Paradoksalnie w Polsce hasło to zyskało popularność w kontekście czegoś mrocznego – walki przeciwko ochronie życia dziecka przed aborcją eugeniczną. Mimo iż oryginalnie zwrot „You'll Never Walk Alone” symbolizuje wsparcie, nadzieję i solidarność, a w musicalu piosenka o tym tytule pojawia się w momencie, gdy główna bohaterka, Julie Jordan, otrzymuje wsparcie po śmierci swojego męża – w naszym kraju hasło „Nigdy nie będziesz szła sama” zostało wykorzystane do wielkiego oszustwa, jakiemu poddano rzesze młodych ludzi, głównie kobiet, którym wmówiono, że ich życiu zagraża życie innego człowieka, dziecka.
Reklama
Slogan stał się niezwykle popularny po wyroku Trybunału Konstytucyjnego (gdzie kobiety w nim zasiadające były za życiem), a odnosił się do rzekomych masowych śmierci kobiet, którym odmówiono aborcji. Była to ogromna psychomanipulacja, bo wyrok nie zmienił, ani nie usunął przepisu, który nakazuje chronić życie i zdrowie kobiety w ciąży, a prawo pozwala na dokonanie aborcji w takiej sytuacji. Nic się pod tym względem od 1993 roku nie zmieniło. Gdy znalazł się jeden, realny przykład śmierci, to mimo iż spowodował ją błąd lekarski, to i tak tę nieżyjącą kobietę użyto jako polityczny oręż walki z rządem Prawa i Sprawiedliwości. Później pojawiła się historia „Joanny”, kobiety, która wystąpiła w TVN24 z historią złego traktowania przez policję. Co z tego, że nie miało to nic wspólnego z polityką, a sama historia później okazała się co najmniej podkręcona? Można było użyć kobiety do walki, to użyto. Ona sama nawet później ubolewała, że została wykorzystana politycznie, ale nikogo z obecnego obozu władzy to wtedy już nie interesowało.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Bezduszność
To hasło wraca dziś jako ponury żart w czasach gdy byłe urzędniczki zamykane są do aresztów wydobywczych, a Anna W. niegdyś pracująca w Kancelarii Premiera, celem wymuszenia na niej zeznań obciążających byłego premiera – musi mierzyć się z groźbami odebrania jej dziecka.
Wydany we wtorek komunikat prokuratury w sprawie Anny W. zawiera manipulacje i wyrażane wprost groźby wobec jej rodziny. Jakby tego było mało, prokuratura ujawniła imię małoletniego syna podejrzanej, mimo że wcześniej było ono konsekwentnie chronione przez media opisujące sprawę.
Twierdzi, że nie odmówiła widzenia matki z synem, pomijając fakt, że kobieta nie mogła wystąpić o widzenie w warunkach aresztu, gdyż priorytetem jest jego stan zdrowia. Przedstawienie sprawy w kontekście opinii biegłego jest niejasne, ponieważ obrona nie otrzymała żadnego dokumentu o jego powołaniu, a sam biegły nie skontaktował się z rodziną. Sugerowanie przez prokuraturę działań sądu opiekuńczego może prowadzić do odebrania chorego dziecka rodzicom, co stanowi formę nacisku na aresztowaną matkę. Pełna odpowiedzialność za zdrowie i bezpieczeństwo dziecka spoczywa na prokuraturze, która ma możliwość zmiany środka zapobiegawczego na nieizolacyjny.
Hipokryzja środowisk lewicowych, feministycznych oraz „obrońców praw obywatelskich” w Polsce osiągnęła nowe apogeum.
Zamiast wspierać kobiety i walczyć o ich prawa, jak deklarowali w swojej retoryce „Nigdy nie będziesz szła sama”, dziś milczą, gdy autorytarna władza, związana z ich politycznym obozem, prześladuje kobiety takie jak Anna W. To, co miało być „walką o prawa kobiet”, było jedynie politycznym spektaklem, a w momencie prawdziwej próby – głowy szybko zanurkowały w piasek. Ciężko byłoby im przyznać, że za „uśmiechniętych” rządów kobiety są pozbawiane realnej ochrony ich praw, a zamiast wyciągać konsekwencje z tej sytuacji, ci sami ludzie, którzy zakładali tyle masek „obrońców kobiet” przyklaskują bezdusznej władzy, która stosuje brutalne środki wobec świadków i oskarżonych, w tym próby odebrania dzieci. To skandaliczna cisza, która pozwala na dalsze krzywdzenie kobiet i dzieci, w imię politycznych interesów i autorytaryzmu.
Dziś można powiedzieć, że hasło „Nigdy nie będziesz szła sama” powinno zawierać małą gwiazdkę i dopisek: chyba, że z powodów politycznych znalazłaś się na celowniku władzy, to najpierw wolność, a potem nawet dziecko ci zabiorą.