Reklama

Niedziela Wrocławska

Między zauważeniem a wytykaniem

Gdzieś pomiędzy tymi dwiema postawami powinno się sytuować duszpasterstwo osób niesakramentalnych. O ile w ogóle należy je prowadzić, bo zdania są podzielone. Nie zmienia to jednak faktu, że problem osób żyjących (z różnych powodów) poza sakramentalnymi związkami małżeńskimi rośnie wraz z ich liczbą. A Kościół nie może pozostać obojętnym na to zjawisko

Niedziela wrocławska 11/2013, str. 6-7

[ TEMATY ]

niesakramentalni

Magdalena Niebudek/Niedziela

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Poszukując odpowiedzi na pytanie, czy i w jaki sposób rozwijać duszpasterstwo osób niesakramentalnych, postanowiłam zapytać u źródła. Swoimi przemyśleniami i doświadczeniem podzielili się ze mną anonimowo duszpasterze oraz jedna z kobiet, która żyje w związku niesakramentalnym ze względu na przeszkodę.

W czym tkwi problem?

Zacząć trzeba od podstawowego pytania o przyczynę niesakramentalności. Wyróżnić tu można zasadniczo dwa typy osób: ci, którzy z własnej woli nie decydują się, by złożyć przysięgę przed Bogiem i ci, którzy z różnych przyczyn nie mogą tego zrobić, choć chcą. Prowadzone ewentualnie duszpasterstwo zajmować by się miało raczej tą drugą grupą - zważywszy na to, iż pierwsza nie będzie nim zainteresowana. Mamy tu do czynienia bardzo często z ogromnymi ludzkimi dramatami. Współmałżonek decyduje się odejść, ponieważ pojawił się problem alkoholizmu, przemocy, hazardu, zdrady… I choć boli to, że ślubowali sobie przecież „do śmierci”, to nie jest w stanie już dłużej nieść tego ciężaru. Odchodzi. Po czasie spotyka na swojej drodze kogoś innego, z kim, jak się okazuje, można by ułożyć sobie życie. Ale już nie na prawach sakramentu. To oczywiście tylko jeden ze scenariuszy, których w rzeczywistości jest tak wiele, jak takich par. Pokazuje on jednak wielką trudność tej sytuacji, zwłaszcza jeśli osobie pokrzywdzonej zależy na dalszym prowadzeniu życia religijnego.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Zza kratek konfesjonału

Na pytanie których osób jest więcej, zapytani przeze mnie księża odpowiadali bardzo różnie, zależnie także od środowisk, w których posługują. Okazuje się jednak, że do konfesjonału przychodzą przedstawiciele obu grup, wyróżnionych powyżej, choć faktycznie zdarza się to dość rzadko. Często motywacją jest ślub, chrzest lub pogrzeb w rodzinie - w takich przypadkach bywa, że spowiadający się nie mają świadomości, że nie dostaną rozgrzeszenia, nie zdają sobie sprawy, że robią coś „nie tak”, być może nawet o tym nie wspominają. Spowiednicy podkreślają jednak, że mamy również do czynienia ze skrajnością objawiającą się w inny sposób. Polega ona na tym, że osoby mające przeszkodę do zawarcia małżeństwa, całkowicie odcinają się od sakramentu pokuty I pojednania, nie wiedzą, że mogą przyjść, porozmawiać, szukać porady kapłana. Spotkałem kobietę, która zanim poprosiła o spowiedź, to wyjaśniła że wie, iż nie dostanie rozgrzeszenia, ale prosi o błogosławieństwo - opowiada jeden z kapłanów.

Reklama

Stęsknieni, ale zaangażowani

Jeśli ktoś przez całe swoje życie był zaangażowany w życie Kościoła, to z pewnością będzie w jakiejś mierze o tę aktywność zabiegał, nawet jeśli jego sytuacja nie jest uregulowana sakramentem. Czasem robią to wprost, gorliwie włączając się w życie parafii, czasem nieco w ukryciu, podkreśla jeden z księży: W mojej parafii nie ma wspólnot, w których mogłoby dojść do takiego wprost zaangażowania się osób w związkach z przeszkodą. Natomiast bardzo często angażują się w pewnego rodzaju „partyzantkę”. We wspólnotach dziecięcych, w przygotowaniu I Komunii Świętej - naprawdę można na nich liczyć. Myślę, że to takie podświadome wracanie do korzeni: mnie się nie udało, ale wierzę, że Kościół ma dobry pomysł na człowieka i jego szczęście, więc staram się, żeby moje dziecko nie popełniło moich błędów. Najczęstszą przestrzenią i okazją do rozmów z takimi osobami jest wizyta duszpasterska - kolęda. Wtedy też kapłani dość szybko orientują się, jaki jest powód niesakramentalnego życia. Rozmowy te są niezwykle cenne, ponieważ mogą się stać pierwszym sygnałem dla tych osób: nie jesteście odrzuceni.

Co na to Kościół?

Czy i jak Kościół powinien reagować na coraz częstsze zjawisko par niesakramentalnych? Pani Monika (imię zmienione), która sama żyje w takim związku nie ma wątpliwości - Kościół powinien zadbać o te pary: Mimo przeszkód, nie chcemy być z dala od Kościoła. Potrzebujemy jego szczególnej (nie w sensie większej, ale innej) opieki jako „związki specjalnej troski”. Zdania są jednak podzielone, a przynajmniej niejednorodne. Wśród kapłanów pojawiają się głosy niepewności: otoczmy te pary troską, ale czy duszpasterstwem? Do końca nie jestem przekonany co do takiego duszpasterstwa. Pytanie, czy jest sens ich stygmatyzować? Inny ksiądz wypowiada się w podobnym duchu: Wiem, że są takie duszpasterstwa, rekolekcje - ale zawsze obawiam się stygmatyzacji ludzi wierzących... Kościół to wspólnota, w której nie ma jakichś kast, ci są zieloni albo różowi.... We wspólnocie jest różnorodność. Zdrowi i chorzy... Chorzy mogą stać się zdrowymi, a zdrowi mogą upaść...

Reklama

Poglądy te łączą się jednak w podstawowym punkcie: szacunek. Kościół nie może pozostawać obojętny wobec tego zjawiska i nie powinien też odrzucać tych par. Każdemu przecież należy się szacunek i miłość. W archidiecezji wrocławskiej nie funkcjonuje przestrzeń, w której pary niesakramentalne mogłyby się spotykać, rozmawiać, rozważać Pismo Święte… Część duszpasterzy organizuje tego typu spotkania podczas rekolekcji, misji parafialnych, indywidualnych spotkań. I wciąż szukają sposobu na prowadzenie tych osób drogą wiary. Bez sakramentu to nie duszpasterstwo tylko działalność misyjna. Wydaje mi się, że powinna ona czerpać natchnienie z duszpasterstwa osób uzależnionych, narkomanów czy prostytutek - może to groźnie brzmi, ale i tu, i tu chodzi dokładnie O to samo. Niezależnie, jaki to grzech, jest grzechem i często ludzie nie wyobrażają sobie życia bez tego grzechu. Życie obok nich, świadectwo chrześcijańskie, budzenie sumienia, to wszystko ma prowadzić do wniosku - przecież ja też tak mogę. Owszem seks jest ważny w życiu, ale jeżeli mamy przeszkodę, już mamy dzieci, trochę w życiu zakosztowaliśmy smaku, czemu nie białe małżeństwo? To brzmi abstrakcyjnie, ale tak naprawdę można!

Reklama

Białe małżeństwo?

Czy decyzja o życiu w czystości to naprawdę jedyne rozwiązanie? Jeśli partnerzy chcą być ze sobą w związkach pozasakramentalnych a jednocześnie w pełni uczestniczyć w Eucharystii - tak. Przykłady i świadectwa wielu par pokazują, że to, choć bardzo trudne, jest jednak możliwe. W Polsce media rozpisują się coraz częściej o parach, które decydują się na rzekomy rozwód w Kościele. To bujda. Przede wszystkim dlatego, że rozwód w Kościele nie istnieje i istniał nie będzie. Jest stwierdzenie nieważności małżeństwa i jeśli pary korzystają z tej możliwości częściej, to dlatego że wzrasta świadomość odnośnie do tej drogi. Nie jest ona jednak dla wszystkich, bo żeby uzyskać stwierdzenie, trzeba dowieść, że małżeństwo było nieważne już w momencie zawierania go, a nie miesiąc, rok, czy 5 lat po ślubie. To dwie główne drogi. Rozmawiając po raz pierwszy na poważnie o osobach niesakramentalnych z kapłanami, próbowałam porównać tę sytuację do sytuacji alkoholików, którzy przecież ze swoich kryzysów wychodzą dzięki AA. W odpowiedzi usłyszałam, że trzeba się zastanowić, czego oczekują pary niesakramentalne, przychodząc do Kościoła. Bo przed alkoholikami rysuje się mglista, ale jednak wizja abstynencji. A przed tymi partnerami? Nie można przecież oczekiwać, że Kościół nagle zmieni zasady i przymknie oko na poprzednie sakramentalne związki. Nawet jeśli odegrał się w nich największy dramat - nie może tego zrobić. Z szacunku dla sakramentu, Boga i wolnej woli nas samych.

Praca u podstaw

Kapłani, wśród których pisząc ten artykuł przeprowadziłam miniankietę, zwracali uwagę również na wiele innych sposobów reakcji Kościoła na kryzys małżeństwa i rodziny. Można je zebrać pod wspólnym szyldem „praca u podstaw”. Wymieniali tu potrzebę lepszego przygotowania kleryków do pracy wśród małżonków, lepszej organizacji nauk przedmałżeńskich, nieustannego głoszenia Dobrej Nowiny o Jezusie, a wraz z nią nauki o wierności małżeńskiej i czystości, szczególnie wśród młodzieży. Podkreślali także potrzebę funkcjonowania poradni małżeńskich. We Wrocławiu i na terenie archidiecezji wrocławskiej w poradniach czekają specjaliści, nie tylko kapłani. Spis wszystkich poradni, wraz z godzinami otwarcia znaleźć można na stronie internetowej www.archidiecezja.wroc.pl. W całej Polsce działa również Wspólnota Trudnych Małżeństw „Sychar”. Jej wrocławskie ognisko prowadzone jest przez Ojców Jezuitów w parafii pw. św. Ignacego Loyoli. Być może dzięki tym formom uda się zapobiec wielu kryzysom. Nie od dziś przecież wiadomo, że lepiej zapobiegać niż leczyć.

* * *

Monika
(imię zmienione)
3 lata temu związałam się z mężczyzną, który przed laty zawarł małżeństwo w Kościele, bardziej dla tradycji i „odświętnej” oprawy niż z potrzeby duchowej. Tamten związek rozpadł się po kilku latach. Ja również jako studentka wyszłam za ojca mojej córki, ale przeczuwałam, że nie jest to relacja na miarę sakramentu. To cywilne małżeństwo także nie przetrwało. Obecnego partnera spotkałam jako osoba dojrzała, coraz bardziej zbliżająca się do Boga i szukająca swojego miejsca w Kościele. Kiedy dowiedziałam się o istnieniu tej przeszkody, przeżyłam bardzo trudny okres wahania, rozeznawania, bicia się ze swoimi uczuciami, mocowania z Bogiem. W końcu przeważyła moja wiara w Boże Miłosierdzie. Od 2008 r. jestem na Drodze Neokatechumenalnej. Nie mogę wprawdzie przyjmować sakramentów, ale staram się brać udział w życiu Wspólnoty, czynnie uczestniczyć w Liturgii i Eucharystii. Oczywiście, modlę się sama, a ostatnio także razem z narzeczonym. Jesienią 2011 r. uczestniczyliśmy w weekendzie dla związków niesakramentalnych, zorganizowanym przez ruch Spotkań Małżeńskich. Po ciągłym byciu na marginesie wspólnoty religijnej tam poczułam się wreszcie na swoim miejscu - jako osoba godna szacunku, z którą rozmawia się normalnie, otwarcie, a nie z niechęcią, litością i skrępowaniem. Na portalach katolickich czytałam o stałych duszpasterstwach dla „niesakramentalnych”, niestety nie we Wrocławiu. Bardzo chciałabym znaleźć się pod opieką takiego duszpasterstwa. Oczekiwałabym przede wszystkim świadectw innych małżeństw, dzielenia się problemami codziennego życia bez sakramentów. Bardzo ważne byłoby też kierownictwo duchowe i wsparcie kapłana, który mówiłby nam, jak odnajdywać Boga w życiu, jak zbliżać się do Niego „okrężną drogą”. Wspaniałym przeżyciem jest Msza św. z indywidualnym błogosławieństwem - odczułam to jako wielki wyraz szacunku dla nas - par niesakramentalnych. Bardzo wartościowy, skuteczny i wart kultywowania jest też model dialogu, wypracowany przez Spotkania Małżeńskie.

2013-03-13 12:34

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Niesakramentalni w Kościele

Niedziela legnicka 19/2015, str. 7

[ TEMATY ]

niesakramentalni

Ks. Waldemar Wesołowski

W parafii pw. św. Józefa w Legnicy odbyło się wyjątkowe spotkanie. Na wspólną modlitwę i godzinę świadectw przybyło kilkadziesiąt osób. Były wśród nich pary żyjące w związkach niesakramentalnych, ich przyjaciele oraz znajomi i inni zainteresowani tematem „Miejsce par niesakramentalnych w Kościele”

Spotkanie poprowadził proboszcz ks. Jan Pazgan. Świadectwa złożyli członkowie wspólnoty Mocni w Duchu, którzy przyjechali z Łodzi. To osoby żyjące w małżeństwach cywilnych, osoby samotne po rozwodzie, pary żyjące w tzw. białych małżeństwach, osoby oczekujące na stwierdzenie nieważności sakramentu małżeństwa. W świadectwach goście z Łodzi przedstawili swoje historie życia i poszukiwania własnego miejsca w Kościele, pomimo sytuacji, w jakiej się znaleźli.

CZYTAJ DALEJ

Forum „Jestem mężczyzną, znam swoje miejsce”

2024-04-23 10:54

[ TEMATY ]

forum

mężczyźni

Mat.prasowy

Co słyszymy, trzeba rozgłaszać po dachach! (por. Mt 10, 27). Dlatego zapraszamy na spotkanie Forum pod hasłem „Jestem mężczyzną, znam swoje miejsce” w Częstochowie, 25 maja 2024 r. (sobota), w godzinach od 9 do 16. Będzie to wspólna Eucharystia oraz modlitwa o świętość dla współczesnych mężczyzn. Jak również możliwość wysłuchania konferencji wybitnych Gości oraz szansa na wymianę doświadczeń poprzez przedstawienie osobistego spojrzenia uczestników na męskie sprawy w ramach panelu dyskusyjnego.

CEL

CZYTAJ DALEJ

Marcin Zieliński: Znam Kościół, który żyje

2024-04-24 07:11

[ TEMATY ]

książka

Marcin Zieliński

Materiał promocyjny

Marcin Zieliński to jeden z liderów grup charyzmatycznych w Polsce. Jego spotkania modlitewne gromadzą dziesiątki tysięcy osób. W rozmowie z Renatą Czerwicką Zieliński dzieli się wizją żywego Kościoła, w którym ważną rolę odgrywają świeccy. Opowiada o młodych ludziach, którzy są gotyowi do działania.

Renata Czerwicka: Dlaczego tak mocno skupiłeś się na modlitwie o uzdrowienie? Nie ma ważniejszych tematów w Kościele?

Marcin Zieliński: Jeśli mam głosić Pana Jezusa, który, jak czytam w Piśmie Świętym, jest taki sam wczoraj i dzisiaj, i zawsze, to muszę Go naśladować. Bo pojawia się pytanie, czemu ludzie szli za Jezusem. I jest prosta odpowiedź w Ewangelii, dwuskładnikowa, że szli za Nim, żeby, po pierwsze, słuchać słowa, bo mówił tak, że dotykało to ludzkich serc i przemieniało ich życie. Mówił tak, że rzeczy się działy, i jestem pewien, że ludzie wracali zupełnie odmienieni nauczaniem Jezusa. A po drugie, chodzili za Nim, żeby znaleźć uzdrowienie z chorób. Więc kiedy myślę dzisiaj o głoszeniu Ewangelii, te dwa czynniki muszą iść w parze.

Wielu ewangelizatorów w ogóle się tym nie zajmuje.

To prawda.

A Zieliński się uparł.

Uparł się, bo przeczytał Ewangelię i w nią wierzy. I uważa, że gdyby się na tym nie skupiał, to by nie był posłuszny Ewangelii. Jezus powiedział, że nie tylko On będzie działał cuda, ale że większe znaki będą czynić ci, którzy pójdą za Nim. Powiedział: „Idźcie i głoście Ewangelię”. I nigdy na tym nie skończył. Wielu kaznodziejów na tym kończy, na „głoście, nauczajcie”, ale Jezus zawsze, kiedy posyłał, mówił: „Róbcie to z mocą”. I w każdej z tych obietnic dodawał: „Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych” (por. Mt 10, 7–8). Zawsze to mówił.

Przecież inni czytali tę samą Ewangelię, skąd taka różnica w punktach skupienia?

To trzeba innych spytać. Ja jestem bardzo prosty. Mnie nie trzeba było jakiejś wielkiej teologii. Kiedy miałem piętnaście lat i po swoim nawróceniu przeczytałem Ewangelię, od razu stwierdziłem, że skoro Jezus tak powiedział, to trzeba za tym iść. Wiedziałem, że należy to robić, bo przecież przeczytałem o tym w Biblii. No i robiłem. Zacząłem się modlić za chorych, bez efektu na początku, ale po paru latach, po którejś swojej tysięcznej modlitwie nad kimś, kiedy położyłem na kogoś ręce, bo Pan Jezus mówi, żebyśmy kładli ręce na chorych w Jego imię, a oni odzyskają zdrowie, zobaczyłem, jak Pan Bóg uzdrowił w szkole panią woźną z jej problemów z kręgosłupem.

Wiem, że wiele razy o tym mówiłeś, ale opowiedz, jak to było, kiedy pierwszy raz po tylu latach w końcu zobaczyłeś owoce swojego działania.

To było frustrujące chodzić po ulicach i zaczepiać ludzi, zwłaszcza gdy się jest nieśmiałym chłopakiem, bo taki byłem. Wystąpienia publiczne to była najbardziej znienawidzona rzecz w moim życiu. Nie występowałem w szkole, nawet w teatrzykach, mimo że wszyscy występowali. Po tamtym spotkaniu z Panem Jezusem, tym pierwszym prawdziwym, miałem pragnienie, aby wszyscy tego doświadczyli. I otrzymałem odwagę, która nie była moją własną. Przeczytałem w Ewangelii o tym, że mamy głosić i uzdrawiać, więc zacząłem modlić się za chorych wszędzie, gdzie akurat byłem. To nie było tak, że ktoś mnie dokądś zapraszał, bo niby dokąd miał mnie ktoś zaprosić.

Na początku pewnie nikt nie wiedział, że jakiś chłopak chodzi po mieście i modli się za chorych…

Do tego dzieciak. Chodziłem więc po szpitalach i modliłem się, czasami na zakupach, kiedy widziałem, że ktoś kuleje, zaczepiałem go i mówiłem, że wierzę, że Pan Jezus może go uzdrowić, i pytałem, czy mogę się za niego pomodlić. Wiele osób mówiło mi, że to było niesamowite, iż mając te naście lat, robiłem to przez cztery czy nawet pięć lat bez efektu i mimo wszystko nie odpuszczałem. Też mi się dziś wydaje, że to jest dość niezwykłe, ale dla mnie to dowód, że to nie mogło wychodzić tylko ode mnie. Gdyby było ode mnie, dawno bym to zostawił.

FRAGMENT KSIĄŻKI "Znam Kościół, który żyje" DO KUPIENIA W NASZEJ KSIĘGARNI.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję