Reklama

Szczecin: Abp Dzięga apeluje do polskich historyków

2018-03-02 10:12

pk / Szczecin (KAI)

M. Paszun

"Namnożyły się stypendia moskiewskie (...) niemieckie i amerykańskie, inne i metodologia i tezy. A brakuje nam dziś stypendiów polskich, narodowych i metodologii i prawdy. Czas najwyższy, aby to nie tylko było postulowane, ale by także zaczęło być realizowane" – mówił w kazaniu abp Andrzej Dzięga. Metropolita szczecińsko-kamieński przewodniczył w czwartek w Bazylice Archikatedralnej Mszy św. w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

- Szukamy ich ciągle, bo jesteśmy im dłużni, żeby stanąć nad ich grobem, a tego grobu nie ma. Szukamy ich ciągle, bo oni jeszcze pogrzebu nie mają. Bo oni jeszcze pamięci pełnej nie mają. Bo są jak wyrwa w pamięci – mówił arcybiskup i zaznaczył: - Błogosławiona niech będzie pamięć, która wraca spod ziemi, spod asfaltu i betonu. Powraca z niepamięci i okruchów wspomnień żyjących, z okruchów zapisków, z okruchów metryk i zapisków sądowych. Powraca i ożywa obrazem Polski, która ma nadzieję i która nadzieję pokłada w Bogu.

Metropolita powtórzył także apel do polskich historyków w kontekście ostatniej debaty o prawdę historyczną, by nie bali się szukać prawdy. - Nie bójcie się zgłębiać prawdy o Polsce, polskiej ziemi, polskich dziejach, polskich mieszkańcach, obywatelach, o polskim narodzie, o polskich sercach. Dopóki nie zwrócimy się szczególnie teraz z obszernym, bogatym i skutecznym programem badań nad zbrodniami komunizmu na polskich ziemiach, tak jak mówimy o badaniach, o konieczności poznania i pokazania prawdy o zbrodniach niemieckich, nazistowskich i innych, dopóty tego w pełnej panoramie i perspektywie nie pokażemy i nie zobaczymy, dopóty serca nasze nie będą pełne pokoju, dopóty będzie niepokój, dopóty będą debaty, pretensje i emocje.

Arcybiskup dodał, że to apel do historyków, chociaż zaznaczył, „że mamy świadomość, że pokolenie naszych historyków to pokolenie tych najstarszych, z których naprawdę niewielu pamięta studia przedwojenne, w których były właściwie postawione pytania i właściwie ustawiona i uporządkowana metodologia”.

Reklama

- Najstarsi profesorowie jeszcze żyjący pamiętają tamtą metodologię przedwojenną, solidną, naszą, propaństwową, pronarodową, ale też na gruncie prawdy. Potem namnożyły się stypendia moskiewskie i metodologia i pewne tezy. Namnożyły się stypendia niemieckie i amerykańskie, inne i metodologia i tezy. A brakuje nam dziś stypendiów polskich, narodowych i metodologii i prawdy. Czas najwyższy, aby to nie tylko było postulowane, ale by także zaczęło być realizowane. Tym bardziej, że idzie kolejne pokolenie i gdy patrzymy na dzisiejszy czas, to się nam wydaje, że dziś już niby wszystko jest normalnie. Nieprawda. Gdy się patrzy na zmagania, tylko o pamięć historyczną, to nam i dziś nie brakuje takich Kmiciców i partyzantów, takich Inek i wyklinanych. Walczą o prawdę. Czasem ktoś ich przywoła i posłucha, a potem ich miesiącami nikt nie zaprasza i nikt ich książek nie promuje, chociaż gdzieś są. Jak byśmy się prawdy nie wstydzili. Dziś zmaganie jest na poziomie badań historycznych i dziś też mamy naszych Wyklętych, odsuwanych do kąta, wyciszanych – mówił abp Dzięga.

Drugie zmaganie, o którym mówił metropolita to zmaganie o życie. I tu wspomniał o sprawach sądowych, kiedy ktoś upomniał się prawdę o dziecku nienarodzonym, że to człowiek.

- Trzeba nam Polskę na nowo, po Bożemu umiłować, złożyć w Bożych dłoniach, poznać, pokochać i ochronić i ochronioną, piękną, dostojną, chociaż niekoniecznie bogatą przekazać pokoleniom następnym. Bo Boży ład idzie z pokolenia na pokolenia – mówił abp Dzięga.

Arcybiskup dodał, że Żołnierze Wyklęci nie mieli w sobie nienawiści: "Walczyć o prawdę, za Polskę, a nie mieć w sobie nienawiści. Mieć świadomość służby zasadom sprawiedliwości, wolności, a bez nienawiści. To jest i będzie nasza siła".

Po Mszy ulicami Szczecina przeszedł Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Wcześniej m.in. złożono kwiaty pod tablicą upamiętniającą zamordowanych polskich partyzantów w szczecińskim areszcie, gdzie po wojnie wykonywano wyroki śmierci.

Tagi:
abp Andrzej Dzięga

Abp Dzięga: Politycy są współwinni aborcji

2018-12-03 19:30

Ordo Iuris

Politycy stają się także w sensie formalnym współwinni mordowania kolejnych tysięcy polskich dzieci. To jest realny dramat - mówi metropolita szczeciński abp Andrzej Dzięga w wywiadzie udzielonym z okazji 5-lecia Instytutu Ordo Iuris.

Redaktor01/pl.wikipedia.org

ORDO IURIS: – Związki, które łączą osobę Waszej Ekscelencji z Ordo Iuris, sięgają 2016 r. i przygotowanego przez Instytut obywatelskiego projektu "Stop aborcji", który zakładał pełną prawną gwarancję życia dla wszystkich dzieci. Wasza Ekscelencja otwarcie popierał proponowane przez Instytut rozwiązania prawne. Teraz w komisji sejmowej utknął kolejny projekt – "Zatrzymaj aborcję", przy którym prawnicy Ordo Iuris wzięli na siebie ciężar dyskusji prawnej. Z czego – zdaniem Waszej Ekscelencji – jako pasterza Kościoła powszechnego, ale i prawnika – wynika fiasko prób ochrony życia w Polsce, w której zdecydowana większość obywateli to zdeklarowani katolicy?

ABP ANDRZEJ DZIĘGA: – Zanim przejdę do właściwej odpowiedzi, potrzebne jest słowo wprowadzenia. Otóż mówimy tu faktycznie o dwóch odrębnych porządkach życia człowieka. Jeden to porządek duchowy, wyrastający z wyznawanej wiary i prawd, czyli rozumnych twierdzeń, przyjętych jako podstawa całego systemu wartości, porządkujących życie i działania człowieka. Drugi porządek to sposób funkcjonowania określonej społeczności ludzi, przyjęty umownie przez tę społeczność. Dramatem naszego pokolenia jest fakt formalnego rozdzielenia tych porządków, z jednoczesną akceptacją, że pewne sprawy się w nich utożsamiają lub są organizowane analogicznie, a inne są całkowicie rozdzielone. W normalnym społeczeństwie powinna istnieć pełna zgodność między tymi porządkami, ponieważ oba wyprowadzane są z rozumowych przesłanek. Niestety, z racji nawyków ideologicznych spory procent naszego pokolenia traktuje już sytuację rozdziału jako normę, a wręcz jako nakaz. W rzeczywistości jest to jednak presja tych środowisk, które nie chcą prawdy rozumnie rozpoznanej uczynić podstawą życia. Właśnie o rozumność twierdzeń, wyborów i postaw tutaj chodzi. Sloganem stało się mówienie o rozdziale Kościoła od państwa, co dla wielu osób, ideologicznie ukierunkowanych, jest podstawą nieracjonalnego twierdzenia, że państwo musi, wręcz musi wszystko inaczej nazywać i motywować, niż czyni to Kościół. Nieracjonalne jest też dopominanie się o takie rozdziały jedynie w przypadku Kościoła katolickiego. Sytuacją rozumną byłoby oddzielenie tylko tych kwestii, które w Kościele są owocem Objawienia, i choć też są logiczne, to jednak trudno je racjonalnie wobec wszystkich udowodnić, co powoduje potrzebę przyjmowania ich aktem wiary, od kwestii, które ze swojej natury są rozumne i dlatego możliwe do udowodnienia wobec wszystkich. Te drugie twierdzenia winni przyjmować jako prawdziwe wszyscy ludzie rozumni, niezależnie nawet od wyznawanej wiary czy osobistego światopoglądu.

– Jakie to twierdzenia?

– Do takich twierdzeń należy m.in. prawda o życiu ludzkim od poczęcia do naturalnej śmierci oraz prawda o małżeństwie jako pełnej wspólnocie całego życia jednego mężczyzny i jednej kobiety. Fakt, że za tą prawdą w naszym pokoleniu głośno opowiadają się przede wszystkim katolicy, nie czyni z niej prawdy objawionej. To dalej jest przede wszystkim prawda rozumna, a więc dla wszystkich ludzi rozumnych.

Nawiązując wprost do Pani pytania – z jakiegoś powodu pewna grupa katolików, od których zależą losy ustaw w Rzeczypospolitej Polskiej, nie chce się opowiedzieć lub nie czuje jeszcze siły do opowiedzenia się za prawdą rozumną o życiu ludzkim od poczęcia, traktując ją – niestety – tak, jakby była to prawda objawiona. Nie jest to postawa właściwa. Bolejemy nad tym, ale musimy ciągle na różne sposoby przywoływać tę Prawdę i uczyć szacunku do niej. Kolejny raz i kolejny, aż do skutku.

– Dlaczego politycy, którzy również deklarują się jako katolicy, traktują problem aborcji w ten sposób? Z czego, zdaniem Waszej Ekscelencji, wynika taka postawa?

– Myślę, a jest to moja prywatna opinia, że mają jakieś obawy o wywoływanie kłótni medialnych lub wręcz ulicznych albo uważają, że ten temat da się jakoś przeczekać i przełożyć na kolejną kadencję. Nie zauważają, że dużo na tym sami tracą w oczach wyborców. A przede wszystkim, że stają się – także w sensie formalnym – współwinni mordowania kolejnych tysięcy polskich dzieci. To jest realny dramat.

– Ani Kościół, ani Ordo Iuris nie ustaną w walce o prawną ochronę życia nienarodzonych. Jakie są, zdaniem Waszej Ekscelencji, szanse na pełną ochronę życia w Polsce?

– Są pełne szanse. To jest zmaganie społeczne. To jest wojna rozumu z nierozumną ideologią. Rozum w takich sytuacjach wygrywa wcześniej lub później, gdyż społeczeństwa i narody nierozumne muszą ginąć. Tylko tych dzieci tak żal.

– Troska o rodzinę to obok ochrony życia kolejny z obszarów wspólnych z działalnością Ordo Iuris. Od 30 lat w swojej pracy naukowej i duszpasterskiej zajmuje się Wasza Ekscelencja tematami związanymi z rodziną, m.in. w zakresie prawa kanonicznego. Rozprawa habilitacyjna Waszej Ekscelencji dotyczyła procesów o stwierdzenie nieważności małżeństwa, był Ksiądz Arcybiskup również kierownikiem Katedry Prawa Rodzinnego i Praw Rodziny na KUL-u. Czy przez te dwie dekady zmieniły się problemy rodziny?

– Istotne problemy się w zasadzie nie zmieniły, tylko się wyostrzyły. Poszerza się procent osób zapatrzonych w siebie i dbających o swoje życie, wygodę, karierę itp. Dlatego mają oni taki problem z wytrwaniem w związku małżeńskim, gdy ten związek zaczyna wymagać trochę trudu od siebie i poświęcenia. Ostrzej też widać, że źródłem tego problemu jest zbyt płytka wiara, czyli praktyczny brak dotknięcia Boga, brak doświadczenia Boga jako Zbawiciela. To są owoce silnego, zorganizowanego i podtrzymywanego poprzez pokolenia frontu ideologii antychrześcijańskiej, a jednocześnie pewnego rozleniwienia duchowego samych chrześcijan. Dlatego remedium zaczyna się od powrotu do wiary w Jezusa Chrystusa przeżywanej bardzo osobiście. Od poczucia Mocy Ducha Świętego.

–Ochrona rodziny to w pierwszym rzędzie troska o małżeństwo. Tymczasem w ostatnich latach lawinowo rośnie liczba rozwodów. Wzrasta również liczba unieważnień małżeństwa, mylnie, choć bardzo często, nazywanych „rozwodami kościelnymi”? Z czego wynika wzrost rozpadów małżeństwa i jak można go ograniczyć?

– Kwestia procedur kanonicznych, prowadzących do ewentualnego orzeczenia nieważności, czyli nieistnienia sakramentalnego małżeństwa, jest nie tylko chęcią podania ręki, ratowaniem osób, uwikłanych w prawne skutki wcześniejszego małżeństwa, a żyjących już w kolejnym związku. Bardziej chodzi tu Kościołowi o przywołanie prawdy. Jeśli bowiem ktoś, nawet nie z winy własnej, wszedł w związek od początku nieważny, to trwając w jego skutkach prawnych, w jakimś sensie żyje w fałszu. Warto natomiast żyć w prawdzie, także w prawdzie o własnym związku. Czym innym są natomiast rozwody według prawa państwowego, które jedynie stwierdzają niemożność kontynuacji wspólnoty małżeńskiej i pozwalają na życie odrębne. W porządku kanonicznym oznacza to separację małżeńską. Tylko znowu – powraca problem dzieci, które po rozwodzie wyrastają w niezwykłym rozdarciu pomiędzy mamą i tatą. Stąd pojawia się w kolejnym pokoleniu następna grupa osób, która nie doświadczyła piękna małżeńskiej i rodzicielskiej miłości. To znowu są zadania całej społeczności. A najlepszy początek to powrót do Chrystusa.

– Jakie są obecnie najważniejsze wyzwania, które stoją przed małżeństwem i rodziną?

– Uratować zachwyt nad pięknem i siłą miłości małżeńskiej oraz zachwyt nad rodzicielstwem, w obu przestrzeniach współpracując z Bogiem, Który jest Miłością i Życiem.

– Od początku swojej działalności Ordo Iuris stoi na straży tożsamości małżeństwa. W ostatnich miesiącach znacznej intensyfikacji uległa publiczna aktywność środowisk LGBT, które domagają się legalizacji homoseksualnych konkubinatów. W czym ich postulaty mają zagrażać rodzinie?

– Nawet jeżeli pewna wąska grupa tzw. przedstawicieli środowisk LGBT nie ma tej świadomości, są to inicjatywy ponadpaństwowe, sterowane i finansowane ze środków wcześniej umiejętnie, w ramach różnych opłat lub procedur, odebranych obywatelom świata. System przesunięć tych środków do różnych stowarzyszeń czy fundacji, o neutralnych nazwach, nawet skądinąd robiących coś dobrego, jest perfekcyjnie opracowany. Jest to wojna z rozumnym człowieczeństwem, z ludzką wolnością i odpowiedzialnością. Chodzi więc faktycznie o zniewolenie całych pokoleń i całych społeczeństw.

– Jak Wasza Ekscelencja ocenia inicjatywy podejmowane przez Instytut?

– Z wielką wdzięcznością i nawet podziwem. Znaleźliście państwo metodę, jako Instytut Ordo Iuris, aby zaistnieć w przestrzeniach dyskusji, wcześniej zarezerwowanej praktycznie dla prawniczego świata akademickiego oraz dla debat sądowych. Dlatego możecie też skutecznie podejmować najbardziej newralgiczne tematy, których przedstawiciele tamtych środowisk nie mieli odwagi albo nie potrafili odpowiednio podjąć. Jesteście już słyszani i słuchani. Nie ustawajcie.

– Instytut Ordo Iuris wraz z Instytutem Statystyki Kościoła Katolickiego zajmuje się również problemem prześladowania chrześcijan. Monitoring takich aktów pokazuje, że choć wiele osób wciąż nie zdaje sobie z tego sprawy, w Polsce każdego roku dochodzi do aktów dyskryminacji katolików lub wręcz ich prześladowania. Czy dostrzega Wasza Ekscelencja przejawy takiej dyskryminacji w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej?

– Nie chcę mówić o konkretach, ponieważ są to prześladowania tzw. miękkie, które mogą podlegać nie tylko interpretacji o prześladowaniu, ale także o jakimś błędzie czy pomyłce lub przypadku. Zdarzają się bowiem sytuacje, w których trudno o jednoznaczne udowodnienie przestępczego zamiaru czy ograniczania praw chrześcijan. Jednak obecna atmosfera wymaga w takich sytuacjach ogromnej uwagi i mądrej odwagi. Wyraźnie da się zaobserwować atmosferę osaczania, budowania niechęci wobec Kościoła i duchowieństwa. Księża sygnalizują mi, choć nienagminnie, że spotykają się na ulicy z przejawami wrogości i negatywnymi reakcjami na sam strój duchowny — na koloratkę czy sutannę. Podobne sytuacje sygnalizują niekiedy siostry zakonne w habicie. Jednocześnie spotykamy się z wieloma sytuacjami, w których duchowni są traktowani z szacunkiem, dlatego wszelkie uogólnienia mogłyby być niebezpieczne. Niemniej jednak widać wyraźnie zagęszczającą się atmosferę wokół Kościoła katolickiego.

– Z czego wynikają akty wrogości wobec polskich chrześcijan i co można zrobić, by je wyeliminować?

– Jest to część wojny ideowej, zmagania o Prawdę, o Życie, o Człowieka, o Rodzinę, a także o Naród. W tych przestrzeniach Kościół katolicki pozostaje niezmiennie punktem odniesienia i wsparcia. Wrogowie wyżej podanych prawd są więc bardzo zainteresowani każdym, nawet niewielkim osłabieniem Kościoła. A co zrobić? Mieć świadomość tego zmagania, zachować wiarę i dać świadectwo Prawdzie.

– Czy widzi Wasza Ekscelencja potrzebę kolejnych wspólnych inicjatyw z Ordo Iuris? W jaki sposób organizacja świecka i Kościół mogą współpracować na gruncie ochrony życia i wzmocnienia rodziny?

– Życie samo, dzień po dniu, przedstawia tematy do podejmowania. W rozumnej debacie Kościół katolicki zawsze stoi, a przynajmniej chce stać, na gruncie Prawdy. Tu jest źródło współpracy. Niech Was Bóg błogosławi na drogach służby Prawdzie, Człowiekowi i Rodzinie.

*********************

Wywiad jest częścią publikacji pt. „Przeciw bezprawiu. 5 wywiadów na 5 lat Instytutu Ordo Iuris” z okazji pięciolecia Instytutu Ordo Iuris.

W ostatnich tygodniach Instytut Ordo Iuris obchodził pięciolecie swojego istnienia. Z tej okazji wydana została publikacja zawierająca wywiady z beneficjentami, współpracownikami i przyjaciółmi Instytutu. Wywiadem otwierającym publikację jest zapis rozmowy z abp. Andrzejem Dzięgą. Metropolita Szczecińsko-Kamieński zabrał w nim głos na temat ochrony ludzkiego życia i rodziny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Posty nakazane zachowywać

Z ks. Krzysztofem Koskiem rozmawiała Milena Kindziuk
Edycja warszawska (st.) 46/2003

Iwona Sztajner

Przykazania kościelne są zaproszeniem do współodpowiedzialności za Kościół
Zachęcają do przemyśleń, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy z przekonania

Rozmowa z ks. Krzysztofem Koskiem, doktorem prawa kanonicznego, rzecznikiem archidiecezji warszawskiej

Milena Kindziuk: - Ostatnio media obwieściły, że Kościół zniósł post w bożonarodzeniową Wigilię. Czy rzeczywiście?

Ks. dr Krzysztof Kosek: - Przez to wprowadziły one sporo zamieszania, szczególnie u osób niezbyt dokładnie zorientowanych w tej kwestii. Przecież post w Wigilię należy jedynie do tradycji polskiej. Nigdy nie był nakazany w całym Kościele. I nadal zaproszeni jesteśmy, aby tej tradycji przestrzegać. Na marginesie dodam, że statuty zakończonego niedawno IV Synodu naszej archidiecezji stwierdzają, że w Wigilię Bożego Narodzenia należy zachować wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.

- Ale list biskupów na temat nowej wersji przykazań kościelnych, który ma być czytany w Adwencie w kościołach, nie mówi, by zachowywać tradycję i nie spożywać pokarmów mięsnych w Wigilię.

- Bo to jest oczywiste. Wigilia z języka łacińskiego oznacza „czuwanie, oczekiwanie”. Pan Jezus często zapraszał swoich uczniów do zajęcia takiej właśnie postawy, ponieważ nie znają dnia ani godziny Jego przyjścia. Post religijny jest bowiem wyrazem panowania ducha nad ciałem, oczekiwania, pragnienia spotkania z Chrystusem, jedności z Nim. Przez to pomaga on przygotować się do danej uroczystości, głębiej ją przeżywać. Podobnie zresztą jest z postem w Wielką Sobotę. W niektórych domach spożywa się mięso już po poświęceniu pokarmów, w innych dopiero po Wigilii Paschalnej w Wielką Noc. Też jest to kwestia tradycji. Myślę jednak, że warto tu uświadomić sobie, czym jest post, jakie prawdy pomaga przeżywać. Każdemu, kto zastanowi się, jakie chwile z życia Jezusa przeżywamy w Wielką Sobotę, na pewno łatwiej będzie zachować wstrzemięźliwość w spożywaniu pokarmów.

- Jedno z przykazań w nowej wersji mówi, że należy zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od zabaw. Jakie są okresy „nakazane” w ciągu roku?

- Chodzi o piątki całego roku i o czas Wielkiego Postu. Wiele kontrowersji budzi czas Adwentu - nie ma on charakteru pokutnego - jest czasem radosnego oczekiwania. Ale oczekiwania, które ma być wypełnione prostowaniem ścieżek życia, przygotowaniem miejsca dla Pana w sercu - by mógł się tam narodzić. A ten proces nawrócenia wymaga ciszy, refleksji, skupienia. Już po Bożym Narodzeniu rozpoczyna się czas szczególnych zabaw - karnawał.

- Grzechem jest więc spożywanie mięsa w piątki?

- Tak, pod warunkiem, że czyni się to z wyboru. Jeśli ktoś stołuje się poza domem i w stołówce nie ma wyboru menu, może skorzystać z dyspensy od zachowania wstrzemięźliwości. Zaproszony jest do odmówienia modlitwy w intencji Ojca Świętego, złożenia jałmużny postnej.
Generalnie, powstrzymanie się od pokarmów mięsnych w piątki obowiązuje katolików, którzy ukończyli 14. rok życia. Ścisły post w Środę Popielcową i Wielki Piątek, czyli jeden posiłek do syta w ciągu dnia, obowiązuje katolików pomiędzy 18. a 60. rokiem życia.

- Można jednak nie jeść mięsa, ale w to miejsce kupić sobie inne przysmaki. Jaki sens ma wtedy taki post?

- Ważne jest właściwe rozumienie terminu: post. Nie chodzi tylko o to, aby nie jeść potraw mięsnych. Potrawy mięsne z reguły są droższe, dlatego odmawiając ich sobie jesteśmy zachęcani, aby zaoszczędzone środki przeznaczyć na potrzeby ludzi najuboższych. W wielu kościołach można spotkać puszki z napisem „Jałmużna postna”. Jeżeli na przykład ktoś jest wegetarianinem i normalnie nie je mięsa, jest zaproszony do tego, by w inny sposób narzucić sobie wstrzemięźliwość w jedzeniu i okazać swą łączność z Chrystusem, bo piątek to przecież dzień Jego męki i śmierci.

- Biskupi sugerują, że we wszystkie piątki w ciągu całego roku należy uszanować charakter pokuty, dlatego katolicy nie powinni w tym dniu uczestniczyć w zabawach. Znaczy, że nie powinno się iść na przykład na dyskotekę w piątek?

- Zdecydowanie nie powinno! Jeżeli piątek jest dniem solidarności z Chrystusem cierpiącym dla mojego zbawienia, to oczywiste jest, że nie mogę się w tym dniu bawić. Podobnie, jeśli obchodzę rocznicę śmierci bliskiej mi osoby, nie będę w tym dniu urządzał balu ani brał udziału w zabawie, to po prostu nie wypada.

- Nowością jest piąte przykazanie kościelne, zobowiązujące wiernych do troski o materialne potrzeby wspólnoty Kościoła. Nie występowało ono w poprzednich sformułowaniach. Co to znaczy w praktyce?

- Jest to odwołanie do coraz szerszego udziału wiernych świeckich w życiu Kościoła. Minęły czasy, kiedy Kościół posiadał wielkie dobra i w szerszym stopniu był mecenasem sztuki i kultury. Minęły czasy kolatorów, którzy troszczyli się o potrzeby materialne Kościoła. Z pewnym wzruszeniem można czytać opisy pierwszych Eucharystii, gdy wierni przynosili na nie dary. Po zakończeniu zanoszono chorym Komunię św., starano się także o zaspokojenie ich potrzeb materialnych.
Dziś wierni świeccy zaproszeni są do troski o potrzeby materialne Kościoła - by miał środki na sprawowanie kultu, prowadzenie działalności apostolskiej czy charytatywnej. Przecież tak prozaiczne sprawy jak oświetlenie świątyni, ogrzanie, utrzymanie w czystości czy wynagrodzenie świeckich pracowników wymaga pewnych środków. Pomijam tu sprawy związane z inwestycjami, konserwacją dzieł sztuki. W wielu parafiach działają już także - obok rad duszpasterskich - rady ekonomiczne; świeccy w bardzo konkretny sposób wspomagają swych duszpasterzy w sprawach związanych z zabezpieczeniem materialnych potrzeb parafii.
Przykazanie to mobilizuje do refleksji nad rozumieniem własności prywatnej - za pomocą dobrego użytku z pieniądza mamy zapewnić sobie wieczne szczęście. Pan Jezus mówił o niebezpieczeństwie bogactw, a Łazarz został odrzucony nie z powodu swego bogactwa, ale dlatego, że nie dostrzegał ludzi będących w potrzebie. Bardzo popularne jest obecnie słowo „sponsor” - wiele działań Kościoła nie byłoby możliwych, gdyby właśnie nie zaangażowanie materialne określonych osób, które bardzo konkretnie wypełniają normę V przykazania kościelnego.

- A po co w ogóle są przykazania kościelne, skoro jest 10 przykazań Bożych?

- Przykazania kościelne są próbą interpretacji, uszczegółowienia, przybliżenia powinności, które spoczywają na każdym wierzącym. Kościół posiada własne, przyrodzone prawo stanowienia prawa, na przykład kanonicznego, liturgicznego. Całe nauczanie Kościoła jest głoszeniem Dobrej Nowiny objawionej w Jezusie Chrystusie. W tym świetle należy odczytywać przykazania kościelne. Są one służbą temu najważniejszemu przykazaniu miłości Boga i bliźniego.

- Mogłoby ich więc na dobrą sprawę nie być?

- Oczywiście, mógłby istnieć sam Dekalog, bo on jest najważniejszy. Ale przykazania kościelne wyjaśniają pewne normy. Ważne jest, by pamiętać, że Kościół nie ma władzy nad Dekalogiem, bo pochodzi on od samego Boga. Stąd Dekalog jest niezmienny. Natomiast prawo kościelne ma charakter dynamiczny, podlega zmianom, stąd zmiana przykazań kościelnych. Najwyższym prawem w Kościele jest zbawienie dusz i temu celowi służą także zmiany w przykazaniach kościelnych.

- Czy nieprzestrzeganie przykazań kościelnych zatem jest grzechem?

- Jeżeli przykazanie kościelne mówi, żeby uczestniczyć we Mszy św. w niedziele i święta, to dotyka normy ustanowionej przez przykazania Boże. A ich nieprzestrzeganie zawsze pozostaje grzechem.

- A jeżeli nie dotyka Dekalogu?

- To jest radą, ma służyć dobru duchowemu człowieka a odrzucenie tych rad jest przynajmniej grzechem zaniedbania dobra, które mogłem uczynić.

- Czyli nie trzeba się z tego spowiadać...

- Dla przykładu: pierwsze i drugie przykazanie wyrażają minimalne oczekiwania Kościoła wobec człowieka wierzącego. Weźmy na przykład drugie przykazanie kościelne: „Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty”. Czym jest sakrament pokuty? Na spowiedzi mamy obowiązek wyznania grzechów ciężkich. Codziennie jednak doświadczamy ludzkich słabości, które są przyczyną grzechów określanych mianem powszednich. Zbyt długi odstęp między korzystaniem z sakramentu pokuty może prowadzić do pewnego zobojętnienia, znieczulenia sumienia na grzech, a więc do rozluźnienia relacji z Chrystusem. Kwestia częstotliwości w korzystaniu ze spowiedzi to sprawa osobistej wrażliwości, dobrze uformowanego sumienia. Życie przynosi tyle sytuacji, które chcemy przeżyć w sposób szczególny: święta, rocznice ślubu, śmierci, imieniny i urodziny własne czy bliskich - wszystkie one są także okazją do spotkania z Chrystusem w sakramencie pokuty.

- Podobnie w odniesieniu do sakramentu Eucharystii?

- Trudno chyba nazwać człowiekiem gorliwym w wierze kogoś, kto do Komunii Świętej przystąpi - jak wymaga tego Kościół w III przykazaniu - raz w roku w okresie wielkanocnym. Jest to minimum związku z Chrystusem, który ofiaruje się za nas w każdej Eucharystii i zaprasza nas na swoją ucztę.

- A dlaczego w przykazaniu zostały rozdzielone spowiedź od pokuty?

- Myślę, że chodzi o uzmysłowienie roli sakramentu pokuty i Eucharystii. Ludzie często spowiadają się: „Ostatni raz byłem u spowiedzi i Komunii św. wtedy i wtedy”. Panuje taki pogląd, że do Komunii przystępujemy tylko raz po spowiedzi. A jest to błędem.

- Jak długo zatem można przyjmować Komunię po ostatniej spowiedzi, jeżeli nie ma się grzechu ciężkiego?

- Nie ma tu wyznaczonej granicy. Każdy ocenia to według własnego sumienia.
Uczestnicząc w każdej Mszy św. słyszymy słowa: „Bierzcie i jedzcie”. Jesteśmy zatem zaproszeni, aby w sposób pełny brać udział w każdej Mszy. A pełny udział w niej polega także na przyjęciu Komunii. Oczywiście, był czas w historii Kościoła, gdy do Komunii przystępowano raz na kilka lat, i czynili tak nawet ludzie święci. Na fali posoborowej odnowy Kościoła jesteśmy zaproszeni do pełniejszego uczestniczenia i przeżywania Eucharystii. A że często nie czujemy się godni przyjmować Komunii? Pamiętajmy, że Msza św. rozpoczyna się aktem skruchy, pokuty. Stajemy przed Chrystusem w prawdzie o naszej słabości. Podobnie przed Komunią wyrażamy swoją niegodność słowami setnika: „Panie, nie jestem godzien...”. Św. Franciszek Salezy mówił, że potrzebują Komunii chorzy, aby wyzdrowieć, i silni, aby nie upaść. Bardzo głębokie wskazania na temat przystępowania do Komunii św. możemy znaleźć w Naśladowaniu Chrystusa Tomasza á Kempis. Jest to zresztą temat na osobną rozmowę.

- Pozostało jeszcze pierwsze przykazanie kościelne. W drugiej części mówi ono o powstrzymaniu się od prac niekoniecznych. Katechizm wyjaśnia: Są to „prace i zajęcia, które utrudniają oddawanie czci Bogu, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego odpoczynku duchowego i fizycznego”. Co to znaczy w praktyce?

- W chrześcijaństwie niedziela jest „małą Wielkanocą”, pierwszym dniem tygodnia, w którym Kościół w szczególny sposób celebruje tajemnicę zmartwychwstania Chrystusa. Jest niedziela i Msza św. zadatkiem, antycypacją odpoczynku zbawionych w niebie, obrazem uczty, na którą Chrystus zaprasza w niebie. Dlatego Kościół przypomina, by powstrzymać się w tym dniu od prac niekoniecznych - od tego wszystkiego, co przeszkadza w pełnym bliskości obcowaniu z Bogiem. A więc takich, które z powodzeniem można wykonać przez sześć pozostałych dni. Mam na myśli: pranie, sprzątanie, robienie zakupów itp. Wydaje mi się, że w kontekście tego przykazania trzeba nam przeprowadzić namysł nad zdolnością świętowania - czy nie sprowadza się ono tylko do oglądania telewizji, mocno zakrapianego alkoholem biesiadowania przy stole, bez głębszej refleksji nad treścią przeżywanego święta. Czy chrześcijańskie świętowanie nie zakłada spotkania rodziny (na które w tygodniu nie zawsze jest czas), wspólnego posiłku, rozmowy - a nie wymiany informacji, jak dzieje się w codziennym zabieganiu - dzielenia się swoimi radościami i trudnościami, a wszystko to w atmosferze nadziei, jaką przynosi spotkanie z Bogiem przeżyte na modlitwie czy Eucharystii.

- Jesteśmy zwolnieni z obowiązku udziału w świętach, które są w Polsce dniami pracy: Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny - 8 grudnia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła. Nie jest to pójście na łatwiznę?

- Jest to wzięcie pod uwagę rzeczywistości. Zniesienie obowiązku udziału we Mszy św. w te święta jest realizacją uprawnień, które kodeks prawa kanonicznego przyznaje Konferencji Episkopatu. Ona, za zgodą Stolicy Apostolskiej, może znieść obowiązek udziału we Mszy św. w niektóre święta lub przenieść je na niedzielę. Mimo tego w dalszym ciągu katolicy zaproszeni są do udziału we Mszy św. w te dni. Np. wiele grup dziewczęcych szczególnie czci Maryję w tajemnicy Niepokalanego Poczęcia - one z pewnością będą tego dnia uczestniczyły we Mszy św.

- List pasterski o nowych przykazaniach mówi też o tzw. „świętach nakazanych”. Jakie to święta?

- Przesłanie biskupów ma ułatwić wiernym rozstrzyganie dylematów związanych z wymogiem uczestnictwa w liturgii w dni świąteczne, które nie są wolne od pracy. Biskupi poprosili Stolicę Apostolską o zgodę na przeniesienie uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego z czwartku na siódmą niedzielę wielkanocną. Świętem nakazanym pozostaje uroczystość Objawienia Pańskiego (Trzech Króli) i w tym wypadku biskupi wyrażają nadzieję, że „nadejdzie taki czas, kiedy to ważne święto stanie się dniem wolnym od pracy”. Nie ma natomiast obowiązku udziału we Mszy św. w uroczystość Niepokalanego Poczęcia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła - choć biskupi zachęcają, by zgodnie z tradycją uczestniczyć w liturgii w tych dniach.

- Przykazania kościelne wyrażają więc istotne treści dla wierzących.

- W sumie są one zaproszeniem do pogłębienia osobistej relacji z Bogiem, do wyrażenia jej w życiu codziennym, do podjęcia odpowiedzialności za dzieła prowadzone przez Kościół, ale zachęcają też do przemyślenia, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy jest owocem osobistego wyboru, pochodzi z przekonania, doświadczenia w życiu miłości Bożej.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Abp Ryś: Maryjo, jesteś szczęśliwa, bo owocujesz Bogiem

2018-12-15 09:23

xpk / Częstochowa (KAI)

- Jesteś błogosławiona, bo jesteś szczęśliwa, bo owocujesz Bogiem – mówił na Jasnej Górze abp Grzegorz Ryś. Metropolita łódzki wygłosił rozważanie podczas Apelu Jasnogórskiego.

Piotr Drzewiecki
Abp Grzegorz Ryś

Odwołując się do psalmu responsoryjnego metropolita łódzki powiedział: "Szczęśliwy człowiek, który nie idzie za radą występnych, nie wchodzi na drogę grzeszników i nie zasiada w gronie szyderców, lecz w Prawie Pańskim upodobał sobie i rozmyśla nad nim dniem i nocą. On jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą, które wydaje owoc w swoim czasie. Liście jego nie więdną, a wszystko, co czyni, jest udane".

Biskup zaznaczył, że jest to psalm, który nas stawia na rozstaju dróg. "Można pójść drogą sprawiedliwych, ale można też pójść drogą grzeszników - można pójść drogą występnych. Patrzymy na ten psalm i widzimy Maryję, która miała w życiu męstwo wybrać, która miała w życiu męstwo zdecydować, która miała w sobie dość męstwa, żeby wziąć odpowiedzialność najpierw za Ciebie, kiedy zostałeś poczęty w Jej łonie. Potem miała odwagę wziąć odpowiedzialność za Kościół, który Jej powierzyłeś jako Matce na Golgocie" - powiedział abp Ryś.

Metropolita wskazywał, że Maryja jest szczęśliwa, bo nie weszła na drogę grzeszników i nie znała grzechu. "Szczęśliwa, bo jest zaprzeczeniem tych wszystkich naszych wyobrażeń, że szczęście jest w grzechu. Maryjo jesteś szczęśliwa, bo jesteś bezgrzeszna. Jesteś szczęśliwa, bo upodobałaś sobie w Prawie Pańskim, bo jesteś osobą modlitwy, bo jesteś Osobą modlitwy dniem i nocą. Jesteś szczęśliwa, bo zasadzona nad płynącą wodą, która jest Duch Święty - mówił abp Ryś. - Jesteś szczęśliwa, bo wydałaś i wydajesz ciągle owoc w swoim czasie. Błogosławiony jest Twój owoc – Jezus. Jesteś błogosławiona, bo jesteś szczęśliwa, bo owocujesz Bogiem. Jakie to jest szczęście owocować Bogiem. Twoje liście nie więdną, a wszystko co czynisz jest udane!" – wskazał metropolita łódzki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem