Reklama

Kultura

Zbigniew Rybczyński. Wizja zbyt szeroka

„Zrzekam się polskiego obywatelstwa. Ale Polakiem będę zawsze, do końca życia”. Zbigniew Rybczyński – laureat Oscara i artysta światowej sławy – postanowił wyjechać ze współczesnej Polski. Na znak protestu

Niedziela Ogólnopolska 35/2014, str. 40-42

[ TEMATY ]

film

sztuka

kultura

ZDZISŁAW SOWIŃSKI

Zbigniew Rybczyński

Zbigniew Rybczyński

Urodził się 27 stycznia 1949 r. w Łodzi. Ukończył liceum plastyczne w warszawskich Łazienkach i Wydział Operatorski łódzkiej filmówki. Już na studiach zrealizował etiudy będące czytelną zapowiedzią jego twórczych wyborów, a pierwszym miejscem pracy było Studio Małych Form Filmowych SE-MA-FOR. Debiutował tam w roku 1973 filmem „Plamuz” – jednym z pierwszych w Polsce animowanych teledysków.

W 1980 r. skończył pracę nad realizowanym przez rok dziełem „Tango” – ośmiominutową niemą opowieścią o międzyludzkich zależnościach (do jednego pomieszczenia stopniowo wprowadza się 25 osób), będącą sumą matematycznych wyliczeń i niezwykłej wizji. Film sprawia wrażenie wytworu komputera, jest jednak w pełni dziełem rąk autora – kolejne sekwencje filmowane były klatka po klatce, wycinane i nakładane. „Tango” przeniknęło granice, a efekt wytężonej pracy młodego twórcy zza żelaznej kurtyny doceniło całe światowe środowisko filmowe. Obraz obsypany został laurami festiwali w Europie, aż trafił za ocean.

The Oscar goes to...

Reklama

11 kwietnia 1983 r., podczas 55. gali wręczenia Academy Awards w Los Angeles wśród takich sław, jak Meryl Streep czy Ben Kingsley, padło nazwisko: Rybczyński. Jako Polacy poczuliśmy wtedy, że tam, daleko, w świecie komfortu i wolności, jesteśmy doceniani.

Oscar dał młodemu Polakowi prestiż i możliwość życia w USA. Do kraju wrócić nie mógł, ponieważ po wywiadzie udzielonym Wolnej Europie, w którym potępił system komunistyczny, został oskarżony o zdradę Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i skazany na karę więzienia. W Austrii otrzymał azyl polityczny.

Kilkanaście lat mieszkał w Nowym Jorku, gdzie kręcił kolejne, nagradzane na świecie krótkie metraże i teledyski (współpracował m.in. z Mickiem Jaggerem, Yoko Ono, Lou Reedem, Rush itd.). To właśnie on jest twórcą słynnego clipu do „Imagine” Johna Lennona. Od roku 1972 do dziś, jako operator, scenarzysta, reżyser, kompozytor obrazu, Rybczyński zrealizował ponad 60 filmów. W roku 1987 otworzył pod Nowym Jorkiem własne studio (Zbig Vision Studio). W latach 1994 – 2001 mieszkał w Niemczech, współtworząc międzynarodowy eksperymentalny ośrodek filmowy w Berlinie (CBF). Był wykładowcą uczelni w Kolonii, Nowym Jorku i Tokio. W 2001 r. wrócił do USA.

Reklama

Na początku lat 90. ubiegłego wieku zaczął tworzyć własne programy komputerowe, by w pełni niezależnie nanosić na ekran swe artystyczne wizje. Wciąż marzył o zbudowaniu idealnego studia, w którym „na bieżąco” powstawałyby filmy wartościowe i niewymagające żmudnej, kosztownej postprodukcji. Pozostając artystą, stawał się inżynierem i wynalazcą. Stworzył wiele patentów, nowe komputerowe programy, a jego unikalne pomysły znalazły zastosowanie w amerykańskim przemyśle telewizyjnym i filmowym. Na Zachodzie miał wszystko, ale cel celów – wielkie atelier, przystosowane technicznie do tworzenia eksperymentów i ciągłego rozwoju technologii obrazu filmowego, instytut edukujący przyszłe ekipy, produkujący nowoczesne filmy – postanowił wybudować w ojczyźnie. Obdarowany przez rodzimą filmówkę tytułem doctora honoris causa (2008), pełen pomysłów i gotowości do pracy wrócił do Polski w roku 2009.

Nowa Polska, stara Polska

Najpierw sprawy toczyły się pomyślnie. Marzenie o zorganizowaniu od podstaw jedynego na świecie „instytutu obrazu” zyskało aprobatę polskich władz i stało się realne. Projekt Zbigniewa Rybczyńskiego poparł sam minister Bogdan Zdrojewski. Z uwagi na położenie, rozmiar i filmową tradycję na siedzibę wybrano starą Wytwórnię Filmów Fabularnych we Wrocławiu. Wraz z budynkiem przydzielony został odgórnie zespół administracyjny. Fundamentem studia miał być autorski pomysł Rybczyńskiego, jego wizja i wynalazki.

Instytucja otrzymała nazwę Centrum Technologii Audiowizualnych (CeTA) i dotację w wysokości 7 mln zł na 2 lata. Rybczyński założył, że rok potrwa budowanie studia, a drugi rok – szkolenie kadry. Od początku wiele zdarzeń związanych z budową było dla reżysera niezrozumiałych – zbędne przetargi, angażowanie firm zewnętrznych, nierozumne lokowanie pieniędzy itp. Czas mijał, remont ugrzązł, budżet topniał. Artysta wciąż zgłaszał sprzeciwy wobec tego stanu rzeczy, lecz bezskutecznie. W końcu okazało się, że całość funduszu na projekt została rozdysponowana.

Rybczyński nie miał dostępu do żadnych dokumentów CeTA, zapoznał się z nimi dopiero po otrzymaniu na to pisemnej zgody. Już wstępna kwerenda wykazała nieprawidłowości w wysokości ok. pół miliona złotych. Niezwłocznie udał się z podejrzanymi dokumentami do ministra Zdrojewskiego i poprosił o wsparcie w wyjaśnieniu sprawy, która zwiastowała wielki skandal.

Wiosną 2012 r. CeTA została poddana gruntownej kontroli, która nie pozostawiała złudzeń. Sprawę przedstawiono ministrowi, z sugestią przekazania jej prokuraturze. Nastało oczekiwanie, a jednocześnie ze Zbigniewem Rybczyńskim nie przedłużono umowy. On zresztą sam tej umowy nie chciał, bo czuł, że skazywałaby go ona na formalne obcowanie z ludzką nieuczciwością. Mówił o tym otwarcie i każdy w jego otoczeniu wiedział, że „ułożenie” i kompromis są tu niemożliwe.

Dyrektor Robert Gawłowski zakazał mu przychodzenia do studia i pracy z zespołem, mimo że reżyser chciał działać dalej, choćby bez umowy. Zbigniew Rybczyński, który wniósł do firmy całego siebie – koncept, sprzęt, czas, cenne, prywatne ruchomości – zignorował zakazy i groźby. Niezależnie od dziury w budżecie robił swoje. Po pewnym czasie, w wyniku analiz kontroli dokumentów, dyrektor został zwolniony, ale bez konsekwencji – wcześniej zdążył jeszcze udać się na roczny urlop zdrowotny. Od grudnia 2012 r. dyrektorem CeTA jest Robert Banasiak, o którym reżyser napisał, że „nie był on zainteresowany budową studia”, co podważyło statut CeTA i pierwotne założenia. Nastąpiło coś w rodzaju bezprawnego przejęcia całego „know how” autorskiego projektu, bez woli jego wdrożenia.

Rybczyński, zniecierpliwiony ciszą wokół wykazanych przestępstw, poprosił ministra o zawiadomienie prokuratury, stałą kontrolę CeTA i zwolnienie pracowników związanych z przekrętami. Żadnej z próśb nie spełniono.

Z powodu pomówień (rzekoma kradzież komputera, alkohol itp.), a także zarzutu niemożności urzeczywistnienia jego pomysłów artysta poprosił też o powołanie międzynarodowej komisji filmowców i szerokie konsultacje stawiające tu rzetelną diagnozę. Propozycję odrzucono.

W prywatnej rozmowie reżysera z ministrem wydało się, że produkcji filmów w CeTA nie będzie, bo zagroziłoby to innym prywatnym podmiotom. Wizja, która u podstaw zachwyciła i miała sens, okazała się zbyt spektakularna i mająca moc ingerencji w zniewolony układami rynek. Wszystko stało się jasne.

4 października 2013 r., na otwartym spotkaniu w Salonie profesora Dudka, w poczuciu bezradności Zbigniew Rybczyński ujawnił całą sprawę opinii publicznej. Po tym zdarzeniu dostał od dyrekcji CeTA kwadrans na opuszczenie budynku. Nie zdążył się nawet spakować.

W maju tego roku, z powodu utraty prywatnego kapitału na walkę z aparatem państwowym, małżeństwo Rybczyńskich sprzedało mieszkanie i wystawiło na aukcję tworzoną latami, unikatową kolekcję dzieł sztuki. Były wśród nich m.in. renesansowe i barokowe grafiki, XVI-wieczne miedzioryty, pierwsze widoki naszych miast i bezcenne rysunki Cypriana Kamila Norwida. Do „przetargu” nie zgłosiło się ani jedno państwowe polskie muzeum – sytuacja bez precedensu. Dzieła Rybczyńskich trafiły w ręce prywatnych nabywców, za bezcen.

Chcąc dopiąć swego i dowieść niewinności, wspierany przez żonę i grono przyjaciół, Zbigniew Rybczyński walczy w polskich sądach na kolejnych absurdalnych rozprawach, poświęcając temu czas, pieniądze i ogromne emocje. Jak dotąd, jest bezradny. Dyrektor Banasiak stawia mu zarzuty, on je z łatwością odpiera, sądy mają co robić, a końca procesu nie widać.

Mówi się, że trudne chwile mają jedną zaletę – pokazują prawdziwych przyjaciół. Tym razem koszt był wysoki, bo problem ogromny, a przy Rybczyńskim lojalnie zostało niewielu; większa część środowiska kolegów filmowców obnażyła swój oportunizm – to go boli najbardziej.

Nie wszystko stracone

Nie mogąc pojąć mechanizmów rządzących obecną Polską, nie potrafiąc pogodzić się z nieuczciwością wysokiego szczebla, Zbigniew Rybczyński postanowił na znak protestu zrzec się polskiego obywatelstwa i z żoną wrócić do USA. Gdy ta trudna decyzja dojrzała do pewności, dokonali rewizji dotychczasowych doświadczeń i doszli do nowych refleksji.

W czerwcu br., na zaproszenie ówczesnego przeora o. Łukasza Buzuna, przyjechali razem na Jasną Górę. Nie tylko po to, by dotknąć ponad 600-letniej twierdzy polskiej wiary, odwiedzić Matkę i nasycić oczy wotywnymi klejnotami, lecz także, by zostawić Jej coś swojego. Sanktuarium otrzymało od nich w darze XVI-wieczny miedzioryt, przedstawiający sekretarza Zygmunta I Starego – czołowego przywódcy europejskiej kontrreformacji kard. Stanisława Hozjusza. Z koneserskim zainteresowaniem, oprowadzani przez o. Stanisława Tomonia, zwiedzili cały klasztor. Najwięcej czasu i uwagi Zbigniew Rybczyński poświęcił bibliotece. Znalezione wzrokiem na sklepieniu refektarza zdanie: „Ex unione decor” (W jedności piękno) postanowił uczynić mottem każdego swego kolejnego filmu.

2014-08-26 14:09

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

"The Soviet Story"

"The Soviet Story" - to jeden z najlepszych filmów, jaki widziałem w życiu mówi prof. Jan Żaryn, historyk i publicysta. Pokazuje, jak doszło do największego ludobójstwa w dziejach świata. Jak wspierały się dwa totalitaryzmy, by zniszczyć człowieka, a także chrześcijaństwo.

CZYTAJ DALEJ

Podziękuj Bogu za drugą, trzecią i kolejną szansę, którą ci daje

2021-09-16 09:12

[ TEMATY ]

ksiądz

Jezus

Karol Porwich/Niedziela

Hymnem do Ducha Świętego odśpiewanym w łódzkiej bazylice archikatedralnej rozpoczęły się doroczne rekolekcje dla księży diecezjalnych i zakonnych, którym w dniach 15 – 17 września przewodniczy abp Grzegorz Ryś. Pierwsze rozważanie rekolekcyjne zostało oparte o fragment ewangelii św. Marka (Mk. 1.1-8)

Przyglądając się postaci św. Marka, łódzki pasterz wskazał na trzech uczniów Jezusa, którzy byli mistrzami dla autora Ewangelii. – Trzech uczniów Jezusa Chrystusa: Barnaba, Piotr i Paweł przekazywali Markowi wiarę. Chcę dzisiejszego wieczoru zatrzymać się tylko na tym jak ten przekaz się dokonywał, bo to jest coś, w czym każdy z nas może się odnaleźć, ale potrzebujemy się odnaleźć razem – zauważył arcybiskup.

CZYTAJ DALEJ

Apel Jasnogórski z udziałem wiernych Archidiecezji Wrocławskiej

2021-09-17 21:52

ks. Łukasz Romańczuk

bp Jacek Kiciński

bp Jacek Kiciński

Dziś Apel Jasnogórski prowadzony był przez ks. bp. Jacka Kicińskiego 

Z racji Pielgrzymki Duchowieństwa i Wiernych Archidiecezji Wrocławskiej w kaplicy Cudownego Obrazu obecni byli kapłani, siostry zakonne i wierni świeccy z terenu naszej archidiecezji. 

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję