Pietro”. Na zamkniętej żaluzji wywieszone wielkie ogłoszenie: „Bez pomocy rządu nie możemy rozpocząć na nowo. Tysiące miejsc pracy jest zagrożonych”. Takie kartki wiszą na wielu rzymskich barach i restauracjach. Otwarty jest znajdujący się przy niej kościół Santa Maria della Traspontina. Duże drzwi świątyni są otwarte na oścież, by wchodzący nie musieli dotykać klamek, nad jednymi umieszczono napis: „Entrata” (Wejście), nad innymi: „Uscita” (Wyjście).

Włodzimierz Rędzioch

Na stoliku, przy wejściu wielki pojemnik z płynem do dezynfekcji rąk, w ławkach pojedyncze osoby, ksiądz spowiada wiernego nie w konfesjonale, ale w bocznej kaplicy – krzesła kapłana i penitenta ustawione są w dużej odległości. W tą pierwszą niedzielę po kwarantannie w większości kościołów kapłani rozdają Komunię św. w rękawiczkach na rękę wiernych i noszą przy tym maseczkę. Ludzie też nie za bardzo wiedzą, jak się zachowywać – biorą hostię na rękę, ale niektórzy mają rękawiczki, inny chusteczkę na ręce.

Włodzimierz Rędzioch

Idę do centrum przechodząc przez most św. Anioła, na wprost Zamku św. Anioła. Jedynymi osobami, które spotykam, są właściciele psów, ludzie uprawiający jogging lub jeżdżący na rowerach. Wydaje się jakby miasto spało – zamiast hałasu samochodów słychać krzyk mew i szczekanie psów.

Włodzimierz Rędzioch

Ulicą Coronari, znaną turystom z antykwariatów, barów i eleganckich sklepików, a dziś całkowicie pustą, dochodzę do placu Navona. Tutaj spotykam jedynie kilka osób. Na placu stoją jedynie wielkie wozy transmisyjne włoskiej telewizji państwowej RAI, która z kościoła św. Agnieszki in Agone ma transmitować Mszę św.

Włodzimierz Rędzioch

Po przeciwnej stronie placu znajduje się drugi kościół – Nostra Signora del Sacro Cuore. Zakrystianin otwiera drzwi, na których wisi ogłoszenie Diecezji Rzymu z regulaminem uczestnictwa w Mszy św. – Widzi pan, możemy wpuścić do kościoła tylko 30 osób. Takie są przepisy – dodaje.

Włodzimierz Rędzioch

Przechodzę na plac przed Panteonem. Kilka osób, tak jak ja, robi zdjęcia, bo nie zdarza się, by słynny plac Rotundy był pusty. Tutaj zdaję sobie sprawę, dlaczego te historyczne place wydają się dziś jakby większe, bardziej monumentalne – normalnie są zastawione stolikami kawiarni i restauracji, które teraz są pozamykane. Przed Panteonem otwarty jest tylko jeden bar, przed którym ustawiono kilka stolików.

Idę następnie do jednego z moich ulubionych kościołów, Najświętszej Marii Panny sopra Minerwa. Placyk przed kościołem ze słynnym słoniem dźwigającym egipski obelisk (dzieło Berniniego) też pusty, a świątynia zamknięta. Wracam więc w stronę Watykanu, przechodząc przez placyk sant’Eustachio, którego nazwa wzięła się od stojącej tutaj bazyliki św. Eustachiusza. Przy placu jest kilka barów, w tym słynny bar „Sant’Eustachio”, gdzie serwują jedną z najlepszych kaw w Rzymie. Tu przy stolikach siedzi trochę ludzi, włącznie z proboszczem, ale to najwyraźniej okoliczni mieszkańcy, którzy korzystają z zakończenia kwarantanny i „kawowego postu”. Nieco dalej znajduje się ulica Rinscimento zamknięta monumentalną fasadą kościoła św. Andrzeja – tu też nie ma nikogo.

Do Watykanu podchodzę ulicą Borgo Pio, która prowadzi do Bramy św. Anny, głównego wejścia na teren Państwa Watykańskiego. To deptak bez samochodów, zazwyczaj pełen turystów, pracowników watykańskich, księży i zakonnic. Dziś nie ma tu prawie nikogo a tylko jeden bar-cukiernia wystawił stoliki na ulicę. W Bramie św. Anny stoją gwardziści szwajcarscy, oczywiście w maseczkach, ale dziś nie mają prawie wcale pracy. Natomiast na placyku della Città Leonina, który ciągnie się wzdłuż Passetto del Borgo, czyli muru łączącego Pałac Apostolski z Zamkiem św. Anioła, dwa bary są otwarte i pełne ludzi, ale to policjanci i żandarmi, którzy od wczesnych godzin porannych pełnią służbę wokół placu św. Piotra i wpadają tu na kawę.

Dziś po raz pierwszy ludzie mogą wejść na plac, by zobaczyć papieża w oknie Pałacu Apostolskiego. Oczywiście Franciszek odmówi modlitwę południową w Bibliotece, a pojawi się w oknie jedynie, by udzielić błogosławieństwa. Jednak nie ma tłumów – jest trochę ludzi, którzy wchodzą na plac i po drugiej kontroli idą do bazyliki. Gdy zbliża się południe na placu jest trochę wiernych, może nieco ponad sto, którzy stoją z dala od siebie. To ich pobłogosławił papież, który pojawił się w oknie Pałacu Apostolskiego nieco po godz. 12. Dla niego to również pierwsze po kwarantannie spotkanie z ludźmi na placu św. Piotra. Gdy patrzę na tę małą grupkę ludzi po raz kolejny zdaję sobie sprawę, że sytuacja w Rzymie nie wróciła jeszcze do normy i że przeżywamy szczególny czas, również w Kościele.

CZYTAJ DALEJ

Małgorzata Manowska - I prezes Sądu Najwyższego (sylwetka)

Prezydent zdecydował o powołaniu Małgorzaty Manowskiej na I prezesa Sądu Najwyższego. Sądem tym pokieruje sędzia z 25-letnim stażem, była wiceminister sprawiedliwości, dotychczasowa dyrektor krajowej szkoły sędziów. Jest drugą kobietą na tym urzędzie w historii SN, po swojej poprzedniczce Małgorzacie Gersdorf.

Jeszcze w sobotę Manowska zapewniała podczas Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN, że sędziowie nie muszą obawiać się z jej strony jakiejkolwiek zemsty i odwetu.

"Chciałabym normalnie pracować, chciałabym zasypać ten dół między nami, a przynajmniej doprowadzić do wzajemnej tolerancji i poprawnej współpracy, dlatego że SN i ludzie na to zasługują" - mówiła wtedy sędzia. Wskazywała, że trzeba dążyć do zapewnienia harmonijnego funkcjonowania SN.

Jak sama siebie określiła jest człowiekiem, "który łączy ludzi w działaniu, a nie dzieli". "Nie jesteśmy żadną nadzwyczajną kastą. Powinniśmy ludziom służyć, a nie być ponad nimi" - mówiła ponadto podczas zgromadzenia SN.

Manowska została wybrana przez prezydenta na sześcioletnią kadencję spośród pięciorga kandydatów wyłonionych w głosowaniu przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN. Na Manowską głosowało 25 sędziów. Był to drugi wynik; największym poparciem zgromadzenia SN cieszył się Włodzimierz Wróbel, na którego głos oddało 50 z 95 sędziów biorących udział w głosowaniu.

Nowa I prezes SN posiada ponad 25-letnie doświadczenie sędziowskie zdobyte w sądach wszystkich szczebli. Po zdobyciu uprawnień sędziowskich orzekała w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Pragi. Karierę orzeczniczą kontynuowała następnie w warszawskim sądzie okręgowym. Przez niemal 14 lat orzekała także w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie.

Do Izby Cywilnej Sądu Najwyższego trafiła w październiku 2018 r. Prezydent Andrzej Duda powołał Manowską na sędziego SN po rekomendacji Krajowej Rady Sądownictwa. Z uwagi na - podnoszone przez część środowiska sędziowskiego i polityków - wątpliwości dotyczące prawidłowości powołania sędziowskich członków KRS przez Sejm, skuteczność nominacji Manowskiej do Sądu Najwyższego była kwestionowana.

Podczas sobotnich obrad zgromadzenia SN Manowska była również pytana, czy uważa się za sędziego SN. "Nie, nie uważam się. Ja jestem sędzią SN. Złożyłam ślubowanie przed prezydentem, objęłam obowiązki służbowe" - podkreśliła w odpowiedzi.

Jednocześnie mówiła, że nie podobał się jej "kształt poprzedniej KRS i nie podoba się kształt obecnej". "Moim zdaniem KRS powinna być wybierana w wyborach powszechnych sędziowskich, po to żeby nie było z jednej strony zarzutów, że jest zależna od władzy ustawodawczej, ale z drugiej strony, by nie było zarzutów działania tzw. spółdzielni, a to była powszechna opinia wśród sędziów, że grupy się wybierają" - zaznaczała podczas zgromadzenia SN.

Manowska przez ponad cztery lata - od stycznia 2016 r. - kierowała Krajową Szkołą Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie. Jak zapewniła podczas zgromadzenia SN, doświadczenie z zarzadzania tą instytucją zamierza przenieść do Sądu Najwyższego. Podkreśliła przy tym, że umiejętności zarządcze są jej atutem.

Jak mówiła, kiedy rozpoczęła zarządzanie tą szkołą, zderzyła się z mobbingiem. "Ja ten mobbing zlikwidowałam. Dla każdego człowieka, który chciał pracować znalazłam właściwe miejsce w krajowej szkole. Nie ma tu ludzi niepotrzebnych i wykluczonych" - wskazywała. Zwróciła też uwagę, że w czasie, gdy była dyrektorem krakowskiej szkoły, absolwenci tej placówki "wreszcie idą do służby po egzaminie sędziowskim". Do swoich sukcesów zarządczych zaliczyła także pozyskanie na rzecz szkoły dwóch nieruchomości.

W kwietniu, na niespełna miesiąc przed rozpoczęciem procedury wyboru kandydatów na I prezesa SN, media podały, że do internetu wyciekły dane tysięcy sędziów i prokuratorów, które miała w swoich zasobach krakowska szkoła. W sieci pojawiły się prywatne adresy mailowe, adresy zamieszkania, numery telefonów, a także hasła logowania.

Śledztwo w tej sprawie wszczęła lubelska prokuratura regionalna. W konsekwencji śledczy zatrzymali i postawili zarzuty pracownikowi spółki zewnętrznej zarządzającej serwerami szkoły. Manowska komentując tę sprawę mówiła, że prawdopodobne jest, że do wycieku danych osobowych doszło na skutek zaniedbania jednej z firm zarządzających danymi. W sobotę przed zgromadzeniem SN powiedziała, że "nie takim gigantom się to zdarzało". "Czy to był przypadek, to wykaże postępowanie" - dodała.

Manowska ma za sobą także okres pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości. W 2007 r. przez kilka miesięcy pełniła funkcję wiceministra w resorcie sprawiedliwości kierowanym wówczas przez Zbigniewa Ziobrę. Manowska zajmowała się wówczas w ministerstwie sądownictwem powszechnym. Odeszła z resortu po objęciu władzy przez PO-PSL.

Przez uczestników zgromadzenia sędziów wyłaniającego kandydatury na I prezesa SN była pytana - podobnie jak inni kandydaci - o związki z politykami i ich stosunek do polityki. "Miałam takie związki i nie jest to tajemnicą. W 2007 r. przez siedem miesięcy byłam podsekretarzem stanu w MS, ministrem był wtedy Zbigniew Ziobro, a podsekretarzem stanu obecny prezydent Andrzej Duda. (...) Ja się nie zapieram i nie wypieram tych znajomości" - mówiła sędzia Manowska.

Wskazywała jednocześnie, że "przez kilkanaście lat późniejszego orzekania nie wypowiadała się na temat polityki" i nigdy ani jej, ani żadnemu z jej orzeczeń nie został postawiony zarzut upolitycznienia. "Obiecuję, że będę strażnikiem niezawisłości. (...) Nigdy żaden polityk na mnie nie wywierał wpływu w sferze orzecznictwa, nawet nie próbował" - podkreślała.

Nowa I prezes SN jest warszawianką. W stolicy ukończyła też studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Na tej samej uczelni obroniła doktorat, a następnie uzyskała habilitację. Jest profesorem nadzwyczajnym Uczelni Łazarskiego, na której wykłada od 2013 r. Specjalizuje się w cywilnym prawie procesowym.(PAP)

autor: Mateusz Mikowski, Marcin Jabłoński

mm/ mja/ aj/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję