Reklama

Historia

Wyklęte życiorysy

Niedziela przemyska 8/2014, str. 4-5

[ TEMATY ]

historia

www.podziemiezbrojne.blox.pl

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W latach 1944-53 w Polsce miało miejsce antykomunistyczne powstanie polskich organizacji podziemnych przeciw rządom nowej władzy ludowej, zasilanej szczodrze kadrami z bratniego Związku Sowieckiego. W działaniach zbrojnych i szeroko rozumianej konspiracji wzięło udział około dwieście tysięcy osób, co było liczbą dwukrotnie większą niż podczas Powstania Styczniowego 1863 r. Konspiracyjne akcje, w które angażowali się nie tylko wojskowi, ale także ludność cywilna i księża, wymierzone były w konfidentów współpracujących z Urzędem Bezpieczeństwa, Milicją Obywatelską, członków Polskiej Partii Robotniczej później PZPR. Ochraniano mieszkańców wiosek przed działaniami nowej władzy ludowej.

Reklama

Tragicznie zmarły Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, Lech Kaczyński postanowił złożyć hołd „Żołnierzom Wyklętym”, kierując do polskiego Sejmu projekt stosownej ustawy o święcie godnie ich upamiętniającym. Mianem Żołnierzy Wyklętych określano żołnierzy podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego, sprzeciwiających się podporządkowaniu Polski Związkowi Radzieckiemu w okresie powojennym, a owo „powstanie” trwało właściwie do śmierci w obławie jednego z ostatnich „wyklętych bohaterów” – Józefa Franczaka ps. Lalek w 1963 r. Z preambuły projektu, który ustanawiał 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych, na ostatnim etapie prac w komisjach sejmowych poprawiono sformułowanie „bohaterom Powstania Antykomunistycznego” na „antykomunistycznego podziemia”. Trudno jednak polemizować z faktem, iż zaraz po wojnie miał miejsce narodowy zryw przeciwko okupacji sowieckiej. W 1944 r. nadal funkcjonowało Polskie Państwo Podziemne ze swoimi strukturami, które kontynuowało walkę o ocalenie niepodległości. 1 marca 1951 r. w warszawskim więzieniu na Mokotowie zastrzelono – uprzednio brutalnie przesłuchiwanych podczas nadzorowanego przez NKWD śledztwa – przywódców IV Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, na czele z ppłk. Łukaszem Cieplińskim – stąd proponowana data święta. W lutym 2011 r. Sejm i Senat Rzeczypospolitej Polskiej uchwaliły wreszcie ustawę o Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Podziemia Antykomunistycznego.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Początki „Polskiego Podziemia” sięgają daty 27 września 1939 r., kiedy to generał Wojska Polskiego Michał Tokarzewski-Karaszewicz utworzył konspiracyjną Służbę Zwycięstwu Polski. Na bazie tej organizacji 13 listopada 1939 r. utworzono Związek Walki Zbrojnej, zaś w 1942 r. Armię Krajową; w skład utworzonej AK weszło również szereg pomniejszych organizacji konspiracyjnych, m.in. Narodowa Organizacja Wojskowa, Konfederacja Narodu, częściowo Narodowe Siły Zbrojne, a także również częściowo Bataliony Chłopskie. Po rozwiązaniu w styczniu 1945 r. AK, utworzono kadrową organizację wojskową NIE (symbol sprzeciwu wobec okupacji sowieckiej), której zadaniem było kontynuowanie walki o niepodległość Polski po wkroczeniu Armii Sowieckiej. Po aresztowaniu przywódców NIE: Fieldorfa „Nila” oraz Okulickiego, 7 maja 1945 r. utworzono Delegaturę Sił Zbrojnych, na bazie której we wrześniu utworzono WiN (Wolność i Niezawisłość).

Jakie były zamiary aparatu bezpieczeństwa oraz wspierających go fachowców z sowieckiego NKWD, ilustruje wypowiedź jednego z wysoko postawionych ubowców, który do przesłuchiwanego więźnia powiedział: „zadaniem naszym jest nie tylko zniszczyć was fizycznie, ale musimy zniszczyć was moralnie w oczach społeczeństwa”.

Również w naszym regionie miały miejsce walki konspiracyjnych organizacji z komunistycznym aparatem bezpieczeństwa. Niepokornych żołnierzy wyklętych wyłapywano i przewożono do obozu przejściowego w Bakończycach, skąd trafiali do sowieckich łagrów. Znanym przykładem jest niewielka wieś Kuryłówka, pod którą w maju 1945 r. oddziały NOW „Wołyniaka”, „Radwana”, „Majki”, „Lisa” – dowodzone przez Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana” – pokonały około siedemdziesięciu enkawudzistów. W odwecie wieś została następnego dnia podpalona przez oddziały NKWD, które zamordowały osiem osób, pozostali mieszkańcy uciekli w pobliskie lasy.

Z terenu ziemi łańcuckiej, gdzie od 1944 r. w tzw. Reichardówce funkcjonował Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, ponad sześćdziesięciu żołnierzy konspiracyjnego podziemia wywieziono do łagrów. Organizowano również akcje wyłapywania „wrogów Polski Ludowej” – jak na przykład podczas akcji w Kraczkowej 5-6 stycznia 1945 r., kiedy to Sowieci aresztowali około trzydziestu „partyzantów z AK”. W kwietniu 1946 r. zmasowane oddziały Milicji Obywatelskiej, Urzędu Bezpieczeństwa oraz wojska otoczyły Leżajsk. Aresztowano około czterdziestu partyzantów. Nie kończyło to bynajmniej polowania na podziemnych żołnierzy: w 1948 r. aresztowano np. znanego działacza NOW Ludwika Więcława ps. „Kłos”, którego skazano na śmierć w 1949 r. Dość powiedzieć, iż ubowcy nie powstrzymywali się nawet przed rewizjami dokonywanymi w leżajskim klasztorze bernardyńskim. Piękną kartę konspiracyjnej walki z narzuconym ustrojem zapisał Jan Toth ps. „Mewa”, walcząc od grudnia 1944 do maja 1947 r. na terenach powiatów jarosławskiego, łańcuckiego i przeworskiego, wraz ze swoim oddziałem składającym się z byłych żołnierzy AK – stracony na Zamku w Rzeszowie w 1949 r. W działalność konspiracyjną zaangażowani byli kapłani diecezji przemyskiej; wielu z nich pozbawiono prawa nauczania religii. Wymieńmy choćby ks. Józefa Pelca z Białobrzeg (kapelana Armii Krajowej, którego próbowano zastraszać więzieniem, w 1975 r.), ks. Józefa Prajsnara z Kosiny (w uznaniu jego zasług bp Franciszek Barda mianował go w 1957 r. kanonikiem honorowym Kapituły Katedralnej w Przemyślu). Ze wspomnianym oddziałem Jana Totha współpracował proboszcz z Sieniawy ks. Henryk Uchman i jego wikariusz ks. Michał Woś. Wsparcia oddziałowi „Mewy” udzielał również proboszcz z Tryńczy – ks. Wojciech Lorenc, przechowując na strychu kościoła partyzancką broń.

2014-02-20 13:02

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Krzyż z Małopolskiej „Solidarności”

Wisiał w naszym pokoju jak w każdym innym. Po prostu był. Nie zastanawiałam się, od kiedy. Traktowałyśmy go jak stały element wyposażenia miejsca pracy. Tylko gdy ktoś z zewnątrz przychodził, zwracał na niego uwagę. - Jak dobrze, że znów jest na ścianie - inicjował rozmowę odwiedzający nas przynajmniej raz w tygodniu pewien Łemko, który usiłował tłumaczyć wszystkim, że Łemkowie to Rusini i z Ukraińcami nie mają nic wspólnego. Ta potrzeba ciągłego przyznawania się niemłodego już mężczyzny do nieznanej nam bliżej narodowości wywoływała w nas, wtedy młodych dziewczynach, skrywany uśmiech. Tragiczną historię bieszczadzkich połonin i jej mieszkańców zrozumiałam wiele lat później, wędrując śladami zarośniętych bujną roślinnością wsi i usytuowanych na wzgórzu ruin cerkwi oraz fragmentów cmentarzy z połamanymi żelaznymi krzyżami na zrujnowanych nagrobkach. A nasz krzyż był nowiutki, jeszcze pachniał świeżo ściętym drzewem. Szybka, masowa robota zauważalna była przede wszystkim w metalowej postaci Ukrzyżowanego. Widać było, że forma była stara lub prymitywnie wykonana. Odwiedzający nas pan Krzysztof, szef sprzymierzonych związków rzemieślników, o którym wiedziałyśmy, że został wyrzucony z uniwersytetu w 1968 r. i nigdy tam nie wrócił, syn sławnego krakowskiego malarza i - jak sądziłyśmy - na pewno znający się na sztuce, z politowaniem kiwał głową nad jego estetyką. Tylko pan Józef ze sprzymierzonego związku rolników traktował go jak chleb powszedni. Tuż po wejściu do naszego pokoju całował przybite gwoździem stopy Chrystusa, nabożnie się żegnając. Gdy zwoływał nas w grudniu na strajk rolników do Rzeszowa, coraz bardziej nieobecny i roztargniony, jego wzrok skierowany na Ukrzyżowanego mówił więcej niż niejeden apel. Po 13 grudnia 1981 r. nie myśleliśmy o nim. Trzeba się było ukryć i najlepiej nie mieszkać tam, gdzie było się zameldowanym. SB to zbiurokratyzowana machina. Szukali tam, gdzie mieli zapisane. Najbliższe tygodnie i miesiące poświęciliśmy na odtwarzanie struktur związku i organizowanie podziemnej poligrafii. Ci, których nie aresztowano w nocy 13 grudnia, początkowo się ukrywali, później, wzywani do „białego domku”, albo go opuszczali po przesłuchaniu, albo dzielili los internowanych. Po kilku miesiącach dostaliśmy wezwania do zabrania prywatnych rzeczy z budynku Regionu Małopolskiej „Solidarności” i zostały rozwiązane umowy o pracę. Wchodziliśmy tam z ciężkim sercem. Powitał nas nieopisany bałagan. Na podłogach walały się sterty papierów i teczek, z pootwieranych szaf i szuflad biurek wystawały pojedyncze dokumenty. W kącie na krześle z tekturowego pudła dawały się zauważyć chaotycznie wrzucone niechlujną ręką małe krzyżyki, przygotowane do przekazania nowo powstającym siedzibom Związku. Wszystko wyglądało tak, jakby przed chwilą skończyła się tu rewizja. Pozwolono nam zabrać prywatne rzeczy. Spojrzeliśmy po sobie. Tego, co najważniejsze - dokumentacji Związku już nie było. Gdy opuszczaliśmy budynek, ściągnęliśmy ze ścian krzyże, obawiając się, że zostaną zbezczeszczone. Pilnujący nas panowie przyglądali się tym czynnościom w milczeniu, bez jednego komentarza. Pudełko z krzyżami, które stało samotne w kącie pokoju, wynieśliśmy bezpiecznie poza budynek. Opuszczając siedzibę Małopolskiej „Solidarności”, obejrzeliśmy się za siebie, zamykając w ten sposób kawał ważnego okresu życia. Każdy z nas wyjmował z pudełka jeden krzyż i chował go do kieszeni. Po powrocie do domu znajdował dla niego godne miejsce. W następnych latach jeszcze wiele razy zmienialiśmy miejsce zamieszkania, jednak drewniany krzyżyk z Regionu wędrował zawsze z nami. Dziś, po 30 latach, gdy odwiedzam znajomych z tamtego okresu, rozpoznaję go natychmiast. Taki krzyż jest u Ewy, której ojciec - kapitan Ludowego Wojska Polskiego - w pierwszych dniach stanu wojennego w krakowskim „białym domku” Służby Bezpieczeństwa na zastrzeżonej wojskowej linii rugał wyrodną córkę, by wreszcie dała sobie spokój z tymi wolnościowymi bzdurami i pomyślała, w jakiej sytuacji stawia go wobec przełożonych, a mąż - aresztowany w 1986 r. za druk nielegalnych wydawnictw, po serii przesłuchań na Montelupich nigdy już się nie pozbierał, sama musiała wychowywać troje maleńkich dzieci. Jest u Agnieszki i Kajtka, którzy wydawali najdłużej ukazujące się pismo podziemnej „Solidarności” Małopolskiej „13”, a w każdą rocznicę „Wujka” jeździli na Śląsk i będą jeździć - jak mówią - dopóki winni zbrodni na górnikach nie zostaną ukarani. Jest i u Włodka, który po kilkunastu latach emigracji politycznej we Francji wrócił do Polski z rodziną, ale nie może się tu odnaleźć. Jest u Leny, której mądra przyjaźń towarzyszyła w najtrudniejszych momentach naszej młodej dorosłości, przy narodzinach naszych dzieci, w chorobach, braku domu i tułaczkach po cudzych kątach. Jest także w moim domu. Przy kolejnych przeprowadzkach był jako pierwszy pakowany do pudeł i jako pierwszego wyjmowaliśmy go z mężem i wieszaliśmy na ścianie. Pewnego dnia córka zapytała, dlaczego właśnie ten krzyż traktuję z taką atencją. Wtedy trudno mi było znaleźć właściwe słowa, aby wyjaśnić to małemu człowiekowi. Dziś, gdy spoglądam na krzyż, widzę młodych z tamtych lat - dumnych, odważnych, pełnych nadziei, wrażliwości, pomysłów, wiary, która góry przenosi, i rozumiem pełnię chrześcijańskiej symboliki.
CZYTAJ DALEJ

Papież w Rimini: Zawsze kochajcie Kościół

2026-08-22 17:41

[ TEMATY ]

papież

Kościół

Leon XIV

Rimin

zawsze

kochajcie

Vatican Media

Papież Leon XIV w Rimini

Papież Leon XIV w Rimini

Do promowania kultury miłosierdzia jako antidotum na siłę i przemoc, do okazywania dobra zamiast ucieczki przed rzeczywistością oraz do otwarcia się na wszystkich bez wyjątku wezwał Leon XIV w przemówieniu do uczestników 47. „Meetingu Przyjaźni Między Narodami”, który odbywa się w Rimini. Apelował, by kochać Kościół. Papież przybył tam 44 lata po wizycie Jana Pawła II.

Papież przywołał słowa Jana Pawła II z 1982 roku, który mówił, że sama nazwa wydarzenia: „Spotkanie Przyjaźni Między Narodami” raduje serce.
CZYTAJ DALEJ

Pielgrzymi duchowi znów wyruszyli ulicami Łodzi

2026-08-23 07:04

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Pielgrzymka łódzka

Joanna Popławska

W drugim dniu pielgrzymki ulicami Łodzi uczęstniczyło ponad 80 osób

W drugim dniu pielgrzymki ulicami Łodzi uczęstniczyło ponad 80 osób

W sobotę, 22 sierpnia, odbył się drugi dzień inicjatywy „Łódzka Pielgrzymka na Jasną Górę dla tych, co zostają w mieście”. W czasie, gdy łódzcy pątnicy zmierzają pieszo przed tron Jasnogórskiej Pani, uczestnicy miejskiej pielgrzymki pokonują fragment drogi ulicami Łodzi, łącząc się z nimi duchowo. Inicjatywę po raz trzeci organizuje parafia Matki Bożej Fatimskiej w Łodzi. Pielgrzymce dla tych, którzy pozostali w mieście, przewodniczył ks. Adam Grałek, proboszcz parafii Matki Bożej Fatimskiej w Łodzi.

Trasy rozpoczynają się w godzinach popołudniowych, dzięki czemu mogą w nich uczestniczyć również osoby pracujące. Drugiego dnia pielgrzymi rozpoczęli drogę w krypcie Sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej przy kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny na placu Kościelnym. Przed wyruszeniem modlili się szczególnie za 7-letniego Filipa Fiksa, który razem z mamą i wolontariuszami pielgrzymuje w 101. Łódzkiej Pieszej Pielgrzymce na Jasną Górę. Chłopiec zmaga się z dystrofią mięśniową Duchenne’a — ciężką, postępującą chorobą, która prowadzi do utraty siły i sprawności mięśni.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję